02/02/2024
Jadę sobie. Ałtem jadę. Przez esencję taką prawdziwą jadę.
Na rondzie kilka sekund przede mną wtacza się FlixBus I tak sobie pełzniemy - jakaś renówka-nienówka, jakieś fordy, koleś w polówce jedzie w polówce, SUVy wszelakie, mokka obła jak kropelka dobrej kawy. Pełznie to wszystko. Po prawej stacja Orlenu. Pełznie wolniutko. Kilka autek naprzód jakoś widzę, później pomarańczowo-zielona ściana VDL-a ogranicza horyzont. Ktoś skręca w lewo, robi się stop. Tylko na chwilę, w korku z naprzeciwka ktoś usłużnie wpuszcza, no, ale jest okazja wrzucić "dwójkę". Nie na długo. Znów scenka rodzajowa: oto z boku wyjeżdża jakiś autko z bramy. Po kilkunastu metrach wjeżdża w sąsiednią bramę. Czujecie to??? Tak po prostu przejechał do sąsiedniego domostwa! Moje oczy wybuchły.
Po chwili inna scenka rodzajowa. Osoby dramatu: jakaś nastolatka już na tyle duża, że rodzice mogli puścić ją samą; jakaś kobieta w okolicach dobijających pięćdziesiątki, poprawiająca wizerunek za pomocą produktów przemysłu kosmetycznego i jeszcze dwie osoby z twarzy podobne zupełnie do nikogo. I stoją tak sobie, chłonąć spalinową atmosferę całością płuc swych. Stoją na jakiejś czarnej powierzchni, która przywołuje na myśl słowa Leo Beenhakkera o tym, że nawet psa by nie wyprowadził na murawę na polskich boiskach. Taaaaak, w miejscu, gdzie stała ta czwórka, nie powinno się wyprowadzać nawet psa. Z przyczyn nawet czysto estetycznych: wyobraźcie sobie zmrożone błoto koloru aż czarnego, po prostu ohyda.
I tak stoją sobie, cierpliwie czekają. Do płotu jest przykręcona tabliczka ze - z pewnością nierealnym - rozkładem jazdy skibusa. I tak czekają na tego skibusa, i tak chłoną to dobro wszelakie, te serki osmalane przydrożnie, te ciupaski pośród sopockiego bursztynu... A przecież mogli podjechać autem, jak im za daleko na wyciąg. Ja bym się bał postawić narty na takim syfie (wracam do wątku psa Beenhakkera).
Flixbus zatrzymał się na przystanku, w lusterku dostrzegłem, że zmierzał do Olsztyna. Po drugiej stronie Tatr co godzinę (z wzmocnieniami szczytowymi) pomykają pociągi wąskotorowe, skomunikowane "wszystko z wszystkim" w Starym Smokowcu. Ja nie twierdzę, że "tam" wszystko jest idealnie, ale jakoś tak jest inaczej. Tak trochę cieszę się, że na urlopie byłem po "tamtej" stronie.