12/08/2026
Ależ bryndza!!
Od marca, kiedy powróciłam do transportu międzynarodowego - ŻARŁO...!
Żarło, żarło... , no i przyszedł sezon urlopowy.
Już ostatnie 2 tygodnie lepiło się z niczego, ale obecny tydzień przebił oba poprzednie razem wzięte. Dramat!
Niby coś jest, ale nie ma. A to nie ten kierunek, większość to częściówki, a przede wszystkim stawki poleciały na łeb na szyję!
To dobry moment, aby omówić opłacalność transportu w dobie obecnych cen paliwa i mautu.
Są koszty tygodniowe, są koszty w skali miesiąca, kwartalne i roczne... Dyspozycja musi się jednak skupić na kosztach tygodniowych, bo to jest podstawa i punkt wyjścia do całej reszty.
W obecnej firmie nie ma wymogu karty drogowej dla Kierowcy. Jednak człowiek mający świadomość, że trzeba pilnować swego, powinien mieć kontrolę nad tym, co robi, jakie decyzje podejmuje i czy to wszystko się kalkuluje. Nastał sezon urlopowy, wyboru za dużego nie ma, przebierać w czym i negocjować czego nie ma, trzeba więc było sporządzić kartę rozliczeniową dla samego siebie i spokojnego snu...
Po wnikliwej analizie koszt tygodniowy DUŻEGO od poniedziałku do piątku, przy obecnych kosztach, przebiegu 2500-2800km to kwota 9000 - 12000zł. Mowa oczywiście o progu zaporowym, czyli paliwo, opłaty drogowe, Kierowca.
Krótko mówiąc: max do środy rano musicie mieć we frachtach na stole czarno na białym minimum 2500€! Dopiero wszystko, co potem, zliczone z tygodnia na tydzień, po odjęciu innych kosztów, można nazwać tzw. zarobkiem...
Nie przekraczam 3000km. Nie ma sensu. Tygodniowo auta przywożą we frachtach od 3600 - 4800 €, w zależności od tego gdzie jadą, jaką mają robotę do zrobienia i czy nie ma większych problemów po drodze lub długiego czasu oczekiwania na firmach.
Ogólnie rzecz biorąc, trzeba mieć ponad 4000€ z tygodniówki, żeby mówić o opłacalności. Czasem się zdarza, że jedno auto 3600/3800 € przywiezie, ale co tydzień każdy ponad 4000€ z frachtów przywozi.
Nadal trzymam się zasady, że decydującym dniem jest poniedziałek. Na start potrzebny jest strzał do max 1400km za solidne pieniądze, aby była podstawa jednorazowo lub częściowo osiągnięta. Reszta tygodnia to układanie puzzli w taki sposób, aby kasa się zgadzała i kierowca na piątek był w domu. Zabawa w trasy 500km na start za 1,5€ czy 1,60€ nie ma najmniejszego sensu. To lepienie z niczego od początku tygodnia, aby wrócić z ręką w nocniku.
Obecny tydzień jest najgorszym do tej pory. Jedno auto wraca zarobione po kokardy (4800€), a reszta... szkoda gadać!
Tak się sprawy mają. Dlatego uważam, że długie trasy w kierunku Francji, Hiszpanii, Portugalii, a nawet Włoch, nie mają najmniejszego sensu. Każda taka trasa, to jazda po kosztach, dokładanie do biznesu z własnej kieszeni, tylko po to, aby komuś, kto nie bierze pod uwagę faktycznych kosztów całej zabawy, dowieźć towar.
Szanujmy się i nauczmy innych szacunku do nas przewoźników. Nikt nas nie uszanuje, jeśli my sami nie zaczniemy się szanować. Trzeba mówić NIE, nie brać, co popadnie - oby się koła kręciły, nie iść na łatwiznę, a szukać, bo są uczciwe firmy, trzeba tylko nauczyć się cierpliwości i wytrwałości.
Mam nadzieję, że ten tydzień okazał się dla Was bardziej łaskawy niż dla mnie 😊