02/05/2017
Na co komu doradca noszenia w chuście?
Nabijanie kasy!
Pierwszy raz z chustą oko w oko spotkałam się w 2013 roku kiedy moja córeczka miała dwa miesiące.
Na szkole rodzenia położna wspominała o zaletach chustowania i pokazała jak zawiązać kieszonkę, resztę sobie wygooglowałam.
No ludzie jest przecież XXI wiek! W internetach jest wszystko! Po co mam płacić komuś za coś co jest ogólnodostępne?!
Wystarczy tylko wpisać hasło w wyszukiwarkę i już pojawia się masa postów, zdjęć, filmików.
Jestem w domu, pomyślałam!
I tak radośnie prawie cztery lata nosiłam swoje dzieci (tak, dzieci bo od 2013 roku, moja rodzina znacznie się powiększyła).
Czas leciał, ja śmigałam w chuście z moimi córeczkami, znajomi zakładali rodziny. Naturalną rzeczą było, że zwrócą się do mnie o poradę.
Ale noszenie i pielęgnacja moich dzieci to moja sprawa, nieco inaczej sytuacja wgląda kiedy mam do czynienia z czyimś dzieckiem i po części biorę na siebie odpowiedzialność za jego zdrowie i bezpieczeństwo oraz zdrowie rodzica!
Zapisałam się więc na kurs ClauWi (tak dokładniej to zapisał mnie mój Mąż, ale o tym w innym poście).
Wiecie jak wspaniale jest się dowiedzieć, że całe życie nieprawidłowo nosiłam swoje dzieci?!
Kiedy byłam dzieckiem mama starała się wpoić mi pewne maksymy, takie jak np. zanim coś powiesz zastanów się trzy razy, itp.
Jedna z nich bardzo mocno utkwiła mi w głowie: PAPIER PRZYJMIE WSZYSTKO!
Wiecie co, miała rację!
Przy czym „papier” to internet. Okazało się bowiem, że nawet najładniejsze zdjęcie nie oddaje tego co może kryć się pod chustą, a może kryć się wiele!
Nawet najlepiej nakręcony filmik może nie pokazać tego co akurat dla mnie jest istotne!
Tylko interakcja z drugim człowiekiem była w stanie zweryfikować moje złe nawyki, niedbałe dociągnięcia, zbytnie pionizowanie dziecka i pewnie wiele innych, których już nie chcę pamiętać.
Teraz już wiem, że to nie jest nabijanie kasy, tylko spotkanie dwóch osób, jednej, która potrzebuje pomocy i chce zdobyć wiedzę oraz drugiej, która tę wiedzę przekazuje w sposób kompetentny i rzetelny.
Szkoda, że potrzebowałam aż czterech lat na to żeby to zrozumieć i, że zafundowałam moim dzieciom taką przejażdżkę...
Ale na kursie noszenia poza ogromną wiedzą związaną z prawidłowym motaniem i pielęgnacją dziecka (podnoszenie, odkładanie, noszenie na rękach) dowiedziałam się także tego, że nie ma co rozdrapywać ran (wszak na tamten czas byłam przekonana, że robię wszystko co najlepsze dla moich dzieci), należy iść do przodu i działać DOBRO!
Proszę dzielmy się tym co mamy najlepsze by świat, w którym żyjemy stawał się coraz piękniejszy!