02/23/2026
W drodze do Japonii
Dubaj moimi oczami
Mimo że zwiedziliśmy naprawdę sporo dużych miast na świecie, Dubaj zrobił na mnie autentyczne pierwsze wrażenie WOW. Majestatyczne, futurystyczne budynki wyrastające z pustyni, szerokie drogi, idealnie czyste ulice — bez chaosu, bez widoku bezdomnych. Do tego ciepełko, palmy, błękitne niebo… na pierwszy rzut oka wszystko, czego można chcieć.
Owszem, spędziliśmy tam dobry czas. A jednak… całe moje ciało i emocje bardzo wyraźnie szeptały (a czasem wręcz krzyczały): to nie jest miejsce dla Ciebie. Szczególnie jak wjechaliśmy na 148 piętro Burj Khalifa.. ;) myślałam, że zemdleję. Ręce się pociły, kręciło mi się w głowie i jedyne o czym mogłam myśleć będąc tam - 555m nad ziemią - to to, żeby wrócić na poziom 0.
W Dubaju wyczuwałam sztuczność i teatralność — jakby wszystko było perfekcyjnie zaprojektowaną scenografią. Wszechobecny konsumpcjonizm, potrzeba „więcej, większe, droższe”, błysk i przepych, który szybko przestaje cieszyć, a zaczyna męczyć. Brakowało mi głębi, duszy, prawdziwej historii i kultury, tej niewymuszonej, organicznej energii miejsca.
To jedno z tych miast, które podziwia się oczami, ale niekoniecznie czuje sercem. I choć cieszę się, że mogłam je zobaczyć i doświadczyć, wiem jedno — są miejsca, które karmią zmysły… i takie, które karmią duszę. Dubaj zdecydowanie NIE należy do miejsc, do których chce się wracać.
Za to Japonia...