07/05/2026
Bratysława, Wiedeń czyli nasza majówka na rowerach
Za nami intensywny, bardzo ciekawy i pouczający majówkowy wyjazd rowerowy. Tym razem sprawdzaliśmy trasę, która łączy zwiedzanie miast, jazdę wzdłuż Dunaju i bardziej pagórkowate odcinki w stronę Czech.
Po dojechaniu na miejsce i zameldowaniu w hotelu od razu ruszyliśmy na rowerowe zwiedzanie Bratysławy. I tu pierwsze miłe zaskoczenie: po mieście jeździło się naprawdę dobrze. Ścieżki są czytelnie wytyczone, podjazdy i windy pomagają dostać się na mosty, a sama jazda nie przypominała walki z gąszczem świateł, jakiego doświadczyliśmy wcześniej w Berlinie.
W Bratysławie zobaczyliśmy między innymi zamek, Most SNP z charakterystycznym UFO, Stare Miasto, Bramę Michalską, katedrę św. Marcina, rynek, Čumila oraz naddunajskie bulwary. Miasto okazało się bardzo wdzięczne do krótkiego, rowerowego zwiedzania.
Drugiego dnia ruszyliśmy wzdłuż Dunaju do Wiednia. Wybraliśmy wariant, który na mapie wyglądał najbardziej zielono i obiecująco, czyli trasę przez park narodowy. Początek był bardzo przyjemny: zieleń, drzewa, śpiew ptaków, spokojna jazda. Z każdym kolejnym kilometrem zaczęliśmy jednak odczuwać monotonię. Ścieżka po tej stronie Dunaju prowadzona jest głównie wałem. Jest prosta, równa, gładka jak stół i bardzo wygodna, ale po dłuższym czasie nie daje wielu zaskoczeń.
Wiedeń przywitał nas imponującymi zabytkami, ale też ogromnymi tłumami turystów. Rowerowe zwiedzanie centrum uznajemy za średni pomysł. Da się, ale przy takiej liczbie ludzi trudno mówić o swobodnej jeździe. Następnym razem Wiedeń zostawimy raczej na spokojny spacer.
Mimo to odwiedziliśmy najważniejsze punkty: okolice katedry św. Szczepana, Hofburg, Ring, Operę Wiedeńską, ratusz, parlament, Museums Quartier oraz reprezentacyjne ulice i place śródmieścia. Piękne miasto, ale rower najlepiej zostawić tu na chwilę z boku.
Ostatniego dnia grupa się podzieliła. Część ruszyła z powrotem do Bratysławy, a część wybrała trasę z Wiednia w kierunku czeskich Moraw.
Droga powrotna do Bratysławy, po drugiej stronie Dunaju, okazała się zdecydowanie ciekawsza niż odcinek przez park narodowy. Było bardziej różnorodnie: podjazdy, tereny przemysłowe, pola, wsie i miasteczka. Trasa była trochę bardziej wymagająca, ale właśnie dzięki temu podobała nam się bardziej.
Po drodze nie mogliśmy też pominąć Carnuntum, czyli dawnego rzymskiego miasta i obozu wojskowego. To był ten moment, w którym przedstawicielka Wydawnictwa Naukowego Sub Lupa po prostu musiała zarządzić historyczny postój. Rowerowa majówka rowerową majówką, ale kiedy przy trasie pojawiają się Rzymianie, limes, archeologia i kawał porządnej starożytności, nie wypada przejechać obojętnie.
Z kolei dzielna grupa jadąca w stronę Moraw miała już naprawdę solidne wyzwanie. Teren na północ od Wiednia, w kierunku Czech, jest piękny widokowo i bardzo malowniczy, ale też wyraźnie pofałdowany. Było więc konkretne pedałowanie. Grupa dotarła prawie do Poysdorfu. Jeszcze trochę, a skończylibyśmy w Mikulovie.
To był świetny rekonesans. Wiemy już, które fragmenty mają największy potencjał, gdzie warto pojechać rowerem, a gdzie lepiej zejść z siodełka i zwiedzać pieszo. Bratysława rowerem? Tak. Wiedeń rowerem? Ostrożnie. Morawy? Zdecydowanie kuszą.