26/09/2022
Praca przy transporcie to nie tylko śmieszki. Czasami zlecenia przerastają nas samych i chyba po to powstała ta strona. By czasami wypluć z siebie to co każdy z nas myśli, lub tak jak do tej pory by złapać chwilę oddechu w tej ciężkiej pracy. Nie podam daty i miejsca zlecenia, a i imiona nie będą się zgadzać. Czemu? Bo to co piszemy nie może ranić rodzin i bliskich denata. Chociaż w tej historii chyba by do tego nie doszło.
Pani Janina była starszą osobą, jakich nie brak w każdym dużym mieście. Żal sąsiadów i to że nawet pani z pobliskiego warzywniaka raczyła pofatygować się przez ulicę by zamienić z nami kilka słów zdradzał, że nie była do końca anonimowa. Ale cóż, to że ktoś mówi ci dzień dobry i zamieni z tobą kilka słów na klatce nie czyni cię mniej samotnym niż w rzeczywistości jesteś.
Zlecenie wpadło od prokuratora by przewieźć starszą panią do Medycyny Sądowej. Ot standardowa procedura, gdy odejdziesz samotnie w mieszkaniu. Pierwszym co uderzyło nas na klatce był słodko mdły zapach rozkładu. Gęsty i duszący. Znak że minęło za dużo czasu, by pogrzeb przy otwartej trumnie w ogóle wchodził w grę. Wchodząc na piętro minęliśmy zielonego policjanta który w pośpiechu opuszczał mieszkanie denatki. Młody jeszcze chłopak, pewnie to jego pierwsze zwłoki. Przyzwyczai się. Chociaż niektórzy nigdy się nie przyzwyczajają.
Pani Janina była typowym zgniłkiem (tak żargon branżowy zwykł określać zwłoki w posuniętym stanie rozkładu). Jedynie niektóre fragmenty kończyn i nienagannie spięte włosy zdradzały, że ten groteskowy widok był kiedyś człowiekiem. Smutne, zważając na fakt że około niej na blacie kuchni stała wyjęta z piekarnika blacha z ciasteczkami. Zapewne chciała nimi poczęstować sąsiadów, może panią z warzywniaka, by nie czuć się samotną. Gdy tylko zaczęliśmy rozstawiać sprzęt, niebiescy uciekli za drzwi mieszkania. Oni już swoje zrobili. Wszędzie walały się foliowe opakowania od sprzętu do zbierania próbek i gumowe rękawiczki.
- Stary, szuflujemy najpierw czy wrzucamy do wora? - zapytała Malutka, jedna z nielicznych dziewczyn w branży która utrzymała się w zawodzie dłużej niż trwa okres próbny.
- Najpierw spróbujcie ze Zbyszkiem ją wrzucić do wora, później do wiadra wrzucimy co zostanie. - odparłem bez przekonania
- Lepiej przetoczyć i na dwa wory. Wtedy mniej jej pogubimy. - Rzucił śmiejąc się pod nosem Zbychu.
Był wieloletnim pracownikiem branży. Zaczął pracę zaraz po komunie jako młody chłopak, który chciał dorobić do studiów na ASP, czy innym gównie z kredkami. Z czasem jednak ta praca zatruła jego umysł do tego stopnia że pędzlem mógł jedynie przenosić na płótno koszmary z pracy. Nie oszukujemy się, to nie były czasy gdy obraz rolnika w młuckarce zdobyłby uznanie.
Gdy smród jest tak gęsty, nie rozmawiamy zbyt wiele. Każdy oddech potrafi dławić, a skropione mentolem filtry od papierosów w nosie, nie zawsze blokują woń rozkładu. Przetoczyliśmy Janinke do worka, wrzuciliśmy w drugi i szuflą zgarnelismy co zostało. Pewnie miasto nawet nie zerwie parkietu nim odda je w programie mieszkań do remontów. Z resztą jak zwykle. Wejdą, umyją, na plamę wyleją farbę i przykryją linoleum. O taki cykl życia ludzi i mieszkań.