28/10/2023
Kolejne 3 dni naszej podróży w Nowej Zelandii 🇳🇿! Ale cóż to były za 3 dni. Tym razem odwiedzicie z nami najbardziej południowy punkt Aotearoa'y, poznacie pingwinki oraz odpowiemy sobie na pytanie, czy pukanie do domu z największą ilością światła ma sens?
17.04
⛺ STO LAT! 🎉 Tego dnia Pata obchodziła 28 urodziny! 🎂 Nasz plan na ten dzień był dosyć ambitny — byłyśmy na południowej widokowej trasie, z mnóstwem różnych punktów do zwiedzania. Niestety, brak własnego auta dawał nam dwa wyjścia do wyboru: dużo chodzenia z naszymi ciężkimi plecakami lub zdania się na łaskę kierowców. Na sam początek wybrałyśmy pierwszą opcję — kierowałyśmy się do Slope Point, najbardziej południowy punkt południowej wyspy Nowej Zelandii. Uff, dużo tego południa. Zadajcie sobie pewnie pytanie, czy zrobiłyśmy to w samo południe — prawie, o 11 :P
Plan tego dnia zmieniał się właściwie z minuty na minutę. Dostosowywałyśmy się do tego, co przyniósł nam los. Pierwszy, który wylosowałyśmy, to był lokalny kierowca. Po wysadzeniu nas na skrzyżowaniu miałyśmy jeszcze jakieś 5 km do przejścia. Rozpoczęłyśmy marsz, gdyż nie było żadnych pojazdów na horyzoncie. Po chwili jednak zatrzymało się auto. Okazało się, że było pełne - to była francuska rodzina. 🚗 Jednak że to była mocno boczna droga, dzieciaki pomogły sobie nawzajem, aby zrobić miejsce, my wzięłyśmy plecaki na kolana i następne 3-4 km przejechałyśmy w gromkim śmiechu. 😄🎒
---
Zostawiłyśmy plecaki na początku trasy, zupełnie niepilnowane. Czy zaryzykowałybyśmy coś takiego w Polsce? Być może na początku, ale po 2 miesiącach od powrotu do kraju, stare nawyki strachu wróciły 😄. Pogoda była przepiękna, zrobiliśmy sobie selfie, a nasze fryzury były ułożone od silnego wiatru. Zaczęłyśmy wracać. Początkowo miałyśmy zamiar skierować się na darmowy kamping w okolicy. Jednak po rozmowie z trzema młodymi dziewczynami, zapytaliśmy, czy możemy się zabrać z nimi — zdecydowałyśmy ruszyć dalej! Okazało się, że możemy kontynuować podróż z nowo poznanymi przyjaciółmi przez całą naszą planowaną trasę, zwiedzając razem. Czy mogło się nam trafić coś lepszego w tym cudownym dniu? Violette, Manon i Charlie były z Francji, miały po 20 lat i podróżowały po świecie, pracując i angażując się w wolontariat. Po dniu pełnym wrażeń wysadziły nas na wsi, i po pierwszym pytaniu o nocleg na prywatnej działce, dostałyśmy własną polanę z mnóstwem rolniczych narzędzi. 🌍🎉
18.04
⛺ Tego dnia naszym celem było miasto Dunedin. Być może nie pamiętacie, ale nasz pierwszy autostop w Nowej Zelandii zakończył się w camperze, którym zostawiłyśmy nasz ulubiony termos. Para, która nas zabrała, właśnie pochodziła z Dunedin. Ale czy udało nam się odzyskać nasz termos? To dowiecie się w kolejnym odcinku. Ale wracając do teraźniejszości... 🏞️🚗
---
Tego ranka, po rozpoczęciu dnia pełnego nadziei, niestety odkryłyśmy, że zgubiłyśmy nasz ulubiony scyzoryk 😞. W lekkim przygnębieniu, przy zachmurzonym niebie, ruszyłyśmy w dalszą podróż. Nasza przygoda z autostopem układała się całkiem sprawnie, i po zaledwie dwóch godzinach byłyśmy już na miejscu. W centrum turystycznym dowiedziałyśmy się, że możemy udać się na półwysep, gdzie można podziwiać albatrosy i pingwiny. 🐧🌊 Po szybkich zakupach wskakujemy do miejskiego autobusu i ruszamy w drogę. Niestety, autobus nie dojeżdżał do końca, więc musiałyśmy autostopować na resztę trasy. Na szczęście pierwsze auto, które nas zauważyło, zatrzymało się! Razem z ojcem i dwójką dziewczyn zwiedziłyśmy centrum albatrosów i zrobiłyśmy najpiękniejsze zdjęcia zachodu słońca. 🌅📸 W naszej galerii znajdziecie nawet tryptyk z latarnią morską oraz zdjęcie na tapetę w telefonie :D!
---
Ta urocza rodzina odwiozła nas do najbliższej miejscowości, czyli Portabello. Na mapach był tam zaznaczony darmowy kemping. Po serdecznym pożegnaniu z naszymi kierowcami okazało się, że informacje były nieaktualne. Noc była już dosyć późna, a słońce dawno zapadło. 🌙
Pierwszy dom, do którego zapukałyśmy, okazał się być właśnie wtedy opuszczany przez właściciela. Co tu dalej robić, jest już bardzo ciemno! Kolejny dom był mocno oświetlony. Stwierdzamy — ok, ostatnie drzwi, jak się nie uda, to idziemy do pobliskiego parku.
Pukamy... Brak odpowiedzi. Po chwili drugi raz pukamy, a w szklanych drzwiach ukazuje się starsza pani, wyraźnie przerażona. Rozpoczynam swoją standardową opowieść: jesteśmy z Polski, podróżujemy razem, szukamy miejsca na jedną noc w naszym namiocie, rano nas już nie będzie. Po krótkiej chwili zaskoczenia, pani zmienia wyraz twarzy na uśmiechnięty i mówi: "Oczywiście, wchodźcie! Rozstawcie namiot, a potem wpadnijcie na herbatkę." 🏡☕️
---
Fiona, bo tak miała na imię, okazała się niezwykle uroczą osobą. Pochodzi z Irlandii, mieszkała przez ostatnie 40 lat w Australii, a teraz przeniosła się na tę jeszcze mniejszą wyspę. Nasza rozmowa była tak interesująca, że zaprosiła nas na nocleg w swoim domu i na spędzenie razem następnego dnia. Taka okazja była zbyt piękna, żeby ją odrzucić! 😊🌍🌟
19.04
⛺ Fiona to istna kula energii. Działa w wielu organizacjach wolontaryjnych, bierze udział w łapaniu oposów, troszczy się o roślinność — zawsze jest tam, gdzie dzieje się coś ciekawego. Razem z nią przemierzyłyśmy cały półwysep, podziwiając jej niezwykłą pracę i urokliwe widoki półwyspu, czasem zakryte mgłą, które wprowadzały nas w aurę tajemniczości. Próbowałyśmy lokalnych smakołyków, takich jak lody TipTop, Fish&Chips, oraz podążyłyśmy najwyżej położoną ulicą na świecie. 🍦🍟🛣️
---
Wieczorem Fiona użyczyła nam swojego samochodu (co znów dało Pacie szansę na jazdę po lewej stronie drogi) i ruszyłyśmy, by zobaczyć pingwiny. Początkowo chciałyśmy popatrzeć na przypływ pingwinów z daleka, gdyż wykupienie wejścia na pomost z oświetleniem dosyć sporo kosztował. Ostatecznie, gdy stanęłyśmy przy bramce i inni widzowie już kończyli oglądanie maluchów, zdecydowałyśmy się wejść. W ciemności i bez oświetlenia przemierzałyśmy kręte schody, pełne ekscytacji i niepewności, że ktoś nas może przyłapać. 🌌🐧
Dotarłyśmy na pomost, przemierzyłyśmy go wzdłuż i wszerz. Dzięki temu mogłyśmy podziwiać Małe Pingwiny z odległości, która sprawiała, że ich uroczość była wręcz dotkliwie realna. Byłyśmy tam niemal do końca przedstawienia, kiedy pracownicy podziękowali nam za naszą obecność. Nie ma sprawy, możemy częściej! 🎉
---
Swoją drogą, w Nowej Zelandii czasami mamy wrażenie, jakbyśmy przeniosły się do samego Śródziemia z Władcy Pierścieni. Czy podczas oglądania zdjęć też odczuwacie to niezwykłe wrażenie? 🌍✨
PS Dzisiejszy post wspomagał ChatGPT