03/22/2026
Podobno w XIX wieku wierzono, że picie zimnych napojów może być niebezpieczne, a nawet śmiercionośne ☠️. Choć dzisiaj dużo łatwiej jest nam znieść wysokie temperatury niż onegdaj - wszakże sporą część życia spędzamy w klimatyzowanych pomieszczeniach ❄️, a lodówka 🧊 jest czymś oczywistym - to możliwość napicia się czegoś zimnego i orzeźwiającego 🧋wydaje się wręcz podstawową przyjemnością w gorące dni 😎. Wśród najcieplejszych stanów USA (jeśli chodzi o część kontynentalną) zwykle podium zajmują stany okalające Zatokę Meksykańską, czyli Floryda, Luizjana i... Teksas. Nie powinno zatem dziwić, że zimne napoje, zwłaszcza gazowane, są tu bardzo popularne😀
Ale cofnijmy się nieco w naszej opowieści. Historycznie rzecz biorąc, ludzkość osadzała się zawsze tam, gdzie był dobry dostęp do wody 💧, bo po prostu potrzebujemy jej do życia. Niekiedy źródła tryskały wodą, którą dziś nazwalibyśmy "gazowaną" i, jak łatwo się domyślić, upatrywano w niej magicznych mocy🪄, a potem zaczęto badać ten dziw natury.
W 1772 roku Joseph Priestley, badając zachowanie gazów, odkrył, jak stworzyć wodę gazowaną. Miał nadzieję, że rozwiąże to problem marynarzy zapadających na szkorbut. Tu się oczywiście mylił 😉, ale "przy okazji" - niejako przypadkiem - stworzył całą gałąź przemysłu takich napoi, zwanych w USA "soda"🥤. Do sukcesu potrzebna była kreda i kwas siarkowy. Reagując ze sobą, wydzielają dwutlenek węgla, który należało zgromadzić w świńskim pęcherzu, a następnie nasycić nim wodę.
Następnym bohaterem historii będzie szwajcarski zegarmistrz Johann Jacob Schweppe. Tak, ten sam, którego nazwisko do dziś jest na butelkach toniku. Udało mu się przekształcić eksperyment Priestleya w proces przemysłowy 🏭. Oszczędzając szczegółów, zastąpił on kredę wodorowęglanem sodu, czyli po prostu sodą. Tak powstała nazwa "woda sodowa" i jej amerykański odpowiednik.
Wkrótce powstały również urządzenia do dystrybuowania nowego napoju. Bywały naprawdę duże i nie bez kozery przylgnęło do nich określenie "fontanny" (fountains) ⛲️. Aby przyciągnąć klientów, dodawano rozmaite syropy smakowe... i nie tylko. Nieco żerując na przekonaniu o cudownych właściwościach wody z bąbelkami, zachwalano jej walory zdrowotne, sprzedawano ją w aptekach🥼, a także "wzmacniano" ją medykamentami 💊. Farmaceuci, starając się znaleźć atrakcyjną mieszankę smaków, eksperymentowali. Tak powstała m.in. Coca-Cola (w 1886 r. w Atlancie) i Pepsi (w 1893 r. w New Bern). W ten sam sposób poznajemy trzeciego bohatera dzisiejszej opowieści, czyli Charlesa Aldertona, farmaceutę z Waco w Teksasie, a zarazem twórcę napoju Dr. Pepper. Co ciekawe, jest on starszy od Pepsi i Coca-Coli, bo powstał w 1885 r. 😃
To właśnie w Waco był nasz następny przystanek. Jedną z najbardziej znanych atrakcji turystycznych jest muzeum Dra Peppera. Można w nim poznać historię napojów gazowanych 🥤(skróconą powyżej), zobaczyć historyczne maszyny służące do ich produkcji i butelkowania, sporą kolekcję butelek i puszek, mnóstwo wariacji smakowych, które się nie przyjęły i limitowanych serii, wreszcie reklamy i gadżety sprzed lat, a nawet dostawczego Forda Model T z 1920 r., wnoszonego po schodach w częściach i złożonego w miejscu, gdzie jest wyeksponowany.
W muzeum znajdziemy również eksponaty związane z innymi napojami, należącymi aktualnie do tej samej grupy kapitałowej Keurig Dr Pepper. Znamy z nich głównie 7-Up i Schweppes.
Przyznamy, że muzeum okazało się większe niż się spodziewaliśmy😅 i na koniec byliśmy bardzo zaskoczeni tym, że ma jeszcze drugi budynek. Warto sobie zatem zarezerwować na nie 2-3 godziny, a jeśli okaże się to dla Was za dużo, można ten czas spędzić w sklepie z pamiątkami, lub, jeszcze lepiej, delektując się lokalną specjalnością, czyli Dr Pepper Float - płynnym deserem z napoju gazowanego 🥤 i lodów 🍨, czasem z innymi dodatkami (smakowymi lub alkoholową "wkładką"). Podobne "floaty" przygotowuje się w USA z wielu rodzajów napojów, np. piwa korzennego 🍺.
W Stanach Dr. Pepper jest znacznie popularniejszy niż u nas, choć oczywiście palmę pierwszeństwa niepodzielnie trzyma Coca-Cola. Niemniej, w praktycznie dowolnym lokalu lub nawet stacji benzynowej jest on dostępny i cieszy się większym powodzeniem niż choćby Sprite czy Fanta😀.
Wybór napojów dostępnych na stacjach benzynowych to również pewien szok kulturowy dla turysty z Europy. Absolutnym standardem jest obecność co najmniej kilkunastu dystrybutorów 😲z napojami gazowanymi, lodem, kawą przelewową (zupełnie inną niż europejska), a nawet świeżo parzoną. Kubki przypominają wielkością raczej wiadra 🪣(no dobrze, może ODROBINĘ przesadzamy 😉), a cena jest bardzo przystępna - olbrzymi kubek (kubeł?) wypełniony np. Drem Pepperem będzie kosztował około dolara, a jeśli przyszliśmy tylko go napełnić, to nawet mniej.
Trochę nam w Polsce tych "źródełek" na stacjach i darmowych dolewek w knajpach brakuje. Trzeba przyznać, że dostęp do orzeźwiających napojów sprzyja dobremu nawodnieniu, tak ważnemu zwłaszcza w ciepłym, teksańskim klimacie. Niestety, nie da się ukryć, że są one też znaczącym źródłem cukru, co ostatecznie przekreśliło ich "zdrowotne" właściwości, które starali się podkreślać twórcy 😉
To właśnie duża zawartość cukru była jednym z motywów reklamowych Dra Peppera 😃 - był zachwalany jako łatwoprzyswajalny posiłek w płynie, który "należy" spożywać trzy razy dziennie w ciągu typowego dnia pracy (o 10, 14 i 16), aby uniknąć spadków energii.