15/01/2021
I jeszcze kilka słów wspomnień o tunelu..
"Tunel pod torami" (fragment wspomnień Zdzisława Bykowskiego)
"Chyba na przełomie lat 50. i 60. postanowiono rozbudować ełcki węzeł kolejowy. Od strony kolejki wąskotorowej zamierzano położyć kilka nowych torowisk. W związku z tym konieczne było przedłużenie tunelu pod torami łączącego centrum z Zatorzem.
Nie pamiętam, jak długo trwała ta inwestycja, ile czasu mieszkańcy musieli nadrabiać drogi pod wiaduktem na Suwalskiej. Ale znając możliwości gospodarki socjalistycznej…
Co odważniejsi z pieszych mieli co prawda pewien skrót, przejście przez tory od skrzyżowania ulic Dąbrowskiego i Mickiewicza z jednej strony, do skrzyżowania ulic Suwalskiej i obecnie Wąski Tor z drugiej. Ale to wymagało desperacji i tzw. „charakteru w nogach”. Bowiem tam był „ulubiony” posterunek SOK-istów (Służba Ochrony Kolei). Niemiłosiernie ścigali niesfornych obywateli czego wielokrotnie sam doświadczałem, gdy mieszkając już na Mazurskiej tamtędy skracałem drogę do ogólniaka (a zwykle byłem w niedoczasie).
Tu należy napomknąć, że i ku utrapieniu mieszkańców SOK-isci byli równie czujni na torach wąskotorówki. Tam naturalny był skrót, przez tory za stojącym za stacją budynkiem mieszkalnym wprost na Suwalską. Nie wiązało się to zresztą z wielkim ryzykiem dla przechodzących bowiem regularnych kursów wąskotorówki na dobę było kilka a i lokomotywki przetaczano rzadko. Ale SOK-iści mieli tam łatwe, mandatowe żniwa. Tamtędy przechodziłem regularnie. Jak większość. Tylko kilka razy zdarzyło mi się korzystać z charakteru w nogach. Ale wobec młodzieńców SOK-iści, przeważnie brzuchaci, w ciasnych mundurach, z obijającymi się o boki wielkimi raportówkami, z ciągle spadającymi z głów czapkami, nie mieli szans.
Dla „nielegałów” okolicznościami sprzyjającymi było i to, że SOK-iści nie byli też mistrzami w maskowaniu swoich posterunków a i osoby przyłapane, już po egzekucji, ostrzegały nadchodzących przed czyhającym niebezpieczeństwem.
Obecnie cały teren wąskotorówki jest ogrodzony solidnym, stalowym, niemożliwym do sforsowania płotem.
Ze wspomnianą na wstępie rozdziału rozbudową torowisk związany jest tez inny, podwórkowy epizod.
Inwestycja wymagała wyburzenia jakichś poniemieckich fundamentów od strony wąskotorówki. Postanowiono skorzystać z usług miejscowej jednostki saperskiej.
Przez kilka dni po Ełku jeździł samochód z megafonem z którego zapowiadano odstrzał i ostrzegano przed zbliżaniem się do strefy zagrożenia.
Oczywiście postanowiliśmy zobaczyć eksplozję z bliska. Przez kilka dni kręciliśmy się w pobliżu by zlokalizować epicentrum. Co rusz saperzy i kolejarze nas przeganiali, ale ustaliliśmy miejsce wybuchu. Na pół godziny przed zapowiedziana godziną w kilku urwaliśmy się z podwórka. Jakoś przemknęliśmy się między gęsto ustawionymi posterunkami (cóż, lektura „Winnetou”...)
Skryliśmy się w jakimś stojącym z 50 m od miejsca eksplozji niedomkniętym wagonie towarowym, na torze przy wyjściu z tunelu od strony wąskotorówki. Obok co rusz przechodziły patrole. Słysząc kroki wciskaliśmy się w najciemniejszy kąt wagonu i serca zamierały nam ze strachu. Ale nikomu nie przyszło do głowy, że ktoś może ukrywać się tak blisko.
Po ciągnącym się przez wieczność czasie usłyszeliśmy syrenę ostrzegawczą. Schowaliśmy się za wrota wagonu. Po sygnale poczuliśmy silny wstrząs, po ułamku sekundy ogłuszający huk odstrzału. Jeden z nas, Beniek, wychylił głowę. O ułamek sekundy za wcześnie, bowiem na dach posypał się grad odłamków. Ktoś z nas złapał kolegę za pasek i szarpnął do tyłu. Na szczęście obyło się bez większych strat bowiem delikwent miał tylko lekko rozciętą kruszyną odłamku dolną wargę. Widocznie rannemu sprzyjała jego uroda, gdyż z natury miał lekko wysuniętą szczękę i wydatne usta. Widocznie ze strachu krwotok nie był duży, a i ze strachu koleś nie wrzeszczał z bólu. Gdy usłyszeliśmy, że posterunki się rozchodzą, wymknęliśmy się z kryjówki na nasze podwórko. Ale dookoła, pod wiaduktem na Suwalskiej.
Czyjaś chyłkiem przyniesiona z domu zamoczona w wodzie chustka załatwiła sprawę pierwszej pomocy.
A przez kilka dni wśród kolegów puszyliśmy się wyczynem".
Zdzisław Bykowski (ur. 11.09.1947 r. w Olsztynie) – absolwent ILO w Ełku; technik górnik, pracownik Łużyckich Kopalń Bazaltu, działacz pierwszej „Solidarności”, internowany w stanie wojennym (17.12.1981-06.04.1982 - Kamienna Góra [b. filia obozu Gross Rosen], 06.04.1982-29.04.1982 - Głogów, 29.08.1982-21.09.1982 - Nysa), do 1989 w konspiracji; współorganizator kampanii do wyborów 4 czerwca 1989 r.; pierwszy burmistrz Lubania, redaktor naczelny i wiceprezes Stowarzyszenia Telewizyjnego „Lubań”, społecznik; mieszkaniec Ełku od 1951 do 1966 roku, ale na zawsze związany z Ełkiem i Lubaniem.