02/08/2026
Nie przestraszył nas deszcz... za to Rawicz pozytywnie zaskoczył!
W dniu wczorajszym po pracy wybraliśmy się z Oliwerem rowerami do Rawicza. Pogoda od samego początku nie napawała optymizmem. W Lesznie zaczynało padać i przez chwilę zastanawialiśmy się, czy to w ogóle ma sens. Na szczęście obowiązuje stara rowerowa zasada – dopóki nie leje naprawdę, to jedziemy! 😄
I jak się okazało, im dalej od Leszna, tym pogoda robiła się coraz lepsza, a deszcz gdzieś zniknął.
Część trasy zaplanował Oliwer, ale nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie zmienił. 😂 Chciałem pokazać mu drogę techniczną biegnącą wzdłuż S5, którą wielokrotnie pokonywałem samotnie podczas czerwcowej rywalizacji Aktywne Miasta. Okazało się, że nigdy wcześniej tamtędy nie jechał, więc kolejny rowerowy szlak został odhaczony.
Do Rawicza wjechaliśmy od strony Masłowa i już od pierwszych ulic przywitały nas piękne kamienice oraz kolorowe murale.
Pierwszym przystankiem był Pomnik Żołnierza Polskiego na Plantach, a później szerokim deptakiem ruszyliśmy na rynek.
Tam oczywiście nie mogło zabraknąć obowiązkowego przywitania z rawickimi niedźwiadkami. Piątka przybita, zdjęcia zrobione, więc mogliśmy ruszać dalej.
Kolejnym punktem był Kościół pw. św. Andrzeja Boboli. Trafiliśmy idealnie, bo świątynia była otwarta. W środku zrobiła na nas ogromne wrażenie – jest naprawdę piękna i znacznie większa, niż mogłoby się wydawać z zewnątrz.
Następny kierunek...
Więzienie.
Spokojnie... tylko pozwiedzać! 😂
Przy murach więzienia znajduje się cała seria pięknych murali poświęconych różnym Powstaniom umieszczony jest tam kawał historii z Polskich dziejów. Tak nas wciągnęły, że obeszliśmy praktycznie całe Planty, przy okazji wypatrując poukrywanych figurek niedźwiadków. Oczywiście wszystkie napotkane modele musiały obowiązkowo zapozować do zdjęć.
Po takim zwiedzaniu należała się nagroda.
Oli zaprosił mnie do kawiarni Cukiernia Joker na rynku na kawę i ciasto.
I powiem jedno...
To była jedna z najlepszych decyzji tego dnia.
Sernik z wiśnią był tak dobry, że na jednym kawałku nie mogło się skończyć. Do sakwy rowerowej powędrowało jeszcze pół torcika dla dziewczyn, które zostały w domu. Trzeba przecież dbać o rodzinę... zwłaszcza jeśli chodzi o takie wypieki.
Po słodkim przystanku podjechaliśmy jeszcze pod Urząd Miejski w Rawiczu, gdzie obejrzeliśmy kolejny piękny mural oraz następnego niedźwiadka – tym razem z kluczem w ręku.
Na tym zakończyliśmy zwiedzanie.
Powrót? Jak zwykle inną drogą.
Wybraliśmy trasę przez Poniec, ale niebo zaczęło wyglądać coraz groźniej. Czarne chmury zbierały się nad nami, więc tempo od razu wzrosło. Po drodze zdążyliśmy jeszcze uzupełnić bidony i... to była bardzo dobra decyzja.
Deszcz dogonił nas dopiero w Rydzynie.
A właściwie nie deszcz...
Ściana wody.
Do domu wjechaliśmy już po ciemku, co ostatnio zaczyna być chyba naszą nową tradycją.
Licznik pokazał ponad 92 kilometry.
Na mnie taki dystans nie robi już większego wrażenia, ale ogromne brawa należą się Oliwerowi. Ostatnio nie jeździł tak długich tras, a mimo to przejechał cały dystans bez marudzenia i w świetnym tempie.
Mam nadzieję, że nie zniechęcił się do naszych rowerowych wypraw... bo mam już w głowie kilka kolejnych pomysłów.
Dzięki, Oli, za wspólnie spędzony czas, świetne towarzystwo i kolejną wyprawę, która pokazała, że najlepsze wspomnienia powstają wtedy, gdy łączy się rower, zwiedzanie i dobrą kawę z jeszcze lepszym sernikiem.
Do zobaczenia na trasie!
PTTK w KościanieDynamo WilkowiceOrganizacja Turystyczna Leszno - RegionGminny Ośrodek Sportu i RekreacjiŁączy nas rowerSkazani na RowerRowerem w oko cyklonuRoweromaniacy PLRowerowe PrzygodyRowerzysta-Podróżnik - biuro turystyki rowerowejROWEROWE WYPRAWYLeszno - Rowerowa Stolica Polski