Podróżujące Jagódki

Podróżujące Jagódki Jesteśmy duetem pochłoniętym zamiłowaniem do Gór.

Kolejny weekend, kolejne zawody. Tym razem wystartowałem w 43.Biegu Kujawiaka. Jak można sądzić po ilości edycji, bieg z...
26/04/2026

Kolejny weekend, kolejne zawody. Tym razem wystartowałem w 43.Biegu Kujawiaka. Jak można sądzić po ilości edycji, bieg z dość długimi tradycjami, który zawsze cieszy się wielką popularnością. Tym razem obsada również była zacna, choć z racji nałożenia się terminowego z biegiem w Fabiankach, wchodzącym do cyklu GP województwa Kujawsko-Pomorskiego, nieco mniejsza niż zazwyczaj. Dodatkowo część zawodników, którzy nie zrezygnowali ze startu, była już po jednym biegu na dystansie 10 km, a więc lekko podmęczona. Podkreślam lekko, bo finalnie i tak okazali się zbyt szybcy 🤣, ale po kolei.
Start, godzina 13:00, a więc na spokojnie można było w końcu pospać. Oczywiście organizacja nie zawiodła i cały stadion na Przylesiu zaroił się od atrakcji, przede wszystkim dla najmłodszych. Bieg, jak co roku ma charakter rodzinnego pikniku, a więc było bardzo dużo ludzi którzy dobrze się bawili i to się chwali. Ustawiłem się tuż za pierwszą linią startujących - plan był prosty: trzymać się czołówki, na ile się da. Od początku ruszyliśmy mocno, a najmocniej wyrwał Maciej Grudziński, który szybko odskoczył już na samym początku. Ja trzymałem się tuż za Dariusz Kunecki i Krzysztof Piasecki (którzy mieli za sobą start w Fabiankach). Ich tempo na poziomie ok 3:40 było całkiem spoko, ale jedynie przez dwa pierwsze kilometry. Po tym dystansie stwierdziłem, że jednak muszę ich odpuścić, ponieważ w tym tempie bieg może się dla mnie skończyć po pierwszym kółku (być może popełniłem błąd). Chłopaki systematycznie oddalali się ode mnie, za to biegnący za mną zawodnicy rozpoczęli systematyczną pogoń. Pierwsze okrążenie zakończyłem na 5 miejscu pokonując połowę dystansu w niecałe 20 min. Czas nie pozwalał ale wiedziałem że przede mną kolejne 5 km niełatwej, piaszczystej trasy, na której dodatkową przeszkodą były puste przestrzenie w których hulał wiatr - oczywiście dując prosto w twarz. Na wyjściu ze stadionu zauważyłem, że tuż za mną jest dwóch zawodników. Już wtedy wiedziałem że Tomasz Komorowski znów mnie wyprzedzi, to była tylko kwestia czasu. Biegłem na granicy kolki walcząc o utrzymanie przewagi jak najdłużej. Niestety to co przewidziałem stało się na 7 km. Najpierw usłyszałem kroki w oddali, jeszcze nie wiedziałem ilu zawodników je stawia -wcześniej widziałem dwóch. Kroki zbliżały się powoli, ale systematycznie. Nie było sensu blokować trasy, zbiegłem więc w mniej ubitą kolejne aby przepuścić ścigającego mnie Tomka. Przez chwilę podłączyłem się pod jego tempo, niestety poczułem kłucie w boku, więc postanowiłem zwolnić. Wyszedłem z założenia że lepiej biec swoje do końca, niż pognać przez kilometr a później musieć się zatrzymać. Tomek powoli mi uciekał, na szczęście kolejnego zawodnika nie było już za nami, więc spokojnie mogłem kontynuować bieg. Zbliżając się do stadionu dostałem potężny zastrzyk dopingu, oczywiście tego legalnego, od kibiców 🤪. Dzięki Panie Janku, Joanna Czerenkiewicz-Pałucka i wszystkim którzy krzyczeli. Doping poniósł. Nadwątlone siły nieco powróciły i nawet udalo się na ostatnim kilometrze nieco przyspieszyć, kończąc wyścig lekkim sprintem (a przynajmniej tak mi się wydawało). Na metę wpadłem jako 6 zawodnik z czasem 40:24. Dzięki Krzysiek Oles za fotki.
Z miejsca, mimo tego że Tomek znów mnie wyprzedził, jestem bardzo zadowolony. Lekki niedosyt pozostawia osiągnięty czas - po cichu liczyłem na złamanie 40 min. Ale spokojnie co się odwlecze to ... itd. Za rok znów będzie szansa na poprawienie wyniku. Na zakończenie czekała nas jeszcze dodatkowa Klubowa atrakcja. Jako że WKB Maratończyk Włocławek obsługiwał pomiar czasu, czymś sprzęt trzeba było przywieźć. Niestety okazało się, że bus nie koniecznie chce wracać do garażu. Samochód zastrajkował i nie chciał odpalić, także w ramach schłodzenia było odpalanie auta na pych. Mimo szczerych chęci i licznej grupy klubowiczów, w sukurs naszym staraniom musiały przybyć jednak konie mechaniczne i ciężki sprzęt w postaci ciągnika. Finalnie bus zagadał i udało się ogarnąć cały ten majdan. Z nami nie ma nudy.
Na zakończenie gratulacje dla zwycięzców oraz uczestników. Szczególne gratulacje dla Maćka który finalnie zajął 2 miejsce, oraz Krzyśka który był 3 biorąc udział w drugich zawodach tego samego dnia - szacun, Magdalena Wojtanis - zwyciężczyni marszu NW oraz Mariusz Trzciński , Daniel Kurdubski i Marcin Radomski (podium NW) a także zwycięzców w pozostałych kategoriach. Brawo WY 👏👏👏👏
Podziękowania należą się również Martyna Zasada , naszej klubowej koleżance, która będąc w pakiecie, wpadła dopingować nas na mecie 👍👍👍.

Biegi w terenie nigdy nie były moją mocną stroną bo choć samo truchtanie w lesie jest spoko to ściganie jest zupełnie in...
21/04/2026

Biegi w terenie nigdy nie były moją mocną stroną bo choć samo truchtanie w lesie jest spoko to ściganie jest zupełnie inna bajką. Nie mniej jednak nie mogłem mieszkać startu w VI Biegu Leśnym organizowanym przez WKB Maratończyk Włocławek we współpracy z Nadleśnictwo Włocławek, Lasy Państwowe po terenie Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy w Kowalu. Jako że do wyboru były dwa dystanse: 5 i 25 km. Wybór był prosty, oczywiście jak już biec to przynajmniej dłużej, tym bardziej że miałem niewyrównane rachunki z dystansem 25 km. Podczas poprzedniej edycji brakło mi kilkunastu sekund aby złamać 2 h, więc cel był prosty - poprawić czas, złamać 2 h i powalczyć o jak najlepsze miejsce (poprzednio było 2). 3 numer startowy jednak zobowiązywał do powalczenia o pudło.
Początek biegu był obiecujący. Tomek, z którym miałem zamiar się pościgać, tydzień temu brał udział w biegu po stokach Klimczoka i Skrzycznego, więc teoretycznie była szansa że jeszcze odczuwa lekkie zmęczenie. Początek był całkiem obiecujący. Wystartowaliśmy i już po chwili we dwójkę prowadziliśmy cały peleton. Kolejne górki i piachy szły dobrze, tempo, mimo że dość szybkie, było na tyle komfortowe że udało się jeszcze pogadać. W międzyczasie lekko zabłądziłem ale szybko wróciłem na trasę. Do Piekielnej Góry wszystko szło dobrze, jednak ten masakrycznie piaszczysty podbieg nie pozostawiał złudzeń. Mimo że postanowiliśmy pokonać go po bocznej skarpie, nachylenie nie pozwoliło wbiec na szczyt. Po wczloganiu się na górę, Tomek przejął pałeczkę i systematycznie zaczął odbiegać. Najpierw metr, 3, kilka, na zbiegu ze szczytu było ich już kilkanaście. Próbowałem jeszcze gonić, ale kolejny podbieg i zbieg zrobiły swoje. Nagle Tomek był już kilkadziesiąt metrów przede mną i zwiększał swoją przewagę. W praktyce od 6 km biegłem więc sam, co jakiś czas widząc go przed sobą. Różniący nas dystans raz się zwiększał, raz zmniejszał, ale generalnie przez kolejnych kilkanaście km utrzymywałem Tomka w zasięgu wzroku. To zmieniło się po 20 km. To wówczas przyszedł kryzys i nieco opadłem z sił. Od ok 22 km nasza trasa łączyła się z trasa biegu na dystansie 5 km. Wiedziałem że biegnę drugi, wiedziałem że Tomka już nie dogonię, nie wiedziałem za to jak daleko za mną jest kolejny zawodnik. Na trasie krótszego biegu było już dość tłoczno, wbilismy się praktycznie w główny peleton. Miało to jednak pewien atut. Biegnący zawodnicy mieli więcej sił i gonienie kolejnych osób sprawiało że moje tempo nieco wzrosło. Tak więc mijając kolejnych zawodników lekko poprawiałem swój docelowy wynik oraz podbudowywałem głowę. Kolejne podbiegi i kładki szły dość dobrze mimo zmęczenia aż dobiegłem do ostatniej przeszkody - piaszczystego podbiegi tuż przed metą. O dziwo udało się tu nawet podbiec a następnie popędzić do mety, kończąc wyścig kilkudziesięciometrowym sprintem. Wynik, mimo że o wiele lepszy niż w poprzednim roku, dał identyczny efekt. Pokonanie trasy zajęło mi tym razem 1 h 54 min i 28 s. pozwalając na ponowne zajęcie 2 miejsca. Mimo że udało się wyrównać czas zwycięzcy z zeszłego roku, to tym razem Tomek skonczyl bieg w okolicach 1 h i 51 min. Cóż trzeba będzie poczekać kolejny rok i ponownie spróbować powalczyć, w końcu do 3 razy sztuka, a bieg na dystansie 25 km był dotychczas rozgrywany 2 razy 🤪.
Generalnie bieg super, atmosfera wspaniała no i oczywiście świetnie zorganizowana, a żureczek na mecie, mmmm..... palce lizać 😍😍😍😍. Dzięki wszystkim za doping na trasie i miłe spotkanie po biegu no i oczywiście Wielkie GRATULACJE dla zwycięzców i wszystkich uczestników - trasy łatwe nie były. Krótko mówiąc już nie mogę doczekać się kolejnej edycji, a sezon dopiero się rozkręca.

W minioną niedzielę zainaugurowany został tegoroczny cykl biegów Vladislawia Cross. Mimo że trasa dobrze znana, bo od wi...
03/04/2026

W minioną niedzielę zainaugurowany został tegoroczny cykl biegów Vladislawia Cross. Mimo że trasa dobrze znana, bo od wielu lat przebiega tymi samymi ścieżkami, to jednak kilka osób zaliczyło spotkanie z glebą. Pogoda dopisała, pomijajac wiatr, który momentami dość mocno przeciwstawiał się biegnącym. Ale przez tumany kurzu widać już nowe. Pierwszy etap był wyjątkowy, gdyż po raz pierwszy można było się na niego zapisać internetowo, także ten wiatr mógł symbolizować powiew świeżości i zmian - idzie nowe. Nowy system pomiarowy, do tego informacje SMS i pełna tabela wyników do której dostęp zyskujemy w ekspresowym tempie. Całość imprezy umilała świeżo-skomponowana piosenka klubowa. Gratulacje dla WKB Maratończyk Włocławek.
Mój występ w pierwszym biegu był dość udany, skończyłem zawody na 6 pozycji z czasem 18:46. Gratulacje dla Marcin Szymański i Tomek Komorowski, z którymi walczyłem do końca o pozycję. Finalnie chłopaki odskoczyli na ostatnim wirażu, a mi chyba bardziej siadła głowa niż siła i wydawało się że nie mam już z czego przyspieszyć. Tak czy inaczej jestem zadowolony z czasu, bo jak na razie jest to mój najlepszy rezultat na tej trasie. Początek sezonu udany, marzec zakończony trzema startami teraz czekamy na to co przyniesie kwiecień 😉. Do zobaczenia na kolejnych biegacz z cyklu Vladislawia Cross.

Sezon biegowy rozpoczęty   Dwa różne miejsca, dwa różne dystanse, różni organizatorzy i różne trasy a jednak tak wiele j...
26/03/2026

Sezon biegowy rozpoczęty

Dwa różne miejsca, dwa różne dystanse, różni organizatorzy i różne trasy a jednak tak wiele je łączy. Oprócz miejsca które finalnie w obydwu startach udało się zająć, przede wszystkim idea którą miały upamiętniać. 15 marca w Warząchewce Polskiej miał miejsce II Bieg Niezłomnych organizowany przez WKB Maratończyk Włocławek. Zawody rozegrano na dwóch dystansach: 1961 ma oraz głównym 5 km. Dodatkowo na dystansie głównym odbył się również marsz Nordick Walking. Trasa prowadziła drogami i duktami leśnymi na terenie leśnictwa Wikaryjka. Całość profesjonalnie zabezpieczali Strażacy z OSP Warząchewka, którzy także udostępnili swoją remizę na potrzeby organizacji biura i zaplecza całego biegu. Sama trasa, jak zawsze profesjonalnie oznaczona i obstawiona, okazała się jednak dość wymagająca. Mimo że dystans 5 km nie wydaje się długi, to jednak liczne górki oraz dość sypkie miejscami podłoże sprawiły dość dużo problemów. Plan na bieg był prosty, zacząć delikatnie i stopniowo przyspieszać. Czołówka jednak już od samego początku narzuciła takie tempo że, plan posypał się po wystrzale startera. Pierwszy kilometr w tempie 3:28 zwiastował problemy, więc postanowiłem trochę odpuścić mając świadomość że czołówka coraz bardziej będzie mi uciekać. Nie mniej jednak udało się do samego końca dowieźć wypracowaną na początku pozycję, kończąc zawody na miejscu 5 open i drugim w klasyfikacji Klubowej z czasem 19:23. Wynik przyzwoity który pozwala z optymizmem patrzeć na kolejne starty.

Po tygodniu nadszedł czas na ponowne ustawienie się na starcie. Tym razem zawitałem na gościnne występy do Torunia, meldując się na IV Biegu Konspiracji im. gen. Elżbiety Zawackiej. Był to mój trzeci występ na tej imprezie, więc jeszcze tydzień przed startem byłem przekonany że dobrze wiem co mnie czeka: szybka trasa, kilka podbiegów i ciasnych skrętów ale generalnie ubita droga gruntowa, dużo asfaltu i końcówka po kazamatach oraz bastionach Fortu XV. Szybko, może nie łatwo, ale całkiem przyjemnie - to co lubię najbardziej - szybki i prosty odcinek asfaltowy. No cóż tak było w poprzednich edycjach. Jak się okazało IV odsłona biegu została przeniesiona do Fortu I, na drugą stronę Wisły, a trasa nie miała prowadzić przez most nazwany imieniem patronki biegu, a przez tereny bezpośrednio przyległe do Fortu. Jak dowiedziałem się podczas odbierania pakietu, gdy zapytałem o rodzaj nawierzchni, czekał mnie "czysty cross". No i faktycznie, to nie były przelewki. Organizatorzy zapewnili nam moc atrakcji, ale po kolei. Na zawody zapisanych było około 200 uczestników, do tego osoby towarzyszące, kibice, organizatorzy i wszyscy zaangażowani, dawało to całkiem sporą grupę, w związku z czym już na samym poczatku konieczne było zabezpieczenie parkingów. Tu wszystko działało sprawnie, podobnie przy wydawaniu pakietów i organizacji zaplecza. Jak się jednak okazało wyzwaniem była sama trasa. Wyzwaniem nie tylko dla zawodników, ale i organizatorów. W samo południe - ale to brzmi jak w Westernie 🤣. A więc ..., w samo południe wystartowaliśmy spod murów Fortu I i ... no właśnie po 30 metrach pojawił się problem, bo dwie osoby które miały nas pokierować wskazały różne kierunki. Jako że zapytałem przed startem jak wygląda początek trasy, pobiegłem w prawo ale chłopak który wystartował przede mną, odbił w lewo do tunelu, i już go więcej nie widziałem. Nie no żartuje, więcej nie widziałem go przed sobą, po prostu nie nadrobił już straty. Po skręcie od razu rozpoczynał się ostry podbieg zdezelowanym asfaltem, dalej kawałek po trylince i to by było na tyle jeśli chodzi o utwardzone powierzchnie. Dalej były już tylko: wydeptane ścieżki i dróżki, niezliczona ilość wystających korzeni i drzewek poobcinanych na wysokości kilku cm - idealnie żeby się o nie wywalać, a do tego zabieg na złamanie karku, kolejne mordercze podbiegi, piachy, rowy, uszkodzone mury, kopuły stanowisk strzeleckich, skok przez mur (oczywiście zabezpieczony starą kołdrą) no i creme de al creme czyli bieg po korytarzach i kazamatach fortu. Niezliczona ilość wąskich stopni w górę i w dół, wybiegnięcie na zewnatrz przez liczne rowy i ponownie do środka na schody. A to wszystko x 2, bo bieg był przewidziany na dystansie 10 km. Po pierwszych km trzymałem się blisko czołówki biegnąc to na 3 to na 1, to na 2 miejscu. Niestety, jako że nie jestem specjalistą w biegach terenowych musiałem zwolnić, co wykorzystał biegnący za mną zawodnik. Kolejny minął mnie na schodach we wnętrzu Fortu, po których zwyczajnie wolałem schodzić niż zbiegać, bojąc się o upadek. Pierwsze kółko kończyłem więc na 5 miejscu, co uważałem za całkiem dobry wynik. Postanowiłem więc skupić się na utrzymaniu pozycji. Początkowo szło całkiem nieźle i nawet zacząłem doganiać zawodnika biegnącego sporo przede mną, który ewidentnie również opadł z sił, albo potrzebował tylko chwili żeby się odbudować. Na 7 km minął mnie jednak kolejny zawodnik spychając mnie na miejsce 6, i tak już zostało do końca. Przynajmniej tak sądziłem. Finalnie na metę w wbiegłem z czasem 44:56, odebrałem medal pogratulowałem zwycięzcą i zdziwiłem się gdy zobaczyłem że zawodnik, który biegł przede mną, a którego nie wyprzedzałem - właśnie wbiega na metę. Okazało się że biegnący na 2 miejscu Michał, pomylił trasę i odbiegł na tyle daleko, że nie był w stanie dogonić czołówki i zakończył zmagania na 8 miejscu, przez co finalnie ja zająłem 5. Generalnie jeśli ktoś chce zmierzyć się z ciekawą, wymagająca trasą uświetnioną zabytkowymi obiektami militarnymi, to bardzo polecam ten bieg, ale uważajcie aby nie wybić sobie zębów. Żeby była jasność, to nie jest szybka trasa na życiówkę, ale jej przebycie da Wam na pewno wiele satysfakcji. Acha i żeby nie było, biegniecie na własną odpowiedzialność. Na mecie widziałem sporo osób które dotarły lekko uszkodzone, a ostatecznie bieg ukończyło 145 osób (dodam że limit czasu wynosił 2 h).

No i tak jeszcze z ogłoszeń, które kolportowałem także w Toruniu, już w kwietniu odbędzie się VI Bieg Leśny którego organizatorem jest klub WKB Maratończyk. Zawody będą rozgrywane na dwóch dystansach. Do wyboru macie piękną i malowniczą, 25-cio kilometrową trasę po terenach Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy, poprowadzoną m.in. przez Piekielną Górę, lub krótszą g bo zaledwie 5 km - traskę wokół jeziora Dzilno, na której oprócz biegu odbędzie się również marsz NW. Zapraszamy, Leśnictwo Dębniaki 18 kwietnia 2026.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam dużo spokoju, miłości i rodzinnego ciepła. Dla nas te Święta są wyjątkowe, ...
23/12/2025

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam dużo spokoju, miłości i rodzinnego ciepła. Dla nas te Święta są wyjątkowe, bo noszę pod sercem największy cud i z radością czekamy na nowy rozdział naszego życia. Niech ten czas będzie pełen nadziei i dobra.🎄🎄🎁

Fotograf Iwona Woźnikowska ❤️

Magdę mieliśmy okazję poznać na jednym z górskich zlotów, przyjechała tam wraz z Łukaszem który opowiadał o jednym ze sw...
18/08/2025

Magdę mieliśmy okazję poznać na jednym z górskich zlotów, przyjechała tam wraz z Łukaszem który opowiadał o jednym ze swoich projektów - Koronie Gór Europy. Świetni ludzie z cudowną pasją a do tego rodzice dwójki dzieci. Informacja o udarze Magdy była jak grom z jasnego nieba. Nikt nie sądził że coś takiego może przydarzyć się tak aktywniej osobie. Dołączamy się do zrzutki i zachęcamy wszystkich do wsparcia. Nawet niewielkie kwoty daja nadzieję Magdzie na powrót do zdrowia i sprawności.

Pomóżmy Magdzie wrócić do życia sprzed udaru mózgu. ❤Kilka dni temu świat Magdy runął w jednej chwili. Zdrowa, pełna energii, zawsze gotowa nieść pomoc innym - nagle sama potrzebuje naszej pomocy.Udar - zawał mózgu odebrał jej sprawność, a przed nią długa i kosztowna walka...

Po roku ponownie odwiedziliśmy dziś Brodnicę. Może nie pamiętacie ale w 2024 po raz pierwszy wystartowaliśmy w 2 edycji ...
05/07/2025

Po roku ponownie odwiedziliśmy dziś Brodnicę. Może nie pamiętacie ale w 2024 po raz pierwszy wystartowaliśmy w 2 edycji Trójkąta Brodnickiego, czyli triatlonie dla tych co umieją pływać do póki mają grunt pod nogami. Impreza tak bardzo nam się spodobała że postanowiliśmy się zapisać na edycję 3. Niestety w związku z pewną niedyspozycją Żony konieczne było zastępstwo, które udało się zorganizować - dzięki Sylwester Jasiński. Jako ostatni team dostaliśmy się na listę ale postanowiliśmy podjąć rzuconą przez los rękawice i powalczyć o jak najlepszą lokatę.

Startując w drugiej turze mieliśmy okazję zbić Piątki z trzema znajomymi ekipami na mecie I tury a następnie ruszyliśmy na trasę. Początek zwyczajowo piaszczysty. Sylwek jednak, mimo wąskich opon, narzucił takie tempo że ledwie nadążałem. W cale nie było widać że tydzień wcześniej przebiegł 104 km po górach Izerskich. Po niecałym kilometrze stawka się ustabilizowała a my w końcu mogliśmy spokojnie powyprzedzać kilka ekip. Po 6 km Sylwek zaczął jednak odczuwać trudy ubiegłotygodniowego biegu, ale nadal utrzymywaliśmy dobre tempo, nawet mimo że pojawił się epizod z chwilowym spadnięciem łańcucha. Do mety etapu dotarliśmy po nieco ponad 20 min chyba na 10 miejscu.

Szybkie przetasowanie w strefie zmian, zrzucenie kasku i już pobiegliśmy przez przerzucone nad jeziorem pomosty wprost do kajaka. Jako że płynęliśmy razem po raz pierwszy potrzebowaliśmy chwilę na zgranie, ale u to poszło nam sprawnie. Jedyne co przeszkadzało w sprawnym pokonywaniu kolejnych metrów to dziwny prąd spychający nas w lewą stronę. Na szczęście z tym borykały się wszystkie ekipy a nam udało się znaleźć dość szybko sposób na walkę z tym zjawiskiem. Do zawrotki zlokalizowanej 1,5 km dalej, udało nam się wyprzedzić dwie ekipy a kolejna na powrocie. Tu pokazaliśmy klasę gdyż podając rytm idealnie zsynchronizowaliśmy wiosłowanie. Wyprzedziliśmy więc kolejna załogę i grzyby nie mały incydent moglibyśmy się w pełni cieszyć z 4 miejsca.

Niestety przy ostatnim nawrocie wiatr wyrwał mi wiosło z jednej ręki a woda i dźwignia zrobiły swoje, przez co Sylwek oberwał potężnego KOKOSA w czubek głowy. Szczęście w nieszczęściu dostał plaskaczem a nie kantem wiosła. Lekko wstrząśnięty i zarazem zmieszany Sylwek dzielnie jednak przystąpił do biegu. Niestety nokaut zadany partnerowi był na tyle dotkliwy że konieczne było wskazanie drogi.

Po chwili jednak Sylwek doszedł do siebie i minęliśmy linię startu wbiegając na ostatnią pętlę. Początek ponownie piaszczysty do łatwych nie należał. Dalej niestety nie było lepiej. Południowe słońce dało się nam już ostro weznaki a wcześniejsze konkurencje mocno występowały z sił. Mimo to pokonując kolejne km przez lasy i pola dotarliśmy do nawrotki i rozpoczęliśmy powrót na metę. Po około 200 m od nawrotki minęliśmy się ze ścigającą nas młoda ekipą. Cóż trzeba się jeszcze trochę spiąć. Niestety wiek i ponad 100 km w nogach Sylwka zrobiło swoje i na km przed metą młodzież bezceremonialnie nas minęła.

Cóż czasami tak bywa. Finalnie jednak wbiegliśmy na metę jako 5 ekipa w II turze osiągając czas 1:10:18,co dało nam 8 wynik open i 7 wśród ekip męskich (o 3 sek wyprzedził nas jeden mix). Tak czy inaczej uważam że wynik jest świetny, tym bardziej że był to nasz pierwszy tego typu wspólny start nie poprzedzony żadnymi wspólnymi treningami czy chociażby wspólnym pływaniem.

Jednocześnie chciałbym pogratulować ekipom Parów i Buł oraz ekipie WKB Maratończyk startującym w I turze świetnych wyników. Specjalne podziękowania i zarazem Gratulacje dla Krzyśka Olesinskiego którzy wraz z córką Monika startowali we wszystkich dotychczasowych edycjach Trójkąta Brodnickiego, i dzięki którym my również dowiedzieliśmy się o tej świetnej imprezie. Także dziękujemy i gratulujemy kolejnej poprawy wyniku. A info o imprezie Brodnicki Trójkąt podajemy dalej, bierzcie z tego Wszyscy i widzimy się za rok na 4 edycji.

Pozdrawiamy.

20/04/2025

Wesołego Alleluja 🐇🐣

Kochane Panie, w związku z Waszym świętem, chcielibyśmy Wam życzyć przede wszystkim Bezpieczeństwa przy realizacji każde...
08/03/2025

Kochane Panie, w związku z Waszym świętem, chcielibyśmy Wam życzyć przede wszystkim Bezpieczeństwa przy realizacji każdej aktywności jako że jesteśmy aktualnie na Przysłop pod Baranią Górą Schronisko Górskie PTTK gdzie trwa Festiwal Bezpieczeństwa w Górach SafeBase 2025. Realizujcie i rozwijajcie swoje pasje, cieszcie się z osiąganych wyników, a przede wszystkim bądźcie Sobą i w zdrowiu cieszcie się każdym dniem.

A wraz ze mną życzenia składają Piotrek Kilian - Pirat Dyplomata oraz Rafał Plantos - Szybkie Podróże ❤️❤️❤️❤️

„Jaki tu spokój …”chciało by się rzec. Faktycznie od pewnego czasu trochę się tu mało udzielamy. Ktoś mógłby sądzić ze n...
25/12/2024

„Jaki tu spokój …”chciało by się rzec. Faktycznie od pewnego czasu trochę się tu mało udzielamy. Ktoś mógłby sądzić ze nic się u nas nie dzieje i zapadliśmy w jakiś zimowy sen. Jednakże nic bardziej mylnego. Sytuacja wygląda jak na budowie w czasach PRL-u – normalnie nie ma kiedy taczek załadować i nakarmić potwora – w tym przypadku FB. Ostatni wpis dotyczył naszych zmagań biegowych w Kikole. Od tego czasu wzięliśmy jeszcze udział w Biegu Niepodległości, stanowiącym jednocześnie ostatni tegoroczny etap Vladislawia Cross. Jak na tak chłodne warunki, wyniki nie były najgorsze. Gosia pokonała 5 km trasę w 24:31, mi z kolei zajęła ona 19:35. Już dzień później wystartowałem w V Zawodach w wyciskaniu na ławeczce płaskiej połową masy ciała w Klub Fitness FORMA, gdzie na co dzień trenuję. 54 powtórzenia dały mi miejsce w połowie stawiki, oraz masę satysfakcji z pokonania pułapu 50 repów, tym bardziej że trening siłowy stanowi jedynie uzupełnienie tego biegowego. Listopad to również czas gdy rozpoczęliśmy kolejny etap remontu naszego domu, a ten dopiero niedawno się zakończył, a raczej wstrzymał gdyż ciąg dalszy nastąpi wraz z nadejściem wiosny. Listopad zakończyliśmy i jednocześnie rozpoczęliśmy grudzień wizytą w Poznaniu, gdzie mieliśmy okazję odwiedzić tamtejszy jarmark bożonarodzeniowy, a przede wszystkim chcieliśmy zrobić urodzinową niespodziankę naszej Przyjaciółce. Jak się finalnie okazało, to ona zaskoczyła nas ;). Cóż czasami i tak bywa 😁.

Grudzień to również czas licznych akcji i biegów charytatywnych. Również postanowiliśmy wpisać się w ten przedświąteczny trend i wzięliśmy udział w Biegu Mikołajkowym, ale nie, nie pojechaliśmy do Torunia a postawiliśmy na lokalny Bieg w Zbójnie. Świetna organizacja, cudowna atmosfera i mega pozytywni ludzie a do tego szczytny cel. Pozdrawiamy organizatorów i wszystkich uczestników z którymi mogliśmy rywalizować na krótkiej, bo zaledwie 5 km, ale bardzo pofałdowanej trasie. Podziękowania za namówienie nas na bieg należą się w szczególności Marcin Radomski i Sylwester Jasiński. Pozdrawiamy również przyjaciół z WKB Maratończyk Włocławek, KUNA Team Włocławek i Amateur Runners Włocławek, miło było wspólnie uczestniczyć w tak fajnym biegu. A wyniki, cóż jak się okazało rok zamknęliśmy nowymi życiówkami na 5 km, i tak Gosia wykręciła czas 23:20:56 zajmując 7 miejsce wśród kobiet i 3 w kategorii wiekowej, ja z kolei dotarłem do mety po 18:15:11 kończąc rywalizację na 5 miejscu open i 2 miejscu w swojej kategorii. Przyszły rok zapowiada się obiecująco, a złamanie granicy 23 i 18 minut wydaje się coraz bardziej realne. Trzymajcie kciuki.

Nie było jednak czasu na świętowanie wyniku w Zbójnie, gdyż jeszcze tego samego dnia zaplanowana była Gala na której podsumowany miał zostać sezon 2024 VladislawiaCross. Wydarzenie było świetną okazją do spotkania lokalnej społeczności biegaczy i zawodników NW. Gala rozpoczęła się od wręczenia pucharów najmłodszym stopniowo przechodząc do kategorii seniorskich. Wśród nagrodzonych widać było dumę i zadowolenie, to był trudny sezon. Na trasie biegu wszyscy walczyliśmy z upałem, chłodem, deszczem, błotem i piachem, ale było warto i teraz nadeszła chwila kiedy w końcu każdy z zawodników mógł powiedzieć „zrobiłem to” przebiegłem min. 4 biegi najlepiej jak mogłem. Po całym sezonie mając zaliczone 5 z 6 biegów Gosia zajęła 7 miejsce wśród kobiet i 1 miejsce w swojej kategorii wiekowej, ja z kolei uplasowałem się na 6 miejscu open i również 1 w kategorii. Sezon należy więc uznać za udany, ale na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas.

W międzyczasie kończyliśmy jeszcze remont, na szczęście mimo różnych perturbacji udało się dopiąć prace przed Świętami. Niestety jak to często bywa coś musi pójść nie tak. Tym razem tragedia wydarzyła się bezpośrednio w naszej okolicy. Niecałe dwa tygodnie temu na ulicy przy której mieszkamy spłonął dom. W wyniku wybuchu pieca pożar strawił praktycznie cały obiekt. To co udało się uratować zostało niestety zalane i również nie nadaje się do użytku. Mieszkająca tam rodzina przed świętami straciła dorobek życia i swoje miejsce na ziemi. Na szczęście nikt nie ucierpiał, jednakże sytuacja jest bardzo trudna. Poniżej udostępniamy link do zbiórki, jeśli mielibyście życzenie wpłacić symboliczny grosz, poszkodowani z pewnością będą wdzięczni. W prawdzie nie znamy się osobiście ale w obliczu nieszczęścia jaki dotknęło naszych dalszych sąsiadów nie możemy przejść obojętnie.
https://www.facebook.com/share/p/ijXfVFtFBHTVouxL/?

Przedświąteczne przygotowania zwieńczyliśmy spotkaniem klubowiczów, sympatyków oraz przyjaciół WKB Maratończyk. Bożonarodzeniowe ognisko poprzedziły treningi biegowe oraz NW zorganizowane w kilku grupach. Bezpośrednio przed rozpoczęciem pieczenia kiełbasek skorzystałem z okazji bycia nad jeziorem i wskoczyłem do chłodnej wody, rozpoczynając tym samym kolejny sezon morsowania. Chwilę później staliśmy już przy ognisku piekąc kiełbaskę z kubeczkiem przepysznego aroniowego grzańca w dłoni. Wspaniale jest oderwać się od przedświątecznej gonitwy i spędzić kilka chwil wśród pozytywnie zakręconych Przyjaciół dzielących wspólną pasję do biegania i ogólnie amatorskiego sportu.

Kochani na te Święta życzymy Wam przede wszystkim zdrowia, radości i miłości. Abyście spędzili ten wyjątkowy czas wśród ...
23/12/2024

Kochani na te Święta życzymy Wam przede wszystkim zdrowia, radości i miłości. Abyście spędzili ten wyjątkowy czas wśród najbliższych, ładując bateryjki pozytywną energią i rodzinną atmosferą. A w przyszłym roku niech ta energia wystrzeli, tak jak na załączonym filmiku, abyście mogli zrealizować wszystkie, nawet najbardziej szalone i obecnie wydające się mało realistyczne plany. Pozdrawiamy i Jagodowego ... znaczy się Szczęśliwego Nowego Roku 😁

11 listopada to wyjątkowa data w kalendarzu każdego Polaka. To symboliczny moment kiedy po 123 latach Polska ponownie po...
14/11/2024

11 listopada to wyjątkowa data w kalendarzu każdego Polaka. To symboliczny moment kiedy po 123 latach Polska ponownie pojawiła się w 1918 roku jako niezależny byt polityczny. Oczywiście odzyskanie niepodległości nie nastąpiło akurat w tej konkretnej chwili, proces ten rozpoczął się o wiele wcześniej i zakończył ostatecznie zwycięskim Powstaniem Wielkopolskim i plebiscytami na zachodzie oraz wygraną z bolszewikami wojną o ustalenie wschodniej granicy. To moment kiedy wspominamy wszystkich walczących, zarówno wcześniej jak i później, o to abyśmy mogli teraz żyć w wolnym i niepodległym państwie, abyśmy to my mogli decydować o nas samych i naszej przyszłości. Polacy już wielokrotnie pokazali, że nie pozwolą sobie na dyktat niezależnie czy wschodni czy zachodni i jeśli trzeba bardzo skutecznie umiemy przeciwstawić się próbą jego narzucenia. Tak kiedyś jak i obecnie musimy pamiętać ze jesteśmy niezależni i to jedynie od nas, nie od pustych obietnic lub gróźb kogoś innego, zależy jaka będzie nasza przyszłość.🇵🇱

W poniedziałkowe popołudnie mieliśmy okazję upamiętnić wszystkich, którym zawdzięczamy naszą wspólną Niepodległą Ojczyznę. Wraz z gronem wspaniałych ludzi wzięliśmy udział w IV Kikolskim Biegu dla Niepodległej.🏃🏼‍♂️🏃🏽‍♀️ Impreza była podzielona na 3 części. Najpierw wystartowała młodzież, która z trasą uporała się w niespełna 9 min. Następnie na starcie ustawili się starsi biegacze a tuż za nami zawodnicy Nordick Walking. Dystans, jakże symboliczny, 1 918 metrów nie okazał się w cale aż takim „spacerkiem”.

Ostre, chłodne powietrze wypełniało płuca już od samego startu, które po chwili zaczęły boleć od przyśpieszonego oddechu. Początek biegu prowadził ostro pod górkę. Start był szybki. Krótki dystans nie dawał możliwości na czekanie z włączeniem TURBO tuż przed metą, w związku z czym już przy samym starcie zwinęliśmy asfalt. 🛣️

Początek szedł całkiem nieźle i po wcześniejszym zapoznaniu się z trasą, łatwo nawigowałem po ulicach miasteczka mając przed sobą jedynie samochód prowadzący. Pierwszy kilometr zakończył się kolejnym, kilkumetrowym podbiegiem, i jak się okazało to był moment kluczowy. Systematyczny zbieg w dół wykorzystał rozpędzony zawodnik biegnący dotychczas nieco za mną i przypuścił atak na którego już niestety nie dałem rady odeprzeć.

Płuca odmówiły przyjmowania większej ilości chłodnego powietrza, gardło skurczyło się z zimna i biegnąc na lekkim bezdechu wpadłem siłą pędu na metę kilkadziesiąt metrów za zwycięzcą z czasem około 5:28. Mimo ze nie czuje się dobrze na sprinterskich dystansach, było to bardzo fajne doświadczenie.

Po chwili na mecie zaczęli pojawiać się kolejni zawodnicy, a niebawem także pierwsza kobieta, którą była Gosia kończąc bieg z doskonałym czasem 6:53. Jak zwykle był to efekt „nie chce mi się”, więc jej start nie mógł zakończyć się inaczej aniżeli zajęciem I miejsca – Sylwek jesteś świadkiem.

Po biegu zostaliśmy poczęstowaniu przepysznym ciastem i wspaniałą gorącą herbatą która była miodem na nasze obolałe płuca.🍯☕🫖 Dekoracja miała miejsce pod pięknym pomnikiem w centrum Kikoła, po której wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni na ciepły posiłek – przepyszny żurek.

Dodać również należy, że nad zabezpieczeniem całej imprezy czuwali strażacy, dbający również o prawidłowe poruszanie się po wyznaczonej trasie biegu.

Acha jeszcze jedno, cała impreza była za darmo❗, także organizatorzy biegów (za które opłaty są coraz wyższe) powinni uczyć się organizacji właśnie od ludzi którzy przygotowują takie imprezy z pasji. ❤️

Wracając jednak do głównego przesłania, taka forma upamiętniania 106 rocznicy odzyskania Niepodległości🇵🇱, gdzie trzeba włożyć choć odrobinę wysiłku wydaje nam się najodpowiedniejsza🫶, biorąc pod uwagę jaki wysiłek włożyli nasi w odbudowanie Polski.🧱🏗️

Adres

Brodnica
87–300 TO 87–302

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Podróżujące Jagódki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij