Maja on the bike

Wskazówki dojazdu Kontakt: firmę

Maja on the bike Cześć jestem Maja, mała cyklistka. Zapraszam do śledzenia moich rowerowych podróży!

Dolomity 2026 - Seceda 2519 m.n.p.m 🏔️⛰️☀️Po rowerowym podboju Sella Ronda, postanowiliśmy porzucić dwa kółka i wybraliś...
06/09/2026

Dolomity 2026 - Seceda 2519 m.n.p.m 🏔️⛰️☀️

Po rowerowym podboju Sella Ronda, postanowiliśmy porzucić dwa kółka i wybraliśmy się na najbardziej popularne, a zarazem chyba najbardziej widokowe miejsce do trekkingu jakim jest Seceda.

Z położonego na wysokości 1200m.np.m miasteczka Ortisei wjechaliśmy kolejką górską za bagatela 111 euro. Koszt bardzo wysoki, lecz po otwarciu drzwi od wagonika kolejki okazało się, że naprawdę warto! Można oczywiście wejść pieszo szlakiem z poziomu Ortisei. Nam trekking będąc już na górze zajął 6,5h stąd uważamy wjazd kolejką za optymalne rozwiązanie choć trzeba przyznać że ceny szalone.

Seceda jest punktem wypadowym w kilka widokowych dolin. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od jej szczytu, by kolejnie zejść w doliny w poszukiwaniu pięknych miejsc i „innej perspektywy” na tą niesamowicie urokliwą część Dolomitów.

To co nas pozytywnie zaskoczyło to cudowne zwierzęta. Były krowy, osły, konie, kozy, alpaki. Infrastruktura jak schroniska, miejsca do odpoczynku, place zabaw dla dzieci - wszystko na najwyższym poziomie jak na komercyjne, włoskie miejsce przystało. Nie było jedna tłocznie. Było przepięknie i niesamowicie blisko natury.

Jeden obraz warty więcej niż tysiąc słów. Zobaczcie sami!

Dolomity 2026 🇮🇹⛰️☀️🚴‍♀️🚴(Dolina Adygi - Dolina Val di Fiemme - Sella Ronda)  ➡️Dzień 3Corvara - Bolzano (Bronzolo) 78km...
05/09/2026

Dolomity 2026 🇮🇹⛰️☀️🚴‍♀️🚴

(Dolina Adygi - Dolina Val di Fiemme - Sella Ronda)

➡️Dzień 3
Corvara - Bolzano (Bronzolo) 78km 708m w górę, max wysokość 2121 m.n.p.m

Poranek dnia trzeciego rozpoczęliśmy niespiesznie. Po chłodnej nocy, gdzie temperatura znów spadła do 11 stopni czekaliśmy na słoneczko. Rowerowo natomiast wiedzieliśmy, że zaczynamy na grubo czyli od challenge’u jakim jest 9 kilometrowy podjazd by zdobyć przełęcz Passo Gardena, położoną na wysokości 2121 m.n.p.m.

Opuszczając camping położony na wysokości 1550 m.n.p.m, mocno nacisnęliśmy więc na pedały. Pierwsze kilometry to „narciarskie” kurorty, pełne pięknych alpejskich willi i stoków narciarskich. W wyższych partiach, rozpoczęły się serie serpentyn. Jadąc w upale, zrobiliśmy kilka przerw na widokowe fotografie i wymianę kilku zdań i uśmiechów z towarzyszami wspólnej „niedoli” hehe, a tych na szlaku nie brakowało. Trasa na Passo Gardena jest trasą indyczym natężeniu ruchu. Nie brakuje tam świetnych aut i motocykli. Brakuje natomiast pas dla rowerów. Na 9km ten był wyłącznie w najbardziej stromym momencie i miał zaledwie kilkaset metrów. Czuliśmy się mimo wszystko bezpiecznie. Na takich trasach kierowcy jadą raczej wolnym tempem. Co innego motocykliści. Ci jeśli ktoś lubi, stanowią atrakcje. Niektórzy nawet nakolannikami ocierają się o asfalt na zawijkach.

Po wjechaniu na Passo Gardena zrobiliśmy tradycyjnie pamiątkowa fotę, a w lokalnym sklepie kupiliśmy Majusi pamiątkowa koszulkę Dolimiti z nazwami wszystkich czterech przełoży, która jak założyła, nie chciał zdjąć do końca dnia. Była to najdroższa pamiątka ever…Cena nie nadaje się do publikacji, ale sumą euro była okrągła. Nawet bardzo 🙂. Za takie osiągnięcie świeżo upieczonej 12-latki należy się jednak solidna nagroda więc pozwoliliśmy sobie na takie szaleństwo.

Przed nami 69km zjazdu. Była na tyle ciężko, że nie upraliśmy wiatrówek. Zjeżdżając podziwialiśmy piękne ekspozycje skalne. W pewnym momencie widzieliśmy nawet Passo Sella i drogę prowadzącą na jej szczyt. Po drodze zjedliśmy obiad i jadąc w dół z przerwami na chłodzenia hamulców dojechaliśmy do rzeki Fiume Isarco wzdłuż której mknęliśmy niczem szlakiem Alpe-Adria. Na pewnym odcinku napotkaliśmy na serię tuneli, które są niejako namiastką wcześniej wymienionego szlaku, który jechaliśmy niedaleko jak rok temu.

Połykając wręcz kilometry dojechaliśmy do Bolzano. Miśta, które zaskoczyło nas…upałem. Była godzina 19:00, a termometry pokazywały aż 29 stopni. O tej samej porze podczas dwóch ostatnich wieczorów jeździliśmy we wiatrówkach. To pokazało nam jak zróżnicowany jest klimat między szczytami Dolomitów, rejonem winnic. I właśnie wzdłuż tych drugich pokonaliśmy ostatnie 10km dojeżdżając do Bronzolo gdzie czekało na nas auto. Po drodze zrobiliśmy jeszcze fotkę w miejscu gdzie Adyga łączy się z Fiume Isarco. O poranku obudziliśmy się z widokiem na dolinę Adygi, uroczą jak dni wcześniej.

Przez trzy dni przejechaliśmy trzy piękne krainy. Dwie z nich to winnicowe tereny
🔹Dolinę Adygi - raczej płaska i szeroka
🔹Dolinę Val di Fiemme - górska, strona, położona nad rzeką Fiume Avisio
Trzecia z krain to Gruppo del Sella z Sella Ronda dla „rowerowych świrów”, czy tam pasjonatów na czele.

Pokonaliśmy 237km, a suma wysokości 3570m. Zdobyliśmy Passo Pordoi, Passo Compalongo, Passo Gardena. Na przyszłość zostawiliśmy sobie Passo Sella, żeby mieć argument dla powrotu w rejony. Tych argumentów jest jednak znacznie więcej. Zgodnie stwierdziliśmy, że wyprawa ta była jedną z trzech najbardziej widokowych jakie pokonaliśmy. Z pewnością była najwyższym wyzwaniem dla młodej cukierki, która jak się okazało czuję się w górskich rejonach jak ryba w wodzie.

Dziękujemy za śledzenie naszych rowerowych poczynań. Pięknego dnia.
My ruszamy jeszcze na piesze wędrówki w poszukiwaniu pięknych widoków.

Z rowerowym pozdrowieniem
Maja on the bike

Dolomity 2026 🇮🇹⛰️🚴‍♀️🚴☀️(Dolina Adygi - Dolina Val di Fiemme - Sella Ronda)  Dzień 2Predazzo - Corvara 61km 1520m w gór...
04/09/2026

Dolomity 2026 🇮🇹⛰️🚴‍♀️🚴☀️

(Dolina Adygi - Dolina Val di Fiemme - Sella Ronda)

Dzień 2
Predazzo - Corvara 61km 1520m w górę

Drugi dzień z uwagi na zaplanowane do pokonania dwie przełęcze Sella Ronda (Passo Pordoi 2239 m.n.p.m i Passo Compalongo 1875 m.n.p.m, nazwaliśmy przy śniadanku „włoską masakrą”. Z uwagi na to, że noc spędziliśmy w mieście gdzie Adam Małysz dwa razy zdobywał mistrzostwo świata w skokach - Predazzo, dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania skoczni.
Gdy podjechaliśmy pod skocznię i przywitaliśmy się z polskimi motocyklistami, zapytali nas czy my też na Małysza hehe? Małysza nie było, byli jednak młodzi skoczkowie, których loty z przyjemnością oglądaliśmy. Jednego z nich widać na zdjęciu podczas lotu tuż za Majusią.

W dalszą podróż ruszyliśmy wzdłuż górskiego potoku, szlakiem Ciclabillie Valli Di Fiemme e Fassa pokonując przepiękne włoskie miejscowości z Moena, Pozza di Fassa, Camitello di Fassa na czele. Sama jazda to stały, lecz umiarkowany opór na korbie. W końcu stopniowo pieliśmy się ku Canazei, gdzie mieliśmy w planie rozpocząć pętlę Sella Ronda. Krajobraz górskiego potoku i położonych w oddali szczytów Dolomitów sztos nad sztosy. Po pokonaniu 29km meldujemy się w włoskiej restauracji żeby naładować baterie kaloriami i rozpoczynamy challenge.

Sella Ronda przywitało nas wydzielonym na asfalcie pasem dla rowerów co dawało nam komfort psychiczny w ciśnieniu po górę. Nasz plan nr 1 to wspięcie się z 1440m.n.p.m na Passo Pordoi leżące na 2239m.n.p.m. Podjechanie tego 13km odcinka, zajęło nam 2h brutto, a nachylenie wahało się między 6 a 15%. Było zbyt wiele pięknego żeby tylko koncentrować się na podjeździe.

Na szczycie przełączy Passo Pordoi było mega wietrznie i zimno. Zrobiliśmy pamiątkowa fotę, ubraliśmy wiatrówki i ruszyliśmy na 9km zjazd. Na zjedzie trenowaliśmy zawijki, żeby jak najbardziej bezpiecznie i efektywnie pokonywać zakręty. Mega sprawa.

Zjazd na wysokość 1620m.n.p.m do miejscowości Araba spowodował, że wychłodziły się nasze organizmy. Czas więc na zadanie nr2 czyli podjazd pod Passo Compalongo na 1875 m.n.p.m. Ten 4km odcinek podzieliliśmy sobie na 1km odcinki na wyregulowanie oddechu i podziwiania zachodu słońca, który oświetlał góry będące tuż za naszymi plecami. Na szczycie przełęczy zrobiliśmy tradycyjną fotę ze znakiem oznaczającym najwyższy jej punkt i rozpoczęliśmy wieczorny zjazd do miejscowości Corvara in Badia, gdzie na lokalnym kempingu zaplanowaliśmy nocleg. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy pasącym się stadzie owiec w liczbie trudnej do policzenia.

Około godziny 20:30 zakończyliśmy rowerowy dzień. Dzień pełen pięknych widoków i dumy z pokonanego wyzwania. Zarówno na Sella Ronda jak i w Dolinie Val di Fiemme nie spotkaliśmy żadnego sakwiarza. Są turyści najczęściej pędzący na elektrykach z wypożyczalni, lub starsi, mega wysportowani włosi na pięknych szosówkach Bianchi, Colnago, Pinarello. Jesteśmy niejako bike packingowymi rodzynkami w tym rejonie Włoch co daje nam poczucie, że wyprawa jaką realizujemy, ma w sobie pierwiastek wyjątkowości. Zgodnie stwierdziliśmy, że był to chyba nasz najlepszy rowerowo dzień…

Co dalej? Wjazd na przełęcz Passo Gardena leżące na 2121 m.n.p.m, a reszta to tajemnica. W końcu każda rowerowa wyprawa to podróż w nieznane.

PS. Noce są tu o tej porze roku chłodne. Temperatura spada do 11 stopni. Gdybyście wybierali się pod namiot w Dolomity, sugerujemy coś więcej niż tylko rowerów ciuchy

Z rowerowym pozdrowieniem
Maja on the bike

Dolomity 2026 🇮🇹🏔️⛰️☀️🚴‍♀️🚴‍♂️(Dolina Adygi - Dolina Val di Fiemme - Sella Ronda)  Za cel rowerowego tripu tym razem obr...
03/09/2026

Dolomity 2026 🇮🇹🏔️⛰️☀️🚴‍♀️🚴‍♂️

(Dolina Adygi - Dolina Val di Fiemme - Sella Ronda)

Za cel rowerowego tripu tym razem obraliśmy włoskie Dolomity. Na punkt startu założyliśmy stolicę włoskiego Tyrolu - Bolzano, a dokładnie leżącą nieopodal wioskę o nazwie Bronzolo, gdzie po 12h jazdy autem z przerwą na 2h spania przesiedliśmy się na nasze kucyki.

➡️ Dzień 1
Bolzano - Predazzo 95km 1300m w górę

Pierwszy dzień rozpoczęliśmy „z wysokiego c”, a mianowicie Doliną Adygi znaną dla wielu jako malowniczy odcinek popularnego Szlaku Via Claudia Augusta, czyli historycznego rzymskiego szlaku handlowego, który obecnie jest jedną z najpiękniejszych długodystansowych tras rowerowych w Europie.

Odcinek jakim jechaliśmy to połączenie widoku na rzekę z rozległymi winnicami, sadami jabłkowymi oraz wznoszącymi się na wzgórzach historycznymi warowniami.
Warto wspomnieć, że Bolzano to jeden z największych miejskich producentów wina w Europie.

Po przejechaniu 30km wzdłuż rzeki dojechaliśmy do pięknych skalnych ekspozycji, co oznaczało dla nas, że kończymy przygodne z Doliną Adygi i odbijamy w kierunku gór, a miało to miejsce tuż przed miastem Trydent. Opuszczając San Michele all’Adige rozpoczęliśmy wspinaczkę winnicowymi serpentynami, kierując się w stronę słynnej Doliny Val di Fiemme. Przez pierwsze 5km walczyliśmy z podjazdami sięgającymi 20% nachylenia. Szybko okazało się, że sakwę Mai musiał przejąć tata. Maja tym samym rozpoczęła jazdę na lekko.

Kolejne kilometry to przejazd przez piękne włoskie miasteczka, położone na szczytach gór w otoczeniu winnic. Jadąc Doliną Val di Fiemme z oddali widzieliśmy płynącą na dole rzekę Fiume Avisio. Do 67km walczyliśmy z permanentnymi podjazdami, sukcesywnie wznosząc się ku górze. Wytchnienie dał nam rejon jeziora Lago di Stramentizzo, do którego mieliśmy przyjemność zjechać w dół. Dalszą drogę kontynuowaliśmy pięknymi ścieżkami rowerowymi ciągnącymi się na wysokości rzeki Fiume Avisio, która doprowadziła nas do znanego ze skoków narciarskich Predazzo.

Predazzo to jeden z głównych ośrodków turystycznych i narciarskich w całej dolinie, znany z pewnością wielu z Was ze skoków narciarskich. Przepiękna miejscowość. Odróżnia się swoim urokiem od tych, które wcześniej widzieliśmy jadąc Doliną Val di Fiemme. Na zwiedzanie przyjdzie czas rankiem. Z pewnością będziemy kompleksu ze skoczniami narciarskimi. Wieczorem mieliśmy jeszcze siłę na kolacje we włoskiej restauracji o stan naszych baterii pokazał poziom zero 🙂.

Co dalej? Zachęcamy do śledzenia naszych przygód. Jeszcze będzie pięknie 🤩

Pojezierze Salzburskie (Salzkammergut)„Od szczytów Alp po turkusowe jeziora❤️” ⛰️🛘🌊🌅⛵️🚴🚴‍♀️🚴‍♂️W poszukiwaniu zapierając...
15/08/2026

Pojezierze Salzburskie (Salzkammergut)
„Od szczytów Alp po turkusowe jeziora❤️” ⛰️🛘🌊🌅⛵️🚴🚴‍♀️🚴‍♂️

W poszukiwaniu zapierających dech w piersiach krajobrazów, łączących wysokie wapienne góry (Alpy Salzburskie) z dziesiątkami czystych, turkusowych jezior, udaliśmy się nie dalej jak 30km na wschód od Salzburga.

Niniejszym oznacza to, że naszej wakacyjnej przygody z Austrią nie zakończyliśmy w Enns. Wręcz przeciwnie. Z Enns udaliśmy się pociągami przez Linz do punktu startu, czyli Salzburga, żeby o poranku dnia następnego wyruszyć w poszukiwaniu wspomnianych, pięknych jezior.

Za cel obraliśmy jedno z najlepiej dostosowanych do caravaningu miejsc jakim jest jezioro Wolfgangsee. Po dojechaniu na miejsce okazało się, że pola kempingowe są zapełnione prawie do ostatniego miejsca. Radą na przyszłość jest, żeby w tym rejonie noclegi bookować z wyprzedzeniem.

Przez akwen przebiega granica dwóch austriackich krajów związkowych: Ziemi Salzburskiej i Górnej Austrii. Jezioro położone jest na wysokości 538 m n.p.m. a jego głębokość sięga 114m. Nad jeziorem o lini brzegowej mierzącej 27km (długość 10,3km, szerokość 2km) położone są trzy miejscowości - St. Gilgen, Strobl i St.Wolfgang. Każda z nich jest niesamowicie urokliwa.

My osiedliliśmy się w tej pierwszej. St. Gilgen to urocza, nadmorska wioska z pastelowymi domami, przystaniami dla łodzi i widokami na góry. To co wyróżnia ją spośród pozostałych miejscowości regionu to kolejka linowa Zwölferhorn, gdzie ze szczytu odbywają się skoki paralotniarskie.

W czas spędzony nad wodą, wpletliśmy małą rowerową przygodę czyli przejazd wzdłuż brzegu jeziora z St. Gilgen do St. Wolfgang i spowrotem. Z uwagi na upał sięgający 35 stopni, testowaliśmy po drodze napotykane lokalne plaże, a jest ich cała masa. Większość jest płatna. Po około 20km, dojechaliśmy do St. Wolfgang gdzie odwiedziliśmy zabytkową część miasta z wąskimi uliczkami, tradycyjnymi domami i kościołem pielgrzymkowym św. Wolfganga skąd rozpościera się piękny widok na jezioro.

Z ciekawostek, od roku 1893 roku na linii St. Wolfgang – Schafberg kursuje wąskotorowa kolej zębata. Wyróżnia się ona wśród innych kolei parowych w Austrii największym stopniem nachylenia trasy. Podróż wagonikiem pchanym przez lokomotywę parową trwa 40 minut. Kolej pokonuje trasę o dł. 5,85 km i różnicę wysokości 1190 m. Ze szczytu przed wycieczkowiczami roztaczają się niezwykłe widoki na jeziora alpejskie oraz góry regionu Salzkammergut. Z uwagi na duże zainteresowanie, nie udało nam się skorzystać z tej atrakcji. Jest to jednak nasza atrakcja „do odhaczenia” na przyszłość.

W drodze powrotnej naszą uwagę przykuła wystawa motocykli znajdująca się przy sklepie „Salzkontor”, który został otwarty w 2002 roku w Hallstatt, czyli najstarszej miejscowości górniczo-solnej na świecie. Rodzina kupiecka Tucek prowadziła działalność w Wiedniu przez prawie 80 lat, zanim Helmut Tucek wyspecjalizował się w produkcji wyrobów solnych z soli naturalnej i przywrócił do życia dawną tradycję rzemiosła solniczego w regionie Salzkammergut. Dla nas największą atrakcją była oczywiście znakomita kolekcja motocykli i sprzętu rzemieślniczego udostępnione do zwiedzania.

Po dojechaniu na miejsce startu, wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy zwiedzać okoliczne jeziora. Pierwszy przystanek to małe górskie jezioro Krottensee, które z trzech stron otoczone jest górami. Następnie udaliśmy się nad jedno z większych jezior jakim jest Mondsee, którego długość to aż 11km, a linia brzegowa liczy 22km. W porównaniu z Wolfgangsee jest już jeziorem znacznie płytszym gdyż jego głębokość to 68m, a i woda nie ma już turkusowej barwy. Warto wspomnieć, że północno-zachodnia część jeziora to rejon bez ścieżki rowerowej, gdzie lokalna droga jest relatywnie wąska. Na wycieczki rowerowe jest tam mało bezpiecznie.

Podobie sprawa wygląda nad kolejnym jeziorem jakie odwiedziliśmy czyli Attersee. Jezioro piękne, ale „opasa” je droga bez pobocza lub ścieżek rowerowych. Region parku przyrody Attersee-Attergau
to kwitnące kwieciste łąki i lasy występujące już o tej porze roku w jesiennych kolorach.

Kolejne jezioro to Traumsee i położone wysoko wysoko w górach Langbathsee. Warto wspomnieć, ze trasa dojazdowa z z

Z położonej nad Atersee miejscowości Weissenhach am Atersee udaliśmy się w kierunku oddalonego o 27km jeziora Traunsee, którego nazwa pochodzi od przepływającej od nie rzeki Traun. Droga wiodła w wzdłuż rzeki Aeusserer Weissenbach oraz przez piękne górskie rejony zwane Hoellengebirge. Praktycznie na całym odcinku poprowadzona była urokliwa leśna ścieżka rowerowa, usypana z białego drobnego kamyczka. W głowach pojawia się myśl, że jest to jeden z potencjalnych szlaków na przyszłość.

Po dojechaniu do ogromnego Traumsee odbiliśmy w kierunku dwóch „tajemniczych” jezior położonych wysoko w górach. Jezior, które inspirowały nas najbardziej z zaplanowanych na ten dzień. Są to Langbathseen:

🔹Vorderer Langbathsee (Przednie): Większe, z dogodnym dojściem, terenem do plażowania, molo oraz temperaturą wody dochodzącą latem do około 24 °C. Dawniej znajdował się tu zamek myśliwski cesarza Franciszka Józefa.

🔹Hinterer Langbathsee (Tylne): Mniejsze, położone wyżej w dolinie, spokojniejsze i otoczone gęstym lasem oraz stromymi zboczami górskimi.

W związkiem tym, że była godzina 21:00, a w górach rozpoczynał się zmrok, odpuściliśmy pieszą wycieczkę nad wyżej położone Hinterer Langbathensee. Największa amatorka wody w naszym teamie, zażyła ostatniej kąpieli w górskim klimacie i stamtąd udaliśmy się w drogę do Polski.

Rejon Salzkammergut zachwycił nas swoim urokiem. Połączenie alpejskich gór, ponad 70 czystych jezior i pięknych miasteczek często posiadających historię związaną z kopalniami soli, potrafi zachwycić. Nic więc dziwnego, że ten malowniczy region, jest chętnie wybieranym przez turystów kierunkiem urlopowym. Dla nas odpoczynek nad alpejskimi jeziorami w otoczeniu gór, to miejsce gdzie po rowerowych wojażach mogliśmy w pięknych otoczeniu zregenerować nasze organizmy i zachwycić się unikatowymi krajobrazami Salzkammergut.

Z rowerowym pozdrowieniem
Maja on the bike🚴‍♀️❤️☀️

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵‍♀️🚵⛰️🇦🇹➡️ Dzień 5Grossraming - Enns 71kmOstatni dzień na szlaku R...
07/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵‍♀️🚵⛰️🇦🇹

➡️ Dzień 5
Grossraming - Enns 71km

Ostatni dzień na szlaku R7 - Ennsradweg to trasa podzielona na dwa bardzo zróżnicowane etapy.

Pierwszy z nich to górzysta droga do Trenberg wiodąca jak dnia poprzedniego lewym, skalistym brzegiem rzeki Enns. Na odcinku 12km zaliczyliśmy 8 stromych podjazdów, a co za tym idzie i zjazdów z czego jeden to było wdrapywanie się z 380m.n.p.m na 460m.n.p.m na odcinku zaledwie 1,3km. Jednym słowem stromo.

Warto wspomnieć, że trasa na tym odcinku było częściowo zamknięta i sugerowała jazdę drogą wojewódzką. Powodem miała być „wycinka drzew w lesie”. Oczywiście po wycince drzew ani śladu, a nam decyzja o kontynuowaniu jazdy prawilnym szlakiem R7 co prawda dostarczyła wrażeń wysokogórskich, ale też zapewniła bezpieczną jazdę z dala od ruchu samochodowego. O pięknych widokach w tym rejonie wspominać nie trzeba. Są niejako wpisane w krajobraz regionu. Najpierw wąwóz z drzewostanem przypominającym polską jesień, a następnie charakter bardziej Podhalański czyli łąki i pastwiska położone na górskich zboczach oddzielone regularnie oddalonymi od siebie urokliwymi mieścinami, gdzie zwykle najpiękniejszymi elementami są widoczne z oddali wieże kościołów.

Drugi etap to praktycznie zjazd z Trenberg do samego Enns. Tutaj pojawił się już krajobraz przypominający nizinny, a jedynymi widokami potrafiącymi nacieszyć oko, były przepiękne starówki miast takich jak Steyer czy Enns.

Starówka w Steyr, do którego dotarliśmy po przejechaniu 36km to jedna z najlepiej zachowanych i najpiękniejszych gotycko-renesansowych starówek w całej Austrii, wyróżniająca się unikalnym położeniem na tarasach skalnych bezpośrednio u zbiegu dwóch alpejskich rzek: Enns i Steyr.
Serce historycznego centrum stanowi wydłużony rynek, otoczony pastelowymi, bogato zdobionymi kamienicami mieszczańskimi z okresu średniowiecza i renesansu. Miasto ma ponad 1000 lat historii, a jego dawna potęga opierała się na handlu i obróbce żelaza.

Do najważniejszych zabytków miasta należą:

🔹Bummerlhaus - czyli to najlepiej zachowana późnogotycka kamienica w Austrii, datowana na XIII wiek, charakteryzująca się charakterystycznym, wysuniętym piętrem

🔹Ratusz – imponujący budynek z przepiękną, rokokową fasadą oraz strzelistą wieżą zegarową, wybudowany w latach 1765–1778

🔹Zamek Lamberg – czyli dawna rezydencja obronna górująca nad miejscem.

🔹Kościoły - Gotycki Farny oraz barokowy Św. Michała stojący tuż nad brzegiem rzeki

Ujście rzek i kamienista plaża gdzie schodząc schodkami w dół przy kościele św. Michała, można dotrzeć do małej plaży rzecznej, gdzie w pogodne dni można podziwiać łączące się, różnobarwne nurty rzek Enns i Steyr.

My kąpiel z rzece odpuściliśmy, a to ze względu na goniące nas tego dnia chmury burzowe, które najpierw miały pojawić się nad regionem około godziny 13:00 kolejnie 15:00 a finalnie prognozy wskazywały deszcze od godziny 18:00. Jakby nie było te przesunięcia to dla nas dobre wieści. Mieliśmy dzięki temu więcej czasu na zwiedzanie i spokój głowy patrząc pod kątem bezpieczeństwa.

Czas na Enns. Ostatnie km przed miastem będącym celem naszej podróży, to naturalnie jazda wzdłuż rzeki, ale już bez pięknych krajobrazów. Były to raczej położone wysoko nad nurtem rzeki pola uprawne. Wjeżdżając do Enns kierowaliśmy się w stronę punktu widokowego na stare miasto, a następnie na most, z którego nie widać co prawda jeszcze ujścia rzeki Enns do Dunaju, ale stanowił od dla nas punkt końcowy. Dalsza droga nie ma sensu, gdyż rejon gdzie wody Enns wpadają do Dunaju, czyli pogranicze miast Enns i Mathausen, jest nazwijmy to obszarem bardzo przemysłowym.

Będąc więc na 245m.n.p.m i patrząc na wody rzeki, wzdłuż której przemierzyliśmy 254km robimy pamiątkową fotę. Na zakończenie odwiedziliśmy jeszcze piękną starówkę Enns l, czyli serce najstarszego miasta w Austrii, które oficjalnie otrzymało prawa miejskie w 1212 roku. To urokliwe, historyczne centrum w Górnej Austrii charakteryzuje się świetnie zachowaną, średniowieczną i renesansową architekturą, kolorowymi fasadami kamienic oraz sielankowymi dziedzińcami.

Do najważniejszych zabytków należą:

🔹Wieża Miejska czyli 60-metrowa renesansowa, wolnostojąca wieża znajdująca się w centralnym punkcie Starówki

🔹Muzeum Lauriacum prezentujące bogatą historię regionu od czasów rzymskich obozów legionowych

🔹Mury Miejskie czyli dobrze zachowane fragmenty średniowiecznych fortyfikacji obronnych

🔹Zamek Ennsegg czyli Historyczny pałac z okazałym dziedzińcem arkadowym i przylegającym do niego parkiem zamkowym.

Z Enns udaliśmy się podmiejskim pociągiem do Linz, skąd przesiedliśmy się w wieczorny pociąg, który dowiózł nas całych, zdrowych i napełnionych wspomnieniami z pięknych krajobrazów z ostatnich dni do Salzburga. Miasto to stanowiło bowiem punkt startowy naszej przygody.

Na podsumowanie trasy przyjedzie czas w osobnym poście. Jest tego warta.

W pięć dni przejechaliśmy kraje związkowe Austrii jak Salzburg, Styria oraz Górna Austria pokonując 332km. Kilometry bardzo zróżnicowane patrząc pod kątem krajobrazu jaki i rzeźby terenu co dostarczało pięknych widoków, oraz było niezłym wyciskaczem potu. Cieszymy się, że sprzęt dał radę, ponieważ była to pierwsza nasza górska podróż z nowym wózkiem Merry. Przykuwał on widok i powodował uśmiech na twarzy osób jadących z naprzeciwka. Co najważniejsze, musimy przyznać, że bez wspomagania małych nóżek Marysi, nie dalibyśmy rady pokonać tej trasy. Była to realna pomoc i teamworking. Szczególnie na podjazdach. Maja jak to Maja torpeda w nodze, pocisk na podjazdach - istny rowerowy terminator, potrafiący bez problemu zawstydzić dorosłych (tych na elektrykach też). Sportowo i rekreacyjnie był to super czas - połączenie gór i jezior przecudne.

Dziękujemy, że byliście z nami. My tymczasem przenosimy się w kolejny rejon Austrii w poszukiwaniu kolejnych przygód i pięknych krajobrazów.

Pozdrawiamy
Maja on the bike

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 RadwegDzień 4Mooslandl - Grossraming 52kmCzwarty dzień naszej podróży rozpo...
06/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg

Dzień 4
Mooslandl - Grossraming 52km

Czwarty dzień naszej podróży rozpoczęliśmy od pełnego chillu. Camping Mosswit ze sztucznie przygotowanymi jeziorkami to istny raj dla amatorów wody, a w naszej załodze takich nie brakuje.

Po trzech godzinach wojaży wodnych zaczęliśmy pakować nasz majdan. Upał nie do zniesienia więc cała akcja miała miejsce pod drzewami. Na polu porozmawialiśmy jeszcze chwilę ze starszym niemieckim małżeństwem, którzy siedząc w kamperze dyskutowali na temat naszego rowerowego teamu, wyjaśniając między sobą kto z nas jedzie na jakim sprzęcie. Nie mogli wyjść z podziwu z dokonań Majeczki.

O godzinie 13:00 wyruszyliśmy w drogę. Po dwóch kilometrach zajechaliśmy do sklepu, żeby zjeść drugie śniadanie i zaopatrzyć się w zapas wody. Przed nami było wyzwanie dnia. Przynajmniej wtedy tak nam się wydawało. 5-kilometrowy podjazd z wysokości 490m.n.p.m na 650m.n.p.m. miał być największym górskim wyzwaniem podczas szlaku wzdłuż rzeki Enns.

Pierwsze metry pokazały nam, że hmm chyba damy radę podjechać na sam szczyt bez wpychania dyliżansu Taty i Merry. Maja super instruowała nas na temat postępów podjazdu, tego w jakim segmencie się znajdujemy i co przed nami. Na szczyt wjechałby z dwoma krótkimi przerwami na pitku. Na samym szczycie mieliśmy okazję podziwiać zamek położony w miejscowości Sankt Gallen w Styrii. Średniowieczne ruiny zamku Gallenstein, wzniesione zostały w 1278 roku na polecenie Rudolfa I Habsburga.

Sankt Gallen przejechaliśmy bez zatrzymania i wjechaliśmy na drogę B117 a następnie B115 gdzie w ruchu samochodowym przyszło koniec nam 8 morderczych podjazdów. Miały przyznać, że była to wyjątkowo wątpliwa przyjemność. Od miejscowości Kleinreifling jechaliśmy już górzystymi ścieżkami położonym na lewym brzegu rzeki Enns. Po 6km dojechaliśmy do upragnionego Weyer gdzie w Spar zjedliśmy posiłek i zaopatrzyliśmy się na dalszą drogę i kolację, pamiętając o wczesnych godzinach zamknięć austriackich sklepów.

Opuszczając Weyer strzeliliśmy kilka fotek na zabytkowym starym młynie wodnym i wracając na lewy przez rzeki Enns rozpoczęliśmy mega urokliwy 12-sto kilometrowy etap, który miał doprowadzić na do zaplanowanego na dziś kempingu w Grossraming. Drzewa na tym odcinku mają już kolory jesieni co o tej porze roku i zachodzącym słońcu daje mega radość dla oka.

Po dotarciu na kamping obserwowaliśmy ludzi w pośpiechu zwijających parasole. Spojrzeliśmy na góry i sprawa wyjaśniła się. Raczej zaciemniła. Zza skalistych szczytów wyłoniły się cząber chmury. Radar pogodowy potwierdził przypuszczenia. Nadciąga burza. Podjęliśmy więc decyzję o nie rozkładaniu namiotu. Nasz dopytał zabezpieczyliśmy pod wiatą nieznanego nam dotychczas majsterkowicza, a wieczór burzowy wieczór spędziliśmy w koneserze z prysznicem. Rozgościliśmy się tu na dobre. Tata przyniósł trzy krzesła i po wzięciu prysznica zjedliśmy kolacyjkę i spędziliśmy wieczór na zgadywankach, wygłupach.

Sam prysznic też był challengem. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, za w Austrii na kempingach są automaty gdzie żeby wziąć prysznic należy wrzuci 1euro. Tu automat był skłonny przyjąć jedynie 0,5 euro. W portfelu mieliśmy jedną sztukę. 4-minutowy prysznic wzięliśmy w trójkę realizując zmiany hokejowe. Maja nawet załapała się na drugie wejście, zerując licznik automatu. Taka przygoda, której nie zapomnimy do końca życia.

O 23:00 rozłożyliśmy namiot i poszliśmy bezpiecznie spać.

A sam dzień? Pełen podjazdów, upałów i co najważniejsze kąpieli w jeziorku od rana.

Pozdrawiamy!

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 RadwegDzień 3Aigen im Ennstal - Mooslandl 71kmTrzeci już dzień naszej podró...
05/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg

Dzień 3
Aigen im Ennstal - Mooslandl 71km

Trzeci już dzień naszej podróży wzdłuż rzeki Enns rozpoczęliśmy od schłodzenia się w należącym do Campingu Puttersee jeziorku. W 35 stopniowym upale ciężko było mentalnie skierować myśli na tematykę rowerową. Po godzinie 12:00 pożegnaliśmy naszych świeżo poznanych Fahrrad daddys i wsiedliśmy na koń.

Pierwsze kilometry to wioski jak Woerschach, które swoją zabudową stanowią swoistą ozdobę znajdujących się w tle alpejskich dwutysięczników.

Droga dalej wiodła przy samym korycie rzeki Enns, gdzie korona drzew dawała nam chwilowe schronienie przed promieniami słońca.

Przemierzając drogę wzdłuż ciągnących się pól kukurydzy dotarliśmy do jednego z większych miast regionu, jakim jest Liezen, gdzie zaliczyliśmy przerwę na lody z Maca.
Tu mieliśmy okazję zaobserwować jak firma Knauf wykorzystuje surowiec jakim są skały wapienne do produkcji materiałów budowlanych.

W Admont zrobiliśmy szybki przelot dronem celem nakręcenia pięknego Klasztoru Opactwa Benedyktynów i zrobiliśmy ostatnie tego dnia zakupy. W Austrii sklepy otwarte są wyłącznie do godziny 18:30.

Na wysokości Ardning zaliczyliśmy serię czterech stromych podjazdów by finalnie zjechać w dół do rzeki Enns i rozpocząć przygodę pod nazwą Park Narodowy Gesaeuse. Jest to najmłodszy park narodowy w Austrii (utworzony w 2002 roku), położony w regionie Górnej Styrii, słynący z surowych, wapiennych szczytów Alp Ennstalskich oraz dzikiej, rwącej rzeki Enns. Obszar ten niedawno bo w marcu tego roku, oficjalnie otrzymał prestiżowy certyfikat Dark Sky Reserve, co potwierdza, że jest to jedno z najlepszych miejsc w Europie do obserwacji gwiazd ze względu na minimalne zanieczyszczenie światłem.

Na moście nad rzeką Enns spotkaliśmy bardzo sympatycznego Pana mieszkającego na tym rejonie od lat i trudniącego się dawniej organizacją rowerowych tripów. Podsunął nam kilka pomysłów na przyszłe rowerowe wyprawy. Nie mógł wyjść ze zdziwienia, że my w tym rejonie w takim składzie i to na rowerach bez wspomagania. Ciekawostka jest, że 70-letni Pan, miał rok wcześniej wymieniane serce, a dziś śmiga po górach na rowerze elektrycznym. Miło jest spotykać takich ludzi. Miło jest podróżować, żeby stwarzać ku temu okazję.

Ostatnie 24km jakie pozostały do naszego kempingu w Moosland to głównie zjazd w dół u boku dwutysięczników jak Großer Odstein (2335), Hochtor (2369), Hochzinoedl (2191). Jak to w tym rejonie bywa pod hasłem zjazd mamy na myśli rollercoaster ze stopniowym zejściem w kierunku poziomu morza.

Po pokonaniu kilku tuneli dojechaliśmy do kampingu w Moosland, gdzie po rozstawieniu namiotu spędziliśmy czas na kąpieli w świetnie przygotowanym sztucznym jeziorze, przy świetle zachodzącego słońca. Wspaniały czas na koniec słonecznego dnia.

Pięknego dnia!

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵🚵‍♀️⛺️⛰️☀️Dzień 2Sankt Johann im Pongau - Aigen im Ennstal 76kmDru...
04/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵🚵‍♀️⛺️⛰️☀️

Dzień 2
Sankt Johann im Pongau - Aigen im Ennstal 76km

Drugi dzień rozpoczęliśmy od dojazdu do Bischofshofen skąd pociągiem dojechaliśmy do Radstadt. Pozwoliło to nam ominąć morderczy 13-sto kilometrowy podjazd, a raczej podejście.

W Radstadt dojechaliśmy do rzeki Enns i pomknęliśmy wzdłuż jej koryta. Pierwsze kilometry to jazda przez las co w połączeniu z bliskością wody dawało przyjemny chłodek. Dziś w naszym rejonie temperatury sięgały 35 stopni.

Od miejscowości Schladming rozpoczął się prawdziwy, alpejski krajobraz. Co chwilę pokonywaliśmy podjazd żeby wdrapać się do wiosek z pięknymi domami, ozdobionymi kwiatami.

Tuż za miejscowością Freisacher Au postanowiliśmy zażyć kąpieli w krystalicznej wodzie rzeki Enns. Przy upałach sięgających 35 stopni ciężko było wyciągnąć dziewczynki z wody. Zmobilizowała nas nadchodzącą burza.

Po przejechaniu 2km schowaliśmy się pod wiatą jedne ze stodół. Szybko okazało się, że była to prawdziwa wyspa skarbów. Rozpoczęło się od skromnego przejeść przez stodołę a skończyło na skakaniu na siano i wejściu na strych. Niestety burza zabrała nam 2 godziny z życia. A może dała
2 godziny małego szczęścia w stodole. Tak uczy siak o 19 ruszyliśmy na ostatnie 26km tego dnia.

Naszym celem był kamping Puttersee, który jak sama nazwa wskazuje położony jest nad jeziorem. Podziwiając piękne, mieniące się tuż po burzy niebo, mijaliśmy kolejne alpejskie wioski. Około 20:30 dostaliśmy na miejsce. Wieczorna logistyka, prysznice, kolacja i spaniu.

Poranek dnia trzeciego to niestety mała awaria. Maja zauważyła na twarzy Merry czarna kropkę, która była czymś dziwnym. Za mała na kleszcza. Takie w sumie nie wiadomo co. Podjechaliśmy jednak do lekarza sprawdzić temat. Niby żaden kleszcz, więc jedziemy dalej. Przed opuszczeniem kempingu zaliczyliśmy kąpiel w jeziorze. Dzis dziewczynek szła ciał. Skoki z pomostu itd. Raj na ziemi.

Pięknego dnia!
U nas słońca nie brakuje

Adres

Kostrzyn Gmina

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Maja on the bike opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Maja on the bike:

Skróty

Udostępnij