DarGio Genuine Georgia Adventure

DarGio Genuine Georgia Adventure Gruzja zbliża ludzi 💚 Jeśli chcesz się o tym przekonać, wyrusz z nami do Gruzji 🇵🇱🇬🇪🇵🇱

Obowiązkowe ubezpieczenie od 1 stycznia
04/01/2026

Obowiązkowe ubezpieczenie od 1 stycznia

‼️Informujemy, że od 1 stycznia 2026 roku obowiązuje wymóg posiadania przez turystów wjeżdżających do Gruzji obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego oraz od następstw nieszczęśliwych wypadków, o minimalnej kwocie ubezpieczenia w wysokości przynajmniej 30 000 GEL, ważnego przez cały okres pobytu turysty w Gruzji. Ubezpieczenie powinno być sformułowane w języku angielskim lub gruzińskim. Brak obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego może wiązać się z nieprzyjemnymi konsekwencjami, włącznie z naliczeniem kary finansowej.
Podstawa prawna: art. 51 ust. 31 w związku z art. 12 gruzińskiej Ustawy o turystyce z dnia 15 grudnia 2023 roku (z późniejszymi zmianami)
https://www.gov.pl/web/gruzja/wazne-informacje-dla-podrozujacych-do-gruzji
https://geoconsul.gov.ge/en/news/69

RELACJE DAMSKO-MĘSKIE W GRUZIŃSKIEJ RZECZYWISTOŚCIGruzini jako naród nie mają w zwyczaju mówić czy rozmawiać o tym, co s...
13/12/2025

RELACJE DAMSKO-MĘSKIE W GRUZIŃSKIEJ RZECZYWISTOŚCI

Gruzini jako naród nie mają w zwyczaju mówić czy rozmawiać o tym, co się dzieje między kobietą a mężczyzną. A jeśli już z czymś się wychylą to raczej będą to słowa pochlebne, nie zdradzające tego, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami.
Chyba tylko jeden raz usłyszałam od Gruzina kawałek prawdy o relacjach damsko-męskich, coś, co dało mi do myślenia. I czemu, po kilku latach związku z Gruzinem, muszę przyznać dość dużo racji. Stwierdził, że gruziński mężczyzna potrzebuje w związku stałego dopływu bodźców, żeby coś się działo, żeby nie było nudy, żeby było zainteresowanie, żeby stale musiał się starać. Ale czy jest to zadanie tylko kobiety? Sprawić, żeby się działo. Nie, ale kobieta, jako ta „mądrzejsza i widząca więcej” ma szanse dostrzec pewne rzeczy wcześniej, szybciej. I odpowiednio na nie zareagować.
Wielokrotnie obserwuję, że prawdziwą głową rodziny w Gruzji jest jednak kobieta. To ona trzyma pieniądze, ona nimi zarządza, do niej często należy ostatnie zdanie, ona podejmuje ważne decyzje finansowe. Ma w sobie dużo sprawczości. Tym bardziej zadziwia bierność gruzińskich kobiet dotycząca dwóch rzeczy. Spożycia alkoholu przez ich partnerów oraz ich luźnego podejścia do kwestii wierności w związku. W tych dwóch aspektach Gruzinki wykazują zadziwiająco wysoki poziom tolerancji.
Ale miało być o związkach…
Pisałam już o tym wielokrotnie, że w Gruzji świat mężczyzn i kobiet to dwa odrębne światy, mające niewiele punktów stycznych, a tym, co na pewno nie pomaga w odnalezieniu tych punktów jest brak zrozumienia odmienności funkcjonowania płci przeciwnej, takie pełne i dogłębne, skutkujące wyjściem poza strefę tego, co znane, oswojone, bezpieczne. O tak, wychodzenie poza strefę własnego komfortu jest dla Gruzina czymś trudnym, niezrozumiałym, dziwnym, niepożądanym.
Nie przeszkadza to jednak w żaden sposób Gruzinom, żeby w ten kobiecy świat wchodzić. Często z impetem, bez pardonu, nachalnie, bez większej refleksji, aczkolwiek z poszanowaniem granic. Granic, które wyznacza kobieta. Bo nawiązywanie kontaktów damsko-męskich w gruzińskim świecie to domena zdecydowanie mężczyzn. Kobiety mają zupełnie inne zadanie. Stawiać odpór tej męskiej ofensywie mającej na celu zawładnięcie ich cnotą. Z różnym skutkiem i efektem końcowym.
I trzeba przyznać gruzińskiemu mężczyźnie, że jeśli czegoś, a raczej kogoś pragnie, zrobi wszystko, żeby to zdobyć. Co więcej, zrobi również wszystko, żeby jego atencja została odwzajemniona. Repertuar gestów, zachowań, starań jest właściwie nieograniczony. Tak jak i pomysłowość gruzińskiego adoratora.
Bukiet polnych kwiatów zebranych przy drodze ot tak, prezent bez żadnej okazji, taki jak ozdobny długopis w zielonym kolorze, bo to kolor Twoich oczu albo wełniany szal z wyhaftowanym motywem swaneckich wież, żeby Ci było ciepło, pokonanie 250 km, żeby Cię zobaczyć i spędzić z Tobą kilka godzin, romantyczna przejażdżka, śniadanie na trawie z widokiem na góry, wymieniać można długo…
Mocną cechą Gruzinów jest też ich spontaniczność. Oni nie potrzebują planu, scenariusza wydarzeń, nie rozważają wszystkich za i przeciw, nie potrzebują tygodni namysłu, co i jak zrobić. Gruzini działają, pod wpływem chwili, impulsu, bo „coś poczuli”. Już, od razu, najlepiej z zaskoczenia, żeby nie dać drugiej stronie zbyt wiele czasu do namysłu.
Sztukę uwodzenia mają Gruzini opanowaną niemal do perfekcji. I są w tym niezwykle skuteczni, cierpliwi, konsekwentni i wytrwali. Nie zniechęcają się brakiem wyraźnego zainteresowania, obojętnym traktowaniem, nawet odmową, przynajmniej tą pierwszą. Będą próbować wielokrotnie, aż osiągną swój cel albo nie dostaną bardzo wyraźnego ostatecznego kosza. Wtedy zazwyczaj odpuszczają, ale i tak nie ma gwarancji, że za jakiś czas znowu nie spróbują swoich sił w sztuce zdobywania kobiety, przekazywanej, wydawać by się mogło, w genach.
Pamiętam scenę pewnej zimy, byłam na nartach i jechałam wyciągiem na górę z trójką młodych lokalnych Gruzinów, z czego najmłodszy miał może ze dwanaście lat, a we wzroku doświadczenie dorosłego mężczyzny.
Gruziński mężczyzna, KAŻDY, jest przekonany o swojej wyjątkowej atrakcyjności, czy też może raczej sprawności, co niekoniecznie ma odbicie w rzeczywistości, ale na tym pierwszym etapie, uwodzenia i zdobywania, robi to dość piorunujące wrażenie. A że są również gotowi posunąć się do kłamstwa.. no cóż, cel uświęca środki. Niestety nie zawsze.
Zdobywanie często niestety sprowadza się do jednego, oczywistego celu. O którym się nie mówi, choć wszyscy wiedzą o co w tym całym zamieszaniu chodzi.
I tu zaczyna się prawdziwa trudność tematu.
Jak napisać o czymś, o czym się w Gruzji nie mówi..? Jak napisać o seksie, nie zdradzając szczegółów i nie odzierając tej sfery z przynależnej jej intymności.
Seks, temat jak wiadomo gorący i istotny w życiu każdego człowieka, przynajmniej takiego, dla którego sfera erotyczna jest czymś więcej niż tylko aktem prokreacji. Temat, teoretycznie dobry jak każdy inny, bo czemu miałby się różnić od mówienia choćby o uczuciach, o tym co nas cieszy, boli, sprawia radość albo zawód, albo o tym, co lubimy zjeść, a czego nie tkniemy za żadne skarby świata, albo o tym z czym się nie zgadzamy, co nas wzburza i podnosi ciśnienie, albo o tym czego chcemy w życiu, dokąd zmierzamy, o czym marzymy. Seks również powinien być tematem rozmów, no może nie w każdym gronie, ale już w gronie dwuosobowym, między samymi zainteresowanymi, jak najbardziej. Ale nie w Gruzji. Tutaj to temat tabu, taki, którego się właściwie kompletnie nie porusza. I nieważne, czy na poważnie, czy w formie żartu. Nie i koniec. Seks się uprawia (jakie okropne określenie, swoją drogą), a nie o nim rozmawia. I można by w sumie się z tym zgodzić. Bo o czym tu rozmawiać? O potrzebach? Wyjdzie w praniu. O tym, co lubimy, a czego nie? A po co to komplikować?? A poza tym JAK o tym rozmawiać? O tym, że czasem nie mamy ochoty, a czasem dużo większą niż partner/partnerka? E tam, przecież w związku to niemal obowiązek, bardziej kobiety, bo przecież dla mężczyzny to “zawsze” tylko i wyłącznie czysta przyjemność. A przecież wcale nie zawsze.
I tak to niestety trochę w Gruzji wygląda. I zanim ktoś posądzi mnie o uogólnienie lub wrzucanie wszystkich Gruzinów do jednego worka od razu uściślę, że nie uzurpuję sobie prawa do wypowiadania się w imieniu ogółu. Nie jest to żadna praca naukowa, raczej zbiór luźnych przemyśleń, a zebrane wnioski to efekt moich obserwacji z własnego podwórka i podwórka kilku kobiet, będących w bardziej lub mniej ścisłym związku z Gruzinem. Dodam, że Polek, bo z żadną Gruzinką na ten temat nie udało mi się porozmawiać ani wyciągnąć na zwierzenia.
Temat seksu, nawet w gronie bliskich znajomych, przyjaciół, nawet po trzech kieliszkach wina albo dwóch butelkach czaczy czy koniaku, kiedy, wydawać by się mogło, atmosfera się rozluźnia, języki się rozwiązują, poziom odwagi i otwartości rośnie, znikają hamulce, nawet wtedy temat seksu się nie pojawia. Tak jakby ta sfera ludzkiej egzystencji nie zasługiwała na wydobycie na światło dzienne, jakby była stefą wstydliwą, zakazaną, chowaną w ciemnościach nocy i zakamarkach czterech ścian, niekoniecznie pokoju.
I ten brak rozmowy, bez której żadna relacja międzyludzka nie jest w stanie zaistnieć, a już na pewno nie przetrwać, bardzo boleśnie odbija się na jakości życia seksualnego.
Mam wrażenie, że gruziński mężczyzna nie zastanawia się nawet czy jest jakaś różnica w życiu seksualnym kobiet i mężczyzn. Czym dla kobiety jest seks. Jak sprawić, żeby kobieta chciała. Jak ją podniecić, jak rozbudzić, jak sprawić, żeby i ona czerpała przyjemność z kontaktu fizycznego. Bo, skoro on chce, to ona też powinna chcieć. I mieć z tego przyjemność. Równie szybko, sprawnie i prosto.
Skąd to przekonanie? Ano wiadomo skąd. Z wszechobecnych, ogólnie dostępnych i oglądanych jak instrukcja obsługi, filmów z gatunku ###.
Brak wiedzy, brak edukacji na podstawowym, już szkolnym poziomie, brak szczerości, brak prawdziwego, autentycznego, otwartego kontaktu z płcią przeciwną powoduje, że gruziński mężczyzna porusza się w sprawach seksu trochę jak we mgle.
A co z gorącą krwą kaukaskich macho? Hmm… sprawa kontrowersyjna. Bo może i rzeczywiście ta gorąca krew w nich drzemie, ale o ars amandi to gruziński mężczyzna ma niewielkie pojęcie. Obowiązuje zasada “seks to seks, ma być i tyle, a od jakości ważniejsza jest ilość”
I tu znowu kłania się nisko w pas patriarchalność gruzińskiego społeczeństwa. W którym to gruziński mężczyzna po prostu JEST, taki jaki jest, a kobieta ma mu w tym “zadaniu bycia” wiernie asystować, wspierać i na wszelkie sposoby starać się, żeby mężczyzna tym mężczyzną się czuł. I nieważne czy nim jest czy nie, ma się nim czuć. A to zadanie czy też rola kobiety.
Kobieta o siebie musi sama zadbać. W kwestii seksu również. Jeśli chce i ma takie potrzeby. A że często te potrzeby tłumione są postawą mężczyzny, czy też tradycyjnym wychowaniem to… tematu nie ma. Mężczyzna szczęśliwy, bo zaspokojony. Kobieta szczęśliwa, bo mężczyzna zaspokojony. Brzmi okropnie i oczywiście upraszczam, ale takie są moje odczucia i wnioski po ponad ośmioletniej obserwacji gruzińskiego społeczeństwa.
Ale na szczęście jest światełko w tunelu. Przynajmniej dla tych kobiet, które chcą czegoś więcej, albo po prostu chcą, które nie chcą być tylko przedłużeniem mężczyzny. I wierzę, że takich kobiet w Gruzji również jest niemało. Otwartych, świadomych siebie, swoich potrzeb, potrafiących zadbać też o siebie, potrafiących i chcących się komunikować.
Przede wszystkim gruziński mężczyzna kocha kontakt fizyczny. I wszelkie jego przejawy. Dotykanie, przytulanie, głaskanie, całowanie, pieszczoty. Wszystko to gruziński mężczyzna przyjmuje z dużą wdzięcznością. Wdzięcznością, która wymaga odwzajemnienia. I często tego odwzajemnienia nie brakuje. Choć bywa, że ten etap jest pomijany. Albo skrócony do minimum, nie dlatego, że gruziński mężczyzna nie wie jak. Raczej tak jakby szkoda mu było na to czasu, jakby kontakt fizyczny z kobietą był jakąś formą zawodów na czas. A czego jak czego, ale czasu Gruzinom przecież nie brakuje.
Kolejne światełko to fakt, że gruzińskiego mężczyznę nie jest trudno „otworzyć”. Co prawda trochę to trwa i wymaga cierpliwości, ale sam proces otwierania przebiega dość gładko i jego powodzenie zależy głównie od umiejętności i chęci partnerki.
Gruziński mężczyzna jest chętny i otwarty na naukę, na stawaniu się w sztuce kochania, coraz lepszym i sprawniejszym. I to jest ich ogromna zaleta. Są niemal jak dzieci, nieświadome, nieznające jeszcze świata i praw nim rządzących, ale żądne jego poznania, żądne odkrycia tych wszystkich tajemnic, które sprawiają, że świat jest tak fascynujący. Odkrycia tajemnicy, zwanej Kobietą.
Bo, nie ma co ukrywać, gruziński mężczyzna o świecie kobiety, tym wewnętrznym uniwersum, pełnym zawiłości, zwrotów akcji, nieznanych, niezrozumiałych obszarów ma absolutnie znikome pojęcie. I sam z siebie nawet niespecjalnie jest go ciekawy. Ale kiedy kobieta zacznie przed nim ten świat otwierać, cierpliwie mu odsłaniać kolejne warstwy, okazuje się, że gruziński mężczyzna wspaniale z tym rezonuje, co więcej, dość szybko się uczy, chce się uczyć, jest pojętny, a z czasem nawet sam staje się inicjatorem działań wykraczających poza ogólnie znany i “uprawiany” schemat.
Kiedy więc kobieta okaże maksimum cierpliwości, ale też (co ogromnie ważne, a wcale nie takie oczywiste) się na tego mężczyznę otworzy, będzie mieć odwagę pokazać mu prawdziwą siebie, to wtedy zadzieje się… magia. Magia, która nie ma końca. Magia, która nie zna pojęcia czasu ani przestrzeni. Magia, która przyciąga jak magnes. Magia, z której czerpią obie strony.
Niech więc świat kobiet i mężczyzn, nie tylko w Gruzji, był pełen magii, wyrosłej przede wszystkim na zrozumieniu siebie i swoich potrzeb, ale co nie mniej ważne, na komunikacji, zrozumieniu i poszanowaniu potrzeb drugiej strony.
Bo kiedy dzieje się magia, świat kobiet i mężczyzn zaczyna się przenikać, dając początek relacji, która nabiera wyjątkowego smaku i potrafi przetrwać każdą burzę. A tych w gruzińskiej rzeczywistości nie brakuje.

Jeśli Kaukaz, to tylko tam.
22/08/2025

Jeśli Kaukaz, to tylko tam.

24/06/2025
Gruzińska Droga Wojenna to moja najmniej ulubiona trasa ze względu na ogromne ilości tirów, które ciągną do i z Rosji i ...
14/06/2025

Gruzińska Droga Wojenna to moja najmniej ulubiona trasa ze względu na ogromne ilości tirów, które ciągną do i z Rosji i są przyczyną zatorów, ale dla widoków warto się przemęczyć te kilka godzin. W Stepancmindzie zostaliśmy na dwie noce, zobaczyliśmy oczywiście kościółek Cminda Sameba, górujący nad okolicą Kazbeg, wodospady Gveleti i klasztor Dariali. Nasza cudowna ekipa była na tyle sprawna, że zostało nam jeszcze czasu na wycieczkę do Juty, w której byliśmy z Gio pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni. Już planujemy trekking na przyszły rok i zapraszamy do dołączenia 🙂
Następnego dnia w drodze powrotnej do Kutaisi zwiedziliśmy jeszcze dolinę Truso, która niezmiennie zachwyca mimo trudnego dojazdu oraz dawną stolicę Gruzji Mcchetę.
Wieczorem dotarliśmy na nasz nocleg w okolicy klasztoru Geleti, gdzie spotkaliśmy dużą polską grupę wybierającą się na trekking do Swanetii.
Było dużo rozmów, wspominek, opowieści, śmiechu, toastów i oczywiście pysznego jedzenia (specjalność pensjonatu lodowo-serowy deser to mistrzostwo świata!).
W dzień wyjazdu zwiedziliśmy jeszcze z naszymi kochanymi gośćmi jaskinię Prometeusza oraz kanion Martvili i nastąpił czas pożegnania.
No tak, wszystko co dobre kiedyś zawsze się kończy! Co złe, na szczęście też.

Pobyt we wschodniej Gruzji rozpoczęliśmy od odwiedzin u zaprzyjaźnionej pary Polaków, Margo i Adriana z GeoPoland Travel...
08/06/2025

Pobyt we wschodniej Gruzji rozpoczęliśmy od odwiedzin u zaprzyjaźnionej pary Polaków, Margo i Adriana z GeoPoland Travel, którzy mają swój pensjonat Sameuli niedaleko Uplistikhe, oraz niewielką wypożyczalnię samochodów.
Spędziliśmy z Adrianem super wieczór dzieląc się z naszymi gościami opowieściami o Gruzji, wznosząc piękne, a czasem dowcipne toasty, kosztując polskich ogórków kiszonych oraz wyśmienitego sera kupionego u miejscowego rolnika.
Następnego dnia zwiedziliśmy skalne miasto Uplistikhe, bez którego nie może się obyć poznawanie Gruzji. Miejsce niezwykłe, które na każdym kroku przenosi Cię w dawne, historyczne czasy
Dzień zakończyliśmy spacerem po Tbilisi i wieczornym podziwianem oświetlonego miasta z tarasu naszego hotelu.
Kolejnego dnia ruszyliśmy w kierunku granicy z Azerbejdżanem na spotkanie z kolejnym obowiązkowym punktem na historycznej mapie Gruzji, wykutym w skałach klasztorem David Gareja.
Wieczorem dotarliśmy do winiarni braci Khutsishvili, gdzie mieliśmy okazję spróbować kilkunastu rodzajów czaczy (!) oraz wyśmienitego wina, białego wytrawnego Kisi robionego z jednej z najstarszych odmian winogron, białego półsłodkiego Kisishevis Mysvane oraz czerwonego półsłodkiego Kindzmarauli.
Po porannym niespiesznym śniadaniu w ogrodzie pod ogromnym, starym orzechem ruszamy na północ zobaczyć Kazbeg!

Sezon 2025 rozpoczęliśmy od kameralnej 4-osobowej grupy i regionu Racha, położonego na północ od Kutaisi, graniczącego o...
04/06/2025

Sezon 2025 rozpoczęliśmy od kameralnej 4-osobowej grupy i regionu Racha, położonego na północ od Kutaisi, graniczącego od południa z regionem Imereti, od zachodu z Samegrelo Górna Swanetia, a od wschodu z Osetią Południową.
Pierwszy raz zawitałam do Rachy w 2018 nie mogąc wtedy znaleźć praktycznie żadnych informacji na temat tego regionu. Od tego czasu sporo się zmieniło, a Racha okazała się być kolejną perełką Gruzji z przepięknymi widokami na góry Kaukazu, winnicami z endemicznymi winoroślami i fantastycznym czerwonym winem Kvanchkara, z cudownymi, gościnnymi ludźmi i pyszną kuchnią z rachyńskim specjałem lori, długo wędzonym boczkiem dodawanym do lobio, chistvari albo jedzonym solo. Koniecznie spróbujcie!
Pierwszego dnia dojechaliśmy urokliwą, świeżo zrobioną drogą wzdłuż rzeki Rioni do miejscowości Oni. Tam zostaliśmy ugoszczeni w bardzo starym i stylowym domu Niki i jego rodziny, pełnym znalezisk pochodzących z gór, drewnianych mebli robionych przez gospodarza i obrazów malowanych przez gospodynię. Polecamy Gallery Giesthouse w Oni!
Następnego dnia udaliśmy się w kierunku miejscowości Tskhmori, gdzie odnaleźliśmy dwa urocze wodospady ze specyficznym siarczanym zapachem, a w drodze powrotnej trafiliśmy na dom Kote, który w prawdziwie gruzińskim stylu zaprosił nas na herbatę, kawę, wino, chleb i pyszny ser, czyli wszystko to, czym mógł nas ugościć, przepraszając nas jeszcze, że ma tylko tyle. Gościnność Gruzinów nadal wprawia mnie w prawdziwe zdumienie i zachwyt.
Potem udaliśmy się dalej na wschód do miejscowości Chiora, gdzie zaczyna się szutrowa droga prowadząca na wys. prawie 2.500. Widoki nieziemskie!
Na zakończenie dnia odwiedziliśmy winnicę Aleko Sardanashvili w miejscowości Kvanchkara, który opowiadając o całym procesie wyrabiania wina ugościł nas robionym przez siebie winem, białym Tetra, Tsolikauri z kvevri i czerwonym Kvanchkara dostępnym tylko w tym regionie!
Jutro opuszczamy Rachę i udajemy się na wschód w kierunku stolicy.

გილოცავ საქართველოს დამოუკიდებლობის დღეს 🇬🇪!
26/05/2025

გილოცავ საქართველოს დამოუკიდებლობის დღეს 🇬🇪!

Best wishes of peace, solidarity, and prosperity to the people of Georgia on the occasion of their Independence Day!

გილოცავთ საქართველოს დამოუკიდებლობის დღეს!

🇵🇱🤝🇬🇪

17/04/2025

Nazwisko w Gruzji to bardzo ważna część przynależności i tożsamości narodowej 🇬🇪

19/11/2024

INNA STRONA GRUZJI część 2. 🇬🇪
THE OTHER SIDE OF GEORGIA part 2.

Kobieta w męskim świecie.
Chyba najdziwniejszą i najtrudniejszą do zrozumienia i zaakceptowania dla mnie rzeczą w Gruzji jest podejście mężczyzn do kobiet. Wielokrotnie słyszałam i widziałam przejawy tego, jak bardzo szanuje się kobiety w Gruzji. Jak się je wielbi, niemal czci, ceni ich pracę na rzecz rodziny, ich poświęcenie, ich nieustanną troskę o to, żeby każdy w rodzinie czuł się dobrze, ich absolutny brak egoizmu i stawiania siebie na pierwszym miejscu. Kobieta jest dla gruzińskiego mężczyzny uosobieniem piękna, ciepła, troski, siły, zaradności, pracowitości. Jest wszystkim.
A jednocześnie jest tyle aspektów i przejawów męskich zachowań, które temu uwielbieniu przeczy. Albo poddaje w wątpliwość.
Jedno jest pewne. Bycie kobietą w Gruzji jest trudne, często niewdzięczne. I bardzo wyczerpujące.
Same kobiety znoszą swój los z nadzwyczajną pokorą, właściwie z uśmiechem, wdzięcznością za to, co dał im los, za mężczyznę, który dla ogromnej części gruzińskich kobiet jest spełnieniem ich marzeń. Mężczyzna, który jednakże w moim przekonaniu, jest potrzebny kobiecie przede wszystkim do zbudowania rodziny. I do wypełnienia swojej roli żony, ale przede wszystkim matki. Roli, która w Gruzji wydaje się być rolą podstawową, choć oczywiście nie jedyną. Dede (po gruzińsku matka) to instytucja sama w sobie. Najważniejsza, wszechwładna, hołubiona, świętość nad świętościami.
Bo rodzina w Gruzji to rzecz ogromnie ważna. To główny filar tego społeczeństwa. I jego ogromna siła. To prawda. Nic więc dziwnego, że kobiety, nawet te wykształcone i światłe, dążą jednak, i to dość szybko, do założenia rodziny. I spłodzenia dzieci. Bo dzieci…. ach dzieci, te słodkie bobaski, pulchniutkie niemowlaki, maluchy pełne wigoru, ciekawskie i mądre dzieciaki, nastolatki… przyszłość narodu, bez których żadna gruzińska rodzina nie jest prawdziwą, pełną rodziną. Znam też oczywiście rodziny bezdzietne, częściej z przyczyn losowych niż z własnego wyboru, za którymi ciągnie się jednak, nigdy wprost i otwarcie, ale gdzieś w tle, niedopowiedzianie, łatka “niepełna”.
No więc tak.. z jednej strony ogromny, prawdziwy, szczery, nieudawany szacunek mężczyzn do płci pięknej, matek, sióstr, ciotek, kuzynek, córek, w końcu żon, a z drugiej strony tak bardzo rzucający się dla mnie, osoby wyrośniętej w innej kulturze, innej tradycji, innym podejściu do rodziny, brak partnerstwa w związkach, brak pomocy w domu, w końcu zwykły brak obecności, tak bardzo potrzebny, tak bardzo budujący wzajemną bliskość i intymność w związku.
Rodzina i jej założenie jest absolutnym priorytetem w gruzińskim społeczeństwie. Zarówno Gruzini jak i Gruzinki uwielbiają “pokazywać się” w towarzystwie żony czy męża, w otoczeniu większej lub mniejszej gromadki dzieci, co samo w sobie jest bardzo słodkie i mogłoby świadczyć o wyjątkowej więzi łączącej gruzińskie pary. Czy tak jednak na pewno jest?
Oczywiście w sytuacjach ciężkich, awaryjnych, kiedy rodzina jest zagrożona, grozi jej niebezpieczeństwo albo ktoś ciężko zachoruje ujawnia się gruzińska, godna pozazdroszczenia, rodzinna solidarność. Ale w zwykłej, szarej codzienności trudno się dopatrzyć więzi porównywalnej do tej pokazywanej na zdjęciach, czy innych portalach społecznościowych. I jak od wszystkiego, również od tej “reguły” są wyjątki. Chlubne, ale wciąż tylko wyjątki.
Nie ma we mnie zgody na taki rodzaj związku. Na taką separację kobiety i mężczyzny w najważniejszym, najbardziej intymnym, niepodważalnym, a jednocześnie całkowicie dobrowolnym (przynajmniej w teorii) połączeniu dwóch istot.
Na sprowadzanie kobiety do roli kogoś, kto usługuje mężczyźnie. A tak to niestety w wielu gruzińskich domach wygląda. Być może w zamierzchłych czasach miało to swoje uzasadnienie (podział ról na silnych, polujących mężczyzn i zaradne, gospodarne kobiety), ale dziś… Obserwując tak wiele sytuacji, w których mężczyźni godzinami ucztują, jedzą, piją, rozmawiają, dyskutują, wygłaszają toasty, a kobiety skończywszy swój posiłek trwają w gotowości, aby po zakończeniu spotkania, uczty, supry zacząć ogarniać i sprzątać cały ten “bałagan”, często zadaję sobie pytanie, dlaczego kobiety się na to godzą. Co więcej, dają odczuć mężczyznom, że to jest ok, że usługiwanie mężczyznom jest w porządku, czy nie pragną lepszego życia dla swoich córek? Czy to się kiedykolwiek zmieni?
Czy ewentualna zmiana nie naruszy odwiecznych praw, które rządzą tym, nadal mocno patriarchalnym społeczeństwem, nie uderzą w tradycję, która stanowi ważny element budowania tożsamości, nie zniszczy wypracowanych przez setki lat zasad funkcjonowania, które mimo wszystko, dają Gruzinom (i Gruzinkom) swoiste poczucie bezpieczeństwa?
Czy gruzińskie społeczeństwo może zachować swoją tożsamość zmieniając narrację w związku, przebudowując trochę most łączący świat kobiet i mężczyzn?
I pojawia się kolejne pytanie, czy to tylko mi przeszkadza, czy to tylko dla mnie oznaka braku partnerstwa w związku? Może tak po prostu ma być. Każdy ma swoją rolę, wie co robić i jest na swój sposób “szczęśliwy”. A mnie nic do tego.
Świat kobiet i mężczyzn w Gruzji to w zasadzie dwa odrębne światy, przenikające się tylko w łóżku, czasem przy stole, na rodzinnych uroczystościach, gdzieś w przelocie, kiedy mężczyzna spełni już swoje wszystkie inne obowiązki względem braci, przyjaciół, kumpli i innych męskich członków rodziny.
Podziwiam gruzińskich mężczyzn za ten zbudowany przez nich męski świat, oparty na przyjaźni, zaufaniu, solidarności, braku współzawodnictwa, prostych gestach, które jednak znaczą więcej niż jakiekolwiek słowa. Zazdroszczę im tej wspólnoty, której odzwierciedlenia nie znajduję niestety w świecie kobiet. A przynajmniej nie w takim wymiarze. Może po prostu najzwyczajniej w świecie kobiety nie mają czasu na te wszystkie spotkanie, rozmowy, posiadówki na ławeczkach, godziny spędzane na… “podtrzymywaniu więzi”.
Nie oczekuję zespolenia tych dwóch światów. Nie ma takiej potrzeby. Ani możliwości. Chciałabym jednak dążenia do pewnej równowagi, do współodpowiedzialności, do równego rozłożenia sił. Chciałabym, żeby świat kobiet miał również swoje przywileje. Realne, nie tylko w deklaracjach.
Żeby mężczyźni dostrzegli w swojej roli męża i ojca też element partnerstwa, który wymaga rozmów, kompromisów, a czasem też “poświęcenia”, otrzymując w zamian szczęśliwe, spełnione, uśmiechnięte i świadome swoich potrzeb kobiety. I temu poświęceniu oddali należny szacunek. Tak jak robią to kobiety.
Co stoi na przeszkodzie? Tradycja! Ale to temat na inny wpis.

Dwa oblicza męskości
Czy w takim razie gruziński mężczyzna żyje jak pączek w maśle, kierując się przede wszystkim swoją wygodą i swoim interesem, egoistycznie i bezrefleksyjnie? To już byłaby zbyt daleka posunięta konkluzja.
Jak już pisałam w swoim wpisie o kobietach, Gruzinki mimo pozornej uległości i podporządkowaniu mężczyznom, wykształciły w sobie umiejętność mądrego, niezwykle dyplomatycznego i dość skutecznego wywierania wpływu na swoich partnerów. Coś, czego nam, a na pewno mi, zdecydowanie brakuje.
Natura, której jesteśmy ewolucyjną częścią, zawsze będzie dążyć do równowagi. Jak gdzieś jest za mało, gdzieś indziej pojawia się nadmiar. Jak gdzieś choruje i umiera drzewo, gdzieś indziej kiełkuje nowe. Siła i sprawczość gruzińskich kobiet stawia mężczyzn w bardzo trudnej sytuacji sprostania ich wymaganiom i oczekiwaniom. Nie wszystkie są artykułowane otwarcie i wprost, ale są wyczuwalne i odczuwalne. Czego dotyczą owe oczekiwania…? Myślę, że przede wszystkim standardu życia.
Słyszałam historię, która wydaje się nieprawdopodobna, jakoby żona pewnego dość wysoko postawionego urzędnika wystąpiła o rozwód, gdyż łazienka nie spełniała wymaganych przez nią standardów. To dość mocno przerysowany przykład, ale pokazuje pewien kierunek.
Gruzinki lubią ładnie wyglądać, ładnie się ubierać, być trochę księżniczkami. I to powinien im zapewnić mężczyzna.
A gruziński mężczyzna nie jest tytanem pracy, a spotkania w gronie przyjaciół i kumpli, które zajmują sporo czasu i uwagi, są nieodłącznym elementem ich codzienności. Choć znam też sporo mężczyzn pracujących dużo i ciężko.
Gruziński mężczyzna bardzo próbuje i chce żyć po swojemu, ale ciągle czujne oko kobiet sprawia, że ciężko jest mu odciąć pępowinę, poczuć swoją męską wartość zbudowaną na poczuciu odrębności i niezależności, i traci rozeznanie w tym, co jest słuszne, dobre i właściwe dla niego. Traci kontakt z samym sobą, a może nigdy go tak naprawdę nie nawiązuje.
Może będę niesprawiedliwa w tym co napiszę, ale myślę, zachowując pełen podziw i szacunek dla gruzińskich matek, że gruziński mężczyzna może czuć się ograniczany przez powinności, jakie nakłada w stosunku do niego gruzińska tradycja i społeczeństwo w odniesieniu do często nadopiekuńczych i wyręczających go matek. I jakkolwiek one chcą dobrze, najlepiej dla swoich synów, często skutek jest niestety odwrotny.
Ciężko jest gruzińskiemu mężczyźnie nabrać samodzielności i wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie i decyzje, które w nim podejmuje. Ponosić konsekwencje swoich decyzji, uczyć się na błędach, wyciągać wnioski, zmieniać nawyki i dążyć do większej integralności swojej męskiej, silnej, wymagającej ciągłej atencji energii z czułą, delikatną, i niezwykle intuicyjną kobiecą energią swojej partnerki.
Myślę, że mężczyźni dość dobrze wyczuwają ten dysonans, świadomie lub nie, i tym bardziej “uciekają” w bezpieczną i znaną przystań, jaką jest dla nich świat, którzy rozumieją najbardziej, świat innych mężczyzn.
Jednym z istotnych, jeśli nie najistotniejszym problemem czy też przeszkodą jest brak dialogu między światem męskim i kobiecym. Prawdziwego, szczerego, bolesnego, twórczego, tłumaczącego reakcje i zachowania. To ogólny problem międzyludzki, wiem. Natomiast w Gruzji mam wrażenie ten brak umiejętności dialogu wynika z dwóch faktów. Po pierwsze Gruzini wchodzą w związki małżeńskie dość szybko i gwałtownie, nie dając sobie wcześniej często szansy na wzajemne poznanie się i sprawdzenie, czy kierujemy się tym samym w życiu. Prawdopodobnie obie strony kierują się tym samym, czyli dobrem rodziny, ale jak ze wszystkim, znów diabeł tkwi w szczegółach. A te już diametralnie różnią się dla każdej z płci. A po drugie kiedy pojawiają się dzieci, a pojawiają się z reguły dość szybko, cała uwaga obu rodziców zostaje przekierowania na nie, a dzieci stają się na długie lata niejako “czynnikiem zastępczym” w zaspokajaniu potrzeb emocjonalnych i uczuciowych, szczególnie kobiet.
Ciekawostką w gruzińskim społeczeństwie jest fakt, że starszymi rodzicami opiekuje się syn. To on ma obowiązek pozostać z rodzicami i zająć się nimi “na stare lata”. W praktyce często wygląda to niestety tak, że syn sprowadza do rodzinnego domu żonę i to ona przejmuje obowiązki teściowej. Pod jej czujnym i często krytycznym okiem. I tak toczy się sztafeta pokoleń z wyraźnym podziałem kobiecych i męskich obowiązków i przywilejów.

(Nie)wierność.
W Gruzji bywa, że przysięga małżeńska i wierność małżeńska to nie to samo. Zapytacie gdzie nie bywa? Oczywiście nie ma chyba kraju, społeczeństwa, społeczności nie zainfekowanej tą przypadłością. Wszędzie zdarzają się zdrady. Te przypadkowe, tak naprawdę niechciane, nikomu niepotrzebne, właściwie bez powodu, wywołane chwilą, rozgorączkowaniem, emocjami, alkoholem.
I te, na które pracuje się latami. Latami fizycznego i emocjonalnego oddalania się od siebie, latami nieprzepracowanych konfliktów, latami niespełnianych potrzeb, latami samotności w związku, latami topniejących nadziei, że jeszcze może być lepiej, tak jak kiedyś.
W Gruzji jest dokładnie tak samo. No może niedokładnie tak samo. Różnice są dwie.
Pierwsza dotyczy powodu, dlaczego mężczyzna daje sobie (i innym) przyzwolenie na seks pozamałżeński. Powód. Nie chodzi o przypadek, zbieg okoliczności, przypływ emocji, “zdarzyło się”. Nic z tych rzeczy. Nie chodzi też o utratę bliskości, rozczarowanie małżeństwem, żonę, która nie troszczy się o dom albo ma wieczne pretensje o wszystko. Nic z tych rzeczy. Bo często tej bliskości nie ma od samego początku. Jest poczucie obowiązku wobec rodziny i partnera, jest chęć czy nawet obowiązek spłodzenia dzieci i posiadania “pełnej rodziny”, jest w końcu, bardzo widoczna w Gruzji chęć pokazania, że spełniło się swój obowiązek wobec … no właśnie wobec kogo? rodziców? społeczeństwa? Boga?
Skoki w bok to istotny element sporej części gruzińskiego świata mężczyzn. Moim zdaniem to czysto wyrachowane, z góry “wkalkulowane” w małżeństwo zachowanie. Zachowanie, które przechodzi z pokolenia na pokolenie, zachowanie, któremu przyglądają się młodzi chłopcy, zachowanie, któremu rzadko kto się dziwi czy neguje.
Choć znam też wielu mężczyzn, którzy są lub wydają się być pozbawieni tego elementu, którzy cenią sobie wierność w relacji, dla których “Ty i tylko Ty” znaczy dokładnie “Ty i tylko Ty”, którzy nie potrzebują udowadniać swojej męskości gdzieś indziej albo po prostu dostają to, czego potrzebują. Mam to szczęście, że jednym z nich jest mój Gio.
Drugi różnica to fakt, że w Gruzji zdrada nie jest zachowaniem, które spotyka się z ogólną dezaprobatą. Nikt oczywiście nie pochwala zdrady, ale nikt też nie robi z tego tragedii. Istnieje ciche, niewypowiedziane przyzwolenie. Moze przyzwolenie to za duże słowo. O tym się po prostu głośno nie mówi.
W Gruzji bardzo wyraźnie zaznaczona jest granica zadań, które mają do spełnienia kobieta i mężczyzna w małżeństwie czy też innej relacji (niestety rzadko kiedy partnerskiej). Odnoszę wrażenie, że rzadko kiedy dochodzi na tym polu do kłótni, sprzeczek czy nieporozumień. Zdarzają się oczywiście mężczyźni-nieroby, mężczyźni-pijacy, mężczyźni-niemężczyźni, przy których nawet najbardziej oddana, kochająca, lub też nieporadna żona dojdzie do kresu wytrzymałości i powie STOP.
Ale mężczyźna-zdradzający to nadal mężczyzna! Zdrada kompletnie nic gruzińskiemu mężczyźnie nie ujmuje. Nikt go nie ocenia, nie piętnuje, nie wypomina, nie próbuje powstrzymać, przemówić do rozsądku. Ba.. nikt nawet tego specjalnie nie dostrzega. To przecież oczywiste, że mężczyzna ma potrzeby. Wręcz nie wypada, żeby swoimi rozbuchanymi potrzebami nagabywał żonę. To prawdopodobnie w ich oczach nawet nie jest zdrada. Bo przecież taki mężczyzna nadal wraca do domu, nadal kocha swoją żonę, nadal płodzi z nią dzieci, nadal troszczy się o swoją rodzinę, nadal spełnia swoje obowiązki (te, które narzuca mu gruzińskie społeczeństwo). Nie pojawia się w jego głowie żadna myśl, że zdrada coś zmienia. W jego podejściu do kobiety nie zmienia się absolutnie NIC. Nadal ma swoje męskie życie, nadal większość czasu spędza poza domem, nadal dom jest tylko miejscem, do którego wraca się, żeby zjeść, odpocząć, przespać się, naładować akumulatory na następny dzień. Zdrada nie ma zatem żadnych “skutków ubocznych”. Wręcz przeciwnie, mężczyzna zadowolony, zaspokojony, kobieta też ma swój spokój, tak potrzebny po dniu wypełnionym pracą w domu, w kuchni, przy dzieciach, nierzadko też zawodową. W czym więc problem?
Jak wszędzie. W zachwianiu poczucia bezpieczeństwa, które zdrada i oddanie swej intymności komuś innemu, tak bardzo, wręcz dramatycznie je odbiera.
A może dla Gruzinek to poczucie bezpieczeństwa jest niezagrożone, bo one tak ślepo wierzą w przysięgę małżeńską i w to, że jeśli mężczyzna wraca do domu witany kolacją i uśmiechem żony, żadna inna kobieta nie jest w stanie zagrozić jej małżeństwu. Nie zastanawiają się nad przyczynami, nad skutkami, nie zgłębiają natury takich zachowań. One mają swoje zadanie do spełnienia. Opiekowanie się domem, dziećmi, wspólnym dorobkiem. Mężczyzna-mąż to pewnik. Zawsze wraca. Zawsze kładzie się do wspólnego łóżka. Zawsze przynosi (mniejsze lub większe) pieniądze. Zawsze kocha dzieci. A to przecież najważniejsze. Potrzeby kobiet (jeśli takowe w ogóle dojdą do głosu) schodzą powoli, z każdym kolejnym rokiem małżeństwa, na dalszy plan.
Wydaje się, że Gruzinki przeprowadzają bardzo ekonomiczny, pozbawiony emocji, wręcz wyrachowany bilans zysków i strat. I w 95% wychodzi im na to, że nie ma o co kruszyć kopii. Status quo zostaje zachowany. A to co za ścianą, zakryte, niewidoczne dla innych, skryte w czeluściach kobiecej emocjonalności, pieczołowicie chowane przed wzrokiem innych, nie ma znaczenia. Wręcz nie istnieje. A im mniej się o tym mówi, tym nie istnieje jeszcze bardziej.
Czy ja to oceniam? Już nie. Co nie znaczy, źe akceptuję. Nadal jest we mnie sprzeciw, nadal nie mogę przeboleć tej ściany milczenia, tego cichego społecznego przyzwolenia na zdradę.
Nadal nie mogę zrozumieć.
Ale nie oceniam. Nie osądzam. Nie potępiam. Nie wytaczam dział. Nie piętnuję. Choć po cichu liczę na zmianę, na to, że kiedyś zdradę nazwie się zdradą, że wierność i zaufanie w związku będzie czymś o czym warto głośno mówić, z czego warto być dumnym i o co warto walczyć. W ten sam sposób jak o wolność. Zażarcie, z pełnym przekonaniem o słuszności tej walki.
Choć do tego potrzebna byłaby zmiana całej mentalności i podejścia mężczyzn i kobiet do wzajemnej relacji, nadania im statutu partnerstwa, równouprawnienia. Nie tylko na papierze. Statusu wypracowanego w rozmowach, ustaleniach, wzajemnym zrozumieniu własnych potrzeb, w końcu nieustannych kompromisach. Nie wierzę w aż taką przemianę. Nie tutaj. A może jeszcze nie w tym pokoleniu.

Przemoc
Statystyki mówią jasno, co siódma kobieta w Gruzji doświadcza przemocy w rodzinie. Finansowej, emocjonalnej, fizycznej. A fundacja HumanDoc, która prowadzi szeroko zakrojoną akcję nie tylko pomocy kobietom, ale również edukacji w tym zakresie, określa przemoc domową jako jeden z największych problemów społecznych tego kraju. Skąd taka skala tego zjawiska? Przyczyn jest wiele. Od tych oczywistych, jak frustracja mężczyzn, nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, alkohol, po ogólny, społeczny brak reakcji i pozorną bezkarność sprawców. O tym się nie mówi, tego się nie słyszy, nie zauważa, nie komentuje, nie próbuje pomóc.
Takie rzeczy zostają w domu, w czterech ścianach, wychodzenie z tym na zewnątrz to wstyd, ujma, porażka.
A przemoc istnieje. Nie tylko ta namacalna, widoczna gołym okiem, zostawiająca na ciele ślady, słyszalna, rozbrzmiewająca łoskotem przewracanych mebli, rozbijanych naczyń, czy rzucanych inwektyw. Również ta emocjonalna, polegająca na samotności, zdradach, niedocenianiu, poniżaniu. Mająca często swoje źródło w przemocy ekonomicznej.
I na którą tak wiele kobiet się „zgadza”. Najczęściej nie z własnej woli, najczęściej nie mają wyjścia. Wszyscy, włącznie z własną rodziną stoją murem za trwałością i nierozerwalnością małżeństwa, za którym stoi przysięga małżeńska. Coś, czego zerwanie, złamanie wiąże się ze wstydem dla całej rodziny. Wstydem i poniżeniem, które nierzadko wymaga zadośćuczynienia. Nic dziwnego, że kobieta bierze na swoje barki ciężar milczenia i zamiatania pod dywan problemów małżeńskich. A druga strona pozostaje praktycznie bezkarna. Bo liczba zgłoszonych incydentów tego rodzaju nie odzwierciedla rzeczywistej skali problemu. Statystyki pokazują co prawda, że coś się powoli w tej kwestii zmienia, że coraz więcej kobiet decyduje się na przerwanie zmowy milczenia, ale to nadal niewielki procent tego, co powinno zostać ujawnione.
Choć spotkałam również Gruzinów oburzonych przemocowymi zapędami swoich pobratymców. Piętnujących takie zachowanie, i przekonanych, że takie zachowania absolutnie nie leżą w naturze gruzińskich mężczyzn. Ani nie są elementem patriarchalnego układu sił w gruzińskim społeczeństwie. I z pewnością mają rację, bo co jak co Gruzinom nie można odmówić honorowości, również w stosunku do kobiet.
Choć przecież przemoc to nie tylko siła użyta fizycznie. Przemocowym można być w tak wielu innych, niefizycznych aspektach - nadmiernej kontroli, braku zaufania, wyznaczaniu co wolno a czego nie, ograniczaniu dostępu, bezpodstawnych oskarżeniach. Przemoc to też milczenie, ignorowanie i obojętność. To notoryczny brak obecności. A to już brzmi znajomo.

Miałam duże obawy i wątpliwości pisząc ten tekst. I publikując go szerszemu grono. Zdaję sobie sprawę, że wiele z tego co ujęłam brzmi kontrowersyjnie, że wystawiam się na mocną krytykę tych, którzy chcą widzieć w Gruzji tylko to co najlepsze. Te najlepsze rzeczy oczywiście zdecydowanie przeważają. Ale nie mogą być “przykrywką” dla tego, co trudne, niewygodne, nieakceptowalne.
Ale żeby nie było… Ja nadal kocham Gruzję, kocham ten kraj i gruzińskie społeczeństwo całym sercem, kocham go za radość życia, za uczucie bycia we wspólnocie, za otwartość i gościnność, za akceptację i opiekę, której doświadczam na każdym kroku. Doceniam też tą inność, która czyni ten kraj tak fascynującym, pełnym niespodzianek miejscem.
Trzeba też koniecznie podkreślić, ze Gruzja znajduje się obecnie w trakcie ogromnych przemian ustrojowych, społecznych, gospodarczych, co pociąga za sobą również zmiany w przestrzeni międzyludzkiej. Niewykluczone, że to, o czym piszę, za 15-20 lat stanie się, częściowo chociaż, nieaktualne. I oby to były zmiany na lepsze.
Oby było mniej śmieci, oby Gruzini wzięli się na serio za ochronę swojej unikatowej przyrody, zaczęli poważnie traktować segregację śmieci i gospodarkę odpadami. Żeby mieli więcej możliwości na podjęcie dobrej, uczciwie wynagradzanej pracy i uważniej zaczęli przyglądać się swoim finansom. Żeby przekonali się, że warto inwestować w swoje zdrowie, uprawiać sport, więcej się ruszać, mniej pić. Żeby zaistniała prawdziwa “równość” w świecie kobiet i mężczyzn, równość polegająca na tym, że każda ze stron poczuje się wysłuchana, zrozumiana, zaopiekowana, doceniona. Że będzie miała odwagę powiedzieć to, co naprawdę myśli, czuje, czego jej brakuje, o czym marzy i czego nie chce. Żeby w związkach zaistniało prawdziwe partnerstwo, które da obu stronom przestrzeń na rozwój osobisty oparty na zdrowym, czystym egoizmie. Żeby w relacjach damsko-męskich było więcej życia ze sobą, a nie obok siebie.
A wtedy Gruzja stanie się naprawdę rajem na ziemi 🇬🇪❤️🧡💛💚🇬🇪

Adres

Nad Wierzbakiem
Poznan
60-611

Telefon

+48601839317

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy DarGio Genuine Georgia Adventure umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do DarGio Genuine Georgia Adventure:

Udostępnij