24/04/2026
Czasem planujesz jedno, a życie pisze inny scenariusz.
W górach ta lekcja przychodzi wyjątkowo szybko.👌
Miałem robić Rubin Szczawnicy pętlę o długości 42 km, którą trzeba przejść w jeden dzień.
Plan był ambitny, ale góry szybko przypomniały mi, że to one rozdają karty.
Dzień zaczął się pięknie☀
Wczesnym rankiem udało mi się złapać wschód słońca ten moment ciszy, kiedy świat dopiero budzi się do życia, a śnieg odbija pierwsze promienie, wynagradza naprawdę wiele.
Już wtedy wiedziałem, że będzie to wyjątkowy dzień, choć niekoniecznie taki, jaki zaplanowałem.
Warunki były trudne
Świeżego śniegu napadało tak dużo, że pierwsze 10 kilometrów zajęło mi aż 5 godzin🫣
Szlaki były praktycznie nieprzetarte, każdy krok wymagał wysiłku i skupienia.
Ostatecznie dotarłem do schroniska na Przehybie troszkę zmęczony, ale zadowolony, że mimo wszystko idę dalej.
Kolejnym punktem była wieża na Radziejowej.
I to był strzał w dziesiątkę.
Widoczność była znakomita, a widok na całe, zaśnieżone Tatry zapierał dech w piersiach.
Dla takich chwil wychodzi się w góry surowych, pięknych i nieprzewidywalnych.
Dalej ruszyłem w stronę Obidzy, a następnie wzdłuż granicy polsko-słowackiej.
Po około dwóch godzinach marszu przyszła jednak refleksja.
Warunki się nie poprawiały, zmęczenie rosło, a przede mną wciąż był spory odcinek do planowanego zakończenia w schronisku Orlica w Szczawnicy.
Podjąłem decyzję schodzę do Jaworek.
To nie była łatwa decyzja, ale właściwa.
W górach najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie.
Plany planami, ale natura zawsze ma ostatnie słowo. Tym razem to ona wygrała.
Czy jestem zawiedziony? Trochę tak.
Ale jednocześnie czuję ogromną satysfakcję.
Ostatnio nogi naprawdę mnie niosą jestem w znakomitej formie, co tylko potwierdził ten dzień.
W trudnych warunkach zrobiłem około 30 kilometrów to był solidny trening i kolejny krok do jeszcze lepszej wytrzymałości.
Może kiedyś wrócę, żeby przejść tę trasę w całości.
Tym razem góry powiedziały NIE, ale wiem, że jeszcze się spotkamy w lepszych warunkach.👌🏔️
Bo właśnie za to kocham góry.
Za ich nieprzewidywalność, za wyzwania i za to, że uczą nas słuchać nie tylko ich, ale i samych siebie