Generalnie przed siebie

Generalnie przed siebie Andrzej Maćkowiak
✈️Pilot wycieczek z zawodu i powołania.
✨️Razem z BCT Incentive zabierze Cię w egzotyczne miejsca i pokaże świat o jakim marzysz :)

21/05/2026

Na jesienny wyjazd do Japonii zostało jeszcze kilka miejsc!

Zawsze jest dla mnie wyzwaniem jak opowiadać o Japonii.
Bo z jednej strony jak tu nie popaść w banał, a z drugiej to nieco trudne oddać klimat nie tylko historii, popkultury, ludzi, społeczeństwa... ale też tego jak to jest wszystko to przeżywać na własnej skórze i po prostu *być tam*.
To wszystko jest tak ciekawe i inne, że nie da się opowiadać krótko!

Faktem jest, że Japonia to jakby inna planeta. Zaskakująca, ale wcale nie w taki sposób jaki sobie wielu wyobraża.

Termin: 11-23.11.2026
Nieduża grupa.
Na miejscu przemieszczamy się shinkansenami i komunikacją lokalną.
Przelot do Tokio liniami Finnair (spokojnie, nie lecimy przez Zatokę Perską ;) )
A kontakt do mnie:
693 414 141 (telefon i Whatsapp) oraz [email protected]

No tak, tak. Takie spotkanie branżowe się wczoraj trafiło. Ale jak Pan Sławek powspina się na wyżyny polszczyzny to czło...
14/05/2026

No tak, tak.
Takie spotkanie branżowe się wczoraj trafiło.
Ale jak Pan Sławek powspina się na wyżyny polszczyzny to człowiek nawet nie wie, że był w takim fantastycznym miejscu.

06/05/2026

Opadł kurz po majówce, wypadałoby napisać kilka słów co tam się u mnie działo.

A więc dział się rejs wycieczkowcem po Morzu Śródziemnym :).
Przez kilka dni domem moim i grupy była Costa Fascinosa. Wycieczkowiec, który ma 290 m długości, zabiera maksymalnie 3800 pasażerów i 1100 załogi. Ani największy, ani najmniejszy. Rozmiarowo - taki bardzo przyzwoity średniak ze stajni Costa Crociere, jednego z największych armatorów na świecie.
Jak to jest być na takim wycieczkowcu?
Hm, trochę jak w pływającym hotelu all inclusive. A trochę inaczej.
Zaokrętowanie wygląda w taki sposób, że należy zdać bagaż główny w budynku terminala. Później dostaje się plastikową kartę, która jest jednocześnie naszym dowodem tożsamości i kartą płatniczą w czasie rejsu.
Po wejściu na pokład czeka nas jeszcze kilka rzeczy. Trzeba znaleźć swoją kabinę (czasem to dłuższa wyprawa ;)), wpłacić depozyt na pokrycie ewentualnych dodatkowych wydatków na statku i... odbyć ćwiczenia ratownicze!
Tak tak, to ostatnie jest wymogiem prawnym, więc po odbiciu od brzegu często widać grupki nieco zagubionych pasażerów w kamizelkach szukających swojego punktu ewakuacyjnego ;).
A potem... potem zaczyna się zabawa. W przenośni i dosłownie. Trzeba się nauczyć poruszania po statku, bo dotarcie do restauracji albo klubu może być nieco problematyczne na początku, np. nie wszystkie pokłady są "przechodnie", niektóre miejsca są otwarte tylko w konkretnych godzinach. Ale to przychodzi szybko, już drugiego dnia masz swoje ulubione miejsca.
Jeśli przypada dzień na morzu, większość pasażerów smaży się na słońcu nad basenami na jednym z pokładów, wieczorem po kolacji uruchamiają się kluby, dyskoteki i... teatr! Tak, każdego dnia jest tam jakieś przedstawienie. Najczęściej muzyczno-taneczny show.
Tak więc mamy tutaj pływające miasteczko, w którym znajdzie się wszelkie rozrywki: baseny, pokłady wypoczynkowe, SPA, siłownię, teatr, restauracje, kluby, kawiarnie, bingo, animacje dla dzieci, kasyno, boisko do siatkówki... właściwie wszystko co można sobie wymyślić.
A jeśli akurat zawijamy do jakiegoś portu, większość schodzi na ląd i zwiedza. W sumie ciekawy sposób na odwiedzenie kilku miast w ciągu kilku dni. Trzeba zwrócić uwagę na jedną rzecz: godzinę odbicia od brzegu. Jest nienegocjowalna. Jak się spóźnisz, to masz problem. Nie, nie poczekają ;).

Czy to jest dobry pomysł na spędzenie wakacji?
Na pewno ciekawy. Trzeba lubić ludzi, bo na wycieczkowcu nie da się od nich odizolować :D.
Warto też pamiętać, że panuje nieco mniejsza elastyczność niż na wakacjach w hotelu. Ze względów organizacyjnych i bezpieczeństwa są zasady, które są ściśle przestrzegane.
Niemniej, jeśli ktoś lubi wakacje w trybie all inclusive, to warto spróbować takiego pomysłu na urlop ;).
PS. Pierwsze foto z filmiku ukradłem z Wikipedii bo oczywiście zapomniałem zrobić zdjęcia wycieczkowca z zewnątrz 😝

28/04/2026

Dzisiaj już ostatni dzień rejsu po Morzu Śródziemnym, kończymy w Barcelonie, stolicy Katalonii.

A czy wiecie, że katedra Sagrada Familia jest już oficjalnie najwyższym kościołem na świecie, wyprzedzając najwyzszą do tej pory katedrę w Ulm?
Cud Architektury A. Gaudiego ma 173 m. Wysokości i na tym raczej poprzestanie. Oczywiście do końca budowy jeszcze trochę, w tej chwili trwają intensywne prace by jak najwięcej ukończyć przed 100 rocznicą śmierci architekta, która wypada w tym roku.

W czasie ostatniego wyjazdu do Bhutanu mieliśmy okazję odwiedzić również dzong (czyli buddyjski klasztor) w Punakha. Z k...
20/04/2026

W czasie ostatniego wyjazdu do Bhutanu mieliśmy okazję odwiedzić również dzong (czyli buddyjski klasztor) w Punakha.
Z klasztorami tam to jest ciekawa sprawa, bo oprócz tego, że są centrami życia religijnego (ten w Punakha szczególnie ważnym), to często również mieszczą siedziby władz państwowych lub lokalnych. A i dla nas był taki klasztor okazją do ciekawych spotkań. Najpierw, krótko po wejściu na pierwszy dziedziniec zrobiło się małe zamieszanie, trochę nerwowych ruchów i kilku chodzących w tę i z powrotem żołnierzy. Sprawa szybko się wyjaśniła: do klasztoru z oficjalną procesją wchodził tutejszy lama, przełożony klasztoru. Jeśli wejście odbywa się w takiej oprawie, to prawdopodobnie wiąże się to z podjęciem ważnych gości. Służby porządkowe ustawiły nas pod ścianą z boku. Można robić zdjęcia? Można, ale dyskretnie i z umiarem. Potem, w sytuacjach mniej "oficjalnych" już absolutnie nie wypada.
Procesja przeszła, kurz opadł, a my przeszliśmy na wewnętrzny dziedziniec. I tam znowu zamieszanie, tym razem jeszcze większe. Okazało się, że wizytę w klasztorze składa właśnie... babcia obecnego króla! Tak, mieliśmy okazję widzieć królową-seniorkę Ashi Kesang Choden, która w tym roku świętować będzie 96 urodziny!
Tutaj znowu poproszono nas o ustawienie się z boku dziedzińca. Patrzeć można, ale tym razem absolutny zakaz robienia zdjęć i ochrona bardzo tego pilnowała.
Królowa-seniorka z racji wieku opuściła klasztor w eleganckiej lektyce, zaś poniżej na parkingu czekała już królewska Toyota.
Swoją drogą Bhutan jako monarchia jest bardzo ciekawym przypadkiem. Od 18 lat jest monarchią konstytucyjną, gdzie król nie ma już absolutnej władzy. Mimo to, wizerunki króla lub rodziny królewskiej są dosłownie wszędzie. I właśnie o rodzinie królewskiej oraz stosunku zwykłych Bhutańczyków do niej będzie następny post :).

No to jeszcze jeden post z Bhutanu🇧🇹 . I będzie ich jeszcze dużo, bo Bhutan to totalnie inna planeta i można o nim gadać...
13/04/2026

No to jeszcze jeden post z Bhutanu🇧🇹 .
I będzie ich jeszcze dużo, bo Bhutan to totalnie inna planeta i można o nim gadać bez końca😺.
Do faktu istnienia tradycyjnych strojów jesteśmy niejako przyzwyczajeni.
Łowicki na Boże Ciało, podhalański gdy trzeba przewieść turystów bryczką i skasować jak za wenecką gondolę, motyw kaszubski na gustownym obrusiku.

Ale co powiecie na fakt, że noszenie stroju tradycyjnego w Bhutanie jest obowiązkowe? Serio, zarówno mężczyźni jak i kobiety zwłaszcza ci wykonujący prace na oficjalnych stanowiskach (np. urzędnik, nauczyciel) zobowiązani są do noszenia na co dzień strojów tradycyjnych. Dla kobiet jest to kira (prosta długa spódnica+żakiet), dla mężczyzn gho (taka... tunika?) z charakterystycznymi szerokimi, białymi mankietami, do którego w oficjalnych sytuacjach dodaje się kabney - szeroki szal określający pozycję społeczną. Np dla takich zwykłych szaraczków kabney jest biały, król nosi szafranowożółty.
Wiadomo, że jeśli ktoś wykonuje pracę typu przerzucanie węgla łopatą albo sadzi kapustę, to dresscode nie obowiązuje ;).
Jak to wygląda na ulicach? Niesamowicie wręcz elegancko i stylowo. To, że wszyscy noszą to samo, wcale nie znaczy że wyglądają tak samo. Krój może ten sam, ale w przypadku kobiet - nie licząc szkolnych mundurków, nie ma dwóch takich samych.
Te stroje które widzicie na zdjęciach zostały wykonane na festiwalu Tschechu w Paro, więc oboje ich bohaterowie wystroili się jak nomen omen stróż na Boże Ciało.
Na ostatnim zdjęciu widzicie Tashiego, mojego przewodnika. Ma na sobie codzienne gho razem z kabney.

Another day in Bhutan. 🇧🇹Czy w Bhutanie wolno na własną rękę?Ten post miał być zupełnie o czym innym, ale pod ostatnim, ...
29/03/2026

Another day in Bhutan. 🇧🇹

Czy w Bhutanie wolno na własną rękę?

Ten post miał być zupełnie o czym innym, ale pod ostatnim, na jednej z grup zaistniała wymiana zdań o tym, czy to dobrze, czy niedobrze że w Bhutanie są ograniczenia w turystyce.
Wersja tl;dr: dobrze, że są.
A poniżej dla tych, którzy chcą poczytać :).
Na wstępie chciałem tylko zaznaczyć: pracuję w branży turystycznej od 15 lat i wiem co nieco o funkcjonowaniu tego rynku. Sporo też przejechałem z plecakiem, więc znam i tę perspektywę :).

No więc od początku.

Teoretycznie każdy może wjechać do Bhutanu. Wiza (musisz dokładnie określić liczbę dni na które chcesz wjechać), noclegi i jazda. Jednak nie ruszysz się poza Paro/Thimphu/Punakhę. I nie wejdziesz do żadnej z lokalnych atrakcji turystycznych. Do tych aktywności obowiązkowy jest lokalny przewodnik, więc technicznie rzecz biorąc i tak musisz wjechać tutaj pod opieką operatora turystycznego.
Czy to dobrze? Obrońcy liberalnego rynku mogą się teraz oburzyć, ale obstaję przy swoim, że w przypadku turystyki regulacje są bardzo potrzebną rzeczą. Zwłaszcza w przypadku tak delikatnej tkanki jaką jest Bhutan.
To świat, który kieruje się diametralnie innymi zasadami, które nam czasami trudno zrozumieć i zaakceptować. Czasem nieprzystającymi do naszego myślenia o zysku, sprzedaży, relacji z innymi ludźmi.
Uchylanie drzwi zamiast otwierania ich na oścież świadczy o dalekowzroczności tego, który podejmował tę decyzję.

Legendarny "Podatek dla Króla".

Często spotykałem się z tą nazwą i muszę przyznać, że jest niezmiernie głupia. Sustainable Development Fee o którą chodzi, faktycznie istnieje i wynosi 100 USD/dzień. Nie trafia to do kieszeni króla, tylko do budżetu państwa. Obecny król (podobnie jak poprzedni) jest wykształconym i mądrym facetem, a nie watażką pobierającym myto od przyjezdnych.
Dużo? Owszem, dużo. Ale stanowi swojego rodzaju filtr dla chcących tu wjechać. A poza tym dlaczego my, ludzie pozwalający sobie na podróże do dalekich krajów nie mielibyśmy zapłacić takiej kwoty? Te pieniądze faktycznie pozwalają Bhutanowi rozwijać się i inwestować w nowoczesność, jednocześnie zachowując swoją tożsamość, infrastrukturę i środowisko przyrodnicze. Więc to nie tylko podatek, ale też inwestycja.

Czy przewodnicy ograniczają Twoją wolność?

Oprócz oprowadzania i opieki, do jednych z zadań lokalnych przewodników należy "pilnowanie" turystów, by nie zrobili niczego wbrew zasadom obowiązującym np. w klasztorach i świątyniach. I tyle. Możesz rozmawiać z kim chcesz, kupować gdzie chcesz, iść gdzie chcesz (w ramach prawa). Nikt niczego nie ukrywa, to nie Korea Północna.
A mówiąc "opieka" mam na myśli prawdziwą opiekę. Będąc tutaj jesteście naprawdę traktowani jak goście. Nie jak bankomaty, jak to bywa w niektórych krajach.

Bezpieczeństwo.

To, że w Bhutanie 70% kraju pokrywają lasy, to nie tylko rzecz budząca podziw, ale też znaczne wyzwanie dla kwestii bezpieczeństwa turystów chcących uprawiać trekking. To są wysokie góry, w wielu miejscach zero infrastruktury, szlaków, ścieżek, realne zagrożenie ze strony dzikich zwierząt, choroba wysokościowa. Poważne wypadki zdarzają się w polskich górach, gdzie są szlaki, schroniska i dostęp do spożywczaka w każdej wsi. Można sobie wyobrazić co działoby się w Bhutanie, gdzie przez kilka dni trekkingu nie ma dosłownie NIC.

A misie głodne.

Serio, to nie jest miejsce gdzie należy iść samemu niesionym wizją zewu wolności.

Podsumowując: dla nas, ludzi przyzwyczajonych do mało czym ograniczonej wolności osobistej, wolnego rynku i wszelakich swobód, ograniczenia w tym kraju mogą się wydawać opresyjne, nieżyciowe lub na pewno ktoś hehe *pienionszki*.
Cóż, każdy ma prawo do swojej opinii. Jednak w przypadku tego kraju wypada po prostu uszanować fakt, że ludzie w nim wybrali inną ścieżkę ku swojemu rozwojowi i przyszłości. I tyle.

A na zdjęciu jestem z Tashim, moim przewodnikiem po Bhutanie. Chciałbym aby przewodnicy w każdym kraju byli takimi profesjonalistami jak on.
Tak, on tak chodzi ubrany na co dzień. Ale o strojach w Bhutanie będzie kolejny post za jakiś czas :).
Stay tuned. 😎

Od wczoraj jestem w Bhutanie 🇧🇹 To ostatnie królestwo w Himalajach, owiany tajemnicą kraj do którego pierwszy turysta wj...
26/03/2026

Od wczoraj jestem w Bhutanie 🇧🇹
To ostatnie królestwo w Himalajach, owiany tajemnicą kraj do którego pierwszy turysta wjechał dopiero w 1971 roku, a telewizja i internet weszły w 1999.
Do tej pory rząd bardzo świadomie ogranicza liczbę turystów, którzy się tutaj pojawiają, blokuje wielki międzynarodowy biznes, chcąc zachować swoją tożsamość, wartości i relacje.
I jak tutaj jest?
Po prostu cudownie 🥹.
Ma się świadomość obcowania z czymś absolutnie wyjątkowym. Z duchowością, sposobem myślenia i kulturą, których nie ma już nigdzie indziej. Z ludźmi, którzy są niesamowicie wręcz życzliwi, serdeczni i pomocni.
To jedno z tych miejsc, gdzie możesz zrobić tysiąc zdjęć, a i tak nie uchwycisz tego co czujesz będąc tutaj.
Cóż, będę starał się opisać jak umiem. Jeżeli umiem. I dodając kilka zdjęć do tego.
Stay tuned!

Ostatnio było mnie tutaj mniej. Wczesna wiosna to zawsze czas intensywnej roboty biurowej w naszej branży więc na soszja...
19/03/2026

Ostatnio było mnie tutaj mniej. Wczesna wiosna to zawsze czas intensywnej roboty biurowej w naszej branży więc na soszjale trochę zabrakło czasu. Ale!
Dosłownie za kilka dni kolejna podróż. Tym razem Bhutan 🇧🇹.
To jeden z tych wyjazdów, których naprawdę nie mogę się doczekać 😍.
Gdzie to właściwie jest?
Bhutan to jedyne już ocalałe himalajskie królestwo. Mówi się o nim, że to ostatnie Shangri-La, ostatni buddyjski raj na ziemi.
Miejsce, które kultura globalna (póki co) łaskawie omija, gdzie zamiast PKB liczy się Szczęście Narodowe Brutto, gdzie sportem narodowym jest łucznictwo a najdłuższym prostym odcinkiem drogi (według tych bardziej dowcipnych) jest pas startowy na lotnisku w Paro.

Czekajcie na relacje!

Źródło filmu: Tourism Bhutan

We are excited to share this film created by Slama and produced by Khonsu! This video takes you deeper into Bhutan, revealing hidden treasures ...

04/03/2026

A co jeśli popsują Ci bagaż w czasie przelotu?

12/02/2026

Dzień dobry!
Dziś kilka słów o prawdziwym świecie.

"Podróżuję tylko poza utartymi szlakami"
Przyjęło się myśleć, że jeśli podróżować, to najlepiej poza utartymi szlakami.
No bo co? Jeśli będę na tych utartych, to nie zobaczę "prawdziwego oblicza kraju", na pewno będzie drożej i tam gdzie nie prowadzą szerokie ścieżki to na pewno jest ciekawiej. I ładniej.

Prawda?

Tak. Lub nie. To zależy, czego się szuka.

Po pierwsze: utarte szlaki dlatego są utarte, że łączą ze sobą cenne i atrakcyjne miejsca. Co zwykle łączy się z tłumami i wyższymi cenami. Wiadomo, że mnie też skręca jak mam wydać na bilet do Muzeów Watykańskich (a do tego jeszcze stanie w kolejce i zwiedzanie w tłumach :/), ale powiedzmy sobie szczerze: to jest depozytorium osiągnięć ludzkości. Nie da się zastąpić go prowincjonalną galerią sztuki tylko dlatego, że jest spokojna i cicha. Czasem te utarte szlaki są warte dyskomfortu z nimi związanego.

Po drugie: prawdziwe oblicze kraju jest również tutaj. Nie udawajmy, że to wyłącznie ciche uliczki, gdzie poeci na ławkach piszą wiersze, a gospodynie domowe suszą wykrochmaloną pościel na sznurkach rozciągniętych nad ulicą. Prawdziwy Kraków to również hałaśliwy, pełen nie zawsze trzeźwych turystów Rynek.
Przemysł turystyczny wżera się w miejsca do których jeździmy. Możemy udawać, że go nie widzimy, ale on tam jest :).

Wiadomo, że odkrywanie cichych, malowniczych miejsc jest niesamowitą frajdą. Jednak życie to nie Instagram i nie każda "boczna uliczka" to malowniczy zaułek, gdzie uśmiechnięci lokalsi przygrywają na gitarze i zapraszają was na herbatę. Będą również walające się śmieci, smród, bieda, krzywe chodniki i nie zawsze przychylne spojrzenia.
Czasem trafia się perełkę, czasem nie. Nie każde miejsce na świecie zostało stworzone by robić dobrze turystom. Należą one przede wszystkim do swoich mieszkańców.

Podsumowując:
Tak, warto czasem zejść z utartej ścieżki i zobaczyć jak wygląda ten "inny świat". Z pewnością poszerza to horyzonty i pozwala spojrzeć na odwiedzone miejsce pod różnymi kątami.
Jednocześnie trzeba być gotowym na to, że "prawdziwa egzotyka" to nie zawsze to czego się spodziewamy. Może ona być zaskakująca i nie często wystawia na próbę naszą otwartość i tolerancję.

Adres

Trzebinia

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Generalnie przed siebie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Generalnie przed siebie:

Udostępnij