19/12/2013
ŻYCIE W CIĘŻARÓWCE: siadasz i jedziesz. Jesz, śpisz i jedziesz...
- Mobilki, jak tam dróżka na Poznań? Na siedemdziesiątym masz misiaczki z suszarką, krokodyli masz na wylocie z miasta, a tak, to czysto. Dzięki! Szerokości życzę! Między innymi takie teksty można usłyszeć w CB radiu podczas podróży tirem.
Często podczas podróży samochodem na drogach spotykamy samochody ciężarowe. Traktujemy je zazwyczaj jak przeszkody na drodze jadące z prędkością ślimaka i nie za bardzo zastanawiamy się, jak wygląda życie kierowcy takiego kilkunastotonowego kolosa. A może faktycznie można to porównać do ślimaka, bo kabina samochodu to drugi dom kierowcy. Jak właściwie wygląda to nietypowe życie? Aby poznać tę pracę, ruszam w tygodniową podróż po Polsce samochodem ciężarowym marki Volvo. Kierowca to pan Adam Wszołek, który pracuje od paru lat w firmie transportowej Trans-Południe.
-Jak wygląda życie kierowcy?
– Siadasz, jedziesz, coś zjesz, jedziesz, śpisz, jedziesz. Trzeba tylko pilnować, żeby nie przekroczyć ośmiu godzin za kółkiem, później przerwa. Ogólnie to trzeba dostarczyć towar z punktu A do punktu B na określoną godzinę.
-Czyli Twoja praca polega tylko na przewozie towaru?
– Nie, pracy jest znacznie więcej. Muszę przygotować samochód do załadunku i rozładunku. Trzeba samochód rozplandekować (odsunąć plandeki z boku , przyp. red.), później ściągnąć deskowanie. Po prostu zrobić miejsce dla tych gości, co szaleją wózkami widłowymi. Oni mnie załadowują. Jak już towar jest na pace, to trzeba go dobrze zabezpieczyć. Gdyby się gdzieś wysunął na zakręcie i kogoś uszkodził, to nawet nie chce myśleć, jakie miałoby to konsekwencje dla mnie.
-Jak wygląda taki ,typowy, dzień?
– To zależy, gdzie jadę. Tego dowiaduję się zazwyczaj podczas rozładunku. Teraz jedziemy z puszką do Poznania, do browaru. Jak rozładujemy, to dowiem się, co dalej. Może wyjedziemy z Polski, a może nie. Zobaczymy w Poznaniu. A co do dnia, to jadę osiem godzin, później stoję. Rano dobra kawa - ta droższa. Jak pracowałem na PKS-ie, to nie mogłem sobie na to pozwolić. Śniadania zazwyczaj nie jem. Później jadę. Mała przerwa na obiad na jakimś parkingu, albo większej stacji paliw. Jak jest pogoda, to gotuję coś na zewnątrz na gazie. A jak nie, to nawet nie wychodzę z kabiny. Tylko przez ten gaz szyby robią się tłuste. Trzeba czyścić. Późnej znów jazda, lub przymusowy postój, aby tylko godziny jazdy się zgadzały. Tu nic nie da się naciągnąć, tachometr wszystko rejestruje.
Co jest dla Ciebie bardziej uciążliwe: jazda czy postoje?
- Czy ja wiem? To też zależy, jakie są warunki na drodze. Ale chyba bardziej postoje. Tu nie jest tak, że odrobisz osiem godzin w pracy i idziesz do domu. Musisz stać i jesteś odpowiedzialny za towar. Dobrze jest na weekend wrócić do domu. Choć z tym czasem różnie bywa. Najgorsza jest świadomość, że w domu robota czeka. A tu cię rzucą gdzieś w Polskę na weekend i stoisz. Chyba, że jest jakieś towarzystwo. Zazwyczaj staję na większych parkingach.
-Nasuwa mi się teraz dość kolokwialne słowo -;tirówka...
Takie panie można spotkać dosłownie wszędzie i chyba każdy kierowca je widział, gdy stoją przy drodze. Żałosne. W Polsce chyba nie jest to tak bardzo natarczywe. Ale np. w Hiszpanii są takie, że nawet pukają do kabiny na postoju.
-Widzę, że w kabinie samochodu masz praktycznie wszystko.
– Tak, to taki mój drugi dom. Jest gdzie się przespać, z tyłu są dwie leżanki, wożę zapasy jedzenia, mam butlę gazową, zawsze można coś ugotować. Jest radio, telefon, wożę ze sobą komputer przenośny, można jakiś film oglądnąć na postoju. Można tu przeżyć nawet parę dobrych tygodni.
-Samochody ciężarowe to tylko praca czy też pasja?
– Myślę, że to i to. Volvo to król szos - piękna maszyna. Gdy pierwszy raz do niego wsiadłem, na liczniku miał tylko 5 km przebiegu. Wygodnie się nim podróżuje. Wiele rzeczy obsługuje komputer.
-Przed chwilą przez radio CB ktoś podał informację, że na wylocie z Warszawy kierowca próbuje złapać okazję. Skąd inni kierowcy wiedzą, że to kolega po fachu?
– Mają swoje sposoby. Podejrzewam, że ten facet machał tarczką od tachometru. To taki niepisany znak, że to kierowca. Taki gość z tarczką ma większe szanse, że ktoś się zatrzyma. Zazwyczaj nie bierze się „okazji”.
-Jakie jeszcze informacje można uzyskać przez CB?
– Dla kierowcy radio CB jest bardzo przydatnym narzędziem. Można zapytać o drogę, jak jechać, gdzie stoi drogówka, dlaczego utworzył się korek. W radiu CB można usłyszeć dosłownie wszystko. Od sympatycznych pozdrowień do siarczystych przekleństw. By umilić podróż, można opowiedzieć jakiś dowcip, uzyskać informacje dotyczące podróży. Kierowcy wykształcili swój własny język, który dla kogoś może wydawać się śmieszny. Misiaczki to policja. Krokodyle to inspekcja drogowa. Suszarka to ręczny radar. Jest i wiele innych.
-Jesteś zadowolony ze swojej pracy?
– Oczywiście każdy zawód ma swoje plusy i minusy. Ale ogólnie nie narzekam. Jestem kierowcą już dobrych parę lat. Wcześniej jeździłem autobusem, kiedyś także ambulansem w pogotowiu. Wtedy bym nie pomyślał, że kiedyś będę jeździł siedemnastometrowym autkiem. Teraz jeżdżę praktycznie po całej Europie.
***
Tydzień raczej się nie dłużył. Przemierzaliśmy Polskę raz z transportem piwa, raz z płytami do mebli, butelkami, nawozami, jakąś chemią. Nieważne, co się przewozi. Ważne, żeby towar bezpiecznie dostarczyć z punktu A do punktu B na tę godzinę, na którą jest zaplanowany rozładunek. Praca kierowcy to wyzwanie nie dla wszystkich. Trzeba wielu wyrzeczeń, ale i atrakcji nie brakuje. Wszystkim kierowcom szerokości życzę!
ziomkitrucks.fora.pl