24/11/2023
Powiem wam.... że jestem bardzo smutna. Dwa dni temu napisałam post... i on zniknął i nie został opublikowany 😭
I już nie napiszę drugiego takiego samego 😭
A więc do rzeczy - w poniedziałek zaczęłam po południu nie swoim frachtem. Pojechałam za innego kierowcy z jego naczepą na rozładunek - gdzieś w okolicach Halle.
Trasa poszła szybko, ładnie, gładko... rozładunek i dostałam nowe zlecenie 30 km obok... ADR.
Będziesz wesoło...
No to pomyślałam sobie AHA... pierwszy oficjalny ładunek wysokiego ryzyka - zobaczymy co to będzie.
Dostałam od chłopaków pinezkę gdzie mam przyjechać... jak dojechałam na miejsce - to okazało się... że jest to jedna wielka rafineria naftowa 😵🙉🙈🙊
Podjechałam pod pierwszą bramę wskazaną przez innych - okazało się że to nie tu.
Dostałam na ochronie mapkę - żeby dojechać do innej bramy kilka kilometrów obok.
Tam też się okazało, że to nadal nie tu i dostałam kolejną mapkę aby objechać cały obiekt - czyli jakieś 20 km i wjechać zupełnie innej strony.
Prawie spóźniona godzinę na awizację podjechałam w końcu na docelowe miejsce parking telefon i idę się meldować.
Wchodzę do budynku a tam - 30 chłopa w kolejce jeden za drugim oczekujący do pięciu okienek.
Przez 45 minut stania w kolejce poznałam trzy historie życia trzech innych kierowców z Polski, wszyscy byliśmy tam pierwszy raz - więc każdy był nieogarnięty i nie wiedział co go czeka.
Jak już dopchałam się do okienka po 15 minutach sprawdzania i weryfikowania dokumentów dostałam informację że muszę pójść z kontrolerem na plac - żeby zrobił kontrolę mojej naczepy.
Kolejne 30 minut w plecy. Pani sprawdziła wszystko: kabinę, naczepę, mój strój BHP... A także sprawdziła ilość pasów, podkładów, spinek czy wszystkie są belki, czy mam odpowiednie upoważnienia... no mówię wam przeczepana nieźle od góry do dołu. Dostałam papierek z którym miałam wrócić z powrotem do okienka. Tam kolejne 20 minut no i dostałam zgodę na wjazd na obiekt.
Jeden pager na bramę wjazdową, drugi pager na bramę wyjazdową, papierowa mapka i heja do przodu. 15 minut dojeżdżałam między obiektami i magazynami na swoje miejsce docelowe. Powiem wam, że gdyby nie tabliczki z numerami to człowiek mógłby się tam zgubić bo to jest totalne miasto 😱😱😱😜
Cała szczęśliwa zaawizowałem się po raz kolejny, Pan wskazał mi za którym magazynem mam skręcić i gdzie ustawić ciężarówkę.
W związku z tym, że byłam tam pierwszy raz i nie znałam zasad - poszłam się zapytać magazyniera z której strony będą robić załadunek - odpowiedział… że z prawej strony co mnie trochę zdziwiłam i okej ich zasady.
Zdjęłam linkę celną, otworzyłam wszystkie klamry z plandeki podjeżdża inny magazynier i trąbi na mnie... wskazuje żebym przyszła no i nagle okazuje się, że on docelowo będzie prowadzić załadunek z lewej strony czyli od strony kierowcy 😐😐😐 tak jak to zwykle mam miejsce... no to już wiecie jaka byłam zagotowana...
No to dawaj rozkładamy drugą stronę. Przychodzi do mnie młody wózkowy, chwilę z nim porozmawiałam - powiedziałam, że jestem tutaj pierwszy raz... że w ogóle nie wiem co to będzie za załadunek... nie wiem jak to ma wyglądać...
Pofatygował się do budynku i wrócił ze slajdami i zdjęciami wydrukowanymi 🙈😱😜 co będę mieć ładowane i w jaki sposób będzie to zabezpieczone.
Po zdjęciach już wiedziałam, że to będzie od cholery roboty i ciut ciu... i że to nie będzie takie szybkie wstawienie palet od boku - tylko to będzie zabawa ze wszystkim.
😤😭😐
No i się okazało, że miałam 22 palety, załadowaną caluteńką naczepę. Palety miały na sobie styropianowe oraz kartonowe okrągłe bele... które wyglądały jak silosy na 2 m... a w środku w nich był półprodukt do produkowania styropanu...
Jakiś taki granulat. Ponad tona na sztukę.
Wyobraźcie sobie, że załadunek trwał dwie i pół godziny.
Pod każdą paletę szły trzy maty antypoślizgowe. Każda paleta była osobno podnoszona do góry... wsadzałam maty - dopiero była opuszczona. Każdy silos na palecie był obwiązywany pasem, potem były dwa szeregi obwiązywane kolejnym pasem... potem były łączone w cztery silosy obwiązywane razem.
Dramat 👹😫😫
Do tego wszystkiego na pierwszej części naczepy były kładzione pół palety na samą górę, które również były obowiązywane wzdłuż.. potem wszerz od drugiej do trzeciej konicy wszystkie !!! ładunki pomiędzy sobą czyli pomiędzy czterema paletami.... były kolejne palety kładzione pionowo !!! które również były przywiązywane pasami i do nich też były przywiązywane pasy z silosami które były już wcześniej też obwiązane....
Po 16 pasie który wyciągnęłam... a byłam w połowie naczepy stwierdziłam, że nie ma sensu już ich liczyć bo tak i tak gdzieś się walnę.
Ręce powyrywane, potem trzeba było jeszcze całą naczepę złożyć i dojechać do Gostynia na rozładunek na drugi dzień.
Ech. Miałam dość wszystkiego.
Także w Niemczech ujechałam po załadunku może 100 km i kręciłam pauzę - ponieważ byłam tak zmęczona, że już po prostu nie miałam siły na nic...
Wstałam rano skoro świt i kręciłam kolejne 400 km żeby dojechać na magazyn.
Jazda po Polsce to nie jest jazda. Nasza ulica absolutnie nie są przystosowane do tranzytu. Wąsko ciasno dziura na dziurze. Mając pełne obciążenie 24 ton na sobie jechałam z maksymalną prędkością 60 na godzinę polandówkach bo nie dało się utrzymać zestawu na drodze 😐😱😫
Więc jakby ktoś pytał - czy chce jeździć po Polsce - to absolutnie nie jest to na moje nerwy! 😜😜😜
Polska. No i tutaj kolejne dwie i pół godziny rozładunku - nic się nie zmieniło, ponieważ każdą paletę musiałam osobno odwiązywać z pasów i dopiero magazynier mógł sobie pobrać paletę - także zabawa również tutaj była po pachy.
Kiedy już wszystko sobie ogarnęłam, zmachana po dwóch dniach ciężkiej pracy, przyjechałam przed 16:00 na bazę.
Zatankowałam auto, wykąpałam się w warsztacie u chłopaków i wykręciłam pauzę do rana.
Dostałam przyjemną i miłą trasę którą w którą robiłam w zeszłym tygodniu czyli miałam z Paczkowa koło byłej firmy - ponownie załadunek opon i jadę z powrotem do Wolfsburga czyli stałe kółeczko z zeszłego tygodnia.
Bardzo cieszę się z tego powodu, ponieważ znam trasę, wiem już jak wygląda magazyn - także wczoraj na spokojnie koło 15:00 wyjechałam na granicę.
O 18:00 już byłam na parkingu w Słubicach kręciłam sobie pauzę... nigdzie mi się nie spieszyło na 14:00 w dniu dzisiejszym mam rozładunek także wszystko spoko było zaplanowane.
Wstałam rano, grzecznie zjadłam śniadanko dałam sobie dwie godziny więcej zapasu - aby być wcześniej - bo sobie mówię, że zawsze mogę sobie zjeść obiad przed magazynem... I sobie poczekać za telefonem, żeby móc wjechać na rozładunek wszystko było pięknie zaplanowane.....
Niestety nie wzięłam pod uwagę tragicznego wypadku który zdarzył się na a2 przed Magdeburgiem.. gdzie w godzinach porannych cysterka na adr-ach sie rozwaliła. Ponoć tam jeszcze była osobówka i prawdopodobnie śmiertelny...
Także o godzinie 11:30 wjechałam w około cyklona i 15 km korek.
Autostradę w dwie strony całkowicie zamkneli... jest prowadzony objazd przez miejscowość Burk, gdzie z trzech pasów robi się jeden i przejeżdżamy przez małe miasteczko na których jest mnóstwo świateł...
15 km robię już dwie i pół godziny i niestety końca wyjazdu z tego miasteczka nie ma.
Poinformowałam grzecznie tylko spedytora, że nie ma w ogóle opcji żebym ja tam dzisiaj dojechała na czas... że godzina 14:00 jest absolutnie nierealna - ponieważ w chwili obecnej Ja jeszcze jestem na objeździe - A zostało mi jeszcze 100 km do celu.
Jak ja tam dojadę przed 16:00 to będzie super czas.
Jest piątek po południu a chłopaki nawet nie robili mi planowania trasy, ponieważ nie wiadomo kiedy mnie rozładują ani też kiedy zacznę kręcić pauzę no i kiedy będę mogła ruszyć w trasę.
Chodziły słuchy że mam zrobić jakiś w sobotę przeżuty na Amazona.. A może będę miała nockę z niedzieli na poniedziałek DHL nic nie wiem ponieważ chłopacy nic nie wrzucili mi na chwilę obecną.
Ogólnie to jestem zmęczona w tym tygodniu, czuję się tak jakbym pracowała już dłuższy okres czasu, a ja dopiero zaczęłam swoje dwutygodniowe kółko - także w przyszłym tygodniu będzie wesoło 😐😐😫😫
Tak naprawdę to marzę tylko o tym... aby przyszedł weekend, żeby spotkać się z moim lubym. Zrelaksować się i odpocząć od tego całego syfu - który w ostatnich dniach miałam na głowie
A tak w ogóle to już mi się święta śnią... nie wiem czy to ogarniacie - ale to już jest niecały miesiąc i christmas time już tupta i puka do drzwi 🥰🤣🤭
Osobiście nie mogę doczekać się tych kilku dni wolnych, chcę po prostu odsapnąć i się wyspać.
Przez to,że ostatnie trzy tygodnie mam cały czas załadunki i rozładunki bokiem - prawie nie mam żadnej rampy - to człowiek biega po tym dworzu... to deszcz pada.. tu świeci słońce... tu jest w minusie... 😱😭😤
No to nie ukrywam, że drugi tydzień latam z przeziębieniem. Jednego tygodnia boli mnie głowa, a drugiego tygodnia boli mnie gardło, trzeci tydzień to ma paskudny kaszel.. i coś odrywającego się od płuc.. także jak to mówią stale coś...
Ps. Jest po 16:00 i dostałam sms-a z biura że w poniedziałek mam być w Menden. Będzie załadunek w ciągu dnia w Dhl-u i i będę ciągnąć coś na kierunek Drezna... I coś tam potem będą wymyślać - żebym mnie ściągać do Polski 😜
Dobrze że trochę popracuję w sobotę i będę miała całą niedzielę na odpoczynek 😱🤣