29/03/2026
Another day in Bhutan. 🇧🇹
Czy w Bhutanie wolno na własną rękę?
Ten post miał być zupełnie o czym innym, ale pod ostatnim, na jednej z grup zaistniała wymiana zdań o tym, czy to dobrze, czy niedobrze że w Bhutanie są ograniczenia w turystyce.
Wersja tl;dr: dobrze, że są.
A poniżej dla tych, którzy chcą poczytać :).
Na wstępie chciałem tylko zaznaczyć: pracuję w branży turystycznej od 15 lat i wiem co nieco o funkcjonowaniu tego rynku. Sporo też przejechałem z plecakiem, więc znam i tę perspektywę :).
No więc od początku.
Teoretycznie każdy może wjechać do Bhutanu. Wiza (musisz dokładnie określić liczbę dni na które chcesz wjechać), noclegi i jazda. Jednak nie ruszysz się poza Paro/Thimphu/Punakhę. I nie wejdziesz do żadnej z lokalnych atrakcji turystycznych. Do tych aktywności obowiązkowy jest lokalny przewodnik, więc technicznie rzecz biorąc i tak musisz wjechać tutaj pod opieką operatora turystycznego.
Czy to dobrze? Obrońcy liberalnego rynku mogą się teraz oburzyć, ale obstaję przy swoim, że w przypadku turystyki regulacje są bardzo potrzebną rzeczą. Zwłaszcza w przypadku tak delikatnej tkanki jaką jest Bhutan.
To świat, który kieruje się diametralnie innymi zasadami, które nam czasami trudno zrozumieć i zaakceptować. Czasem nieprzystającymi do naszego myślenia o zysku, sprzedaży, relacji z innymi ludźmi.
Uchylanie drzwi zamiast otwierania ich na oścież świadczy o dalekowzroczności tego, który podejmował tę decyzję.
Legendarny "Podatek dla Króla".
Często spotykałem się z tą nazwą i muszę przyznać, że jest niezmiernie głupia. Sustainable Development Fee o którą chodzi, faktycznie istnieje i wynosi 100 USD/dzień. Nie trafia to do kieszeni króla, tylko do budżetu państwa. Obecny król (podobnie jak poprzedni) jest wykształconym i mądrym facetem, a nie watażką pobierającym myto od przyjezdnych.
Dużo? Owszem, dużo. Ale stanowi swojego rodzaju filtr dla chcących tu wjechać. A poza tym dlaczego my, ludzie pozwalający sobie na podróże do dalekich krajów nie mielibyśmy zapłacić takiej kwoty? Te pieniądze faktycznie pozwalają Bhutanowi rozwijać się i inwestować w nowoczesność, jednocześnie zachowując swoją tożsamość, infrastrukturę i środowisko przyrodnicze. Więc to nie tylko podatek, ale też inwestycja.
Czy przewodnicy ograniczają Twoją wolność?
Oprócz oprowadzania i opieki, do jednych z zadań lokalnych przewodników należy "pilnowanie" turystów, by nie zrobili niczego wbrew zasadom obowiązującym np. w klasztorach i świątyniach. I tyle. Możesz rozmawiać z kim chcesz, kupować gdzie chcesz, iść gdzie chcesz (w ramach prawa). Nikt niczego nie ukrywa, to nie Korea Północna.
A mówiąc "opieka" mam na myśli prawdziwą opiekę. Będąc tutaj jesteście naprawdę traktowani jak goście. Nie jak bankomaty, jak to bywa w niektórych krajach.
Bezpieczeństwo.
To, że w Bhutanie 70% kraju pokrywają lasy, to nie tylko rzecz budząca podziw, ale też znaczne wyzwanie dla kwestii bezpieczeństwa turystów chcących uprawiać trekking. To są wysokie góry, w wielu miejscach zero infrastruktury, szlaków, ścieżek, realne zagrożenie ze strony dzikich zwierząt, choroba wysokościowa. Poważne wypadki zdarzają się w polskich górach, gdzie są szlaki, schroniska i dostęp do spożywczaka w każdej wsi. Można sobie wyobrazić co działoby się w Bhutanie, gdzie przez kilka dni trekkingu nie ma dosłownie NIC.
A misie głodne.
Serio, to nie jest miejsce gdzie należy iść samemu niesionym wizją zewu wolności.
Podsumowując: dla nas, ludzi przyzwyczajonych do mało czym ograniczonej wolności osobistej, wolnego rynku i wszelakich swobód, ograniczenia w tym kraju mogą się wydawać opresyjne, nieżyciowe lub na pewno ktoś hehe *pienionszki*.
Cóż, każdy ma prawo do swojej opinii. Jednak w przypadku tego kraju wypada po prostu uszanować fakt, że ludzie w nim wybrali inną ścieżkę ku swojemu rozwojowi i przyszłości. I tyle.
A na zdjęciu jestem z Tashim, moim przewodnikiem po Bhutanie. Chciałbym aby przewodnicy w każdym kraju byli takimi profesjonalistami jak on.
Tak, on tak chodzi ubrany na co dzień. Ale o strojach w Bhutanie będzie kolejny post za jakiś czas :).
Stay tuned. 😎