19/11/2024
INNA STRONA GRUZJI część 2. 🇬🇪
THE OTHER SIDE OF GEORGIA part 2.
Kobieta w męskim świecie.
Chyba najdziwniejszą i najtrudniejszą do zrozumienia i zaakceptowania dla mnie rzeczą w Gruzji jest podejście mężczyzn do kobiet. Wielokrotnie słyszałam i widziałam przejawy tego, jak bardzo szanuje się kobiety w Gruzji. Jak się je wielbi, niemal czci, ceni ich pracę na rzecz rodziny, ich poświęcenie, ich nieustanną troskę o to, żeby każdy w rodzinie czuł się dobrze, ich absolutny brak egoizmu i stawiania siebie na pierwszym miejscu. Kobieta jest dla gruzińskiego mężczyzny uosobieniem piękna, ciepła, troski, siły, zaradności, pracowitości. Jest wszystkim.
A jednocześnie jest tyle aspektów i przejawów męskich zachowań, które temu uwielbieniu przeczy. Albo poddaje w wątpliwość.
Jedno jest pewne. Bycie kobietą w Gruzji jest trudne, często niewdzięczne. I bardzo wyczerpujące.
Same kobiety znoszą swój los z nadzwyczajną pokorą, właściwie z uśmiechem, wdzięcznością za to, co dał im los, za mężczyznę, który dla ogromnej części gruzińskich kobiet jest spełnieniem ich marzeń. Mężczyzna, który jednakże w moim przekonaniu, jest potrzebny kobiecie przede wszystkim do zbudowania rodziny. I do wypełnienia swojej roli żony, ale przede wszystkim matki. Roli, która w Gruzji wydaje się być rolą podstawową, choć oczywiście nie jedyną. Dede (po gruzińsku matka) to instytucja sama w sobie. Najważniejsza, wszechwładna, hołubiona, świętość nad świętościami.
Bo rodzina w Gruzji to rzecz ogromnie ważna. To główny filar tego społeczeństwa. I jego ogromna siła. To prawda. Nic więc dziwnego, że kobiety, nawet te wykształcone i światłe, dążą jednak, i to dość szybko, do założenia rodziny. I spłodzenia dzieci. Bo dzieci…. ach dzieci, te słodkie bobaski, pulchniutkie niemowlaki, maluchy pełne wigoru, ciekawskie i mądre dzieciaki, nastolatki… przyszłość narodu, bez których żadna gruzińska rodzina nie jest prawdziwą, pełną rodziną. Znam też oczywiście rodziny bezdzietne, częściej z przyczyn losowych niż z własnego wyboru, za którymi ciągnie się jednak, nigdy wprost i otwarcie, ale gdzieś w tle, niedopowiedzianie, łatka “niepełna”.
No więc tak.. z jednej strony ogromny, prawdziwy, szczery, nieudawany szacunek mężczyzn do płci pięknej, matek, sióstr, ciotek, kuzynek, córek, w końcu żon, a z drugiej strony tak bardzo rzucający się dla mnie, osoby wyrośniętej w innej kulturze, innej tradycji, innym podejściu do rodziny, brak partnerstwa w związkach, brak pomocy w domu, w końcu zwykły brak obecności, tak bardzo potrzebny, tak bardzo budujący wzajemną bliskość i intymność w związku.
Rodzina i jej założenie jest absolutnym priorytetem w gruzińskim społeczeństwie. Zarówno Gruzini jak i Gruzinki uwielbiają “pokazywać się” w towarzystwie żony czy męża, w otoczeniu większej lub mniejszej gromadki dzieci, co samo w sobie jest bardzo słodkie i mogłoby świadczyć o wyjątkowej więzi łączącej gruzińskie pary. Czy tak jednak na pewno jest?
Oczywiście w sytuacjach ciężkich, awaryjnych, kiedy rodzina jest zagrożona, grozi jej niebezpieczeństwo albo ktoś ciężko zachoruje ujawnia się gruzińska, godna pozazdroszczenia, rodzinna solidarność. Ale w zwykłej, szarej codzienności trudno się dopatrzyć więzi porównywalnej do tej pokazywanej na zdjęciach, czy innych portalach społecznościowych. I jak od wszystkiego, również od tej “reguły” są wyjątki. Chlubne, ale wciąż tylko wyjątki.
Nie ma we mnie zgody na taki rodzaj związku. Na taką separację kobiety i mężczyzny w najważniejszym, najbardziej intymnym, niepodważalnym, a jednocześnie całkowicie dobrowolnym (przynajmniej w teorii) połączeniu dwóch istot.
Na sprowadzanie kobiety do roli kogoś, kto usługuje mężczyźnie. A tak to niestety w wielu gruzińskich domach wygląda. Być może w zamierzchłych czasach miało to swoje uzasadnienie (podział ról na silnych, polujących mężczyzn i zaradne, gospodarne kobiety), ale dziś… Obserwując tak wiele sytuacji, w których mężczyźni godzinami ucztują, jedzą, piją, rozmawiają, dyskutują, wygłaszają toasty, a kobiety skończywszy swój posiłek trwają w gotowości, aby po zakończeniu spotkania, uczty, supry zacząć ogarniać i sprzątać cały ten “bałagan”, często zadaję sobie pytanie, dlaczego kobiety się na to godzą. Co więcej, dają odczuć mężczyznom, że to jest ok, że usługiwanie mężczyznom jest w porządku, czy nie pragną lepszego życia dla swoich córek? Czy to się kiedykolwiek zmieni?
Czy ewentualna zmiana nie naruszy odwiecznych praw, które rządzą tym, nadal mocno patriarchalnym społeczeństwem, nie uderzą w tradycję, która stanowi ważny element budowania tożsamości, nie zniszczy wypracowanych przez setki lat zasad funkcjonowania, które mimo wszystko, dają Gruzinom (i Gruzinkom) swoiste poczucie bezpieczeństwa?
Czy gruzińskie społeczeństwo może zachować swoją tożsamość zmieniając narrację w związku, przebudowując trochę most łączący świat kobiet i mężczyzn?
I pojawia się kolejne pytanie, czy to tylko mi przeszkadza, czy to tylko dla mnie oznaka braku partnerstwa w związku? Może tak po prostu ma być. Każdy ma swoją rolę, wie co robić i jest na swój sposób “szczęśliwy”. A mnie nic do tego.
Świat kobiet i mężczyzn w Gruzji to w zasadzie dwa odrębne światy, przenikające się tylko w łóżku, czasem przy stole, na rodzinnych uroczystościach, gdzieś w przelocie, kiedy mężczyzna spełni już swoje wszystkie inne obowiązki względem braci, przyjaciół, kumpli i innych męskich członków rodziny.
Podziwiam gruzińskich mężczyzn za ten zbudowany przez nich męski świat, oparty na przyjaźni, zaufaniu, solidarności, braku współzawodnictwa, prostych gestach, które jednak znaczą więcej niż jakiekolwiek słowa. Zazdroszczę im tej wspólnoty, której odzwierciedlenia nie znajduję niestety w świecie kobiet. A przynajmniej nie w takim wymiarze. Może po prostu najzwyczajniej w świecie kobiety nie mają czasu na te wszystkie spotkanie, rozmowy, posiadówki na ławeczkach, godziny spędzane na… “podtrzymywaniu więzi”.
Nie oczekuję zespolenia tych dwóch światów. Nie ma takiej potrzeby. Ani możliwości. Chciałabym jednak dążenia do pewnej równowagi, do współodpowiedzialności, do równego rozłożenia sił. Chciałabym, żeby świat kobiet miał również swoje przywileje. Realne, nie tylko w deklaracjach.
Żeby mężczyźni dostrzegli w swojej roli męża i ojca też element partnerstwa, który wymaga rozmów, kompromisów, a czasem też “poświęcenia”, otrzymując w zamian szczęśliwe, spełnione, uśmiechnięte i świadome swoich potrzeb kobiety. I temu poświęceniu oddali należny szacunek. Tak jak robią to kobiety.
Co stoi na przeszkodzie? Tradycja! Ale to temat na inny wpis.
Dwa oblicza męskości
Czy w takim razie gruziński mężczyzna żyje jak pączek w maśle, kierując się przede wszystkim swoją wygodą i swoim interesem, egoistycznie i bezrefleksyjnie? To już byłaby zbyt daleka posunięta konkluzja.
Jak już pisałam w swoim wpisie o kobietach, Gruzinki mimo pozornej uległości i podporządkowaniu mężczyznom, wykształciły w sobie umiejętność mądrego, niezwykle dyplomatycznego i dość skutecznego wywierania wpływu na swoich partnerów. Coś, czego nam, a na pewno mi, zdecydowanie brakuje.
Natura, której jesteśmy ewolucyjną częścią, zawsze będzie dążyć do równowagi. Jak gdzieś jest za mało, gdzieś indziej pojawia się nadmiar. Jak gdzieś choruje i umiera drzewo, gdzieś indziej kiełkuje nowe. Siła i sprawczość gruzińskich kobiet stawia mężczyzn w bardzo trudnej sytuacji sprostania ich wymaganiom i oczekiwaniom. Nie wszystkie są artykułowane otwarcie i wprost, ale są wyczuwalne i odczuwalne. Czego dotyczą owe oczekiwania…? Myślę, że przede wszystkim standardu życia.
Słyszałam historię, która wydaje się nieprawdopodobna, jakoby żona pewnego dość wysoko postawionego urzędnika wystąpiła o rozwód, gdyż łazienka nie spełniała wymaganych przez nią standardów. To dość mocno przerysowany przykład, ale pokazuje pewien kierunek.
Gruzinki lubią ładnie wyglądać, ładnie się ubierać, być trochę księżniczkami. I to powinien im zapewnić mężczyzna.
A gruziński mężczyzna nie jest tytanem pracy, a spotkania w gronie przyjaciół i kumpli, które zajmują sporo czasu i uwagi, są nieodłącznym elementem ich codzienności. Choć znam też sporo mężczyzn pracujących dużo i ciężko.
Gruziński mężczyzna bardzo próbuje i chce żyć po swojemu, ale ciągle czujne oko kobiet sprawia, że ciężko jest mu odciąć pępowinę, poczuć swoją męską wartość zbudowaną na poczuciu odrębności i niezależności, i traci rozeznanie w tym, co jest słuszne, dobre i właściwe dla niego. Traci kontakt z samym sobą, a może nigdy go tak naprawdę nie nawiązuje.
Może będę niesprawiedliwa w tym co napiszę, ale myślę, zachowując pełen podziw i szacunek dla gruzińskich matek, że gruziński mężczyzna może czuć się ograniczany przez powinności, jakie nakłada w stosunku do niego gruzińska tradycja i społeczeństwo w odniesieniu do często nadopiekuńczych i wyręczających go matek. I jakkolwiek one chcą dobrze, najlepiej dla swoich synów, często skutek jest niestety odwrotny.
Ciężko jest gruzińskiemu mężczyźnie nabrać samodzielności i wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie i decyzje, które w nim podejmuje. Ponosić konsekwencje swoich decyzji, uczyć się na błędach, wyciągać wnioski, zmieniać nawyki i dążyć do większej integralności swojej męskiej, silnej, wymagającej ciągłej atencji energii z czułą, delikatną, i niezwykle intuicyjną kobiecą energią swojej partnerki.
Myślę, że mężczyźni dość dobrze wyczuwają ten dysonans, świadomie lub nie, i tym bardziej “uciekają” w bezpieczną i znaną przystań, jaką jest dla nich świat, którzy rozumieją najbardziej, świat innych mężczyzn.
Jednym z istotnych, jeśli nie najistotniejszym problemem czy też przeszkodą jest brak dialogu między światem męskim i kobiecym. Prawdziwego, szczerego, bolesnego, twórczego, tłumaczącego reakcje i zachowania. To ogólny problem międzyludzki, wiem. Natomiast w Gruzji mam wrażenie ten brak umiejętności dialogu wynika z dwóch faktów. Po pierwsze Gruzini wchodzą w związki małżeńskie dość szybko i gwałtownie, nie dając sobie wcześniej często szansy na wzajemne poznanie się i sprawdzenie, czy kierujemy się tym samym w życiu. Prawdopodobnie obie strony kierują się tym samym, czyli dobrem rodziny, ale jak ze wszystkim, znów diabeł tkwi w szczegółach. A te już diametralnie różnią się dla każdej z płci. A po drugie kiedy pojawiają się dzieci, a pojawiają się z reguły dość szybko, cała uwaga obu rodziców zostaje przekierowania na nie, a dzieci stają się na długie lata niejako “czynnikiem zastępczym” w zaspokajaniu potrzeb emocjonalnych i uczuciowych, szczególnie kobiet.
Ciekawostką w gruzińskim społeczeństwie jest fakt, że starszymi rodzicami opiekuje się syn. To on ma obowiązek pozostać z rodzicami i zająć się nimi “na stare lata”. W praktyce często wygląda to niestety tak, że syn sprowadza do rodzinnego domu żonę i to ona przejmuje obowiązki teściowej. Pod jej czujnym i często krytycznym okiem. I tak toczy się sztafeta pokoleń z wyraźnym podziałem kobiecych i męskich obowiązków i przywilejów.
(Nie)wierność.
W Gruzji bywa, że przysięga małżeńska i wierność małżeńska to nie to samo. Zapytacie gdzie nie bywa? Oczywiście nie ma chyba kraju, społeczeństwa, społeczności nie zainfekowanej tą przypadłością. Wszędzie zdarzają się zdrady. Te przypadkowe, tak naprawdę niechciane, nikomu niepotrzebne, właściwie bez powodu, wywołane chwilą, rozgorączkowaniem, emocjami, alkoholem.
I te, na które pracuje się latami. Latami fizycznego i emocjonalnego oddalania się od siebie, latami nieprzepracowanych konfliktów, latami niespełnianych potrzeb, latami samotności w związku, latami topniejących nadziei, że jeszcze może być lepiej, tak jak kiedyś.
W Gruzji jest dokładnie tak samo. No może niedokładnie tak samo. Różnice są dwie.
Pierwsza dotyczy powodu, dlaczego mężczyzna daje sobie (i innym) przyzwolenie na seks pozamałżeński. Powód. Nie chodzi o przypadek, zbieg okoliczności, przypływ emocji, “zdarzyło się”. Nic z tych rzeczy. Nie chodzi też o utratę bliskości, rozczarowanie małżeństwem, żonę, która nie troszczy się o dom albo ma wieczne pretensje o wszystko. Nic z tych rzeczy. Bo często tej bliskości nie ma od samego początku. Jest poczucie obowiązku wobec rodziny i partnera, jest chęć czy nawet obowiązek spłodzenia dzieci i posiadania “pełnej rodziny”, jest w końcu, bardzo widoczna w Gruzji chęć pokazania, że spełniło się swój obowiązek wobec … no właśnie wobec kogo? rodziców? społeczeństwa? Boga?
Skoki w bok to istotny element sporej części gruzińskiego świata mężczyzn. Moim zdaniem to czysto wyrachowane, z góry “wkalkulowane” w małżeństwo zachowanie. Zachowanie, które przechodzi z pokolenia na pokolenie, zachowanie, któremu przyglądają się młodzi chłopcy, zachowanie, któremu rzadko kto się dziwi czy neguje.
Choć znam też wielu mężczyzn, którzy są lub wydają się być pozbawieni tego elementu, którzy cenią sobie wierność w relacji, dla których “Ty i tylko Ty” znaczy dokładnie “Ty i tylko Ty”, którzy nie potrzebują udowadniać swojej męskości gdzieś indziej albo po prostu dostają to, czego potrzebują. Mam to szczęście, że jednym z nich jest mój Gio.
Drugi różnica to fakt, że w Gruzji zdrada nie jest zachowaniem, które spotyka się z ogólną dezaprobatą. Nikt oczywiście nie pochwala zdrady, ale nikt też nie robi z tego tragedii. Istnieje ciche, niewypowiedziane przyzwolenie. Moze przyzwolenie to za duże słowo. O tym się po prostu głośno nie mówi.
W Gruzji bardzo wyraźnie zaznaczona jest granica zadań, które mają do spełnienia kobieta i mężczyzna w małżeństwie czy też innej relacji (niestety rzadko kiedy partnerskiej). Odnoszę wrażenie, że rzadko kiedy dochodzi na tym polu do kłótni, sprzeczek czy nieporozumień. Zdarzają się oczywiście mężczyźni-nieroby, mężczyźni-pijacy, mężczyźni-niemężczyźni, przy których nawet najbardziej oddana, kochająca, lub też nieporadna żona dojdzie do kresu wytrzymałości i powie STOP.
Ale mężczyźna-zdradzający to nadal mężczyzna! Zdrada kompletnie nic gruzińskiemu mężczyźnie nie ujmuje. Nikt go nie ocenia, nie piętnuje, nie wypomina, nie próbuje powstrzymać, przemówić do rozsądku. Ba.. nikt nawet tego specjalnie nie dostrzega. To przecież oczywiste, że mężczyzna ma potrzeby. Wręcz nie wypada, żeby swoimi rozbuchanymi potrzebami nagabywał żonę. To prawdopodobnie w ich oczach nawet nie jest zdrada. Bo przecież taki mężczyzna nadal wraca do domu, nadal kocha swoją żonę, nadal płodzi z nią dzieci, nadal troszczy się o swoją rodzinę, nadal spełnia swoje obowiązki (te, które narzuca mu gruzińskie społeczeństwo). Nie pojawia się w jego głowie żadna myśl, że zdrada coś zmienia. W jego podejściu do kobiety nie zmienia się absolutnie NIC. Nadal ma swoje męskie życie, nadal większość czasu spędza poza domem, nadal dom jest tylko miejscem, do którego wraca się, żeby zjeść, odpocząć, przespać się, naładować akumulatory na następny dzień. Zdrada nie ma zatem żadnych “skutków ubocznych”. Wręcz przeciwnie, mężczyzna zadowolony, zaspokojony, kobieta też ma swój spokój, tak potrzebny po dniu wypełnionym pracą w domu, w kuchni, przy dzieciach, nierzadko też zawodową. W czym więc problem?
Jak wszędzie. W zachwianiu poczucia bezpieczeństwa, które zdrada i oddanie swej intymności komuś innemu, tak bardzo, wręcz dramatycznie je odbiera.
A może dla Gruzinek to poczucie bezpieczeństwa jest niezagrożone, bo one tak ślepo wierzą w przysięgę małżeńską i w to, że jeśli mężczyzna wraca do domu witany kolacją i uśmiechem żony, żadna inna kobieta nie jest w stanie zagrozić jej małżeństwu. Nie zastanawiają się nad przyczynami, nad skutkami, nie zgłębiają natury takich zachowań. One mają swoje zadanie do spełnienia. Opiekowanie się domem, dziećmi, wspólnym dorobkiem. Mężczyzna-mąż to pewnik. Zawsze wraca. Zawsze kładzie się do wspólnego łóżka. Zawsze przynosi (mniejsze lub większe) pieniądze. Zawsze kocha dzieci. A to przecież najważniejsze. Potrzeby kobiet (jeśli takowe w ogóle dojdą do głosu) schodzą powoli, z każdym kolejnym rokiem małżeństwa, na dalszy plan.
Wydaje się, że Gruzinki przeprowadzają bardzo ekonomiczny, pozbawiony emocji, wręcz wyrachowany bilans zysków i strat. I w 95% wychodzi im na to, że nie ma o co kruszyć kopii. Status quo zostaje zachowany. A to co za ścianą, zakryte, niewidoczne dla innych, skryte w czeluściach kobiecej emocjonalności, pieczołowicie chowane przed wzrokiem innych, nie ma znaczenia. Wręcz nie istnieje. A im mniej się o tym mówi, tym nie istnieje jeszcze bardziej.
Czy ja to oceniam? Już nie. Co nie znaczy, źe akceptuję. Nadal jest we mnie sprzeciw, nadal nie mogę przeboleć tej ściany milczenia, tego cichego społecznego przyzwolenia na zdradę.
Nadal nie mogę zrozumieć.
Ale nie oceniam. Nie osądzam. Nie potępiam. Nie wytaczam dział. Nie piętnuję. Choć po cichu liczę na zmianę, na to, że kiedyś zdradę nazwie się zdradą, że wierność i zaufanie w związku będzie czymś o czym warto głośno mówić, z czego warto być dumnym i o co warto walczyć. W ten sam sposób jak o wolność. Zażarcie, z pełnym przekonaniem o słuszności tej walki.
Choć do tego potrzebna byłaby zmiana całej mentalności i podejścia mężczyzn i kobiet do wzajemnej relacji, nadania im statutu partnerstwa, równouprawnienia. Nie tylko na papierze. Statusu wypracowanego w rozmowach, ustaleniach, wzajemnym zrozumieniu własnych potrzeb, w końcu nieustannych kompromisach. Nie wierzę w aż taką przemianę. Nie tutaj. A może jeszcze nie w tym pokoleniu.
Przemoc
Statystyki mówią jasno, co siódma kobieta w Gruzji doświadcza przemocy w rodzinie. Finansowej, emocjonalnej, fizycznej. A fundacja HumanDoc, która prowadzi szeroko zakrojoną akcję nie tylko pomocy kobietom, ale również edukacji w tym zakresie, określa przemoc domową jako jeden z największych problemów społecznych tego kraju. Skąd taka skala tego zjawiska? Przyczyn jest wiele. Od tych oczywistych, jak frustracja mężczyzn, nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, alkohol, po ogólny, społeczny brak reakcji i pozorną bezkarność sprawców. O tym się nie mówi, tego się nie słyszy, nie zauważa, nie komentuje, nie próbuje pomóc.
Takie rzeczy zostają w domu, w czterech ścianach, wychodzenie z tym na zewnątrz to wstyd, ujma, porażka.
A przemoc istnieje. Nie tylko ta namacalna, widoczna gołym okiem, zostawiająca na ciele ślady, słyszalna, rozbrzmiewająca łoskotem przewracanych mebli, rozbijanych naczyń, czy rzucanych inwektyw. Również ta emocjonalna, polegająca na samotności, zdradach, niedocenianiu, poniżaniu. Mająca często swoje źródło w przemocy ekonomicznej.
I na którą tak wiele kobiet się „zgadza”. Najczęściej nie z własnej woli, najczęściej nie mają wyjścia. Wszyscy, włącznie z własną rodziną stoją murem za trwałością i nierozerwalnością małżeństwa, za którym stoi przysięga małżeńska. Coś, czego zerwanie, złamanie wiąże się ze wstydem dla całej rodziny. Wstydem i poniżeniem, które nierzadko wymaga zadośćuczynienia. Nic dziwnego, że kobieta bierze na swoje barki ciężar milczenia i zamiatania pod dywan problemów małżeńskich. A druga strona pozostaje praktycznie bezkarna. Bo liczba zgłoszonych incydentów tego rodzaju nie odzwierciedla rzeczywistej skali problemu. Statystyki pokazują co prawda, że coś się powoli w tej kwestii zmienia, że coraz więcej kobiet decyduje się na przerwanie zmowy milczenia, ale to nadal niewielki procent tego, co powinno zostać ujawnione.
Choć spotkałam również Gruzinów oburzonych przemocowymi zapędami swoich pobratymców. Piętnujących takie zachowanie, i przekonanych, że takie zachowania absolutnie nie leżą w naturze gruzińskich mężczyzn. Ani nie są elementem patriarchalnego układu sił w gruzińskim społeczeństwie. I z pewnością mają rację, bo co jak co Gruzinom nie można odmówić honorowości, również w stosunku do kobiet.
Choć przecież przemoc to nie tylko siła użyta fizycznie. Przemocowym można być w tak wielu innych, niefizycznych aspektach - nadmiernej kontroli, braku zaufania, wyznaczaniu co wolno a czego nie, ograniczaniu dostępu, bezpodstawnych oskarżeniach. Przemoc to też milczenie, ignorowanie i obojętność. To notoryczny brak obecności. A to już brzmi znajomo.
Miałam duże obawy i wątpliwości pisząc ten tekst. I publikując go szerszemu grono. Zdaję sobie sprawę, że wiele z tego co ujęłam brzmi kontrowersyjnie, że wystawiam się na mocną krytykę tych, którzy chcą widzieć w Gruzji tylko to co najlepsze. Te najlepsze rzeczy oczywiście zdecydowanie przeważają. Ale nie mogą być “przykrywką” dla tego, co trudne, niewygodne, nieakceptowalne.
Ale żeby nie było… Ja nadal kocham Gruzję, kocham ten kraj i gruzińskie społeczeństwo całym sercem, kocham go za radość życia, za uczucie bycia we wspólnocie, za otwartość i gościnność, za akceptację i opiekę, której doświadczam na każdym kroku. Doceniam też tą inność, która czyni ten kraj tak fascynującym, pełnym niespodzianek miejscem.
Trzeba też koniecznie podkreślić, ze Gruzja znajduje się obecnie w trakcie ogromnych przemian ustrojowych, społecznych, gospodarczych, co pociąga za sobą również zmiany w przestrzeni międzyludzkiej. Niewykluczone, że to, o czym piszę, za 15-20 lat stanie się, częściowo chociaż, nieaktualne. I oby to były zmiany na lepsze.
Oby było mniej śmieci, oby Gruzini wzięli się na serio za ochronę swojej unikatowej przyrody, zaczęli poważnie traktować segregację śmieci i gospodarkę odpadami. Żeby mieli więcej możliwości na podjęcie dobrej, uczciwie wynagradzanej pracy i uważniej zaczęli przyglądać się swoim finansom. Żeby przekonali się, że warto inwestować w swoje zdrowie, uprawiać sport, więcej się ruszać, mniej pić. Żeby zaistniała prawdziwa “równość” w świecie kobiet i mężczyzn, równość polegająca na tym, że każda ze stron poczuje się wysłuchana, zrozumiana, zaopiekowana, doceniona. Że będzie miała odwagę powiedzieć to, co naprawdę myśli, czuje, czego jej brakuje, o czym marzy i czego nie chce. Żeby w związkach zaistniało prawdziwe partnerstwo, które da obu stronom przestrzeń na rozwój osobisty oparty na zdrowym, czystym egoizmie. Żeby w relacjach damsko-męskich było więcej życia ze sobą, a nie obok siebie.
A wtedy Gruzja stanie się naprawdę rajem na ziemi 🇬🇪❤️🧡💛💚🇬🇪