23/02/2025
Minęło dokładnie pięć lat, odkąd wyruszyłam na dwudniową zimową wyprawę, by przejść grzbiet Karkonoszy🏔️
Nie, nie byłam sama. Towarzyszyła mi koleżanka, którą – szczerze mówiąc – ledwie znałam, ale okazała się świetną kompanką. Razem mogłyśmy zdziałać naprawdę wiele!
Pamiętam, jak w piątkowy poranek 21 lutego 2020 siedziałam w pociągu Koleje Dolnośląskie S.A., myśląc tylko o tym, by nic nam się w górach nie stało. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że tego samego dnia, w Tatrach Słowackich, pod Kieżmarskim Szczytem, zginęło dwóch młodych chłopaków – Dominik Socha i Krzysztof P***k. Dominik był z mojego rocznika, a po powrocie do domu zaczęłam oglądać jego filmiki z górskich wypraw, które po sobie pozostawił…
Gdy dotarłyśmy do stacji Szklarska Poręba Górna, ruszyłyśmy 🟥 szlakiem. Na dole wiatr był stabilny, ale widoczność kiepska. Im wyżej, tym gęstsza mgła nas otaczała. Na ponad 1000 m n.p.m. było już biało, mglisto, a znaki górskie pokrywał lód.
Za Halą Szrenicką odbiłyśmy z 🟥 szlaku na ⬛️, żeby zdobyć Szrenicę. Następnie przyszła kolej na słynne Śnieżne Kotły. Szłyśmy niemal same – jeśli ktoś się pojawiał, to głównie młodzi ludzie albo rodziny z dziećmi. Przy Śnieżnych Kotłach ledwo było widać budynek stacji przekaźnikowej. Wtedy zaczęłyśmy się zastanawiać, czy nie zawrócić, ale widok nadchodzących z przeciwka turystów sprawił, że postanowiłyśmy iść dalej – do Odrodzenie Schronisko PTTK
Okolice Wielkiego Szyszaka były wymagające – stromo i ślisko, co znów postawiło pod znakiem zapytania naszą dalszą drogę. Jednak po krótkiej analizie terenu i obserwacji zimowego szlaku, wyznaczonego przez drewniane tyczki, zdecydowałyśmy, że damy radę. I tak – te kijki ratują życie! W krótkim czasie dotarłyśmy na bardziej równy teren, który bezpiecznie doprowadził nas do „Odrodzenia”, gdzie czekał nas nocleg... na glebie.
Następnego dnia powitał nas silny wiatr i ograniczona widoczność. Na grzbiecie Karkonoszy można było spotkać głównie Czechów na nartach, nieraz z małymi dziećmi. Po jakimś czasie niebo się rozpogodziło, ukazując bajeczne widoki, ale jednocześnie wiatr przybierał na sile. Wędrówka robiła się coraz mniej komfortowa, a lód był tak twardy, że każda chwila nieuwagi mogła skończyć się poślizgnięciem i upadkiem w przepaść.
Gdy dotarłyśmy do Słonecznika, wiatr był tak silny, że porwał moją karimatę prosto w przepaść. Zrobiło się niebezpiecznie, adrenalina buzowała. Podjęłyśmy decyzję o zejściu w dół 🟨 szlakiem – przez Pielgrzymy na Polanę. To był dobry wybór, bo warunki robiły się coraz bardziej ekstremalne.
Na trasie nie brakowało turystów próbujących zdobyć Słonecznik. Za to na 🟦 szlaku od Wangu do Samotni panował tłok – jakbyśmy nagle przeniosły się do zupełnie innej rzeczywistości.
Silny wiatr był odczuwalny jeszcze w samym Karpaczu…