Bart w podróży

Bart w podróży Podróże, zagranica, Europa Bartek Stanek

Mieszkam w Plewiskach, pochodzę ze Śmigla. Z wykształcenia kucharz. Biegacz, ultramaratończyk.

Moją pasją jest sport oraz podróże. Kawałeczek historii czyli jak to się zaczęło z podróżami w moim wykonaniu. Jak już wspomniałem wcześniej, bieganie to moja pasja. Jeśli bieganie to muszą być też starty w Zawodach. Pierwsze wyjazdy i udziały w maratonach, półmaratonach, itd miały miejsce wokół komina czyli na terenach Wielkopolski. Z czasem człowiek chciał więcej. Wraz z dalszymi wyjazdami już p

o całej Polsce w bonusie dołączałem sobie weekendowe zwiedzanie. Kilka lat później przyszedł czas na wyjazd na Maraton zagraniczny i organizowanie sobie wolnego czasu żeby była przyjemna otoczka, a nie tylko sam Start. Z biegiem czasu ułożyłem sobie plan - marzenie czyli przebiec chociaż jeden Maraton w każdym z Europejskich Państw. Moje podróżnicze zainteresowania kręcą się wokół podróży zagranicznych.




Gwiazdor wie co ja najbardziej lubię, a ostatnimi czasy Bałkany stały się moim ukochanym kierunkiem podróży 🥰
24/12/2022

Gwiazdor wie co ja najbardziej lubię, a ostatnimi czasy Bałkany stały się moim ukochanym kierunkiem podróży 🥰

Zwiedzanie Bratysławy część 2Podczas swojego listopadowego wyjazdu do stolicy Słowacji miałem dwa pełne dni na spokoje z...
14/12/2022

Zwiedzanie Bratysławy część 2

Podczas swojego listopadowego wyjazdu do stolicy Słowacji miałem dwa pełne dni na spokoje zwiedzanie. Pogoda była idealna jak na jesienną porę roku, słonecznie, ciepło, bez opadów. Swój drugi dzień, sobotni piękny poranek rozpocząłem na słodko. Był to bardzo dobry pomysł :)
W przewodniku, który nabyłem przed wyjazdem autor wspomniał o słynnych bratysławskich rogalach. W kawiarni na rogu ulicy Venturskiej można w spokoju usiąść, zamówić słodkości, a przede wszystkim rogale oraz napić się kawy (w tym wypadku Julius Meinl czyli wiedzą co dobre). Rogale mają w sobie nadzienie w kilku smakach, ja miałem okazję spróbować nadzienie z maku, orzechów oraz migdałów. Oczywiście wspomnę , że rogale są produkowane na miejscu, panie na oczach klienta wyrabiają ciasto, kładą nadzienie, itd. Czyli zawsze świeże. Na początek dnia kupiłem jednego by delektować się smakiem przez dłuższą chwilę, ale wiedziałem, że wrócę za kilka godzin by zjeść kolejne oraz napić się kawy :) Polecam Wam serdecznie podejść tam podczas pobytu w Bratysławie.

Porównam to w ten sposób... Poznań jest znany z Rogali Marcińskich, a Bratysława ma swoje Pressburg bajgel.

A właśnie, dlaczego Pressburg? A nie Bratysława? Pressburg to Bratysława w języku niemieckim ;)

Początki Firmy sięgają lat 90tych XIXw.

W Bratysławie znajduje się zabytkowy budynek o nazwie Stara Trznica. Jest to wybudowana w 1910 roku pierwsza zadaszona hala targowa. Cieszy się dużą popularnością. W każdą sobotę od około godziny 9:00 odbywa się targ, na którym można kupić owoce, warzywa oraz produkty regionalne, sery, wina, wędliny, itd. Uwielbiam takie miejsca, ponieważ uwielbiam regionalne, tradycyjne produkty. Niestety wielkość hali i ilość stoisk nie powaliła mnie. Spodziewałem się, że będzie to miejsce co najmniej wielkości targowiska w Belgradzie. Niedługo rozpoczyna się Jarmark Bożonarodzeniowy więc jest tam dużo więcej stoisk.

Oczywiście wybrałem się potem na spacer uliczkami Starego Miasta. W samym centrum znajduje się rzeźba, która jest oblegana przez turystów i to dosyć mocno.
Čumil - rzeźba przedstawia kanalarza, który wychyla się z otwartego włazu kanalizy i obserwuje przechodniów z poziomu ulicy. Ponoć przynosi szczęście, trzeba go pogłaskać po głowie.

Blisko Katedry św. Marcina znajduje się miejsce, w którym kiedyś wybudowana została synagoga. Miało to miejsce w w 1893 roku. Przetrwała II wojnę światową, przetrwała reżim księdza Tiso, który próbował przekształcić ją w w muzeum żydowskie. Po wojnie służyła telewizji publicznej. Została zburzona w 1967 roku w związku z budową Nowego Mostu. Obecnie na jej miejscu znajduje się pomnik ku czci ofiar Holokaustu.
Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie odwiedził jednej z największych Galerii Handlowych Aupark :D

Nie pamiętam czy w poprzednim poście wspominałem o wielkości miasta Bratysława. Jest jedyną stolicą na Świecie, która graniczy z dwoma Państwami, z Austrią oraz z Węgrami. Miasto posiada dwie strefy komunikacyjne. Zatem postanowiłem wybrać się pod granicę z Austrią gdzie na wzgórzu znajdują się ruiny Zamku Devin.
Widoki przepiękne, zwłaszcza, że w cały krajobraz komponuje się rzeka Dunaj. Zamek znajduje się na granicy z Austrią, patrząc w jedną stronę można ponoć dostrzec Wiedeń. Wstęp na teren ruin to jedyne 3 Euro. Archeolodzy odnaleźli tu ślady osadnictwa z czasów neolitu. W okolicy stacjonował rzymski garnizon, a w czasach państwa wielkomorawskiego wzniesiono tu kościół. W wiekach średnich wzniesiono tu obronny zamek. W XV wieku część rezydencyjną, a z uwagi na zagrożenie tureckie unowocześniono fortyfikacje. W 1809 roku został wysadzony w powietrze przez wojska napoleońskie. Do dziś nie wiadomo dlaczego do tego doszło.

Devin to jedno z najbardziej malowniczych miejsc w okolicach Bratysławy.

Po wycieczce do Zamku udałem się jeszcze postawić ostatnie kroki w uliczkach Starego Miasta oraz na obiad.
Koszty związane z wyjazdem ( mam nadzieję, że nic nie pominę).

Paliwo w Polsce - 170zł (cały bak wystarczył na podróż w jedną stronę)
Winiety czeska + słowacka - 140zł

Paliwo na Słowacji - 45 Euro - 212zł

Nocleg - 170 Euro - 800zł

Nocleg był bez śniadań, a zakupy zrobiłem tak by wystarczyły na śniadania i kolacje + codziennie świeże pieczywo - 30 Euro - 141zł

Obiady + kawa - 58 Euro - 273zł

Wstępy do płatnych atrakcji - 13 Euro - 62zł

Bilet na komunikację miejską 72 godzinny - 9 Euro - 43zł

Razem mamy 325 Euro jeśli dobrze liczę czyli około 1530zł, biorę pod uwagę stan kursu 1Euro - 4,70zł.

Zwiedzanie Bratysławy część 1Przed wyjazdem do stolicy Słowacji przeczytałem kilka artykułów w Internecie, które próbowa...
14/12/2022

Zwiedzanie Bratysławy część 1

Przed wyjazdem do stolicy Słowacji przeczytałem kilka artykułów w Internecie, które próbowały mi uświadomić, że Bratysława to miasto, w którym nie ma za bardzo co zwiedzać. Miasto to nie jest nadziane ogromem atrakcji, ale ma coś w sobie, że jednak turyści decydują się na przyjazd tutaj. Po mojej wizycie tutaj stwierdzam, że taki dłuższy weekend jest w sam raz na spokojne obejście tego miasta.

Pierwszym moim punktem był Zamek Bratysławski

Tak jak już wspomniałem w poprzednim poście, komunikacją miejską można było podjechać wszędzie bez problemu i o każdej porze. Podjechałem tramwajem niedaleko Zamku i spacer rozpocząłem w kierunku starych murów otaczających wzgórze zamkowe.

Wzgórze, na którym stoi Zamek osiąga wysokość 85m. Po jednej stronie rozciąga się kapitalny widok na rzekę Dunaj oraz na miasto. Wejście na teren wokół Zamku jest bezpłatne.

W 1811 roku wybuchł tutaj wielki pożar. Spalonych ruin nie ruszano przez 150 lat. Wewnątrz mieści się Historyczne Słowackie Muzeum Narodowe.

Kolejnym moim punktem była wieża UFO (Ufo Tower). Jest to symbol Bratysławy. Wieża ma wysokość 95m, usytuowana na Moście Słowackiego Powstania Narodowego czyli SNP.

Żeby dojść do wieży trzeba było przejść przez most. Najlepsze wrażenia odnosiło się kiedy przejeżdżał tramwaj. Przejście dla pieszych znajdowało się piętro niżej niż droga dla samochodów i właśnie tory tramwajowe. Wystarczyło przejść się przy barierce, podczas jazdy tramwaju odczuwało się drobne wstrząsy. Wjazd na górę kosztuje 9,90 Euro. Wjeżdża się windą na czwarte piętro. Znajduje się tam restauracja, obiekt czynny do 23:00. Oczywiście podczas spożywania posiłku odczuwa się drobne wstrząsy, ale też delektuje się fantastycznymi widokami.
Dodatkową atrakcją jest taras widokowy kilka pięter wyżej.

Na tarasie znajdują się tablice z informacjami odnośnie samej wieży oraz porównanie do innych najwyższych wież na Świecie.

Kiedy przeglądałem informacje dotyczące tej wieży, ludzie w komentarzach polecali wejść do toalety bo ponoć coś ciekawego tam jest.
Schodząc ze wzgórza zamkowego, idąc w kierunku Starego Miasta można natrafić na jeden z najwęższych domów w Europie. Jest to Dom u dobrego pasterza, znajduje się w nim muzeum zegarów. Znajduje się tam kolekcja zegarów z okresu od XVII do XIX wieku. Budynek zachował swój wygląd z czasów budowy w XVIII w.

Mury Miejskie Bratysławy to dziś jedynie krótki odcinek ciągnący się wzdłuż ulicy Staromiejskiej. Obejmuje on Bramę Michalską oraz dwie wieże, Ptasią i Północnozachodnią. Średniowieczne mury mają około półtora metra grubości. Dają wyobrażenie jak solidnie była broniona Bratysława w przeszłości.

Mury miejskie budowane były na przełomie XIII i XIV wieku. Wjazdu do miasta broniły wtedy także trzy bramy, z których do naszych czasów przetrwała jedynie Brama Michalska. Ostatni raz mury spełniły swe zadanie w XVI wieku, kiedy broniły miasta przed Turkami. Z czasem stawały się coraz mniej przystosowane do zmieniającej się techniki wojskowej. W latach 1775- 1778 cesarzowa Maria Teresa nakazała ich rozbiórkę.

Tym samym przedmieścia Bratysławy zostały połączone ze Starym Miastem. Fosę zasypano, a na miejscu murów stanęły domy i wytyczono ulice. Pozostał jedynie odcinek murów w sąsiedztwie Bramy Michalskiej. W początkach XXI wieku odsłonięto pozostałości Bramy Wawrzyńca oraz bramy Rybnej.

Przy murach miejskich znajduje się Katedra św. Marcina.
Największy i najważniejszy kościół w Bratysławie. Przez 300 lat koronowano tu monarchów węgierskich. Jest narodowym zabytkiem kultury. Budowę ukończono w XIVw.

Nie mogłem też pominąć kwestii sportowej. Wybrałem się pod stadion miejscowej drużyny Slovan Bratysława. Stadion był przygotowany do niedzielnego meczu. Chodząc wkoło i patrząc przez zakamarki miałem wrażenie, że odbywał się trening.

Slovan jest 8krotnym Mistrzem Czechosłowacji, 20krotnym Mistrzem Słowacji.

Stadion ten jest również stadionem narodowym Słowacji. Może pomieścić 22,5 tysiąca widzów.

Drużyna ta raz wygrała Puchar Zdobywców Pucharów w1969 r jeśli chodzi o międzynarodowe sukcesy.

Slovan rozegrał kilka meczy z polskimi klubami:

Sezon 1956/57

Slovan 4:0 Legia Warszawa

Legia Warszawa 2:0 Slovan

Sezon 1961/62

Odra Opole 1:1 Slovan

Slovan 8:1 Odra Opole

Sezon 1963/64

Ruch Chorzów 3:0 Slovan

Slovan 4:1 Ruch Chorzów

Slovan 0:0 Odra Opole

Odra Opole 1:1 Slovan

Spacerując w stronę Starego Miasta możemy dotrzeć na jeden z głównych placów Bratysławy o nazwie Hlavne Namestie, pełni funkcję rynku.

Kiedy w sobotę wieczorem byłem tu ostatni raz przed wyjazdem do domu, postawiono wielką choinkę czyli zapewne niebawem rozpocznie się Jarmark. Na tym placu znajdują się zabytkowe kamienice, fontanna Rollanda oraz Ratusz.

Po całym dniu chodzenia, zwiedzania, spacerowania po mieście, szukałem restauracji, w której będzie coś fajnego, ciekawego , regionalnego do zjedzenia. Tak długo mi coś nie pasowało, każda restauracja omijana, a przecież praktycznie w każdej podają słowackie jedzenie. Natrafiłem na wielką klasztorną restaurację. Posiadają własny browar. Sala obiadowa ogromna, mnóstwo ludzi, ledwo znalazłem wolny stolik.

Wyjątkowo wziąłem dwa dania. Na pierwsze danie zupa czosnkowa, oj pyszna była. Z resztą sam kiedyś gotowałem taką zupę w domu ;) Na drugie danie zamówiłem Domace Bobaky Orechove.

Ja wiem, że nazwa nie jest zachęcająca :D Były to takie małe pyzy obtoczone w drobno posiekanych orzechach włoskich polane dużą ilością miodu i posypane cukrem pudrem. W sumie dawno nie jadłem na słodko obiadu. To było też mega pyszne. Ceny w miarę przystępne, zupa 4.50 Euro, a Bobaky 10,50 Euro.

Z wizytą w Bratysławie Trochę czasu minęło od mojego ostatniego zagranicznego wyjazdu. Akurat dobrze się złożyło, że Świ...
14/12/2022

Z wizytą w Bratysławie

Trochę czasu minęło od mojego ostatniego zagranicznego wyjazdu. Akurat dobrze się złożyło, że Święto Niepodległości przypadło w piątek czyli była okazja do długiego weekendu. Dobrałem sobie jeszcze 10 listopada i mogłem sobie coś zaplanować. Z wyborem kraju, do którego planowałem jechać nie było łatwo. Przychodził mi na myśli Liechtenstein, Holandia, Słowacja. Zdecydowałem, że wybiorę Słowację, a dokładniej stolicę naszych południowych sąsiadów. Nie byłem tam jeszcze, więc stwierdziłem, że może warto się wybrać.

Bratysława jest stolicą Słowacji. Jest największym miastem w tym Państwie. Jest to jedyna stolica na Świecie, która graniczy z dwoma Państwami ,czyli - na południu z Węgrami, a na zachodzie z Austrią. Odległość do Wiednia to około 70km, natomiast do Budapesztu około 200km, do jednego z większych miast na Węgrzech, jest to miasto Gyor, odległość około 80km. Na terenie miasta znajduje się kilka uczelni Wyższych.

Przez Bratysławę przepływa słynna rzeka Dunaj, z resztą nie wiem czy tak można to ująć, ale jest jedną z moich ulubionych rzek. Już latem tego roku miałem okazję wypoczywać w Belgradzie, przez który także przepływa Dunaj. Większe wrażenie zrobiła tylko na mnie Dźwina, która przepływa przez Rygę. Rzeka Dunaj to jedna z najdłuższych rzek w Europie. Przepływa przez terytorium 10 Państw:

- Niemcy

- Austria

- Słowacja

- Węgry

- Chorwacja

- Serbia

- Rumunia

- Mołdawia

- Bułgaria

- Ukraina

Organizowane są rejsy wycieczkowe. Nie miałem okazji uczestniczyć w jakimkolwiek, ponieważ odbywają się do końca października. Natomiast z tego co czytałem bardzo korzystna oferta istnieje, a mianowicie można płynąć do Wiednia. Wypływa się rano, zwiedzasz sobie przez bodajże 6 godzin stolicę Austrii i wracasz. Taka sama oferta jest dostępna dla turystów Słowenii w mieście Piran gdzie można płynąć do Wenecji i wrócić tego samego dnia.

Odnośnie samej Słowacji. Słowacja graniczy z 5 Państwami:
- Austria

- Polska

- Ukraina

- Węgry

- Czechy

Do końca 1992 r. wchodziła w skład Czechosłowacji. Od 2004 roku jest członkiem Unii Europejskiej. Walutą jest Euro. Pamiętam jeszcze czasy Korony Słowackiej.

Miałem do wyboru dwie trasy. Mogłem jechać przez Czechy no i wjeżdżam potem na Słowację oraz jechać na Śląsk i wjechać bezpośrednio na Słowację. Pamiętałem tą jedną wielką masakrę remontową oraz korki na Śląsku więc wybrałem podróż przez Wrocław, Boboszów, Ołomuniec, Brno. Liczyłem się z kosztami zakupu winiety czeskiej oraz słowackiej, koszt blisko 140 złotych licząc, że kupuję winiety na 10 dni. Przejechałem jedną stronę czyli 535km na jednym baku oraz drugą stronę tak samo. Na Słowacji zatankowałem na stacji OMV paliwo 95 za 1,73 Euro.

Hotel, a w zasadzie Apartament miałem zarezerwowany przez Booking.com

http://apartments-lafranconi.hotelsbratislava.net/pl/

W zasadzie na początku w ogóle nie przyszło mi do głowy co rezerwuję :D :D Na miejscu zdziwiony, jakie apartamenty :D Ale ok, było miło, schludnie, czysto, wygodnie, blisko wszędzie, właściciel mega w porządku, można było się dogadać po polsku. Najlepsze było jak wjechałem do miasta i nagle poczułem małą adrenalinę. Była już 15:30 czyli ludzie kończą pracę, to jest stolica, będą korki, ale w sumie jak przejechałem przez Belgrad, który jest najbardziej zakorkowanym miastem w Europie to tu chyba nie będzie problemu. Podjeżdżam pod obiekt i nie widzę parkingu, który był zapewniony..... No to klops..... Ale wpadłem na pomysł by objechać jeszcze raz i zatrzymać się na chodniku, w końcu ci za mną mają teraz czerwone światło, zdążę :D Najpierw wjechałem pod blokowisko komuś na podwórko. Potem zatrzymałem się na chodniku przed właściciela garażem. Wyszedłem z auta, wszedłem do sklepu, którego właścicielem jest gospodarz Apartamentów, dostałem kluczyk do pokoju, pogadałem z właścicielem, pokazał mi miejsce parkingowe i uff.. wszystko dobrze się skończyło. Cena bez śniadania, 3 noce, wliczając podatek miejski czy klimatyczny to wyszło mnie to 170 Euro. W apartamencie miałem wszystko zapewnione, kuchnia, łazienka, salon, sypialnia więc spoko. Po zameldowaniu poszedłem obejrzeć okolicę. Jedna fajna sprawa, że patrząc przez okno widać było koryto rzeki Dunaj oraz pod nosem miałem przystanki tramwajowe oraz autobusowe. Mówię luksus zwłaszcza, że wszędzie mogłem dojechać o każdej porze. Komunikacja w Bratysławie super, rewelacja. Tramwaj czy autobus praktycznie co 3 minuty. Do tego cena za bilet 3 dniowy czyli 72 godziny , za osobę dorosłą to jedyne 9 euro.
Miałem wrażenie jakby duża część tramwajów to tramwaje, które niegdyś jeździły w Poznaniu.

Tutaj na każdym przystanku tramwajowym czy autobusowym znajdował się biletomat widoczny na zdjęciu. Nie musisz się martwić, że gdzieś wsiądziesz na gapę bez biletu, a z resztą lepiej na gapę nie jechać bo często można było napotkać kontrolera biletów. Jeden drobny minus tych urządzeń to taki, że nie można było płacić ani kartą ani banknotami.

Po małym spacerze stwierdziłem, że przejadę się do Centrum. Co prawda było już ciemno, ale pomyślałem, że nie zaszkodzi rozejrzeć się na mieście. Poza tym po podróży człowiek głodny, pora obiadowa to trzeba coś regionalnego zjeść.

Szybko się odnalazłem, nie potrzeba było mapy ani korzystania z Google Maps. Pierwszy budynek, który przykuł moja uwagę było..... Centrum Handlowe :D To nic , że głodny, ale pierwsze co to koniecznie musiałem wejść i się rozejrzeć. Ok, zeszła jakaś mała godzinka.

Dotarłem na Stare Miasto. Mnóstwo mieszkańców, turystów, studentów na uliczkach. Moim oczom ukazały się liczne kawiarenki, sklepiki z pamiątkami gdzie królowały maskotki Krecika

oraz restauracje. Większość restauracji - ku mojemu zdziwieniu - serwowały specjały kuchni słowackiej. A jedno z najbardziej znanych słowackich dań to Bryndzove Halusky

Bryndzove Halusky to taka mini wersja klusek Gnocchi, podaje się je z serem bryndza i ze skwarkami oraz cebulką.

Oczywiście na początku już usiadłem się w restauracji tam gdzie nie miałem. Panie kelnerki dały mi do zrozumienia, że usiadłem się w pokoju brydżowym :D

Chciałem jeszcze dopełnić formalności kawą i ciastem, ale na Mieście był taki nadmiar kawiarni, że nie mogłem się na nic zdecydować i poszedłem do Apartamentu.

James Bond, Becherovka oraz skoki narciarskieDawno mnie tu nie było, prawda? :) Na szczęście kolejny planowany wyjazd zo...
11/12/2022

James Bond, Becherovka oraz skoki narciarskie

Dawno mnie tu nie było, prawda? :) Na szczęście kolejny planowany wyjazd został zrealizowany.

Kiedy jeszcze biegałem i wyjeżdżałem na Zawody, w pewnym momencie, przypadkowo, natrafiłem na Ligę biegową o nazwie RunCzech. Obejmowała kilka Półmaratonów w największych i najpiękniejszych miastach u naszych południowych sąsiadów oraz Maraton w Pradze i bodajże dwa Biegi na mniejszym dystansie. Liga owa zawierała w pakiecie Półmaraton w Karlovych Varach. Rok 2017, zapisany, opłacony, pojechałem razem z kumplem Mirkiem. pozdrawiam Cię Mirek serdecznie :) Kiedy wjechaliśmy do Miasta, ono nas oczarowało. Tak było i teraz, kiedy po pięciu latach zdecydowałem się ponownie pojawić w tym pięknym miejscu.
Na początku planowałem jechać tylko na jeden dzień, wyjazd nocną, wczesną porą oraz powrót pewnie w godzinach nocnych. Wtedy zrobiłbym błąd, zapomniałem, że u mnie już to nie przejdzie. No to rezerwacja zaklepana i oczekiwanie na wyjazd.
Tyle już lat podróżuję, ale nigdy mi się nie zdarzyło pomylić daty rezerwacji :D :D Rezerwacja przypadała na 11-12 września, ja zaznaczyłem 10-11 września. W sobotę w pewnym momencie pisze do mnie recepcja, o której będę w hotelu bo Pani pracuje tylko do 19:00. Wtedy do mnie dotarło, że zaszła pomyłka. No i teraz ryzyk fizyk, pada pytanie czy można to o dzień przesunąć. Odpowiedź pozytywna, udało się, mogę być spokojny.

Patrzyłem co jakiś czas na stronę Google, sprawdzając pogodę , która się szykuje na dwa wyjazdowe dni. Na szczęście niedzielna się nie sprawdziła, miało padać, a była piękna, słoneczna pogoda. Oczywiście nie liczę dojazdu, ponieważ będąc na terytorium Niemiec, co chwila było mocne oberwanie chmury.
Karlovy Vary. Jedno z najpiękniejszych i największych miast w Czechach. Położone na zachodzie Państwa. Bardzo blisko do granicy niemieckiej. Jest to światowej sławy uzdrowisko. Przez miasto przepływają rzeki Ohrza, Tepla, Rolava oraz Chodovsky potok. Znaczną część miasta zajmują tereny górskie. Jak już wspomniałem jest to miejscowość uzdrowiskowa, znajduje się tutaj 79 gorących źródeł. Temperatura wód pitnych waha się między 41 a 73 stopnie Celsjusza. 13 źródeł w centrum miasta jest ujęte w specjalnie wybudowanych kolumnadach czyli odpowiednikach polskich pijalni wód.

Wody są wykorzystywane do leczenia schorzeń układu pokarmowego, problemów z metabolizmem, cukrzycy, otyłości, paradontozy, chorób układu ruchu, neurologicznych, wątroby, trzustki i dróg żółciowych. Służą także pacjentom powracającym do zdrowia po chorobach onkologicznych. W Karlowych Warach znajdują się trzy domy zdrojowe, które oferują szereg zabiegów leczniczych, rehabilitacyjnych i relaksacyjnych, a także szereg sanatoriów i innych obiektów uzdrowiskowych.

W 2021 roku, podczas 44 sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa, uzdrowisko w Karlowych Varach wraz z 10 innymi miejscami, zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jako część składowa transgranicznego wpisu Wielkie miasta uzdrowiskowe Europy.

Nocleg standardowo rezerwowałem poprzez portal Booking.com. Trafiłem na hotel oddalony kilka kilometrów od ścisłego centrum. Cisza, spokój, duży parking, dwa markety za rogiem. Na szczęście kilka kroków od noclegu był usytuowany przystanek autobusowy, skąd do centrum odjeżdżały miejskie autobusy, godziny idealne, gdyż nawet przed 22:00 w niedzielę można było załapać się na autobus. Cena biletu to 50 czeskich koron czyli blisko 10zł.

Jeśli chodzi o cenę mojego pobytu to koszt mojego jednoosobowego pokoju wraz ze śniadaniem to 55 Euro, przy tym śniadanie to bufet, dosyć spory. Szczerze powiem, wyglądało na to, że w hotelu jestem sam, na parkingu tylko moje auto oraz właścicielki, a śniadanie było uszykowane tak jakby w hotelu nie było wolnych miejsc.

Na zwiedzanie wybrałem się około godziny 15:00. Na miejsce przyjechałem kilka minut po 13:00. Do Karlovych Varów jechałem przez Niemcy (Drezno, Chemnitz, Zwickau) i potem kawałek przez Czechy. Długość trasy około 480km w jedną stronę. Ta trasa jest całkowicie bezpłatna, chociaż ja uzbroiłem się w czeską winietę, gdybym jednak zdecydował się na czeskie szybkie drogi.

Pierwszym moim punktem zwiedzania miało być Muzeum Jana Bechera.

Niestety skończyło się na informacji, że bilety tylko z rezerwacją.

W budynku znajdują się sklepy z pamiątkami, sklep firmowy oraz kawiarnia.

Są 4 ścieżki zwiedzania, od najzwyklejszej, najtańszej do ekskluzywnej najdroższej. W cenie biletu zawarta jest też degustacja. W Polsce z tego co wiem dostępna jest tylko Becherovka w zielonej butelce czyli oryginalna. Może ktoś z Was widział inne smaki w polskich sklepach. Przeważnie kiedy jestem w Czechach kupuję jedną butelkę tego wyśmienitego trunku :D Ostatnimi czasy była to Becherovka o smaku cytryny.

Moim kolejnym punktem był po prostu spacer po mieście i przypomnienie sobie jak to było w 2017 roku. Podczas tegorocznego mojego pobytu w mieście organizowany był triathlon. W mieście wybudowanych jest mnóstwo przepięknych kamienic, które nadają bajkowy klimat temu miejscu.
Jednym z powodów, które sprawiły, że przyjechałem ponownie tutaj była informacja, że w tym mieście nagrywano film z udziałem Agenta 007. Film nakręcono w 2006 roku. Główną rolę odegrał Daniel Craig.
Link do sceny, która była odgrywana w Karlovych Varach:
https://www.youtube.com/watch?v=DmpahuVAsOU

Twórcy filmu zamienili czeskie uzdrowisko na Czarnogórę.
Hotel, w którym kręcono sceny nosi nazwę Grandhotel Pupp.
Odnośnie filmów. W Karlovych Varach odbywa się Międzynarodowy Festiwal Filmowy, wręczana jest nagroda o nazwie Kryształowy Globus. W 2005 roku zwyciężył polski film "Mój Nikifor" Krzysztofa Krauze. Przed Grandhotelem Pupp wyłożona jest kostka brukowa, a w niej wbite są złote cegiełki z nazwiskami sławnych ludzi oraz rokiem, w którym odwiedzili miasto.
Za Hotelem jest wzgórze, na które wjeżdża kolejka. Wzgórze o wysokości 556m npm. Na owym wzniesieniu postawiono wieżę widokową o nazwie Diana, kolejka również nosi taką nazwę. Kiedy już dojedziemy kolejką na górę możemy wejść na wieżę i obserwować piękne okolice oraz miasto z lotu ptaka. Można coś zjeść ponieważ są restauracje. Niezłą opcją dla dzieci jest duży plac zabaw oraz motylarnia i muzeum motyli. Całkiem niedrogo. Niestety nie wchodziłem, było już późno. Cena biletu za jazdę kolejką to 150 Koron, jechałem w górę i w dół, gdyż czasu było niewiele.
I tak zrobiła się wieczorna godzina, w sobotę polscy siatkarze grali mecz o finał z Włochami więc czas zwiedzania powoli dobiegał końca.
Niby niewiele czasu miałem na ponowne zwiedzenie miasta, ale trochę powspominałem, pospacerowałem, kupiłem nowy dzbanuszek do picia wody :D i tak czas przyjemnie upłynął.

Poniedziałek był dniem powrotu do domu. Ale nie tak szybko! W 2017 roku jakoś było nie po drodze. Teraz miałem okazję na spokojnie dojechać do Klingenthal by zobaczyć skocznię narciarską czyli to co Bartek lubi najbardziej.
Klingenthal to nie małe miasto położone na granicy czesko-niemieckiej. Niecała godzinka drogi z Karlovych Varów. Droga całkiem przyjemna z miłymi dla oka widokami. Na miejscu udało mi się znaleźć blisko obiektu darmowy parking więc spokojnie mogłem zostawić auto. Wejście na obiekt nie było drogie, ale jest jedno ale. Nie można płacić kartą, a ja się nie zabezpieczyłem w walutę Euro :( Ani pamiątki ani zwiedzania skoczni i całego obiektu, który jest dość spory. Przynajmniej jest powód by tam za jakiś czas znów pojechać.

Rozmiar skoczni HS140m, punkt K 125m

Nazywana jest Schwarzbergschanze czyli po polsku skocznia na Czarnej Górze

6 lutego 2007 r Adam Małysz ustanowił tu rekord skoczni o długości 139,5m ,a aktualny rekord skoczni należy do Mariusa Lindvika z Norwegii, długość skoku 149,5m z 2018 roku

Jeśli chodzi o występy naszych skoczków:

Rok 2007 - Trzecie miejsce Adam Małysza

Rok 2010 - Drugie miejsce Adama Małysza

Rok 2011 - Zwycięstwo Kamila Stocha

Rok 2013 - Zwycięstwo Krzysztofa Bieguna - pamiętam ten jednoseryjny konkurs
Rok 2016 - Zwycięstwo Polskiej Drużyny w składzie P. Żyła, K. Stoch, D. Kubacki oraz M. Kot

Rok 2019 - Zwycięstwo Polskiej Drużyny w składzie P. Żyła, K. Stoch, D, Kubacki, J. Wolny

Rok 2021 - Drugie oraz trzecie miejsce Kamila Stocha

Belgrad dzień trzeci oraz powrótNiestety przyszedł dzień kiedy wiesz, że za moment będzie trzeba wracać do domu. A bo tu...
11/12/2022

Belgrad dzień trzeci oraz powrót

Niestety przyszedł dzień kiedy wiesz, że za moment będzie trzeba wracać do domu. A bo tu tak miło, że aż żal wyjeżdżać.

Tak jak było w planach, stolica Serbii rozłożona na 3 dni. Tym razem bez jakiegokolwiek pośpiechu. Pojechałem autobusem miejskim do centrum. A może jeszcze jakieś zakątki i zakamarki, które mogłem ominąć, pozostały do obejrzenia. Jedno z moich ulubionych miejsc na zagranicznych wyjazdach to targ miejski. W Ljubljanie - stolicy Słowenii szczególnie mnie zachwycił, w Belgradzie też niczego sobie. Mnóstwo świeżych warzyw i owoców - głównie po to zawsze wybieram się na taki targ. Jak już wspomniałem, mnóstwo dobroci, za niską cenę.

Najśmieszniejsze było to, że w ostatni dzień odkryłem, że koło targu jest przystanek, na który bezpośrednio jedzie autobus prawie spod mojego noclegu. Na zdjęciu może wydawać się nieco mniejszy natomiast będąc tam, masz wrażenie, że jest ogromny.

Kolejne godziny to wolny spacer po uliczkach Belgradu, ostatnie zakupy czyli prezenty. Wizyta w Twierdzy Kalemegdan.

Zauważyłem, że po Belgradzie błąka się mnóstwo bezdomnych psów, z resztą nie jest tak tylko w samym Belgradzie, oraz dzieci i dorośli proszących o pieniądze. Miałem sytuację, właśnie tego ostatniego dnia, siedzę, piję piwko, wcinam obiad, a tu podchodzą dzieci , potem (chyba ich matka) starsza kobieta i wyciąga rękę, i też prosi o pieniądze. Chociaż zastanawiam się czy potem to już była prośba czy wymuszanie bo kobieta miała pretensje, że nie dałem jej ani grosza.

Wróciłem do noclegu koło 18:00 z myślą, że trzeba się wyspać, ponieważ o 2:00 w nocy pobudka i powrót do domu. Dlaczego tak wcześnie? By uniknąć całodniowej jazdy w temperaturze koło 40 stopni. To czego się obawiałem nastąpiło. Pobudka po trzech godzinach i potem już nie mogłem zasnąć. Dwie godziny bezsensownego leżenia, dziwne, że czułem się wypoczęty. Zacząłem się pakować. O północy byłem już gotowy do drogi. Chwila zastanowienia, za moment ruszam. Jeszcze tylko zatankować auto. Ustawiłem sobie trasę w GPSie, która prowadzi do granicy, którą przejeżdżałem jadąc do Serbii. Granica Horgosz - Roszke. Mapa wskazywała, że jest chwila opóżnienia. W sumie, jadąc w nocy pewnie będzie większy luz niż w pierwszą stronę. Nie pomyliłem się, był taki luz, że zatrzymał mnie płot/brama, druty kolczaste, ciemność, wszystko pogaszone, brak żywego ducha. Wtedy dopadł mnie stres, nie byle jaki. Specjalnie wyjechałem wcześniej żeby przejechać szybko granicę, a tu zamknięte. No to czytam informacje w internecie. No i klops! Granica czynna od 8:00 do 20:00. Szybka myśl, decyzja - co teraz? Widziałem auta na poboczach, parkingach, zapewne kierowcy spali oczekując na otwarcie granicy. Wspominając sobie widok ludzi idących pod granicę , gdy jechałem w pierwszą stronę, nie chciałbym tam spać.

Ale uwaga, eureka. Przeglądam internet i czytam o drugiej granicy, która znajduje się niecałe 40km od granicy w Horgosz. No to jazda! Przejechałem przez Suboticę i dojechałem do mniejszego miasteczka o nazwie Kelebija, gdzie za moment ujawni się granica Państwa z Węgrami. Gdyby druga granica była nieczynna to w tej wiosce mógłbym spać w aucie, klimat wydawał się spokojniejszy, bardziej przyjazny. Dojeżdżam do granicy, widać sznur ciężarówek, podjeżdżam, jest wszystko super, granica czynna :) :)
Stoję za ciężarówkami, widziałem pas dla osobówek, ale że jestem pierwszy raz to stwierdziłem, że nie będę się wpychał. Na szczęście tak jak w pierwszą stronę, podszedł do mnie kierowca tira i powiedział, że drugi pas jest mój, uff!!! Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że nie było żadnych kolejek, wjechałem sam. No i węgierscy celnicy zaczęli sprawdzać całe auto, schowki, bagażnik, tył auta. Ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, że już dawno nie byłem uczestnikiem takiej kontroli. Trwało to 5 minut. Po kontroli, ze spokojem mogłem udać się w stronę Polski.
Moja podróż trwała 19 godzin, oczywiście z przerwami. Niestety koło południa było już ponad 30 stopni, praktycznie na całej trasie.

Teraz myślę sobie, że kolejna podróż będzie ozdobiona dodatkowym noclegiem by w połowie drogi odpocząć i nabrać się na drugą część trasy. Jeszcze parę lat wstecz mogłem ze spokojem przejechać 1300-1500km, teraz widzę, że jednak coś się zmieniło.

Ogólne wnioski z tej podróży są takie, że warto odwiedzić ten piękny kraj jakim jest Serbia. Młode Państwo, która otwiera się na turystów. Dużym minusem jest jeden wielki śmietnik, który widzisz jadąc autostradą oraz innymi drogami. Odnośnie autostrad to miałem wrażenie, że ich nawierzchnia często jest gorszej jakości od dróg poza autostradą. Pamiętam, że jednego dnia w Belgradzie były ustawione zdjęcia w Parku pokazujące dwa oblicza natury, zaśmieconej oraz posprzątanej i napisy zawierające pytanie "czy tak nie jest lepiej?" Dokładnego cytatu nie pamiętam, ale mniej więcej o to chodziło.

Podoba mi się, że rolnicy/gospodarze sprzedają swoje produkty, jest takich stoisk mnóstwo zwłaszcza we wsiach.

Ile mnie to kosztowało?

Myślę, że całkiem nie dużo. Gdybym miał zliczyć sam nocleg ze śniadaniem + paliwo na miejscu + obiady ( główne danie oraz napój) + kawa z ciastkiem to wychodzi całkiem niedrogo.

Ceny w Euro:

Nocleg ze śniadaniem - 8 dni (cały czas w jednym ośrodku) - 285 E

Wyżywienie - obiady + kawa z ciastkiem - 101 E

Jako, że jestem zmotoryzowany to dochodzą jeszcze przejazdy autostradą, w Serbii są płatne przejazdy przy bramkach - 25 E

Paliwo, ale tylko w Serbii - 121 E

Odnośnie paliwa to przez pierwszą połowę paliwo PB 95 kosztowało 198 Dinarów czyli 1,69 E, a potem zdrożało do 201 Dinarów czyli 1,71 E. Zauważyłem, że na każdej stacji paliwo było w tej samej cenie, nie tak jak u nas, że co stacja to inna cena.

Gdybym był oszczędny i wydawał na wakacjach tylko na te rzeczy, które wymieniłem to kosztowałoby mnie to 532 E - 2500 zł - przeliczam przez dzisiejszy kurs Euro do Złotego.

Teraz czekam z niecierpliwością na miesiąc październik. Wtedy czeka mnie wyjazd do Bośni i Hercegowiny.

Dziękuję wszystkim, którzy czytają mój Blog :)

Adres

Plewiska
62-064

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Bart w podróży umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Bart w podróży:

Udostępnij