03/02/2026
Adam Borejko był dobrym i pogodnym człowiekiem – spokojnym, otwartym, opanowanym, nigdy zdenerwowanym. Z pozytywnymi myślami patrzył na drugiego człowieka i otaczający świat.
Przez ponad dwa lata utrzymywaliśmy ze sobą kontakt – dzwoniliśmy do siebie, spotykaliśmy się na obiedach w Warszawie czy w jego rodzinnym Zambrowie. Zakolegowaliśmy się i mieliśmy wspólne plany podróży na Syberię. Adam zawsze wybiegał myślami naprzód – nie skończył jednej podróży, a już snuł plany na kolejną. Mówiłem mu: „Dobra, razem połączymy siły i zorganizujemy coś fajnego na Syberii, tylko skończ przygotowania do tej, co nadchodzi".
Adam był typem sportowca. Opowiadał, jak w młodości trenował rzut oszczepem, potem boks i sztuki walki na poziomie Master. Był nawet trenerem tej ostatniej dyscypliny – ludzie niejednokrotnie z odległych stron Polski przyjeżdżali, aby u niego trenować. Opowiadał i pokazywał zdjęcia, że zna praktycznie wszystkich znanych pięściarzy i trenerów, siedział z nimi w sektorze VIP. Swego czasu był założycielem oraz prezesem firmy, która reklamowała się na torach Formuły 1.
Ale gdy rozmawialiśmy, przyznawał, że to wszystko nie dawało mu szczęścia wewnętrznego. Popadł w silną depresję, przez kilka lat nie wychodził z łóżka. Nic nie dawało mu radości. Potem jednak, dzięki Bogu, z tego wyszedł i skupił się na czymś innym. Zaczął planować podróże rowerowe.
Jechał z Zambrowa do Fatimy, a potem stawiał sobie ambitniejsze cele: największe przełęcze Himalajów ponad 5000mnpm, pustynie, gdzie temperatury dochodziły do +50°C. To mu sprawiało radość – obcowanie z ludźmi, z przyrodą, z wyzwaniami. Mówił mi, że nie chodzi mu o samą podróż jako taką ani o kilometry – interesowały go przeżycia duchowe w czasie takich wymagających wypraw.
Do projektu na Syberii przygotowywał się od kilku lat. Nie szczędził pieniędzy na profesjonalny sprzęt, pojechał do USA, aby zdobyć fundusze. Za pierwszym razem nie został wpuszczony do Federacji Rosyjskiej. Dzwoni do mnie: „Nie udało się wjechać". Węszymy jakiś spisek – może dlatego, że w paszporcie miał pieczątkę z USA? „To już nie te czasy" – mówimy razem. Ze spokojem to odbiera: „Bóg tak chciał, widocznie nie jestem jeszcze gotowy".
Po kilku tygodniach Adam się nie poddaje i jedzie przetestować sprzęt i rower do Norwegii – chce przejechać kilkaset kilometrów do Nordkapp. Udaje mu się zaliczyć chrzest bojowy w zimowych warunkach. Dzwoni do mnie, że doświadczył silnych wiatrów, które zdmuchiwały go z rowerem. Dodaje: „Pod koniec podróży mi się to spodobało. Swoje na początku trzeba wycierpieć". Potem mówi, że dobrze, że nie pojechał do Rosji tej zimy (2025) – nie byłem jeszcze gotowy. Dopiero po Norwegii nabrał pewności siebie, roweru i biwakowania w zimie.
Adam imponował mi zaciętością i stoickim spokojem w trudnych sytuacjach. Marzył także o morsowaniu w rzece nieopodal Ojmiakonu na zakończenie podróży. Jak mówił, morsuje od kilkunastu lat. „Ja nie jestem aż na tyle odważny, aby to zrobić" – powiedziałem do Adama. Miał już kontakt z miejscowymi, którzy mieli go zawieźć nad rzekę.
Gdy Adam oznajmił, że jedzie, zaczęli do niego pisać ludzie z Jakucji, że pomogą mu na każdym kroku. Odebrali go z lotniska, pomogli z mieszkaniem, gdzie mógł nocować. Miejscowi rowerzyści doradzali w detalach, co im się sprawdza. Pomogli sprowadzić specjalne dętki z Moskwy, uruchomili kontakty, aby dotarły w ciągu 3 dni, gdzie normalnie idzie 10. Ogólnie Adam był pod dobrą opieką. Kierowcy zapraszali go do kabin, ludzie z wioski dawali nocleg. Pomogli sprowadzić nowy pedał, który Adamowi się zerwał.
Nie raz dzwonił o północy do mnie (różnica czasu 8 godzin) przed wyruszeniem. Podpytywał, czy tempo ma dobre, opowiadał o swoich doświadczeniach z trasy. Ja podtrzymywałem go na duchu: -„Jest dobrze, jedź swoim tempem".
W ramach aklimatyzacji Adam wyruszył kilkadziesiąt kilometrów, aby sprawdzić rower, namiot, śpiwór oraz siebie na nocleg pod gwiazdami na posesji u znajomych. Dzwoni do mnie:
- „Za ciepły śpiwór uszyli, musiałem wyjąć jedną z warstw. A było -37°C"Lubił dzieci, dlatego, gdy tylko był zapraszany do szkół, opowiadał o sobie i o podróżach. Był szczęśliwy z tego powodu. Nie spieszył się nigdzie. Zrobi tyle kilometrów, ile zrobi. Miał już zawczasu zaplanowany hotel. Ludzie z Jakucka rezerwowali mu noclegi w hotelach bądź w prywatnych domach. Adam miał tylko dojechać, zapukać i powiedzieć:
- „To ja, Adam, turysta z Polszy".
Chciałem pokrótce przybliżyć postać Adama Borejki, który spełniał swoje marzenia pomimo przeciwności. Tacy ludzie jak Adam – sportowcy wyczynowi – mają inną mentalność, psychikę, spojrzenie na cel, jaki jest przed nimi.
Adam zasnął na wieki w miejscu realizacji swojego celu, we śnie, bez bólu. Mogło to stać się wszędzie – w domu, samolocie, szpitalu, autobusie. Za tydzień, za miesiąc – nie znamy dnia ani godziny.
Bicie serca i oddech są na pożyczone, na pewien okres czasu. My nie wiemy na ile – Bóg jedynie o tym wie.
Wszystkie osoby z Jakucji i Rosji, które poznały Adama w czasie tej podróży, miały pozytywne odczucia. Adam swoją otwartością i uśmiechem przyciągał ludzi do siebie.Jego nie dało się nie lubić.
Na część Adama w Rosji napisali piosenkę która jest w załączonym filmie
W Jakucji są ludzie, którzy zadeklarowali pomoc w zbiórce funduszy, gdyby z jakichś przyczyn ubezpieczenie nie pokryło kosztów związanych z przewiezieniem Adama do Polski. W Jakucji, jak i w Rosji, panuje poruszenie tym, co się stało..
Żal i smutek, że Adama już nie ma. Kondolencje dla rodziny i bliskich mu osób. Wiem, że takie nieszczęśliwe zdarzenia wywołują wszelakie emocje, dlatego z szacunku do Adama i najbliższych osób proszę o powstrzymanie się od osądów i oceny.
Adam na pewno byłby zadowolony, gdyby ktoś westchnął krótką modlitwę za jego duszę bądź napisał coś ciepłego
Zajrzyjcie też na Instagrama Adama aby zobaczyć całą Foto video relacje z Syberii .
IG Szadam_ToTuToTam