08/06/2026
Zwiedzamy dalej stołeczny Tiraspol. Flagi zaprzyjaźnionych nieuznawanych globalnie separatystycznych regionów: Osetii Południowej i Abchazji. Wszędzie flagi Naddniestrza (barwy dawnej republiki radzieckiej) wraz z flagami Rosji. Zawsze razem. Miasto udekorowane – przygotowane na obchody wielkiego zwycięstwa w „wojnie ojczyźnianej” (1941-1945). Przed jedną ze szkół apel. Dzieci w mundurach, deklamacje, rzewne piosenki. Jak z filmu dokumentalnego z lat 60-tych XX wieku. Przy pomniku poległych w wojnie z Mołdawią (1990-1992) małe dzieci składają kwiaty. Dumni rodzice robią im zdjęcia. Młodzież przygotowująca występy wokół okazałego Miejskiego Pałacu Kultury. Ludzie uśmiechnięci, wielu uginających się pod ciężarem medali przypiętych w kilku rzędach na marynarce.
Jedziemy na prowincję. Tu nie ma flag. Kilka małych wiosek, z praniem suszącym się na podwórku i biegającymi luźno psami i kurami. Prosto i biednie.
Odwiedzamy jeszcze monastyr Noul-Neamt. Znowu kilka świątyń w obrębie zadbanych klasztornych murów. Jedna z bajecznymi – różowo-białymi kręconymi - kolumnami. Kolejna – w remoncie - choć dostępna i oświetlona. Wszędzie cicho. Słychać śpiew ptaków.
Dużo różnorodnych wrażeń. Teraz czas wracać.
---------------------
To koniec mołdawskiego cyklu, ale nie koniec tegorocznych podróży. Mam nadzieję…