Góry bez kondycji

Góry bez kondycji Góry bez pobijania rekordów. Zapraszają: korporodzic po czterdziestce i nastolatki z Gen Z.

Dokąd wybrać się na zimową wycieczkę w góry? Najlepiej niedaleko, niewysoko i z ciepłym jedzeniem 😊 Wszystkie te kryteri...
08/02/2026

Dokąd wybrać się na zimową wycieczkę w góry? Najlepiej niedaleko, niewysoko i z ciepłym jedzeniem 😊 Wszystkie te kryteria spełnia pętelka, którą chcemy Wam dzisiaj przedstawić. Zapraszamy na wspólna wędrówkę na Łysinę.

Rok 2026 rozpoczynamy aktywnie, korzystając z dobrych, jak na tą porę roku, warunków panujących w Beskidach. Nie dla nas spanie w sobotni poranek – budzik dzwoni gdy za oknem jeszcze noc. Lekko niemrawo pakujemy się ze standardowym dobytkiem oraz termosem i raczkami (zima!) i udajemy się w malownicze rejony na wschód od Myślenic. Nasz punkt startowy znajduje się w Porębie, niedaleko kościoła.

Przez większą część dzisiejszej trasy prowadzi nas zielony szlak z Myślenic-Zarabia do Schroniska PTTK na Kudłaczach. Przebiega on przez centrum Poręby, więc bardzo łatwo można odnaleźć znaki i wyruszyć na wędrówkę w kierunku Kamienników lub Działku. My wybieramy tą pierwszą możliwość.

Pierwszy odcinek przebiega wzdłuż szosy, jednak już po kilku minutach szlak skręca w prawo i prowadzi nas miarowo w górę. Podejście na Kamiennik Północny jest długie i mimo że nie strome, to jednak lekko męczące: do pokonania jest prawie 3 kilometry i 400 metrów przewyższenia. Po drodze warto zboczyć na znakowaną trójkątnymi symbolami ścieżkę prowadzącą do punktu widokowego – szeroka panorama w kierunku północnym obejmuje okolice Jeziora Dobczyckiego i sięga aż po Kraków.

Sam szczyt jest nieoznaczony, kontynuujemy więc wędrówkę kolejny kilometr i docieramy do wyższego z wierzchołków – Kamiennika Południowego (827 m n.p.m.). Tu znajduje się już tabliczka akcji Odkryj Beskid Wyspowy – szczyt wlicza się do odznaki “102 Wyspy”. Dotarcie tu zajęło nam nieco ponad 1,5 godziny.

Tymczasem dopada nas zmiana pogody i w coraz mocniej padającym śniegu schodzimy ku Przełęczy Suchej. Gdy docieramy do polany, zadymka jest już całkiem konkretna i ledwo widzimy zarys naszego dzisiejszego celu: Łysiny. Padający śnieg tworzy niesamowitą, bajkową scenerię, pokrywając drzewa grubą puchową kołderką. Zmieniamy kolor szlaku na żółty i rozpoczynamy finalne podejście. Na początku jest ono dość strome i oblodzone, a lód zdradliwie ukryty pod warstwą śniegu, po raz pierwszy w tym sezonie sięgamy więc po raczki.

Całkiem porządnie zmęczeni tym dość wymagającym odcinkiem w niełatwych warunkach, docieramy na Łysinę (891 m n.p.m.) po 40 minutach od przełęczy i łącznie 2,5 godziny od startu. To kolejny szczyt wliczający się do odznaki “102 Wyspy”, dokumentujemy więc i tu naszą obecność (tabliczka szczytowa jest na wzniesieniu, poza szlakiem!).

Spragnieni jeszcze większej ilości szczytów mogą wydłużyć wędrówkę i czerwonym szlakiem (Mały Szlak Beskidzki) udać się na pobliski (30 minut marszu) Lubomir – najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego. My tymczasem udajemy się w przeciwnym kierunku – ku Schronisku PTTK na Kudłaczach. W porównaniu ze spartańskimi warunkami podejścia na Łysinę, ten odcinek to istna autostrada – szeroka, ubita i ze sporą ilością turystów różnej natury (w tym z jabłuszkami). Jakże inny świat!

Pół godziny później wkraczamy w progi schroniska i zamawiamy posiłek – wybieramy często polecaną zupę z czosnku niedźwiedziego (warto!) i oczywiście coś na słodko – naleśniki 😋 Ciepły posiłek i schronienie to w zimie skarb, dzięki któremu nabieramy sił do drogi powrotnej.

Zejście kontynuujemy czerwonym szlakiem – mniej więcej, bo udaje nam się go po drodze zgubić. Idąc “na przestrzał” dołączamy jednak do niego niedługo i już prowadzeni znakami docieramy do Działku (600 m n.p.m.). Na tym mało wybitnym wzniesieniu krzyżuje się kilka szlaków, w tym zielony, którym rozpoczynaliśmy naszą wędrówkę.

Ostatni odcinek to już w większości marsz po asfalcie – nic fascynującego, choć łapiemy jeszcze kilka ładnych, słonecznych panoram Kamiennika i Łysiny. Zima pokazała nam dzisiaj chyba wszystkie swoje oblicza! Pętelkę domykamy po łącznie 4 godzinach i 15 minutach od startu i przebytym dystansie 13 kilometrów. I to się nazywa dobry start w Nowy Rok!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/ghvt
📐 Długość trasy (wg mapy): 12,6 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 688 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 4 g 20 min
🚶 Nasz czas przejścia: 4 g 15 min
🏅 Pkt. GOT: 19

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Lackowa i Busov w Beskidzie Niskim widziane z jednego z wyciągów narciarskich w Tyliczu. 5.02.2026
05/02/2026

Lackowa i Busov w Beskidzie Niskim widziane z jednego z wyciągów narciarskich w Tyliczu. 5.02.2026

Chodzić po Gorcach i nie być na Gorcu to jak być pilotem bez pilotki albo mieć chlebak bez chleba. No bez sensu i wstyd ...
12/01/2026

Chodzić po Gorcach i nie być na Gorcu to jak być pilotem bez pilotki albo mieć chlebak bez chleba. No bez sensu i wstyd trochę, zwłaszcza gdy kilka gorczańskich miejscówek już się odwiedziło. Tuż przed Bożym Narodzeniem zmierzyliśmy się więc z ambitnym zadaniem zdobycia Gorca po raz pierwszy. Zapraszamy na relację!

Zimowy czas jest pełen niespodzianek, nie tylko pod choinką. Pozornie paskudna, szara pogoda może zaskoczyć nas niesamowitymi górskimi widokami. Zjawisko to nazywa się inwersją temperaturową i sprawia, że chmury zalegają nisko w dolinach, a na szczytach mamy piękne słońce i niesamowite widoki. W takich właśnie warunkach wybraliśmy się w kierunku Zasadnego – niewielkiej wsi położonej na granicy Gorców, między Szczawą a Kamienicą. Stąd właśnie czerwony szlak “Wyrusz z nami w Gorce” zaprowadzi nas ciekawą pętelką na szczyt Gorca.

W miejscu, z którego wychodzi szlak jest kilka miejsc parkingowych – jeśli chcemy z nich skorzystać, warto przyjechać nieco wcześniej. Gdy wracaliśmy, wszystkie były zajęte, mimo mrozu i pory roku poza sezonem turystycznym. Uzbrojeni w ciepłą herbatę w termosie, ciepłe ubrania i raczki na wszelki wypadek (zawsze warto je mieć zimą w plecaku!) wyruszamy jedną z odnóg szlaku. My wybieramy podejście przez Wierch Młynne i Wierch Bystrzaniec, nieco dłuższe, ale za to prowadzące łagodniejszym trawersem.

Ten trawers to jednak za chwilę, bo najpierw szlak prowadzi nas dość stromo pod górę asfaltową drogą w kierunku Ochotnicy Dolnej. Na tym pierwszym, około kilometrowym odcinku do pokonania mamy 130 m prowadzącego przez las podejścia, które zajmuje nam mniej więcej 20 minut. Na Wierchu Młynne jest dość spory parking – postój tutaj pozwoliłby ominąć ten fragment podejścia, choć dojazd zimową porą może być mocno utrudniony – to raczej lepsza opcja na lato. Kierując się znakami, odbijamy w prawo i odtąd wędrujemy szeroką polną drogą. Wreszcie też opuszczamy szarawą rzeczywistość dolin i zaczynamy się cieszyć promieniami słońca!

Podejście nie jest strome, ale dość długie i trzeba przyznać, że większe niż zazwyczaj, bo zimowe braki w kondycji trochę nam doskwierały. Urozmaiceniem były z pewnością pojawiające się kilka razy widoki na Gorc, zwłaszcza z niewielkiego obniżenia między Tokarką a Wierchem Bystrzańcem. Z tego samego miejsca ładnie prezentowała się też Mogielica.

Na ostatnim fragmencie podejścia pod Gorc odbijamy nieco w lewo, zmieniając kolor szlaku na niebieski. Jest to miejsce dość trudne orientacyjnie, więc trzeba uważać, by nie zacząć schodzić z Gorca zanim się na niego wyszło 😅 Ostatecznie na szczyt (1228 m n.p.m.) “upiększony” wieżą widokową docieramy po niecałych 2 godzinach wędrówki. Na samej wieży wiatr wieje dość mocno, więc ograniczamy czas oglądania widoków do niezbędnego minimum, choć dla takich pejzaży można tam zostać zdecydowanie dłużej!

Po krótkiej regeneracji rozpoczynamy zejście – początkowo szlakiem niebieskim w kierunku na Lubomierz - Rzeki, który prowadzi nas ku Gorcowi Kamienickiemu. Jest to sporej wielkości niezwykle malownicza łąka górska, położona między głównym szczytem Gorca a Czołem Gorca, z której rozpościerają się szerokie widoki, w tym na fragment Tatr, Jaworzynę Kamienicką, Turbacz i Kudłoń, a także Beskid Wyspowy (Luboń Wielki, Szczebel, Lubogoszcz). Ten ostatni przy inwersji tonie w morzu chmur, przypominajac nam skąd wzięła się jego nazwa 🤩

Po takiej widokowej uczcie jesteśmy gotowi na powrót. Na Gorcu Kamienickim szukamy ponownie czerwonego szlaku “Wyrusz z nami w Gorce”, który tym razem swoją drugą odnogą sprowadzi nas do Zasadnego. Trasa prowadzi w większości przez las i mamy wrażenie, że podejścia na niej są nieco bardziej strome niż te, którymi wchodziliśmy. Spotykamy też większą ilość turystów. Pewnie ze względu na późniejszą porę, ale może po prostu ten wariant wejścia jest nieco bardziej popularny, ze względu na widoki z Gorca Kamienickiego. Również na tej części szlaku znajduje się kilka polanek, skąd można “ustrzelić” między innymi ładną panoramę w kierunku Beskidu Sądeckiego.

Naszą wędrówkę po wschodniej części Gorców kończymy w miejscu, z którego wyruszaliśmy, po godzinie schodzenia i łącznie 3 godzinach i 45 minutach marszu (i podziwiania widoków!). Pewnie gdyby nie zimno, wyprawa zajęłaby nam więcej czasu, bo Gorczańskie polany to przestrzenie, które wręcz zapraszają by usiąść na dłużej i czerpać z piękna otaczającej nas przyrody. Serdecznie polecamy więc Wam tą trasę i sami na pewno jeszcze nieraz tu zawitamy!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/pdbd
📐 Długość trasy (wg mapy): 9,5 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 634 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 3 g 30 min
🚶 Nasz czas przejścia: 3 g 45 min
🏅 Pkt. GOT: 17

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Pobieliło pół godzinki, i od razu zrobiło się bajkowo 😍W drodze na Łysinę z Przełęczy Suchej, Beskid Makowski, 3.01.2026...
03/01/2026

Pobieliło pół godzinki, i od razu zrobiło się bajkowo 😍
W drodze na Łysinę z Przełęczy Suchej, Beskid Makowski, 3.01.2026.

Relacja wkrótce, mamy jeszcze kilka tras wcześniejszych do opisania!

Na koniec roku 2025 zapraszamy do odwiedzenia z nami niesamowicie urokliwych, lecz nieco zapomnianych zakątków Beskidu W...
29/12/2025

Na koniec roku 2025 zapraszamy do odwiedzenia z nami niesamowicie urokliwych, lecz nieco zapomnianych zakątków Beskidu Wyspowego: masywu Ogorzałej i pasma Czarnego Działu. Jest to też świetna okazja na zdobycie kilku innych szczytów do Korony Beskidu Wyspowego i odznaki “102 Wyspy”. To również już dziewiąta odsłona naszego autorskiego planu “GSBW bez kondycji”!

Końcówka października to czas po głównym sezonie turystycznym, ale ciągle świetny moment na górskie wyprawy. Jesienne kolory potrafią przyciągnąć oko, powietrze jest czyste i rześkie, a słońce potrafi całkiem nieźle zaskoczyć, dodając uroku pejzażom. W takich właśnie okolicznościach udajemy się do Mszany Dolnej, serca zachodniej części Beskidu Wyspowego. Pojazd zatrzymujemy na prawym brzegu Mszanki przy ulicy Zielonej, w dogodnym miejscu rozejścia szlaków zielonego i żółtego. Obydwa szlaki są częścią Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego. My na początek wybieramy szlak zielony, który prowadzi nas asfaltową drogą wzdłuż rzeki w kierunku Ogorzałej.

Po około 20 minutach marszu wychodzimy na większą drogę Mszana - Łostówka, gdzie skręcamy w lewo. Ciekawie prezentują się stąd zbocza Wsołowej - tam będziemy, lecz nieco później. Szlak tymczasem ponownie wyprowadza nas na mniejsze uliczki: przekraczamy mostek na potoku Łostówka i tuż za nim odbijamy w lewo, na łagodnie pnącą się wśród gospodarstw dróżkę. Po minięciu zabudowań asfalt przechodzi w wygodną drogę polną, która w równym, niezbyt wymagającym rytmie pozwala nam zdobywać kolejne metry przewyższenia. Od czasu do czasu oglądamy się za siebie, by podziwiać widoki, które otwierają się w kierunku zachodnim i północnym. Okazale prezentują się stąd wybitne i znane wyspiarskie szczyty: Luboń Wielki, Szczebel i Lubogoszcz.

Po około godzinie drogi osiągamy najwyższy punkt widokowy, położony na zachodnich stokach Ogorzałej. Rozciągające się stąd panoramiczne widoki to prawdziwa ukryta perełka! Nas zaskoczył widok na masyw Jasienia, przepięknie prezentuje się stąd też niemalże pełne pasmo Gorców, z widocznymi Gorcem, Kudłoniem i Turbaczem. Widok w kierunku zachodnim zachwycił nas przełomami pól, szkoda tylko, że kapryśna Babia Góra szczelnie okryła się chmurami. W północnej części panoramy, obok wymienionych wcześniej Lubonia, Szczebla i Lubogoszczy, prezentują się również: pasmo Kotonia w Beskidzie Makowskim i Wierzbanowska Góra.

Nakarmieni tak rozległymi pejzażami, ochoczo zmierzamy ku pierwszemu i zarazem najwyższemu szczytowi naszej wyprawy: Ogorzałej. Zielony szlak omija sam szczyt, tak więc musimy się od niego na chwilę odłączyć. Ścieżka, mimo że nieoznaczona, jest jednak wygodna i nie sposób jest się tu zgubić. Na wierzchołek (806 m n.p.m.) docieramy po około 1,5 godziny od startu. Miejsce jest niezwykle urokliwe i wielka szkoda, że porastające szczyt krzewy i młode drzewa ograniczają widoczność. W prześwitach można uchwycić ciekawy widok na Ciecień i Śnieżnicę, a w kierunku wschodnim - na Ćwilin, Mogielicę i Jasień. Tak więc Ogorzała to niesamowity punkt, gdzie mamy okazję podziwiać niemal wszystkie najwyższe i najważniejsze szczyty Beskidu Wyspowego!

Z Ogorzałej kierujemy się na Ostrą (780 m n.p.m.) – mało wybitny wschodni wierzchołek masywu. To dobre miejsce na dłuższą przerwę, a regenerację uprzyjemniają kolejne ładne widoki, szczególnie na majestatyczny Ćwilin.

W tym miejscu następuje plot twist – żegnamy się ze szlakiem zielonym i rozpoczynamy bezszlakowe zejście północnym stokiem do Łostówki. Leśną drogą idzie się bardzo wygodnie, a w prześwitach mamy okazję podziwiać kolejne widoki na Ćwilin, Śnieżnicę i Lubogoszcz. Pod kościołem w Łostówce meldujemy się po ok. trzech kwadransach schodzenia, łącznie 2 godziny 40 minut od startu.

Na tym etapie mamy już w nogach ponad 9 kilometrów, a to nie koniec naszych ambitnych planów! Tuż za kościołem skręcamy w lewo i rozpoczynamy drugie podejście tego dnia. Na szczęście, by zdobyć Czarny Dział musimy pokonać o połowę mniejszy wznios, niż w przypadku Ogorzałej. Co nie oznacza że jest łatwo – zmęczenie w nogach daje się już nam we znaki… Warto jednak zdobyć się na ten wysiłek, także ze względu na piękne widoki w kierunku Mogielicy i Jasienia, które dodają nam werwy 😉

Wierzchołek Czarnego Działu (673 m n.p.m.) osiągamy po krótkim, około półgodzinnym podejściu i łącznie nieco ponad 3 godziny od startu. Spotykamy tu żółte znaki szlaku relacji Ćwilin - Mszana Dolna, którym będziemy poruszać się aż do końca naszej wędrówki. Jest to chyba jeden z niewielu aż tak przyjemnych szlaków w Beskidzie Wyspowym: prowadzi długą, łagodną granią, bez stromych podejść, a jednocześnie z wieloma widokami na odkrytych przestrzeniach.

Tuż przed końcem naszej trasy odwiedzamy jeszcze dwa szczyty: Wsołową (624 m n.p.m.), która wlicza się do Korony Beskidu Wyspowego (uwaga - nie ma tu zwyczajowej tabliczki!) oraz Grunwald (513 m n.p.m.) - jeden z najniższych punktów w odznace “102 Wyspy” (tu tabliczka oczywiście jest 👍).

Pętelkę domykamy w miejscu połączenia szlaku żółtego ze szlakiem zielonym po prawie 4,5 godzinnej wędrówce i przebytych niecałych 16 kilometrach. Była to jedna z dłuższych tras jakie przeszliśmy, jednak jej różnorodność i masa pozytywnych widokowych wrażeń sprawiły, że możemy z czystym sumieniem polecić ją każdemu!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/1er6v
📐 Długość trasy (wg mapy): 16,4 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 720 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 5 g 15 min
🚶 Nasz czas przejścia: 4 g 30 min

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Otto to imię cesarzy rzymskich narodu niemieckiego, polski kabaret znany z piosenki o wakacjach, a także po włosku “osie...
17/12/2025

Otto to imię cesarzy rzymskich narodu niemieckiego, polski kabaret znany z piosenki o wakacjach, a także po włosku “osiem”. I ot(t)o właśnie prezentujemy Wam opis trasy numer 8 z planu GSBW Bez Kondycji. Zapraszamy do wspólnej wędrówki na Łopień.

Łopień chodził za nami już od dłuższego czasu. Mimo że dopiero 11 pod względem wysokości w Koronie Beskidu Wyspowego, to jednak gra pierwsze skrzypce w wielu wyspiarskich panoramach. Świetnie prezentuje się z Modyni, z północnych stoków Jasienia, czy też z Gruszowca. Tak więc gdy tylko nadarzył nam się wolny wrześniowy weekend, postanowiliśmy odwiedzić go po raz pierwszy. Z trzech znakowanych możliwości, wybraliśmy na podejście zielony szlak z Dobrej. Do pokonania jest tam 4 km odległości i 500 m wzniosu, więc można powiedzieć – wyspiarski klasyk. Korzystamy z obszernego parkingu przy Urzędzie Gminy Dobra i wyruszamy ku północnej ścianie masywu.

Nie licząc początkowego, asfaltowego odcinka, zielony szlak prowadzi nas cały czas przez las. Próżno szukać tu widoków czy choćby prześwitów. Podejście nie nastręcza większych trudności, jest raczej wyrównane i wygodne – no, przynajmniej jak na wyspiarskie standardy 🙂 Po około 1,5 godziny od startu docieramy na grzbiet masywu, gdzie znajduje się jedna z łopieńskich polan – Myconiówka. Miejsce, trzeba przyznać, urokliwe, choć widoków stąd nie uświadczymy. Jest za to miejsce na posiłek i krótki odpoczynek.

Do szczytu Łopienia stąd już niedaleko. Szlak prowadzi przez rozległą Polanę Jaworze, gdzie zaskakuje nas całkiem ładny widok w kierunku południowo-wschodnim. Okienko widokowe jest niewielkie, więc widoczne szczyty zmieniają się wraz z miejscem patrzenia. Na pierwszym planie możemy zobaczyć wzniesienia należące do zachodniej części Beskidu Wyspowego: Golców, Łyżkę i masyw Ostrej i Cichonia. Na dalszym brylują szczyty Beskidu Niskiego, między innymi Jaworze, Kozie Żebro a nawet Lackowa, oraz należący do Beskidu Sądeckiego Czarci Wierch.

Na najwyższy punkt masywu (960 m n.p.m. – podajemy za mapą Compassu z 2023 roku) docieramy po łącznie dwóch godzinach od rozpoczęcia wędrówki. Na miejsce odpoczynku obieramy jednak nie sam wierzchołek, a położony nieco niżej słynny Widny Zrąbek. To tu znajduje się ławeczka Ireny postawiona przez akcję Odkryj Beskid Wyspowy, a także krzyż upamiętniający wydarzenie beatyfikacji Jana Pawła II. Widok z tego miejsca jest wart swojej legendy – podziwiamy m.in. Ćwilin, Lubogoszcz i Śnieżnicę, a także szeroki widok na Gorce.

Do Dobrej schodzimy bez szlaku przez przysiółek Madziarówka. Niestety, ścieżki w tym miejscu są mocno zniszczone przez zrywkę. Stok jest w tym miejscu też bardziej stromy niż ten, którym wchodziliśmy. Na ostatnim, długim asfaltowym odcinku ponownie towarzyszy nam szlak zielony. Pętelkę zamykamy w Dobrej w łącznym czasie 3 godzin i 45 minut.

Do Łopienia chyba musimy się jeszcze przekonać. Być może to kwestia doboru trasy. Wpisujemy go na naszą listę miejsc do ponownych odwiedzin i liczymy na to, że polubimy się bardziej następnym razem 😂

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/13vkf
📐 Długość trasy (wg mapy): 9,2 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 508 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 3 g 10 min
🚶 Nasz czas przejścia: 3 g 45 min

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

“Lubię, lubię wracać tam gdzie byłem już…” – śpiewał niezapomniany Zbigniew Wodecki. Mimo że w naszych mini-wyprawach st...
15/11/2025

“Lubię, lubię wracać tam gdzie byłem już…” – śpiewał niezapomniany Zbigniew Wodecki. Mimo że w naszych mini-wyprawach staramy się odkrywać nowe miejsca, to jednak chętnie wracamy też tam, gdzie bardzo nam się podobało. Na szczęście zazwyczaj góry dają bardzo wiele możliwości dotarcia w ulubione miejsca 🥰 W tej relacji zapraszamy na alternatywną wersję wędrówki na Jasień i Kutrzycę, pętelką z Lubomierza.

Często słyszymy od naszych znajomych, że wrzesień to miesiąc gonitwy - nowy rok szkolny, w pracy trzeba nadrobić zadania rozwleczone w czasie wakacji… U nas jest podobnie. Do tego w tym roku doszła kapryśna pogoda, która nie zachęcała do wędrówek i powodowała tendencję do przeziębień… i tak wyszło, że grupa uderzeniowa Gór bez Kondycji skurczyła się do jednej osoby. By reszta nie straciła cennych nowych doświadczeń, wybór celu samotnej eskapady padł na miejsce już przez nas odwiedzone. Jeśli śledzicie nasze wpisy (zachęcamy i dziękujemy!), mogliście przeczytać opis wejścia na trzeci najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego z Półrzeczek. Było to prawie równo rok temu i do tej pory wspominamy z zachwytem tamte późnojesienne widoki. Nie mogło być więc inaczej: klamka zapadła, decyzja podjęta – wystarczy tylko spakować plecak i w drogę!

W Lubomierzu najlepiej zaparkować w centrum miejscowości: niedaleko kościoła, przy sklepie spożywczym. Na Jasień dotrzeć stąd można na dwa sposoby: kombinacją czarnego i zielonego szlaku, lub drogą do przełęczy Przysłopek i dalej szlakiem żółtym. Ja na podejście wybieram ten drugi wariant, głównie ze względu na bardziej wyrównany profil, lecz także by zminimalizować ilość asfaltu w końcowym etapie wędrówki.

Początkowo idziemy łagodnie wznoszącą się główną drogą w kierunku na Lubomierz Rzeki, ale już po kilkunastu minutach docieramy do łuku, gdzie odbijamy w lewo. Mniejsza, asfaltowa dróżka pnie się już zdecydowanie bardziej stromo. Można z niej podziwiać, między innymi, łatwo rozpoznawalny dzięki wieży Gorc, a także panoramę Lubomierza na tle pasma Babiej Góry 🤩 Po drodze bez większego wysiłku, nie schodząc prawie w ogóle z trasy, udaje mi się też uzbierać całkiem pokaźną reklamówkę grzybów 😁

Na przełęcz Przysłopek docieramy po około 50 minutach wędrówki. Trzeba uważać, by nie przeoczyć tego miejsca – tabliczka jest nieco ukryta w zaroślach, a wejście na żółty szlak idąc od strony Lubomierza niezbyt intuicyjne. Odpoczynek warto odłożyć nieco i podejść żółtym szlakiem ponad przełęcz – z górnej części polany rozciąga się wspaniała panorama Gorców i nie tylko: z Wielkim Wierchem i Kiczorę Kamienicką po lewej, przez Gorc, Gorc Troszacki i Kudłoń, a zamknięta charakterystyczną sylwetką Babiej. Spędzam tu niezłą chwilkę, ciesząc się ciszą i pięknem tego miejsca.

Odtąd aż do samego Jasienia podążamy szlakiem żółtym. Prowadząca w większości przez las droga jest przyjemna i niezbyt męcząca, mimo tego, że metrów w pionie do pokonania jest niemało. W około połowie, pół godziny wędrówki od przełęczy, stajemy pod tabliczką mało wybitnego szczytu Miznówka (968 m n.p.m.), który wlicza się do odznaki “102 Wyspy”. Na Jasieniu (1062 m n.p.m.) stawiam się po łącznie godzinie i 40 minutach, i od razu udaję się w dalszą drogę żółtym szlakiem, bo kilkaset metrów dalej zaczyna się jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Beskidzie Wyspowym – Polana Skalne.

Już u wejścia raczy nas wspaniały widok na Mogielicę, a dalej jest tylko piękniej. Szeroka panorama Beskidu Wyspowego, Sądeckiego, Gorców i Tatr to wizytówka tego miejsca. Uroku dodaje jej klimatyczna bacówka. Widoki najlepiej podziwiać z ławeczki akcji Odkryj Beskid Wyspowy na Kutrzycy, tuż przy samym końcu polany. To idealne miejsce na regenerację i kontemplację piękna przyrody!

Drogę powrotną rozpoczynamy od ponownego wejścia na Jasień, skąd kierujemy się zielonym szlakiem ku Polanie Łąki. Tam czeka nas niemała i, przyznajmy, niezbyt przyjemna niespodzianka, bo oto w tym dziewiczym dotąd miejscu wyrosła… ogrodzona buda, która mocno psuje klimat jednej z najpiękniejszych polan Beskidu Wyspowego. Co nie zmienia faktu, że widoki stąd są zachwycające i nadal można złapać niejeden piękny kadr. Oprócz świetnej panoramy Beskidów, udaje mi się też ustrzelić daleki widok na Małą Fatrę 😎

Zejście kontynuujemy zielonym szlakiem w kierunku Polany Folwarcznej. Warto uważać na znaki, bo szlak prowadzi tu mniejszą ścieżką. Na Polanie Folwarcznej zmieniamy kolor szlaku na czarny. Według znaków czas zejścia do Lubomierza to 40 minut, ale mi zajmuje to 10 minut więcej. W sumie często zdarza nam się, że nie wyrabiamy się w czasach zejść – może to kwestia techniki lub ogólnego zmęczenia? Ostatecznie pętelkę zamykam w całkowitym czasie 3 godzin i 40 minut, a więc bardzo przyzwoicie jak na pokonany dystans.

Szlaki w okolicach Jasienia to sama frajda dla osób ceniących kontakt z naturą, bez tłumów i zgiełku. Jeśli potrzebujecie zielonego resetu – szczerze polecamy!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/11fa2
📐 Długość trasy (wg mapy): 12,7 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 557 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 4 g 10 min
🚶 Nasz czas przejścia: 3 g 40 min
️🏅 Pkt. GOT: 17

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Długi spacer wysokogórską łąką, widoki 360 stopni, a na koniec ciepła herbata w schronisku. Dla nas to idealny plan na k...
18/10/2025

Długi spacer wysokogórską łąką, widoki 360 stopni, a na koniec ciepła herbata w schronisku. Dla nas to idealny plan na koniec wakacji. W ostatnim tygodniu sierpnia odwiedziliśmy Bieszczady i wybraliśmy się w “klasyczną” trasę przez Połoninę Wetlińską. Zapraszamy na relację!

Klasyczną, bo starsza część Gór Bez Kondycji miała okazję już kilkukrotnie przebyć ją w wieku młodocianym. To jest jednak ten rodzaj szlaku, który nigdy się nie nudzi, bo ma do zaoferowania prawdziwe, niepodrabiane i oryginalne piękno. W takie miejsca wraca się z przyjemnością i zabiera się w nie swoich bliskich, by dzielić się z nimi dobrymi emocjami.

Wyruszamy, jak zawsze o poranku, ze Starego Sioła (obecnie część Wetliny, aczkolwiek autor pamięta jeszcze czasy, gdy przy wjeździe stała zielona tabliczka z nazwą tej “dzielnicy”). Żółty szlak prowadzi nas w kierunku północnym ku Przełęczy im. Mieczysława Orłowicza. Po około 20 minutach przekraczamy granicę lasu i stajemy przy punkcie kasowym Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Domek jest szczelnie zamknięty, ale na szczęście nieobce nam nowoczesne technologie, więc bilety kupujemy przy pomocy telefonu.

Podejście na przełęcz nie jest zbyt wymagające i przeciętnej kondycji piechur (czyli my) ma szansę sobie z nim poradzić. Czasami tylko trochę łyso, gdy mówisz “cześć” wyprzedzającemu cię profesjonalnemu wspinaczowi, który bez widocznego wysiłku idzie dwa razy szybciej od ciebie, a twój głos jest brzmi tak, jakbyś jedną nogą był w grobie. Niech to Was jednak nie zatrzyma – taki wstyd to nie wstyd: to bezkondycyjne ryzyko zawodowe! A jeśli się wahacie, to mamy dla Was dobrą wiadomość: na szlaku występują liczne sztuczne ułatwienia. Nie, nie chodzi o łańcuchy i klamry 😉 tylko o wszelakiej maści drewniane mostki, schodki i poręcze, w większości mocno leciwe i raczej utrudniające niż ułatwiające wędrówkę. Pokonanie niektórych zahacza wręcz o ekwilibrystykę. Ot, swoista bieszczadzka “via lignea” 🤪

Kończmy jednak te językowe zabawy, bo oto wychodzimy ponad granicę lasu i naszym oczom ukazuje się iście anielski widok na łąki, które nie mają sobie równych w polskim krajobrazie. Bieszczadzkie połoniny majestatycznie falują na wietrze i mienią się ciepłymi barwami dojrzałych traw i gałązek borówki brusznicy. A jeśli o wietrze mowa, to warto nadmienić, że gdy wyruszaliśmy ze Starego Sioła, stary cap rzekł do młodego koźlęcia: “wspomnisz moje słowa dziecko, azaliż jeśli tu wieje, to na górze będzie … (i w tym miejscu następuje niecenzuralne słowo, nienadające się do umieszczenia w tymże zapisie)”. I takoż właśnie się okazało, co cap zapisuje sobie jako oznakę swojej z trudem nabytej życiowej mądrości 😅

Żartów dość, bo odtąd wędrówka zmienia się w całkiem poważną walkę o przetrwanie. No dobrze, może nie przetrwanie w sensie pozostania przy życiu, ale na pewno pozostania na wetlińskiej grani. Na przełęczy Orłowicza (1099 m n.p.m.) stajemy o 8:10, a więc po około godzinie i 15 minutach od startu i odtąd poruszamy się w kierunku wschodnim szlakiem koloru czerwonego – Głównym Szlakiem Beskidzkim. Za następny cel stawiamy sobie najwyższy szczyt w paśmie Połoniny Wetlińskiej: Osadzki Wierch. Wiejący z południa na północ wicher stawia sobie natomiast za cel przenieść nas w dolinę górnego Sanu, a przynajmniej porządnie przeczyścić nasze prawe uszy.

To oczywiście nie ma żadnego znaczenia, bo widoki, które towarzyszą naszej wędrówce są zachwycające. Za sobą zostawiamy rozłożystą kopułę Smereka, a przed nami rysują się garby Roha, Osadzkiego i Hnatowego Berda. Wędrówka połoniną, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie jest wcale chodzeniem po płaskim: początkowo tracimy nieco wysokości, by po przeciśnięciu się przez miniaturowe krzewinki dorzucić kilka metrów przewyższenia na podejściu pod najwyższy punkt dzisiejszej wędrówki. Jak to w życiu, można powiedzieć, zapożyczając z angielska: ups and downs…

Na Osadzki Wierch (1253 m n.p.m.) wchodzimy równo godzinę od opuszczenia przełęczy Orłowicza i zgodnie uznajemy, że jest on przyzwoicie bezkompromisowy: nie tylko najwyższy, wieje również najbardziej. Jeśli w tej chwili żałujemy decyzji o anonimowym pisaniu, to tylko dlatego, że nie możemy Wam pokazać naszych wymyślnych fryzur, które spokojnie mogłyby stanowić inspirację dla nowego nurtu nature-friendly w modzie i nie ustępują niczym słynnemu wzornictwu lat osiemdziesiątych. Nie widok naszego uczesania jest tu jednak istotny, lecz widoki, które z Osadzkiego nam się otwierają. Na pierwszym planie mamy oczywiście wschodni wierzchołek Połoniny Wetlińskiej, którego nie da się pomylić z żadnym innym miejscem, ze względu na charakterystyczną, pocztówkową chatkę. Tuż za nim – wielbłądzi grzbiet Połoniny Caryńskiej, który skutecznie udaje najwyższy w towarzystwie. A towarzystwo ma zacne, zaraz za nim widzimy bowiem charakterystyczne siodło Tarnicy, a następnie znajdujące się już w Ukrainie: Bieszczady Wschodnie z ich najwyższym szczytem – Pikujem, Połoninę Borżawską oraz Ostrą Horę. Wprawne oko wypatrzy również bardzo odległe (ponad 100 km) i przez to słabo widoczne pasmo Gorganów.

Tymczasem wiatr nie odpuszcza, więc my odpuszczamy nasze zachwyty i kierujemy się ku znacznie spokojniejszym wodom, a nasza przystań wydaje się być tuż-tuż, na wyciągnięcie ręki. Złudzenie to jednak, niczym fatamorgana, bo nasze zmęczone nogi muszą nas nieść jeszcze ponad dwa kilometry, nim zawitamy w gościnne progi schroniska. Na szczęście po zejściu z Osadzkiego wiatr nam nieco odpuszcza, możemy więc nadrobić zaległości w podziwianiu panoramy w kierunku południowym. A jest na co patrzeć, bo oprócz łysawego wierzchołka Wielkiej Rawki mamy tu wspaniały, szeroki widok na pasmo graniczne (Krzemieniec, Rabia Skała, Duże Jasło), a wprawne oko dostrzeże także na horyzoncie wzniesienia należące do słowackiego Wyhorlatu.

Ostatecznie do Schronu BdPN na Połoninie Wetlińskiej, czyli popularnej Chatki Puchatka w wersji 2.0, docieramy o 9:40, a więc po niecałych 3 godzinach marszu. Dookoła budynku i w jego wnętrzu nawet o tak wczesnej godzinie jest już sporo turystów, zdecydowanie więcej niż kilka dusz, które spotkaliśmy do tej pory na szlaku. Dajemy odpocząć naszym nogom i na dłuższą chwilę zajmujemy jeden ze stolików, uzupełniając kalorie i racząc się gorącą herbatą zakupioną w bufecie. Nie zapominamy o przybiciu pieczątki w książeczce GOT, nabywamy również całkiem ładny pamiątkowy chatkowy magnes na lodówkę.

W końcu jednak musimy wychylić nasze zmierzwione wiatrem czupryny ze schroniskowego zacisza i udać się w drogę powrotną. Ostatni rzut oka na bieszczadzkie panoramy i wyruszamy szerokim jak autostrada żółtym szlakiem w kierunku Przełęczy Wyżnej. Oj, jak różne jest to miejsce od żółtego szlaku, którym wchodziliśmy od Starego Sioła. Spuśćmy zasłonę milczenia na pewne szeroko w internecie komentowane aspekty związane z poruszaniem się tym popularnym odcinkiem… Dość, że wytrzymaliśmy wystarczająco długo, by odbić na czarny szlak w kierunku kampingu Górna Wetlinka.

Na tym etapie mamy już lekko ponad 11 kilometrów w nogach, więc coraz bardziej daje znać o sobie zmęczenie. Ostatecznie po kolejnych 3 kilometrach i łącznym czasie 4 godzin wędrówki docieramy do przystanku przy głównej drodze, popularnej “wielkiej pętli bieszczadzkiej”. Do Starego Sioła wracamy busem, który udaje nam się złapać po kilkunastu minutach oczekiwania. Serdecznie pozdrawiamy miłego Pana Kierowcę! Odwiedzamy jeszcze pomnik Majstra Biedy i żegnamy się z połoninami. Wrócimy w nie na pewno jeszcze nie raz!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/3yuqd
📐 Długość trasy (wg mapy): 14 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 754 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 4 g 50 min
🚶 Nasz czas przejścia: 4 g 15 min

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Adres

Wisniowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Góry bez kondycji umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij