02/12/2025
🇲🇦 Jakiś czas temu w Maroku. Po Hiszpanii mnie przewiało, że ledwie miałam siłę wstać z łóżka (okazało się zapalenie gardła i ucha). Pusta plaża w Anza trochę motywowała. Pierwszy raz miałam kontakt z oceanem, uczucie jakiejś większej wolności i niezależności. Dziewczyna, od której wynajmowałam mieszkanie, codziennie robiła mi pyszne śniadanie i wspaniałą herbatę. Zabrałam się do Agadiru samochodem z przypadkowymi ludźmi, którzy zapytali mnie na przystanku „czy chce free taxi”. Różne scenariusze miałam w głowie, ale wtedy cieszyłam się, że wracam do domu i z tego szczęścia się zgodziłam. Bardzo mili ludzie. Ogólnie ludzie, którzy nie chcieli mi czegoś sprzedać byli ultra sympatyczni. Wyjątek! Sprzedawca ziół i przypraw na targu w Agadirze, coś mi dał do powąchania i mogłam oddychać nosem, dał do napicia herbatę i zaczął coś mówić po polsku. To kupiłam worek herbaty za 30 zł. Cudo. Cały ten prawie trzytygodniowy wyjazd był planem na dobre zakończenie starego roku i aktywne rozpoczęcie nowego. Udało się.
Jak Maroko to z kimś, bo było fajne, gdy się je zrozumiało i nie sugerowało się strasznymi stereotypami.
Maroko | Agadir | Podróż