08/07/2025
🌳Gdy jestem w przyrodzie mam wrażenie że dopiero wtedy mogę swobodnie oddychać. Mam przecież powietrze na co dzień gdy żyję w mieście, ale to powietrze jest inne: ono śmierdzi spalinami, jest pełne hałasu, zgiełku i pospiechu.
W przyrodzie jest jakby stan zerowy, punkt startowy gdzie można sobie przypomnieć jak wygląda równowaga.
Wchodząc do jakiegoś kawałka obcego lasu jestem gościem, intruzem dla tych wszystkich much, komarów, latających robali. Wchodzę w ich świat i przestrzeń, wiadomo że muszą sprawdzić czy akurat mogę być ich jedzeniem. Skłamię jeśli powiem, że ich nie zabijam bo każde życie jest cenne. Mam popsikane odsłonięte części ciała mugą i nie zawaham się zabić komara.
Te żywioły..
To ich mi brak.
Powietrze które pachnie wszystkim co żywe wokół. Ptaki! Mnóstwo różnych ptaków wszędzie, aż głośno. Tu podmuch wiatru, tu promień słońca, wieczorem ogień i zapach dymu. Wilgoć i schronienie od wilgoci.
Lekarze przepisują jeden spacer dziennie na dzisiejsze choroby cywilizacyjne. 40 minut chodzenia po parku ma odsunąć od ciała depresję i zmęczenie, a na twojej twarzy zawita radość.
Dla mnie to za mało. Jeden spacer dziennie to pierwszy kęs. A ja jestem głodna! Głodna bycia gościem w Naturze, bycia częścią tej wielkiej, pięknej machiny gdzie można chcieć zostać na zawsze.
Aktualnie samotna wędrówka, trochę odosobnienie, trochę wakacje w poszukiwaniu równowagi.