Sunny Cyclist Traveller

Sunny Cyclist Traveller Zarażony miłością do świata przez Tatę, Radomszczanin, który nie umie usiedzieć w jednym miejscu :-)

Pierwsze kilometry w Gruzji pokonuję z chłopakami z Niemiec. Rozbijamy namioty kilka kilometrów od granicy. Noc była chł...
13/11/2024

Pierwsze kilometry w Gruzji pokonuję z chłopakami z Niemiec. Rozbijamy namioty kilka kilometrów od granicy. Noc była chłodna, temperatura spadła do około 5 stopni. O świcie ruszamy dalej. Okoliczne wsie są zupełnie inne niż w Turcji – asfalt szybko się kończy, a kierowcy przejeżdżają znacznie bliżej naszych rowerów. Pojawiają się nietypowe napowietrzne instalacje gazowe – rury biegną na wysokości płotów do każdego domu. Kilometry mijają dość szybko, zatrzymujemy się na jedzenie, choć mamy w portfelach tylko tureckie liry. Na szczęście kucharz, który kiedyś mieszkał w Polsce, zgodził się przyjąć turecką walutę, więc dogadaliśmy się bez problemu. W gratisie dostaliśmy kawę, a rachunek był wyjątkowo łaskawy – za naszą trójkę zapłaciliśmy około 40 zł.

Skręcam na południe – to nasze ostatnie wspólne kilometry. Chłopaki jadą w stronę granicy z Armenią, ja kieruję się w stronę stolicy Gruzji. Docieramy do miejscowości, gdzie nasze drogi się rozdzielają. Ostatnia wspólna kawa i przepyszne ciasto w kawiarni, i ruszamy w różne strony. Wymieniam trochę gotówki na najbliższe dni, kupuję kartę SIM i ruszam do Tbilisi.

Wiatr się wzmaga, wieje prosto w twarz. Tego dnia pokonuję ponad 100 km i zatrzymuję się w gasthausie prowadzonym przez ormiańską rodzinę. Jedzenie było niesamowite – pieczone warzywa i grillowana ryba. Wieczór spędzam w towarzystwie grupy Czechów, z którymi czas upływa na rozmowach i popijaniu śliwowicy. Pozdrowienia dla was, chłopaki!

Do Tbilisi mam jeszcze około 200 km. Droga wije się w górę i w dół, a ja rozbijam namiot na pięknej polanie. Rano budzi mnie stado krów, które odwiedziło moją małą bazę 🙂 Przede mną ostatnia prosta do stolicy, gdzie zamierzam zostać przez tydzień.

Pierwsze dwa dni spędzam na odpoczynku. Udało mi się też spotkać z Szyszkiem, który podróżuje motocyklem po Gruzji. Pozdro, Szyszek! Kolejne dni to przygotowania do lotu: szukanie pudełka, pakowanie roweru, zwiedzanie Tbilisi i smakowanie gruzińskiej kuchni. Ostatniego dnia melduję się gotowy na lotnisku, skąd wyruszam do Aktau w Kazachstanie.

Jakie wrażenie zrobiła na mnie Gruzja? Widoki – przepiękne, kuchnia – rewelacyjna. Jednak ludzie wydawali się nieco smutni, przygaszeni... Mam nadzieję, że wrócę tu kiedyś i poświęcę Gruzji więcej czasu, bo zobaczyłem tylko fragment tego kraju.

Kierunek Kazachstan! Ciao!

Koniec Turcji… decyzje, zatrucie, nocne spotkanie z drapieżnikiemMoja przygoda w Turcji powoli dobiegała końca. Kolejne ...
28/09/2024

Koniec Turcji… decyzje, zatrucie, nocne spotkanie z drapieżnikiem

Moja przygoda w Turcji powoli dobiegała końca. Kolejne kilometry, kolejne noclegi na dziko. Wysokość rosła powyżej 2000 metrów n.p.m., a odległości pomiędzy sklepami wydłużały się do 50-70 km. Pewnego dnia rozbijam namiot nieopodal strumienia. Miałem pierwszego gościa, ale to tylko ciekawski lis... Drugi gość był znacznie większy. Przed moim namiotem usiadł ryś euroazjatycki lub lampart perski. Zamurowało mnie... Byłem tak zaskoczony, że nie zrobiłem żadnego zdjęcia, tylko obserwowałem tego dużego gościa. Dopiero gdy zagwizdałem, zorientował się, że tam jestem. Spokojnie odszedł w kierunku mostu, który przebiegał nieopodal strumienia. Noc spędziłem, paląc ognisko aż do wschodu słońca…

Dojechałem do Erzurum, gdzie miałem odebrać wizę do Iranu. Jednak kiedy tam dotarłem, ponownie wzrosło napięcie między Iranem a Izraelem. Długo zastanawiałem się, gdzie jechać dalej. Dopadło mnie także zatrucie pokarmowe, które sprawiło, że trzy dni spędziłem w łazience... Ostatni dzień w Erzurum poświęciłem na uzupełnianie elektrolitów, a potem ruszyłem w stronę granicy z Gruzją.

Jadąc w kierunku Kars, spotkałem dwójkę sakwiarzy z Niemiec – Stefana i Maksa. Razem przemierzaliśmy drogę do Gruzji. Po drodze naprawiliśmy jeden z rowerów i okrążaliśmy przepiękne, dzikie jezioro Çıldır Gölü, przy którym prowadzi szutrowa droga. Wspólnie przekroczyliśmy granicę turecko-gruzińską i uczciliśmy to chwilę, wznosząc toast.

Jak było w Turcji? Bardzo dobrze! Ludzie byli niesamowicie pomocni i mili. Spotkałem na swojej drodze autentycznych, serdecznych ludzi, którzy często oferowali mi jedzenie, nocleg czy zimny napój. Droga mijała dość szybko, a krajobraz, w większości górzysty, urzekał polami, lasami i strumieniami! A kuchnia? Oczywiście różnorodne kebaby – Adana, Döner, Çağ, do tego kawa po turecku oraz niezliczone filiżanki herbaty (çaju).

Pozdrower!



Podróż przez Turcję rozpocząłem piątego lipca, i od razu po przekroczeniu granicy zostałem ugoszczony pyszną herbatą w s...
27/08/2024

Podróż przez Turcję rozpocząłem piątego lipca, i od razu po przekroczeniu granicy zostałem ugoszczony pyszną herbatą w skwarze słońca – jakby Turcja mówiła „Witaj, czuj się jak u siebie!” Po szybkim spotkaniu z bankomatem, ruszyłem w stronę Luleburgaz. Tam, w słynnej Akademii, spędziłem trzy fantastyczne dni, zwiedzając okolicę i poznając rowerzystów z całego świata.

Stambuł był kolejnym przystankiem – miasto ogromne i pełne wyzwań dla każdego rowerzysty! Na szczęście, Elif, u której się zatrzymałem, przyjęła mnie jak starego przyjaciela. Z jej pomocą zwiedzałem zakątki miasta i zaopatrzyłem się w niezbędny sprzęt rowerowy. A potem czekała mnie przeprawa promem z Gebze do Yalova – to była prawdziwa przygoda! Wraz z każdym kilometrem w głąb lądu ruch malał, a góry rosły. Codzienne podjazdy w upale to była prawdziwa szkoła przetrwania, ale życzliwi ludzie po drodze zawsze mieli dla mnie uśmiech i coś do picia – bezcenne!

Warmshowers w Turcji działa znakomicie! Zatrzymałem się w Sakaryi w klubie rowerowym, gdzie przyjęto mnie po królewsku. Podczas śniadania dostałem namiary na kolejny klub w Bolu, gdzie spędziłem kilka dni. Jeździłem z lokalnymi rowerzystami, smakowałem przepysznych potraw, a na pożegnanie dostałem spersonalizowaną kamizelkę rowerową – to się nazywa pamiątka!

Dalej były długie kilometry, strome podjazdy i noclegi na dziko, które w Turcji to czysta przyjemność. Czasem tylko psy pasterskie miały ochotę mnie obszczekać, ale to dodawało pikanterii całej przygodzie. W Osmancık zatrzymałem się u hosta z Warmshowers i spędziłem noc w... magazynie budowlanym! Zwiedziłem miasto, zajadając się lokalnymi smakołykami, a miasto jest znane z najlepszych upraw ryżu, więc i tego spróbowałem.

Kolejny przystanek to bajeczna Amasya – miasto ukryte w dolinie, otoczone stromymi wzgórzami, z malowniczą rzeką płynącą przez środek. Znalazłem sobie historyczny pensjonat na nocleg – prawdziwy raj na ziemi, idealny na relaks po tak pełnej przygód podróży!



Wspomnienia z Drogi przez GrecjęPodróż do Grecji zaczęła się od chaotycznej odprawy promowej we Włoszech, gdzie prom opó...
14/07/2024

Wspomnienia z Drogi przez Grecję

Podróż do Grecji zaczęła się od chaotycznej odprawy promowej we Włoszech, gdzie prom opóźnił się o półtorej godziny. Po dziesięciogodzinnym rejsie wczesnym rankiem dotarłem do Igoumenitsa. Pierwszym celem było zaopatrzenie się w kartę SIM i wyznaczenie wstępnej trasy. Postanowiłem zatrzymać się tam na jedną noc, by zregenerować siły po długiej podróży.

Pierwsze kilometry w Grecji były niezwykle wymagające. Spore podjazdy, sięgające nawet 1500 metrów w górę na odcinku 50 km, szybko dały się we znaki. Temperatura w cieniu osiągała 40 stopni, a na drodze było jeszcze goręcej – blisko 50 stopni. Aby uniknąć najgorszego skwaru, wstawałem o 4-5 rano, ale nawet to nie zawsze wystarczało. Mój organizm przegrzał się, skóra stała się napięta, a mowa i reakcje znacznie spowolniły.

Po dotarciu do Ioanniny, miasta położonego nad jeziorem i otoczonego górami, postanowiłem zrobić przerwę. Porządnie nawodniłem organizm i złapałem chwilę odpoczynku. Ioannina okazała się idealnym miejscem na regenerację sił. Piękne krajobrazy i spokój tego miejsca działały kojąco.

Podczas podróży często rozbijałem namiot pod kościołami za zgodą lokalnych mieszkańców, przy jeziorach położonych w górach, gdzie panowała zupełna cisza, a raz nawet na terenie uniwersytetu. Te nietypowe miejsca noclegowe pozwalały mi na bliski kontakt z naturą i lokalną społecznością. Grecka kuchnia była dla mnie odkryciem – lokalna feta smakuje zupełnie inaczej niż ta, którą kupuję w polskich sklepach.

Życie w Grecji płynęło sielsko, a ludzie byli mili i często pozdrawiali mnie na drodze. Spotykałem wiele żółwi, które przenosiłem na drugą stronę drogi, aby uchronić je przed nadjeżdżającymi pojazdami. W miastach można było spotkać liczne koty, a w górach psy – jedne spokojne i potulne, inne agresywne.

W miarę zbliżania się do Saloników, krajobraz zaczął się zmieniać na rolnicze uprawy. Spotkałem rowerzystów z Anglii i Niemiec, z którymi wymieniałem się doświadczeniami z drogi. Angielskim rowerzystom brakło łatek, więc podarowałem im kilka, co pozwoliło im kontynuować podróż. Droga w stronę granicy z Turcją była mniej wymagająca terenowo, ale temperatury nadal były bardzo wysokie.

Grecja to malowniczy kraj, pełen gór i dostępu do morza. Choć zobaczyłem tylko ułamek tego kraju, już teraz wiem, że jest jeszcze wiele pięknych greckich wysp do odkrycia. Lokalne jedzenie było pyszne, a Grecy uśmiechnięci i wyluzowani. Pomimo trudności, jakie napotkałem, ta podróż była dla mnie niezapomnianym doświadczeniem. Mimo że jazda dała mi trochę popalić, było warto – wspomnienia z tej drogi na długo pozostaną w mojej pamięci.



Słoneczne Włochy, powrót na trasę. Pierwsze dni w drodze to przejazd przez malownicze wybrzeże Cinque Terre. Następnie o...
05/07/2024

Słoneczne Włochy, powrót na trasę.

Pierwsze dni w drodze to przejazd przez malownicze wybrzeże Cinque Terre. Następnie obieram drogę Eurovelo5, która biegnie przez malowniczą Toskanię. Pierwsza większa miejscowość, którą odwiedzam to Lukka, która jest zaliczana do najpiękniejszych miast. Mijam cyprysowe aleje prowadzące do winnic, wygląda to bajecznie. Zatrzymuje się na noc przy gorących źródłach, gdzie temperatura wody sięga 50 stopni, to był fajny relaks po pedałowaniu przez cały dzień.
Kierunek Rzym, po drodze głównie rozbijam w miejscówkach na dziko co pozwala mi obserwować dzikie zwierzęta, rodzinki bobrów czy wieczorne odwiedziny dzików.

Dojeżdżam do Rzymu, zatrzymuje się tutaj na trzy dni w hostelu. Jeden dzień rezerwuje na sprawy bieżące, dwa pozostaje na zwiedzanie, rower zamieniam na wędrówki piesze. Koloseum, Panteon, Plac Św. Piotra, makarony i pizza tak spędzam swój czas w stolicy Włoch. Wyjeżdżając obieram starą drogę do Rzymu(Via Appia), ów droga ma ponad 2000 lat i jest nadal w użytku. Historycznym punktem było, odwiedzanie Monte Cassino. Tutaj też spotykam, pierwszego sakwiarza z Niemiec, który utknął tutaj na weekend z powodu zerwanej linki od przerzutki- akurat taką miałem w zapasie, operacja wymiany linki przebiegła sprawnie. Popołudniem wyruszam dalej na południe, temperatura rośnie z każdym kilometrem. Udaje mi się zatrzymać na pierwszy nocleg z warmshowers, grupa przyjaciół udostępnia budynek w parku narodowym gdzie panuje zupełna cisza:) Massimo daje mi wskazówki odnośnie drogi i potencjalnej dzikiej miejscówki na nocleg.
Wieczorem docieram na miejsce biwakowe, wcześniej jednak uzupełniłem wodę w pobliskim domostwie. Rozbiłem namiot jednak po chwili zostałem zaproszony na grilla, było to bardzo miłe i lubię właśnie takie spotkania! Wieczór spędzamy przy pysznym jedzeniu, winie i rozmowach. To był fajny wieczór z Włoską rodziną. Rankiem wypijam espresso z Carmelo i jadę zobaczyć malownicze domki trollów w miejscowości Alberobello. Miasteczko ma niepowtarzalny klimat i wygląda bajecznie, jeżeli będziecie kiedyś we Włoszech to polecam zobaczyć to urokliwe miejsce.

Brindisi to ostanie miasto podczas, włoskiej podróży. To portowe miasto z sporą historią. Zatrzymuję się tam na dwa dni u couchserfera. Dario staje się najlepszym przewodnikiem po Bridisi.

Wieczorem wyruszam na prom do Grecji. Czekając na prom,spotkam motocyklistów, którzy właśnie rozpoczynają swoją podróż, częstują mnie szampanem i tak kończę swoją podróż przez Włochy:) Była dobra kawka, pizza i lody. Szybko je się spalało na podjazdach a było ich sporo:) Włochy to też ogromna lekcja historii, bo monumenty mające tysiące lat towarzyszyły mi przez całą drogę. Jednak w tych regionach Europy trzeba już bardziej uważać na samochody, temperament daje się we znaki na drodze!

Ciao !



Świąteczna niespodzianka i naprawy.Podczas pedałowania przez południowe regiony Europy, zrodziła się myśl, aby zrobić mo...
24/06/2024

Świąteczna niespodzianka i naprawy.

Podczas pedałowania przez południowe regiony Europy, zrodziła się myśl, aby zrobić moim bliskim niespodziankę i przyjechać na święta. Niespodzianka się udała – 14 grudnia zapukałem do drzwi mojego rodzinnego domu, gdzie moja mama i babcia przywitały mnie w progu. Miało to być krótka wizyta, jednak życie i droga napisały swój własny scenariusz. Ostatecznie spędziłem końcówkę roku wyłącznie z rodziną i bliskimi, zupełnie zapominając o rowerowym świecie.
Styczeń to już przygotowania do wyjazdu, spotkania z moimi sponsorami i partnerami. Wszystkich udało mi się odwiedzić, zbić piątkę i podziękować za współpracę.
Równolegle działo się sporo... Naprawa roweru, który po 10 000 km był już dość zmęczony, była konieczna. Wpadły nowe koła, linki, opony, naprawiony został gwint w ramie, a także wprowadzono kilka poprawek, które usprawniły rower. Podmieniłem też namiot, który zupełnie nie dawał sobie rady z warunkami atmosferycznymi. Przegląd sakw zakończył się zmniejszeniem ich rozmiarów i odchudzeniem bagażu. Złożyłem również wniosek o wizę do Indii, jednak czas oczekiwania był dość nietypowy – na wizę papierową czekałem ponad dwa miesiące. Kolejnym zadaniem na mojej liście były niezbędne szczepienia.
Przygotowania były przeplatane prelekcjami i wywiadami, w których mogłem podzielić się z Wami moimi dotychczasowymi przygodami. Była to wspaniała okazja do wymiany energii. Dziękuję Wam za liczne przybycie, miło było Was zobaczyć.
Życie to składowa różnych emocji, przeżyć i doświadczeń. Czas, który spędziłem w swoim rodzinnym mieście, był dość ciężki dla mnie i mojej rodziny. Cieszę się, że w tym trudnym czasie mogłem być z bliskimi. Tak musiało być.
Finalnie udało się wszystko dopiąć i ponownie wyruszyć w drogę. Krótki przystanek okazał się dłuższą przerwą, ale czy tylko przerwą? Dla mnie była to ogromna lekcja cierpliwości, akceptacji i doświadczania przeciwności. Próbowanie nowych obszarów życia i poznawanie nowych osób było nieocenione. Życie nie znosi próżni...
Chciałem Wam wszystkim podziękować za wsparcie i pomoc, którą od Was otrzymuję! Mam wokół siebie pięknych ludzi!
Ponownie w drodze, Włochy już za mną! Obecnie jestem w Grecji. Pozdrower!

W następnym poście: Włochy :)

Ponownie Francja, cisza, spokój i gościnność. Francję odwiedziłem ponownie w grudniu, więc w powietrzu wyczuwalny jest n...
08/06/2024

Ponownie Francja, cisza, spokój i gościnność. Francję odwiedziłem ponownie w grudniu, więc w powietrzu wyczuwalny jest nastrój mikołajkowo-świąteczny. Na granicy ogromne kolejki i korki do sklepów bezcłowych po wymarzone prezenty. Ja rowerem dość sprawnie się przemykam. Jadę wzdłuż wschodniego wybrzeża drogą Eurovelo 8, blisko linii brzegowej. Jest sporo odcinków szutrowych, co sprawia, że jestem bliżej natury, mogę obserwować stada żyjących flamingów, czy pokonywać kolejne kilometry w zupełnej ciszy. Wschodnie wybrzeże okazało się bardzo gościnne, rzadko rozkładałem namiot, a to wszystko za sprawą wspólnoty, jaką jest Warmshowers.

W Sigean zatrzymuję się u pierwszego gospodarza, wspólna kolacja, rozmowy o podróżach, sprawdzanie kartkówek z fizyki – tak mija nam wieczór. Rankiem wyruszam w kierunku Sète, jadąc wzdłuż pięknych, pustych plaż. Tutaj też miałem umówiony kolejny nocleg. Gospodarzem okazał się emerytowany policjant i jego żona psycholog, którzy każdego roku przyjmują około stu rowerzystów pod swój dach. Prowadzili też zeszyt ze statystykami, z których wynikało, że ponad 80% ich gości miało wykształcenie techniczne. Dość ciekawe… Kolejne kilometry, kolejni gospodarze i przypadkowi ludzie. Jednego dnia zatrzymuję się w marinie, gdzie mogłem sobie rozbić namiot i korzystać z ciepłego prysznica – mała rzecz, a cieszy po całym dniu pedałowania. Nicea również mi sprzyjała, zostałem zabrany z drogi przez rowerzystę. Tego dnia poczułem się najbliżej Francji i jej obyczajów. Było muzycznie, kulinarnie oraz sportowo – pierwszy raz grałem w boules.

Wschodnie wybrzeże okazało się dla mnie bardzo gościnne i spokojne. Każdy dzień to poznana nowa osoba, nowe obyczaje, nowe wspomnienia, ale też dobre warunki do poznania siebie. Równie ważne są dla mnie dni spędzone z ludźmi, których spotkam, jak i wieczory na dzikich miejscówkach z namiotem.

Później były już tylko dwa dni we Włoszech i powrót niespodzianka do Polski na nadchodzące święta. Miało być na chwilę, jednak chwila to wieczność :) Ale o tym będzie kolejny post.



Czy jesteście gotowi na nowe wyzwanie? Zapraszam Was serdecznie do udziału w Trzecim Wyzwaniu Sportowym SGB-Dla Sympatyk...
27/04/2024

Czy jesteście gotowi na nowe wyzwanie?
Zapraszam Was serdecznie do udziału w Trzecim Wyzwaniu Sportowym SGB-Dla Sympatyków.To świetna okazja, aby spotkać się z innymi miłośnikami dwóch kółek, wspólnie przejechać przez miasto i jednocześnie zrobić coś dobrego dla innych.

ESBANK Bank Spółdzielczy

Zapraszam serdecznie Wszystkich:)
24/01/2024

Zapraszam serdecznie Wszystkich:)

Adres

Radomsko
97-500

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 20:00 - 03:00
Wtorek 20:00 - 03:00
Środa 20:00 - 03:00
Czwartek 20:00 - 03:00
Piątek 20:00 - 03:00
Sobota 20:00 - 03:00
Niedziela 20:00 - 03:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Sunny Cyclist Traveller umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij