12/01/2026
Przez całą podróż trafiłam na jednego karalucha, jednego, nieżywego szczura, jednego gekona i wiele mrówek. Uryną śmierdziało tylko w Agrze, ale tam szliśmy na piechotę przez bardzo bieną dzielnicę. Trafiłam również na cudownie dobrego człowieka w Port Blair, który na „sygnale” wiózł nas z lotniska na prom płynący na wyspę. Zdążyliśmy. Niestety moja torebka została w aucie. Zorientowałam się na promie. Tym razem nie było w niej paszportu, telefonu, czy kart, ale były moje oczy, czyli okulary. Ja płynęłam w ciemnych. Jakież było nasze zdziwienie, jak jeszcze na promie podeszła do nas stewardessa i powiedziała, że torebka przypłynie do mnie kolejnego dnia pierwszym promem. Nasz był w tym dniu ostatni ❤️