04/03/2023
Udało się!!! Zwycięstwo!!!
6027 km rowerem, 4 miesiące jazdy żeby z San Francisko dojechać do San Jose w Kostaryce!
Parę lat już myślałem, żeby zobaczyć, zwiedzić Mexico i kraje Ameryki Środkowej. Potem przyszedł covid i... wiadomo.
Wyjazd trzeba było przełożyć.
Jeszcze przed wylotem słyszałem jaki ten Meksyk niebezpieczny, że kartele narkotykowe, przemoc, problemy... Ameryka Centralna tez nie cieszy się dobrą sławą.
Jak zwykle takie farmazony to się czyta w internetach lub słyszy w TV. Na miejscu jest zupełnie inaczej.
Ludzie byli przyjaźni, pomocni, sympatyczni.
Kraj rozumiany przez nas jako pierwszego świata - Stany Zjednoczone Ameryki Polnocej okazał się najmniej ciekawy, za to ze zdecydowanie najmniej sympatycznymi ludźmi na trasie.
W Mexico to nawet narkusy dla mnie bylu mli🤣 będąc w hotelu koło granicy z Gwatemalą podjechali dwoma autami. Wysiadło 8 gości z długą bronią. Zapytali mnie tylko co tam robię, rozejrzeli się i pojechali.
Gwatemala też była świetna!
Doskonale pamiętam jak na jednym z wulkanów, na które wszedłem nogami, miły Pan Gwatemalczyk poczęstował mnie... kartonem wina. Całym. On pić nie mógł bo był w pracy.
Wiadomo, że znosić tego wyśmienitego trunku nie będę i tak na wysokości 3976m npm wypiłem całe. Cóż to było za zejście! Tym bardziej, że nie miałem duzo czasu na schodzenie i dalsze łapanie stopa.
Salvador tez byl niesamowity!
Udało mi się tam spędzić dwa dni na wsi u rodziny milego pana Salwadorczyka co mnie w Stanach Zjednoczonych na stopa zabrał ciężarówką! Takie spotkania są najlepsze. Żadne biuro turystyczne takich atrakcji nie zapewni. Zresztą podróżując grupą też o takie spotkania byłoby ciężko.
W Hondurasie miałem tylko 140km do przejechania i niezbyt ciekawy odcinek.
Nikaragua była prawdziwą perełką! Bardzo mi się tam podobało. Tanio, smacznie I super mili ludzie. Jezioro Nikaragua i miasto Grenada były jednym z naj naj na mojej trasie.
W Kostaryce to już był prawdziwy sprint żeby zdążyć na samolot.
Oprócz turbo wysokich cen - np. paczka makaronu kosztuje tam 11zl... to też było tam super. Łatwo znalazłem karton na rower i lotem przez Nowy Jork wróciłem do Berlina.
W moich wyprawach jedno sie nie zmienia! W ogóle wracać do domu mi się nie chciało! Ani trochę...
Najchętniej to jechałbym dalej na południe - aż do Ushuaia.
Napisać tutaj mogłem tylko o małej części tego co sie tam u mnie wyprawiało. Codziennie coś się działo. Większość dni nie wiedziałem gdzie się zatrzymam, jakie miejsce znajdę na noc. Ja lubię taką adrenalinę i przygody!
Czasem było ciężko mimo to już się nie mogę doczekać kolejnego trpa!
Pytanie dokąd... 😁