Pola i Zosia jadą na rowerach do Świetego Mikołaja

Pola i Zosia jadą na rowerach do Świetego Mikołaja Relacja z rodzinnej podróży rowerowej z Łodzi do Rovaniemi. Bohaterkami wyprawy są dwie dziewczynki

Dzień 16-19. 01-04.07Następnego dnia po naszym rekordowym dziennym przebiegu, pogoda okazała się nie co bardziej łaskawa...
05/07/2023

Dzień 16-19. 01-04.07
Następnego dnia po naszym rekordowym dziennym przebiegu, pogoda okazała się nie co bardziej łaskawa, niż zapowiadały prognozy. Po 26 km i postoju na pyszne słodkości w cukierni dotarliśmy na miejsce ostatniego noclegu przed Tallinem. Nocleg wypadł mam na darmowym polu namiotowym RMK nad brzegiem morza. To był czas odpoczynku i relaksu przed finałem tegorocznego etapu, czyli zwiedzaniem Tallina.

Ostatnie 36 km do centrum miasta nie obyło się bez przygód. Musieliśmy chyłkiem przemykać między falami deszczu, a na jednym ze zjazdów Zosia zaliczyła upadek, na szczęście bez większych konsekwencji. Ok 14.00 - 3 lipca zakończyliśmy kolejny etap rowerowy na rynku w Talinie z wynikiem ponad 1240 km. Na krótkie podsumowanie przyjdzie jeszcze czas, ale jak widzieliście w poprzednich relacjach dziewczyny spisały się wzorowo.

Tallin z uwagi na swój średniowieczny charakter i koncentrację zabytków na małej przestrzeni wywarł na nas największe wrażenie. Półtora dnia snuliśmy się po centrum oglądając najbardziej znaczące budowle oraz eksplorując mniej znane miejsca.

Były też aspekty kulinarne: wizyta na targu i degustacja wędzonej ośmiornicy, kawa i ciastko w najstarszej kawiarni w mieście, czy degustacja lokalnej kuchni w ”średniowiecznej karczmie".

4 lipca o 22.30 zapakowaliśmy się do autobusu do Wilna, skąd po szybkiej przesiadce zmierzamy do Warszawy. Do Łodzi dotrzemy po 20 h. Podróż z rowerami jednak ma swoje ograniczenia.

Dziękujemy za wspieranie naszych pociech. Dziewczyny zdały egzamin przed ostatnim etapem Helsinki-Rovaniemi, gdzie czeka nas ok 1000 km przez fińskie lasy i jeziora.
Pozdrawiamy: Pola i Zosia oraz tatusiowie ;)

Dzień 14/15 30.06-01.07Żegnamy się z wyspą Saaremaa, to było naprawdę kilka pięknych dni. Tata Witek stwierdził, iż dopi...
04/07/2023

Dzień 14/15 30.06-01.07
Żegnamy się z wyspą Saaremaa, to było naprawdę kilka pięknych dni. Tata Witek stwierdził, iż dopiero teraz mamy wakacje, a dotychczasowa trasa to była ciężka harówka, może coś jest na rzeczy.
Za nim wjechaliśmy na prom świętowaliśmy 1000 km na naszej tegorocznej trasie. Wiąże się z tym śmieszna historia. Zatrzymaliśmy się w kawiarni ok 3 km przed promem na Hiumę. Świętowaliśmy 1000 km i coś nas tknęło aby sprawdzić połączenia promowe Saaremaa - Hiuma. Okazało się, iż najbliższy prom mamy za 15 min, a kolejny za 5h. W popłochu zaczęliśmy się zbierać i wskoczyliśmy na rowery pędząc ponad 30 km na godzinę. Rzutem na taśmę wjechaliśmy na prom.
Na promie jest zawsze chwila oddechu, czas na podładowanie telefonu itp.

Na Hiumie spędziliśmy tylko kilkanaście godzin. Było miło: kąpiele w ciepłym Bałtyku, skoki z wieży do wody, wizyta w browarze;) oraz nocleg w letnim domu talińczyka, gdzie brataliśmy się z Estończykami, degustując świeżo wędzone ryby.

Prognozy na 1 lipca zapowiadały się dobrze (w przeciwieństwie do kolejnych dni) postanowiliśmy więc pociągnąć więcej km, aby ostatnie kilkadziesiąt km do Talina pokonać skacząc między kolejnymi opadami deszczu.

Wiatr sprzyjał, więc wykręcimy 118 km - czyli nowy PB naszych dziewczyn. Po drodze mieliśmy dwu godzinny postój w Hapsalu. Nadmorskim miastem, które słynne jest między innymi z najdłuższego drewnianego zasądzonego peronu na świecie, zamku biskupów Ozylskich (saremskich) oraz ławeczki Piotra Czajkowskiego, który odpoczywał nad Bałtykiem i obserwował łabędzie.... ;)

Dziewczyny ciągle w doskonałej formie, mimo tego iż dzień skończyliśmy grubo po 22.00.
Do Talinna zostało 60 km i półtora dnia na prześlizgnięcie się między falami deszczu.

Dystans: 74 km, 118 km.

Dzień 12/13 28-29.06Ciągle na Saaremaa. Ostatni nocleg, był  z niewielkimi komplikacjami. Okazało się bowiem, iż rozbili...
02/07/2023

Dzień 12/13 28-29.06
Ciągle na Saaremaa. Ostatni nocleg, był z niewielkimi komplikacjami. Okazało się bowiem, iż rozbiliśmy się na prywatnym terenie należącym do właścicielki pobliskiej kawiarni oraz wiatraka w którym można spędzić noc (40 euro od osoby, terminy na przyszły sezon). Na szczęście swoją przewinę mieliśmy odkupić przychodząc na poranną kawę i 🍰.
Na marginesie w nocy mieliśmy pierwszy deszcz od tygodnia.

Po 10 km osiągnęliśmy najbardziej na południe wysunięty punkt wyspy - latarnię Saare. Stamtąd jest tylko 30 km do półwyspu Kolka na Łotwie.
Latarnia ma 60 m wysokości, także widok zacny.
W drodze powrotnej z Saare spotkaliśmy miłą parę rowerzystów z Bielska Białej - fajnie spotkać rodaków.

Na Saaremaa prawie codziennie trafiamy na kościoły sięgające czasów romańskich, tym razem w Kihelkonna.

Hitem dnia był zachód słońca nad klifem Panga, (północny skraj wyspy). Chyba najwyższe urwisko na Saaremaa - ponad 20m).
Nocleg wypadł nam po sąsiedzku na wiejskim polu biwakowym.
Dystans: 60 i 72 km

Dzień 12 27.06Nasza przygoda z Saaremaa trwa nadal. Powoli przemieszczamy się na jej pd.-zach. kraniec, w kierunku jej s...
01/07/2023

Dzień 12 27.06
Nasza przygoda z Saaremaa trwa nadal. Powoli przemieszczamy się na jej pd.-zach. kraniec, w kierunku jej stolicy Kuressaare i półwyspu Sõrve.

Pierwsza część dnia minęła pod znakiem zwiedzania dwóch atrakcji:
- Kraterów w Kalli, powstałych po uderzeniu meteorytów ok. 4000 lat temu. Największy krater ma ponad 110 m średnicy i 22 m głębokości.
Wyliczono, iż siła eksplozji była porównywalna z eksplozją bomby atomowej w Nagasaki.
- Browaru w Pihtla. Miejsce kapitalnie urządzone, na peryferiach wsi z niesamowitym klimatem. Poza degustacją piwa przez starszych uczestników wyprawy, spędziliśmy miło czas grając w rzutki. Na miejscu spędziliśmy kilka godzin, szczerze żałując, że nie wypadł nam tutaj nocleg.

Popołudnie to czas na zwiedzanie Kuressaare. Główne atrakcje to zamek biskupi i zabytkowa zabudowa centrum. Zdecydowanie warto tu zostać na dłużej niż kilka godzin.

Wieczorem ruszyliśmy w kierunku wioski Ohessaare na półwyspie Sõrve, po którym w sumie mieliśmy przejechać pętlę o długości prawie 80 km. Ostatnie zdjęcia pochodzą właśnie z tego odcinka. Przejazd przez te okolice w godzinach wieczornych dał nam szansę na podziwianie otoczenia w ciepłych barwach zachodzącego słońca.

Dystans 79 km.

Dzień 11 26.06Estońskie wyspy to inny świat. Życie toczy się jakby wolniejszym rytmem, gospodarstwa i obejścia domów zad...
01/07/2023

Dzień 11 26.06
Estońskie wyspy to inny świat. Życie toczy się jakby wolniejszym rytmem, gospodarstwa i obejścia domów zadbane i estetyczne - prawdziwa sielanka.
Noc spędziliśmy w letnim domu u emerytów z Talina w wiosce Liiva w centrum Muhu. Mieliśmy możliwość skorzystania z prysznica w saunie, więc był pełen luksus.

Zanim opuściliśmy wyspę zwiedzaliśmy wieś Koguva. Stara rybacka wioska, gdzie wszystko wygląda jak z obrazka, a domy mają pewnie po 200 lat. Znajduje się tam również małe muzeum i malowniczo położona kawiarnia. Punkt obowiązkowy wizyty na Muhu

Następnie po grobli usypanej jeszcze w XIX w. przejechaliśmy na kolejną wyspę Saaremaa.

Pierwszy postój to Orissaare, które zasłynęło dzięki wielkiemu dębowi, który rośnie na środku boiska piłkarskiego. Drzewo uzyskało tytuł Europejskiego Drzewa Roku (chyba 2020)

Kolek przystanek do Poide i XII wieczny kościół jeszcze z czasów panowania zakonu "krzyżaków". Kościół spalił się w 1944 roku, ale nadal robi olbrzymie wrażenie.

Na koniec dnia hit w postaci spaceru po torfowisku Koigi i kąpiel w jednym z jezior zlokalizowanym w jego centrum. Niesamowite doznania. Woda czysta jak kryształ, o zabarwieniu półciemnego piwa.

Nocleg wypadł nam niedaleko Kaali, w centrum wyspy.
Dystans 73 km.

29/06/2023

Jak wygląda dzień powszedni naszej podróży? Oto szyk, w jakim jeździmy po spokojnych drogach, np. na Saremie: nawiguje Michał, dziewczyny w środku konwersują, co pozwala odwracać ich uwagę od zmęczenia, a Witek zabezpiecza tyły i ewentualnie zbiera maruderki.

Dzień 10. 25.06Co prawda spędzamy kolejny dzień na Saremie, ale w dzisiejszej relacji wracamy do niedzieli, ostatniego (...
28/06/2023

Dzień 10. 25.06
Co prawda spędzamy kolejny dzień na Saremie, ale w dzisiejszej relacji wracamy do niedzieli, ostatniego (jak dotychczas) dnia jazdy na kontynencie. Rano ruszyliśmy z dzikiego, nadmorskiego kempingu w Valgerannie (w sąsiedztwie rozległego pola golfowego), na północny zachód, w kierunku Virtsu, skąd pływa prom na Muhu. To byłby wspaniały przejazd drogą nr 60, gdyby nie przeciwny wiatr. Zbawieniem okazał się jedyny na 30 km bar z burgerami urządzony w dawnym autobusie. Kolejna przerwa wypadła na pierwszym - na naszej trasie - estońskim torfowisku, Tuhu. Z radością zostawiliśmy nasze rumaki i pieszo ruszyliśmy długą kładką, podziwiać ogromne obszar podmokły, a właściwie trzy torfowiska: niskie, średnie i wysokie. Estońskie trasy piesze, przez torfowiska najczęściej biegnące kładkami, to mistrzostwo świata, a przynajmniej nizinnej Europy. Po kolejnych pięciu kilometrach jazdy (2,5 km po DOL - drogowym odcinku lotniskowym) dotarliśmy do pierwszego czynnego sklepu (w Estonii handel pracuje w niedzielę) i skręciliśmy w boczne drogi prowadzące nas na malowniczą groblę przez Rame laht do Virtsu. Półgodzinna przeprawa i jesteśmy na pierwszej na naszej trasie wyspie: Muhu. Zupełnie inny świat! Ale o tym w kolejnych relacjach...
Dystans 78 km.

Dzień 9 24.06.Po imprezowej nocy naszych sąsiadów wstaliśmy dopiero po 8.00. Z relacji dziewczyn wynikało, iż muzyka w o...
25/06/2023

Dzień 9 24.06.
Po imprezowej nocy naszych sąsiadów wstaliśmy dopiero po 8.00. Z relacji dziewczyn wynikało, iż muzyka w ogóle im nie przeszkadzała.

Na trasie czasami mijamy sakwiarzy, najczęściej pozdrawiamy się machnięciem ręki, ale czasami zdarzają się takie spotkania: Niemiec w trakcie rocznej podróży po Europie wraz ze swoim psem. Podróż urozmaica dwutygodniowym i pobytami na farmach ekologicznych pracując za jedzenie spanie.

Potem była wspinaczka na wieżę widokową na wydmach, z której roztaczał się widok na olbrzymie torfowisko Tolkuse Raba. Dobra lekcja geografii w terenie.

Po drodze tradycyjnie znaleźliśmy czas na kąpiele tym razem już w zatoce parnawskiej. Duże płycizny i ciepła woda.

Samo Parnu (Parnawa) to estoński kurort, w którym warto pokręcić się godzinkę lub dwie oglądając zabytkową zabudowę z końca XIX w.

Nocleg wypadł ponownie na darmowym polu Rmk za miastem. Ładne miejsce, ale wczoraj znowu nieco rozbrykane jak poprzedni nocleg - ciąg dalszy świętowania.

Dystans 74 km temp 21 st

Dzień 8 23.06Ostatnie kilometry na Łotwie minęły pod znakiem kąpieli w Bałtyku i obserwacji jak cała Łotwa mobilizuje si...
25/06/2023

Dzień 8 23.06
Ostatnie kilometry na Łotwie minęły pod znakiem kąpieli w Bałtyku i obserwacji jak cała Łotwa mobilizuje się przed świętami Ligo i Iani, czyli nocą świętojańską i dniem Św. Jana. Są to dni wolne od pracy. Wiele osób nosi na głowach wieńce kwiatowe lub dębowe. Palone są gigantyczne ogniska i zabawa trwa do samego rana. Nawet samochody i wejścia do sklepów są przyozdabiane liśćmi dębu i gałązkami brzozy.
Potwierdza się to o czym można przeczytać, że w krajach nadbałtyckich mimo że Krzyżacy chrześcijaństwo przynieśli na te ziemie kilkaset lat temu, to wiara w siły natury jest ciągle obecna.

Piaskowcowe klify na zdjęciach to Veczemju klintis.
Ładne miejsce. Ogólnie plaże na północ od Rygi zachęcają do wypoczynku. Nawet jak jest trochę turystów to nie uświadczysz tego jarmarcznego klimatu polskich miejscowości.

Tuż przed przekroczeniem granicy (po raz pierwszy nie w lesie ;) ) przespacerowaliśmy się kamiennym falochronem budowanym w okresie międzywojennym.
Nocleg już w Estonii, na bezpłatnym polu namiotowym( których jest multum) oblężonym przez świętujących noc świętojańską Estończyków.

Bohaterki naszej podróży nie zmiennie w doskonałej formie mimo, że na liczniku już ponad 500 km. Jak są małe kryzysy to dobry lód lub kąpiel w morzu czynią cuda.

Dystans 80 km Temp. 26 st.

Dzień 7 22.06.Zaczęło się zgodnie z prognozą, czyli od porannego deszczu. Namiot udało się złożyć jeszcze przed rozpoczę...
23/06/2023

Dzień 7 22.06.
Zaczęło się zgodnie z prognozą, czyli od porannego deszczu. Namiot udało się złożyć jeszcze przed rozpoczęciem opadów, ale potem prawie 3 godzinna wegetacja pod wiatą.
Wyruszyliśmy ok 11. Wyjazd z Rygi na północ jest bardzo komfortowy, aż do przedmieść ścieżka lub pas dla rowerów.
Po południu, pogoda zaczęła się poprawiać. W sam raz na zaślubiny z morzem.
Postanowiliśmy dziś poszukać noclegu na plaży i jak wiecie udało się. Nocowaliśmy w sąsiedztwie włości barona Minhauzena, co na kuli armatnl latał.
Do Estonii tylko 75 km.
Dystans 81 km Temp. 24.

Adres

Łódź

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pola i Zosia jadą na rowerach do Świetego Mikołaja umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij