30/11/2025
Mumbaj przywitał nas konkretnym ciepłem i tym charakterystycznym duszno - slumsowym zapachem. Hotel, który zarezerwowaliśmy niedaleko lotniska w cenie noclegu miał transfer, zatem cierpliwie czekaliśmy na naszego kierowcę, który obiecał być 15:50 jednak pojawił się dopiero o 16:30. “Sorry sir, I’m so sorry, traffic” powtarzał jak mantrę, kiedy w końcu się spotkaliśmy.
Irshan jest Mumbajczykiem i pracuje jako kierowca w hotelu. “Jestem jedynym kierowcą w całym hotelu, pracuję 24 godziny siedem dni w tygodniu, z przerwą 3 czasami 4 godziny na sen” dumnie się przedstawił. Ma żonę, dwie córki - których zdjęcia w uroczych różowych sukienkach nam pokazał dziesięcio i dwulatkę - mieszka też z nimi jego ojciec. Angielskiego nauczył się oglądając filmy amerykańskie, bo jak mówi hollywood to jego ulubiona rozrywka. Poznając się, rozmawiając o Mumbaju i życiu tu, jechaliśmy z Terminalu I, gdzie lądują loty krajowe do oddalonego o 7 km hotelu.
Korki w Mumbaju to jest osobny temat, trudno znaleźć tu jakieś zasady poruszania się, poza jedną: kto pierwszy, większy i cwańszy ten lepszy. Ciężarówki, autobusy, auta, tuk tuki, rowery, skutery, ludzie, wszyscy na jednej drodze w ilości nie mającej szans na płynny ruch, bez zważania na innych prą do przodu. Prawie godzinę zajęło nam dotarcie do celu.
Hotel znajdował się w dzielnicy muzułmańskiej i był najlepszym co udało nam się znaleźć nie za miliony w najbliższej okolicy lotniska. Chociaż jak na warunki indyjskie i ceny noclegów wybieranych do tej pory i tak dość drogi - 4233 rupie za noc czyli 173 zł. Średnio w innych miastach tyle płaciliśmy za 3 noce.
Z hotelami blisko lotniska łatwo nie jest i tyczy się to zarówno Mumbaju jak i Delhi. Wiele z nich na Bookingu wygląda na wymarzony nocleg, gdzie wydaje się, że odpoczniecie przed lub po locie, a często w rzeczywistości jest totalną ruderą lub w ogóle go nie ma! Polecam zatem wnikliwość i ostrożność przy bukowaniu.
Od wejścia byliśmy zaopiekowani jak chyba jeszcze nigdy! Chłopacy od razu przybiegli, aby zabrać nasze bagaże, a przy recepcji miła Pani zameldowała nas i zostaliśmy zaprowadzeni do pokoju, który zaskoczył nie mniej niż serwis. Jak na Indie naprawdę czysto, wszystko działało i mocno europejsko! Po chwili dostaliśmy powitalny soczek, a jak wróciliśmy z kolacji z restauracji nieopodal - notabene należącej do tego hotelu - obsługa przyniosła nam talerz z owocami i ciasteczkami! Jedyny mankament to hałas dobiegający z zewnątrz do późnych godzin, zatem jak o 3:30 zadzwonił budzik, nie miałam wrażenia, żebym cokolwiek spała.
Na terminal II mieliśmy zaledwie 2 km, transfer z hotelu kosztował 350 rupii i po 10 minutach byliśmy na miejscu.
Było jeszcze ciemno, a oświetlone lampkami jak przed Bożym Narodzeniem lotnisko wyglądało magicznie.
Odprawa i lot minęły naprawdę dobrze i wygodnie. Ze wszystkich linii lotniczych, z jakich ostatnio korzystaliśmy, LOT mocno mnie przekonał, aby w przyszłym roku też skorzystać z ich usług.
A jak same południowe Indie?
Zdecydowanie południowa część tego kraju jest bardziej przyjazna dla turysty, przyjemniejsza dla oka i może nie być nawet złym pomysłem na pierwszą wyprawę do Indii.
Tu zdecydowanie polecałabym stan Kerala, który jest mega zielony i dość uporządkowany. Fort Kochin gdzie byliśmy na początku i Marari mocno przypominały Sri Lankę. Ruch jest mniejszy, jest mniej trąbienia, mieszkańcy wydają się bardziej wyluzowani i ogólnie jest spokojniej. Jedzenie przepyszne, ale to akurat tyczy się całych Indii. Ten kraj umie w karmę 😉
Ogólne wrażenia z tej podróży są dla mnie trudne do opisania, głównie dlatego, że połowa jej to była moja podróż wewnętrzna. Najpierw jogowa w Mysore, a potem advajtowa w Tiruvannamalai. Było powoli, spokojnie, do wewnątrz. Jak o tym nie myślę, nie potrafię ubrać tego w słowa, aby je Wam przekazać. Najchętniej wysłałabym Wam ciszę i spokój, tak mocny i przenikający, że nie trzeba nic więcej dodawać.
Nie ukrywam też, że mniej było w niej chęci kierowania uwagi na zewnątrz, zwiedzania, robienia zdjęć i pisania o tym. Tym razem wyszło inaczej i nie daję temu narracji, lepiej czy gorzej. Inaczej.
Niemniej jednak zebrałam kwoty, które mogą być przydatne i zachęcić do odwiedzenia tego nieoczywistego kraju.
Czas trwania 25 październik - 23 listopad.
Loty (za dwie osoby)
Lot Warszawa - Mumbaj - 4644,22 w dwie strony, jak się radośnie okazało z dwoma bagażami rejestrowanymi na powrót. Polecam polować na “szalone środy z LOT-em”.
Lot wewnętrzny Mumbaj - Kochin - 733 zł
Lot wewnętrzny Ćennaj - Mumbaj - 359 zł
Razem: 5736, 22 zł
Noclegi (za dwie osoby)
Fort Kochi Gloria Homestay 3 noce 3686 Inr - 150 zł
Marari Adonis Beach Villa 5 nocy ze śniadaniami - 9875 Inr - 403 zł
Mysore 9 nocy - 13600 Inr - 556 zł
Tiruvannamalai 5 nocy - 292 zł
Ćennaj 4 noce - 459 zł
Hotel Naaz Mumbaj (w cenie śniadanie i jeden transfer lotniskowy) 1 noc - 4233 Inr 173 zł
Razem: 2033 zł
Noclegi bukowane przez Booking lub Airbnb. Wszystkie warte polecenia i wszędzie bym ponownie wróciła.
Jedzenie (za dwie osoby)
Południe nas rozpieszczało i obdarzało wspaniale, jeżeli chodzi o restauracje i karmienie. Wybór wszędzie był spory: dania typowo indyjskie, czasami kuchnia europejska, ale też specjalności regionu, w którym akurat byliśmy. Przekąski na ulicach jak samosy, różne chaaty, świeże soki, lody, cukiernie, nic tylko jeść!
Kerala to przede wszystkim mleczko kokosowe, świeże owoce, ryby i owoce morza i tu fantazja nie miała końca. Curry, zupy, ryby czy ser paneer zawijany i pieczony w liściach bananowca, krewetki we wszelkich wariacjach, pysznie, świeżo i lekko.
Karnataka i Tamil Nadu to wszelkiego rodzaju curry, ale sosy te różniły się od tych jakie znamy ze środkowych czy północnych Indii. Były bardziej aromatyczne, doprawione, nie przesadnie ostre - pyszniutkie!
Za obiadokolacje płaciliśmy od 700 do maksymalnie 1500 rupii za dwie osoby czyli 30 - 60 zł.
Przekąski to koszt 20-40 Inr czyli 0,80-1,40 zł.
Świeży sok 40-150 Inr czyli 1,40-6 zł.
Słodkości np. torcik czekoladowy jeden kawałek 120-150 Inr to 4,90-6 zł, lody od 20 Inr (0,80 zł) na ulicy na patyku, do 100 Inr we włoskiej lodziarni - 4,20 zł.
Początkowo spisywałam wszystkie nasze wydatki, ale w pewnym momencie się rozjechało, zatem powiedzmy średnio przejedliśmy 1200 rupii dziennie co daje jakieś 1200 zł.
Transport (za dwie osoby)
z lotniska w Kochin do Fort Kochin - 342 Inr - 14 zł
transport Fort Kochin - Marari (tuk-tuk 150 Inr, autobus 115 Inr, tuk-tuk 200 Inr) = 465 Inr - 19 zł
wycieczka na backwaters 276 Inr - 11,26 zł
Allepy - Mysore nocny autobus 2700 Inr - 110 zł
Mysore - Bangalore - autobus 800 Inr - 32,70 zł
Bangalore - Tiruvannamalai - 400 Inr - 16,35 zł
Tiruvannamalai - Ćennaj 380 Inr - 15,55 zł
Tuk tuki zamówione w aplikacji Uber w Mysore i Ćennaj - 2300 Inr - 94 zł
tuk tuki z ulicy - 400 Inr - 16,35 zł
transfer na lotnisko w Mumbaju 350 Inr - 14,30 zł
Razem: 343,51 zł (może tu brakować kwot za autobusy miejskie, ale zazwyczaj były to grosze jak 5 czy 10 rupii (0,20-0,40 zł))
Wszystkie loty, spanie, jedzenie i transport wyniósł nas: 9312,73 zł.
Do tego należy dodać pamiątki, ciuchy, drobne zakupy, kosmetyki. To zostawiam już indywidualnie każdemu.
Dziękujemy za Wasze komentarze, czytanie nas, bycie z nami w tej drodze indyjskiej. 🙏
Jak macie jakieś pytania, chcecie wybrać się w ten rejon świata, śmiało piszcie do nas, z chęcią pomożemy.
Ściskamy ❤️