09/06/2024
Oj jak ja się dzisiaj nabluzgałem, do 10.30 przynajmniej 😃. Niech piekło pochłonie OsmAnd'a. Ale po kolei.
Rano okazało się że życie pary niemieckiej jednak nie jest takie idealne bo choć zbierali się w równym tempem że mną (mają rozbity obóz na stałe) to ruszyli na jednym moto, on kierował. No cóż.
Później zaczęło się moje piekło z OsmAndem. Jeszcze dzień wcześniej chwaliłem Sewerynowi, że prowadzi jak po nitce, że super informuje o punktach na trasie, że och i ach. Wykupiłem nawet wersję pro (było 50% off) i rano próbowałem załadować trasę na dzisiaj i problem za problemem. Niewidoczne punkty, brak możliwości odpalenia trasy, pokazywane inne zakręty niż faktycznie mijane, przy prędkości 50km/h OsmAnd pokazywał że jadę 175km/h. Odpaliłem google. Poprosilem o zamek Bran, pierwszy punkt na mojej trasie, tzw. fejkowy zamek Vlada Palownika Drakuli. Że ma odpowiedni wygląd to podobno kiedyś na siłę nazwali go zamkiem Drakuli i zrobili tam jeden wielki jarmark. Najpierw mi się odechciało jak przeczytałem opinie sprzed miesiąca na Google. Później mi się odechciało jak zobaczyłem co tam się dzieje pod zamkiem, a ostatecznie bez żalu zrezygnowałem jak mi Pani z obsługi potwierdziła przy kasach samoobsługowych (tak, 8 kas jak w dużym Lidlu) że wejście kosztuje 70lei. To nie mój klimat. Wioska Sasów i tamtejszy kościół warowny to był klimat, a to nie moja bajka.
No i tutaj postanowilem sobie odbić zwiedzanie na właściwym zamku Vlada Tepes'a zwanego Palownikiem czyli Poenari, następny przystanek. Po drodze pomny tego że na przełęcze i w góry nie wjeżdża się niezatankowanym po lusterka zjeżdżam na jedną z ostatnich stacji. Tankuję za 6.91lei, co było jedną z kilku dzisiaj dobrych decyzji bo później było jeszcze paliwo na jednej stacji przed Transfogaraską, ale pierwszy raz widziałem tak drogie w Rumunii, 7.45lei. Na stacji na której tankowałem przede mną w kolejce do kasy stał autobus dzieci z chipsami i innymi dopalaczami, masakra. Jakoś podświadomie podszedłem z boku do ekipy która wyglądała mi na tę ostatnią kanapę w autokarze, fajne starsze chlopaki. Bardzo dobrym angielskim: "you look so pro, you have priority pass"😂 Upewniłem się u kasjera czy mogę i oczywiście fota z chłopakami. Myślę że pół godziny zaoszczędzone. Czas odpalić trasę na zamek Vlada.
No tak, ale OsmAnd nie daje odpalić trasy. Odpuszczam. Odpalam w Googlach. Jadę. Błąd, nie wiem jakim cudem, ale google doprowadziło mnie od strony z której nie było wejścia, stroma skała, żadnych podejść, zamek jest, kilkadziesiąt metrów u góry, ale ja zajechałem znowu nie z tej strony, bez czekanów i raków. Ponieważ miałem Transfogaraską przed sobą, była 14.00, a od 15.00 miała wejść z prognozą burza stwierdziłem że jadę dalej. Zobaczymy co będzie. Ruszam. Korek. Nie, nie korek, zbliża się Transfogaraska, czyli misie. Uprzedzam, nie mam zdjęcia misia, nie żałuję, a minąłem ich około 15+, z czego połowa to matki z młodymi. Co miś to jakiś amator karmienia, jabłko, chrupki, batony itp. Droga jednopasmowa pod górę, auto staje, stają wszyscy. Pierwsze auto karmi, następne zatrzymują się w tym samym miejscu na zdjęcie jedzącego misia, te na końcu trąbią. Chaos. Ja na moto stoję czasem dwa metry od misia, bo wyprzedzić nie ma jak, z przeciwnej też stoją auta i robią zdjęcia, czasami udaje się wyprzedzić karmiących. Nic fajnego. Jadąc od południa do zapory Vidraru było miśków najwiecej. Za zaporą na północ jakaś 1/3 widzianej całości. Słowo o nawierzchni, do tego miejsca przejechałem około tysiąc km w Rumunii i większość górami i lasami które tu najczęściej występują. Do zapory bardzo slaba nawierzchnia, za zaporą niewiele lepsza. Zapora jak zapora, były wcześniej z ładniejszymi widokami. Zaczyna kropić. Zakładam kurtkę przeciwdeszczową. Idzie burza, szukać tu noclegu i jechać resztę dzisiejszej trasy jutro, czy lecieć ile się da i jak będzie tragedia to szukać noclegu? Wybieram opcję drugą. Dojeżdżam do pierwszych winkli. Pada, grzmi, zjeżdżam zerknąć w Booking. Za 12km jest fajna miejscówka za 80pln, spoko. Ruszam i dojeżdżam do śniegu, wodospadów i krajobrazu zupełnie innego od dotychczasowego, mega, pięknie. W przewodniku stało że będzie tunel i za nim widok "urwie mi dupę". No ale jak w dobie YouTuba ma urwać jak człowiek to wszystko "już widział"😁. Przejeżdżam tunel i.. jak drzwi w szafie do Narnii 😃 Zero deszczu, słońce, suche drogi, no medżik normalnie. Zatrzymuję się 100m na pierwszym zjeździe za tunelem, ustawiam przy samej krawędzi skarpy Trampka do foty, no wielka chwila, nie wiem w sumie czy już tu był, jest 14lat w PL, może był, ale nie ze mną. Podjeżdżają Polacy, z Katowic, robimy sobie wzajemnie foty, podjeżdżają Grecy, pytam Polaków dokąd lecą. Do Istanbułu. Pytam ile mają czasu, nie słyszę odpowiedzi bo patrzymy jak Grek koślawo mija mojego Trampka i zahacza swoim kufrem o moją sakwę, Trampek się kołysze ale ostatecznie nie chce spaść ze skarpy. Grek sie zatrzymuje, odwraca i śmieje coś jak "ale by było, nie?😁". D***l. No jakby przed "ale" padło "sorry" to bym wybaczył. Pojechali. Rozstajemy się z Polakami, ruszyłem, dojeżdżam Greków, temu co mnie zahaczył wypada na winklu rękawiczka, zatrzymują się, zawraca, zbiera, jadą. Myślę że do trzech razy sztuka. Zjeżdżam, przepuszczam, wolę mieć tego gościa przed sobą. Pogoda piękna, znowu gorąco. Rozpinam kurtkę, inaczej jechać się nie da. Po drodze sporo przystanków na zdjęcia, filmy. Masa motocyklistów, co chwilę lewa w górę, Ci co mijają mnie czasami prawą nogą w bok. Zaskakująco mało aut. Za tunelem nie spotkałem już zadnego misia. W Narnii ich chyba nie ma.
Po zjechaniu z gór miałem myśl aby odpuścić Sibiu, zostać pod Transfogaraską i zrobić ją do góry, ale coś nadciągało, nie wiem czy ostatecznie lało czy nie, ale pojechałem do Sibiu. I bardzo dobrze bo to bardzo klimatyczne miasteczko choć inne od Sighisoara. Bardziej wypłaszczone, mniej urokliwych starych uliczek, ale równie fajne do zwiedzenia. Tu 1.6km od centrum miałem miejscówkę za 21€, pokój 4osobowy, łazienka, lodówka na korytarzu. Byłem przeszczęśliwy ze 400m ode mnie jest czynny sklep rozmiarów Lidla. Po takim dniu zimne piwo to było coś absolutnie należnego. Kiedy w końcu znalazłem jedyne dwie małe lodówki z piwem w sklepie i zacząłem pakować puszki do koszyka podszedł do mnie inny klient i coś mowi. Ja klasycznie "sorry?". I tu w odpowiedzi straszny ciąg zdań: "you can't buy alcohol, it's election day". Tak. Dokladnie. Taka kartka była na drzwiach lodówki, zakaz sprzedaży od 7.00 do 21.00. Kupiłem brzoskwinie. Na przeciwko sklepu była stacja benzynowa. Poszedłem sprawdzić czy była naklejka na drzwiach lodówki, no nie było. Przy kasie kasjer zapytał tylko: "you drink at home?" - Yes, of course. Sprzedane, kupione ☺️
W "domu" wylałem wodę ze swojego camelbaga, wlałem co trzeba i poszedłem w miasto. W przewodniku polecano starówkę i most kłamców. Jeśli po nim przejdziesz i się nie zawali toś nie kłamca 😁.
Podreptałem, pozwiedzałem, wróciłem. Jutro Transalpina 😃
W sumie za mną 2329km