Quichhiking

Quichhiking Wyprawa marzeń, czyli podróż dookoła świata autostopem wraz z szerzeniem sportu — quadballa!

Zapraszamy w tę środę na spotkanie, na którym opowiemy o naszych autostopowych przygodach podczas naszej podróży :) 18:3...
24/11/2025

Zapraszamy w tę środę na spotkanie, na którym opowiemy o naszych autostopowych przygodach podczas naszej podróży :)
18:30 w MDK Dom Harcerza Reymonta 18
Można też online: https://www.ipcamlive.com/mdkdh

Pozdrawiamy i zapraszamy!
Maryś i Pata

Przypominamy, że już w tę środę Spotkanie w ramach cyklu podróżniczego „Daleko i blisko – wspomnienia z podróży” – Aotearoa
Tym razem posłuchamy o Aotearorze – rodzimej Nowej Zelandii.
Powrócą do nas Maria Helak i Patrycja Szklarz. Opowiedzą nam o swoich podróżach autostopem po tym kraju.

📅 Kiedy? 26 listopada (środa), godz. 18:30
📍 Gdzie? Sala widowiskowa MDK „Dom Harcerza”, ul. Reymonta 18
🎫 Wstęp: Bezpłatny!
🍪 Na uczestników czeka mały poczęstunek inspirowany omawianym regionem.

✨ Spotkanie będzie również transmitowane na żywo na naszej stronie w zakładce "Kamera w MDK".
https://www.ipcamlive.com/mdkdh

Przychodzimy z kolejnymi opowieściami z naszej podróży 🌍. W nich wciąż jesteśmy w Nowej Zelandii. Aktualnie w naszej his...
08/01/2024

Przychodzimy z kolejnymi opowieściami z naszej podróży 🌍. W nich wciąż jesteśmy w Nowej Zelandii. Aktualnie w naszej historii znajdujemy się w Dunedin - południowo-wschodnim mieście na południowej wyspie. Dzisiaj dowiecie jak minęły ostatnie nasze dni na tej wyspie, jak dużo otrzymałyśmy dobroci na drodze autostopując i jakie przeciwności losu na nas czekały. Miłego czytania!🚗

[20.04]⛺ Z Dunedin wyjechałyśmy dopiero po 15. Trudno było nam się rozstać z Fioną - osobą pełną energii, wrażliwości i gościnności. Nikt się nie spodziewał, że od zwykłego zapukania w drzwi rozwinie się tak głęboka i ciepła więź między nami. Niemniej jednak zdecydowałyśmy się na dalszą podróż. Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. 😢

W Dunedin musiałyśmy jeszcze załatwić jedną rzecz. Pamiętacie, jak zostawiłyśmy termos w jednym z kamperów na samym początku naszego pobytu w Nowej Zelandii? Oczywiście, że nie pamiętacie, ja ledwo to pamiętam. Para, która nas wtedy podwiozła, mieszkała właśnie w Dunedin. Odpowiedzieli na naszą wiadomość (znalezienie ich konta nie było takie łatwe! Akurat tym razem nie wymieniliśmy się kontaktem) i spotkaliśmy się na szybki odbiór naszego termosa tuż przed wyjazdem z miasta. 🤝

Tamtego dnia, spełnione zwiedzaniem południowej wyspy, kierowałyśmy się na północ do Blenheim, do cioci Chloe - Alison, u której spędziłyśmy parę nocy tuż po przepłynięciu z Wellington. Wiedziałyśmy, że drogę do Blenheim musimy podzielić na 2-3 dni. Tamtego dnia naszym celem było po prostu wyjechać z Dunedin i znaleźć bezpieczne miejsce noclegowe. Choć ruszyłyśmy późno 🚗, to i tak miałyśmy dużo szczęścia na drodze. Początkowo kilkanaście kilometrów dalej zabrał nas Dave, później zgarnął nas Paul do Palmerston, zahaczając o miejsca z pocztówkowymi widokami. 🏞️ Na miejsce dojechaliśmy późno, powoli zaczynałyśmy już szukać miejsca na nocleg, kiedy nagle zatrzymała się Marcia, która jechała, uwaga, do Christchurch! Czyli 300 km dalej. Marcia okazała się być super osobą, z którą dzieliłyśmy bardzo dużo wspólnych tematów. Dzięki jej pochodzeniu i dużej wiedzy, dowiedziałyśmy się co nieco o kulturze i języku Maorysów. Parę godzin jazdy minęło jak z bicza strzelił, a Marcia zawiozła nas na bezpieczny kamping w Canterbury 🌳, tuż przed Christchurch.

[21.04]
⛺ Na następny dzień obudził nas deszcz i zimno. Prognoza pogody nie zapowiadała poprawy, więc szybko zebrałyśmy się i poszłyśmy skrótem na wylotówkę. Skrót nie był najlepszym rozwiązaniem, warunki były dosyć ciężkie, wszystko było mokre, razem z nami. Stopa łapałyśmy ze 2 godziny w deszczu i coraz większym zimnie. Nie jeździły tam żadne autobusy, a nam już powoli znikała nadzieja. Autostopowanie w deszczu jest jednym z gorszych doświadczeń. W końcu zatrzymał się jeden mężczyzna, który zawiózł nas do centrum Christchurch. Tam zostawiłyśmy jedną małą niespodziankę dla drużyny rugby (w ramach rewanżu za wygrany mecz przeciwko Brumbies z Canberry, którym wiernie kibicujemy do dzisiaj) i wybrałyśmy się do centrum handlowego, gdzie na chwilę się ogrzałyśmy i prowizorycznie wysuszyłyśmy nasze rzeczy. I właściwie tyle zrobiłyśmy w Christchurch, jednym z najbardziej turystycznych miejsc w Nowej Zelandii. Bardzo pragnęłyśmy już powrotu do Blenheim, w dodatku nieprzestający deszcz jeszcze bardziej zachęcał nas do tego. Ostatecznie wyjechaliśmy autobusem publicznym 🚌 do pobliskiej miejscowości Woodenend i tam szybko znalazłyśmy gospodarzy, którzy z chęcią przyjęli nas do ogródka. Deszcz co prawda nie ustępował, a my miałyśmy mokry namiot, ale przynajmniej miałyśmy bezpieczne miejsce do spania.🏠

[22.04]⛺ Z samego rana poszłyśmy czym prędzej do McDonalda na poranną kawę i coś do jedzenia, żeby lepiej zacząć dzień. I tym razem nie zawiodłyśmy się na kierowcach. Trasę do Blenheim przejechałyśmy dzięki dwóm paniom, pierwsza z nich zabrała nas na kawę, w międzyczasie opowiedziała nam o nowozelandzkiej edukacji i tradycjach, natomiast druga podzieliła się z nami przejmującą historią swojego życia jako imigrantki, jednocześnie uśmiechając się do nas życzliwie cały czas. Podwiozła nas praktycznie pod same drzwi domu Alison. Blenheim powitało nas pięknym słońcem 🌞 i ciepłem. Po całych trzech tygodniach podróży po południowej wyspie, mogłyśmy na spokojnie wysuszyć i wywietrzyć nasze rzeczy, wyspać się i opowiedzieć Alison i Billowi wszystkie nasze historie. Czas spędziłyśmy przy pysznym nowozelandzkim winie 🍷, oglądając mecz rugby!🏉

[23.04]
⛺ Kolejny dzień był już zwieńczeniem naszego pobytu na południowej wyspie. Alison zawiozła nas na wylotówkę, a my, jak to my, choć miałyśmy już wykupiony bilet na statek do Wellington, jeszcze łapałyśmy stopa do portu. Nie musiałyśmy długo czekać. Po paru minutach zostałyśmy zgarnięte z drogi i zawiezione do miejsca docelowego. Rejs 🚢 upłynął nam bardzo szybko, w pięknej pogodzie 🌅 oraz towarzyszącym dookoła różnym zwierzętom. Cieszyłyśmy się niezmiernie, że wracałyśmy na północną wyspę, ale czułyśmy niedosyt, że nie zrobiłyśmy wszystkiego, że czas tak szybko minął, że już nigdy więcej pewnie tutaj nie przyjedziemy. Naszło nas na wiele przemyśleń, ale utrzymywała się w naszych głowach jedna ważna myśl: poruszajmy się cały czas do przodu! Za nami sporo wspaniałych doświadczeń, ale ile jeszcze przed nami!

Kolejne 3 dni naszej podróży w Nowej Zelandii 🇳🇿! Ale cóż to były za 3 dni. Tym razem odwiedzicie z nami najbardziej poł...
28/10/2023

Kolejne 3 dni naszej podróży w Nowej Zelandii 🇳🇿! Ale cóż to były za 3 dni. Tym razem odwiedzicie z nami najbardziej południowy punkt Aotearoa'y, poznacie pingwinki oraz odpowiemy sobie na pytanie, czy pukanie do domu z największą ilością światła ma sens?

17.04
⛺ STO LAT! 🎉 Tego dnia Pata obchodziła 28 urodziny! 🎂 Nasz plan na ten dzień był dosyć ambitny — byłyśmy na południowej widokowej trasie, z mnóstwem różnych punktów do zwiedzania. Niestety, brak własnego auta dawał nam dwa wyjścia do wyboru: dużo chodzenia z naszymi ciężkimi plecakami lub zdania się na łaskę kierowców. Na sam początek wybrałyśmy pierwszą opcję — kierowałyśmy się do Slope Point, najbardziej południowy punkt południowej wyspy Nowej Zelandii. Uff, dużo tego południa. Zadajcie sobie pewnie pytanie, czy zrobiłyśmy to w samo południe — prawie, o 11 :P

Plan tego dnia zmieniał się właściwie z minuty na minutę. Dostosowywałyśmy się do tego, co przyniósł nam los. Pierwszy, który wylosowałyśmy, to był lokalny kierowca. Po wysadzeniu nas na skrzyżowaniu miałyśmy jeszcze jakieś 5 km do przejścia. Rozpoczęłyśmy marsz, gdyż nie było żadnych pojazdów na horyzoncie. Po chwili jednak zatrzymało się auto. Okazało się, że było pełne - to była francuska rodzina. 🚗 Jednak że to była mocno boczna droga, dzieciaki pomogły sobie nawzajem, aby zrobić miejsce, my wzięłyśmy plecaki na kolana i następne 3-4 km przejechałyśmy w gromkim śmiechu. 😄🎒

---

Zostawiłyśmy plecaki na początku trasy, zupełnie niepilnowane. Czy zaryzykowałybyśmy coś takiego w Polsce? Być może na początku, ale po 2 miesiącach od powrotu do kraju, stare nawyki strachu wróciły 😄. Pogoda była przepiękna, zrobiliśmy sobie selfie, a nasze fryzury były ułożone od silnego wiatru. Zaczęłyśmy wracać. Początkowo miałyśmy zamiar skierować się na darmowy kamping w okolicy. Jednak po rozmowie z trzema młodymi dziewczynami, zapytaliśmy, czy możemy się zabrać z nimi — zdecydowałyśmy ruszyć dalej! Okazało się, że możemy kontynuować podróż z nowo poznanymi przyjaciółmi przez całą naszą planowaną trasę, zwiedzając razem. Czy mogło się nam trafić coś lepszego w tym cudownym dniu? Violette, Manon i Charlie były z Francji, miały po 20 lat i podróżowały po świecie, pracując i angażując się w wolontariat. Po dniu pełnym wrażeń wysadziły nas na wsi, i po pierwszym pytaniu o nocleg na prywatnej działce, dostałyśmy własną polanę z mnóstwem rolniczych narzędzi. 🌍🎉

18.04
⛺ Tego dnia naszym celem było miasto Dunedin. Być może nie pamiętacie, ale nasz pierwszy autostop w Nowej Zelandii zakończył się w camperze, którym zostawiłyśmy nasz ulubiony termos. Para, która nas zabrała, właśnie pochodziła z Dunedin. Ale czy udało nam się odzyskać nasz termos? To dowiecie się w kolejnym odcinku. Ale wracając do teraźniejszości... 🏞️🚗

---

Tego ranka, po rozpoczęciu dnia pełnego nadziei, niestety odkryłyśmy, że zgubiłyśmy nasz ulubiony scyzoryk 😞. W lekkim przygnębieniu, przy zachmurzonym niebie, ruszyłyśmy w dalszą podróż. Nasza przygoda z autostopem układała się całkiem sprawnie, i po zaledwie dwóch godzinach byłyśmy już na miejscu. W centrum turystycznym dowiedziałyśmy się, że możemy udać się na półwysep, gdzie można podziwiać albatrosy i pingwiny. 🐧🌊 Po szybkich zakupach wskakujemy do miejskiego autobusu i ruszamy w drogę. Niestety, autobus nie dojeżdżał do końca, więc musiałyśmy autostopować na resztę trasy. Na szczęście pierwsze auto, które nas zauważyło, zatrzymało się! Razem z ojcem i dwójką dziewczyn zwiedziłyśmy centrum albatrosów i zrobiłyśmy najpiękniejsze zdjęcia zachodu słońca. 🌅📸 W naszej galerii znajdziecie nawet tryptyk z latarnią morską oraz zdjęcie na tapetę w telefonie :D!

---

Ta urocza rodzina odwiozła nas do najbliższej miejscowości, czyli Portabello. Na mapach był tam zaznaczony darmowy kemping. Po serdecznym pożegnaniu z naszymi kierowcami okazało się, że informacje były nieaktualne. Noc była już dosyć późna, a słońce dawno zapadło. 🌙

Pierwszy dom, do którego zapukałyśmy, okazał się być właśnie wtedy opuszczany przez właściciela. Co tu dalej robić, jest już bardzo ciemno! Kolejny dom był mocno oświetlony. Stwierdzamy — ok, ostatnie drzwi, jak się nie uda, to idziemy do pobliskiego parku.

Pukamy... Brak odpowiedzi. Po chwili drugi raz pukamy, a w szklanych drzwiach ukazuje się starsza pani, wyraźnie przerażona. Rozpoczynam swoją standardową opowieść: jesteśmy z Polski, podróżujemy razem, szukamy miejsca na jedną noc w naszym namiocie, rano nas już nie będzie. Po krótkiej chwili zaskoczenia, pani zmienia wyraz twarzy na uśmiechnięty i mówi: "Oczywiście, wchodźcie! Rozstawcie namiot, a potem wpadnijcie na herbatkę." 🏡☕️

---

Fiona, bo tak miała na imię, okazała się niezwykle uroczą osobą. Pochodzi z Irlandii, mieszkała przez ostatnie 40 lat w Australii, a teraz przeniosła się na tę jeszcze mniejszą wyspę. Nasza rozmowa była tak interesująca, że zaprosiła nas na nocleg w swoim domu i na spędzenie razem następnego dnia. Taka okazja była zbyt piękna, żeby ją odrzucić! 😊🌍🌟

19.04
⛺ Fiona to istna kula energii. Działa w wielu organizacjach wolontaryjnych, bierze udział w łapaniu oposów, troszczy się o roślinność — zawsze jest tam, gdzie dzieje się coś ciekawego. Razem z nią przemierzyłyśmy cały półwysep, podziwiając jej niezwykłą pracę i urokliwe widoki półwyspu, czasem zakryte mgłą, które wprowadzały nas w aurę tajemniczości. Próbowałyśmy lokalnych smakołyków, takich jak lody TipTop, Fish&Chips, oraz podążyłyśmy najwyżej położoną ulicą na świecie. 🍦🍟🛣️

---

Wieczorem Fiona użyczyła nam swojego samochodu (co znów dało Pacie szansę na jazdę po lewej stronie drogi) i ruszyłyśmy, by zobaczyć pingwiny. Początkowo chciałyśmy popatrzeć na przypływ pingwinów z daleka, gdyż wykupienie wejścia na pomost z oświetleniem dosyć sporo kosztował. Ostatecznie, gdy stanęłyśmy przy bramce i inni widzowie już kończyli oglądanie maluchów, zdecydowałyśmy się wejść. W ciemności i bez oświetlenia przemierzałyśmy kręte schody, pełne ekscytacji i niepewności, że ktoś nas może przyłapać. 🌌🐧

Dotarłyśmy na pomost, przemierzyłyśmy go wzdłuż i wszerz. Dzięki temu mogłyśmy podziwiać Małe Pingwiny z odległości, która sprawiała, że ich uroczość była wręcz dotkliwie realna. Byłyśmy tam niemal do końca przedstawienia, kiedy pracownicy podziękowali nam za naszą obecność. Nie ma sprawy, możemy częściej! 🎉

---

Swoją drogą, w Nowej Zelandii czasami mamy wrażenie, jakbyśmy przeniosły się do samego Śródziemia z Władcy Pierścieni. Czy podczas oglądania zdjęć też odczuwacie to niezwykłe wrażenie? 🌍✨

PS Dzisiejszy post wspomagał ChatGPT

Kolejne 3 dni naszej podróży w Nowej Zelandii 🇳🇿! W tym poście dowiecie się, czy wchodzenie do wolnostojących budek przy...
16/10/2023

Kolejne 3 dni naszej podróży w Nowej Zelandii 🇳🇿! W tym poście dowiecie się, czy wchodzenie do wolnostojących budek przy ulicy ma sens, jak duże ma znaczenie pisownia oraz że w Nowej Zelandii również można powoli łapać stopa!

14.04
⛺ Kolejnym przystankiem po Te Anau był Invercargill. W późniejszym etapie podróży wszyscy się nam dziwili, że tam się udałyśmy, bo przecież tam nic nie ma 🙅. Nie zgodzimy się z tym stwierdzeniem! Na pewno jest tam cudowny host z Couchsurfingu, Vinnie oraz jego kotka Molly (dla znajomych Molmol 🐈). Trasę zrobiłyśmy na 2 auta, z Christine i z Helen. Opowiem Wam historię, jak złapałyśmy drugie auto:
🔹 stoimy sobie w dość przyzwoitym miejscu, duży ruch i sporo miejsca do zatrzymania. Czas jednak mija, a nikt się nie zatrzymuje. Czy w takich momentach przychodzą głupie rzeczy do głowy? A i owszem. Koło płotu stała mała budka 🏛. Po krótkiej rozmowie Pata powiedziała coś na zasadzie "dobra, potrzymaj mi piwo, wchodzę tam". I weszła, mimo że nie miała piwa. Na pewno się nie domyślacie, co się w tym momencie wydarzyło. Tak. Zatrzymało się auto 🚗. Okazało się, że Helen się specjalnie po nas zawróciła. Gdy zobaczyła, jak robię zdjęcie siedzącej w małej drewnianej budce Pacie miała chwilę zawahania, czy aby na pewno chce nas zabrać. Na szczęście Nowozelandczycy są bardzo wyluzowani i już po chwili mknęłyśmy do naszego hosta 💨.

15.04
⛺ Następnego dnia wybrałyśmy się autostopem do Bluff, jedno z najbardziej wysuniętych punktów na południe głównego lądu. Chciałyśmy tam zrobić mały hike, parę zdjęć 🤳 i wrócić. Była piękna pogoda ☀! Vinnie podrzucił nas na dobry punkt do łapania i już po paru minutach jechaliśmy razem z Kurtisem, Kanadyjczykiem. Okazało się, że chłopak ma dokładnie taki sam plan jak my, więc razem wybraliśmy się na spacer 🚶, podczas którego doszło do bardzo zabawnej wymiany zdań. Otóż Kurtis zapytał się nas, czy lubimy Putina. Z racji tego, że temat wojny w Ukrainie przejawiał się stosunkowo często w naszych konwersacjach, szczególnie gdy mówiłyśmy, że jesteśmy z Polski, odpowiedź miałam przygotowaną. Po jakiś 5 minutach moich wywodów na dany temat Kurtis mi przerywa i mówi, że mu chodziło... o ser 🧀! A dokładnie o Poutine, tradycyjne danie kanadyjskie 🇨🇦 (szczególnie w Quebecu) - frytki zapiekane z serem, właśnie Poutine. Śmiechom nie było końca.
🔹 Po udanej wędrówce Kurtis odwiózł nas do Vinniego i Molmola. Zjedliśmy razem burgery i Vinnie zrobił nam niespodziankę, zabierając nas nad morze! Mieliśmy piękny widok na bardzo szeroką, piaszczystą plażę 🏖. Niestety w Australii i Nowej Zelandii jest dozwolone jeżdżenie samochodem nad brzegiem morza, aby surferzy nie musieli się męczyć z deskami. Męczą się natomiast zwierzaki, które żyją pod pisakiem 🦀.
🔹 Po tak miło spędzonym dniu wróciliśmy razem do domu i obejrzeliśmy oscarowy film "Duchy Inisherin" - polecamy 🎞!

16.04
⛺ Był to dzień wyjazdu z Invercargill i ruszeniu dalej wzdłuż południowego wybrzeża Aotearoa'y (Nowa Zelandia po maorysku). Jednak Vinnie miał dla nas jeszcze parę niespodzianek! Zabrał nas na najwyższy budynek w mieście 🏙, z którego mogłyśmy podziwiać panoramę miasta, Bluff i wyspę Steward/Rakiura, która jest najbardziej południowym punktem NZ 🏝. Następnie, już dosyć późnym popołudniem, wysadzone na dobrym spocie, by łapać dalej, pożegnałyśmy się z Vinniem. Po godzinie łapania 👍 lecimy 25 km z dwójką młodych ludzi. Kolejne półtorej godziny czekania i dojeżdżamy do naszego miejsca docelowego oddalonego o kolejne 15 km (jak widzicie, nie było to najszybsze łapanie), Fortrose. Tutaj znalazłam w apce WikiCamps, że jest darmowy camping, również dla namiotów. I w takim oto miejscu, z pięknym widokiem na morze, spędziłyśmy noc ponownie w naszym małym przenośnym domku 🏕.

Cześć! 👋Wrzesień już się skończył, a wraz z nim lato i wakacje. Dzieci wróciły już dawno do szkoły, studenci zawitali na...
10/10/2023

Cześć! 👋
Wrzesień już się skończył, a wraz z nim lato i wakacje. Dzieci wróciły już dawno do szkoły, studenci zawitali na nowo na uczelniach, a my wróciłyśmy do Polski 🇵🇱! Koniec podróżowania zmusza nas do rozpędzania się w codziennym życiu, ale czy tak naprawdę tego chcemy? Z pewnością wolimy powspominać co nieco naszą przygodę i chętnie Wam opowiedzieć resztę wyprawy 🙈, której Wy jeszcze nie znacie. A więc 6 miesięcy temu....

10.04
⛺ W Poniedziałek Wielkanocny o poranku zwiedziłyśmy Wanakę - miejsce o dużm znaczeniu dla Maryś, bo to właśnie tam kręcono 🎥 serial na podstawie jej ulubionej książki "Miecz Prawdy". Miejsce dość turystyczne, było tam dużo ludzi, ale nawet to nie przeszkadzało nam w podziwianiu jeziora i okolic. Już wtedy wiedziałyśmy, że będziemy żałować, nie zostając tam dłużej. Spoiler alert! To było dla nas jedno z piękniejszych miejsc w Nowej Zelandii 🇳🇿. Cóż, napędzane napiętym grafikiem, czasem, pieniądzem, chęcią do przemieszczania się dalej pojechałyśmy w stronę Te Anau. Nie powiem nic nowego, kolejna trasa była równie zachwycająca. Szczęście dopisało nam po raz kolejny i miałyśmy niesamowitą pogodę ☀, żeby podziwiać widoki. Wyjechałyśmy na górę w okolicach Cardrony (tam są aktywne wyciągi narciarskie ⛷ w zimie) i już można było zobaczyć i poczuć jak klimat się zmienił, było dużo zimniej. To pokazuje jak klimat Nowej Zelandii jest zróżnicowany. Przykładowo w Wanace mieszkańcy nie muszą wymieniać opon 🛞 na zimowe, chyba że jadą na narty, wtedy muszą już założyć łańcuchy! Tuż przed zjazdem w stronę Queenstown podziwiałyśmy widok na to miasto jak najdłużej mogłyśmy. Niestety musiałyśmy się ograniczać - w końcu zależało nam na tym, żeby nasza kierowczyni nie odjechała zniecierpliwiona bez nas. W Queenstown...nie byłyśmy. Choć wierzymy, że jest to piękne miasto, to jednak zależało nam, żeby być na trasie do Te Anau. Zatrzymałyśmy się więc w Kingston na kempingu 🌲 nad jeziorkiem. Tam Maryś miała kolejny kryzys odpornościowy, ale dałyśmy radę! Wcześnie poszłyśmy spać 😴, żeby maksymalnie odpocząć i ruszyć w dalszą podróż.

11.04
⛺ Do domu Nevilla (host znaleziony na Couchsurfingu, krótka notka o nim poniżej⬇) przyjechałyśmy wcześniej niż myślałyśmy. Miałyśmy dzięki temu czas, żeby ogarnąć codzienne sprawy, typu zrobić pranie, pójść do sklepu czy też po prostu odpocząć. Te Anau położone jest na południowym zachodzie wyspy, blisko gór 🌄. Na zewnątrz temperatura była dosyć znośna, ale gdyby tak chłodno 🥶 było w Polsce, pewnie wszędzie byłoby włączone ogrzewanie. Byłyśmy jednak w Nowej Zelandii, gdzie domy ogrzewa się grzejnikami elektrycznymi lub robi się ognisko w kominku, w ciągu dnia dom ogrzewa słoneczko. Nie mamy na tyle wiedzy, by wiedzieć, dlaczego tak jest. To co doświadczyłyśmy na południu to po prostu taki styl życia. Nikomu to nie przeszkadza, wszyscy chodzą w krótkich spodenkach albo krótkim rękawku. Dla nas ten styl może i był szokiem, ale zahartował nas jak mało co i nauczył bycia bardziej aktywnym niż tylko siedzenia w środku i grzania sobie tyłka 😁

12.04
⛺ Następnego dnia pojechałyśmy autostopem 👍 do Milford Sound - jednym z najbardziej popularnych destynacji turystycznych w Nowej Zelandii. Nie ma co się dziwić - widok fiordów, niezależnie gdzie, sprawia, że mamy ciary na skórze. Nie inaczej było tym razem. Pochodziłyśmy po dostępnych szlakach spacerowych, spotkałyśmy się nawet z kierowcą z Niemiec 🇩🇪, który zawiózł nas z Charleston do Greymouth (pamiętacie?!). W Milford Sound jest finał jednego z Great Walk oraz możliwość pływania po cieśninie statkiem 🚣, ale te atrakcje zdecydowanie przekraczały nasz budżet.

13.04
⛺ Kolejny dzień był jednym z niewielu, podczas których Maryś i ja rozdzieliłyśmy się i robiłyśmy inne rzeczy. Uwierzcie, taki czas w naszej podróży jest na wagę złota! Maryś zrobiła hiking do jeziora Marian (imię zobowiązuje), mimo dość uciążliwego bólu w kolanie 🦵 (pozostała kontuzja po hikingu w Nelson Lakes National Park). Nie żałowała tej wyprawy - autostop zadziałał równie wyśmienicie, a widoki były mega przednie, zresztą sami zobaczcie! Czy powiedzielibyście, że zdjęcia te są zrobione w Nowej Zelandii? Natomiast ja pożyczyłam rower 🚴 od Nevilla i zwiedziłam okolice Te Anau. Cisza, spokój i odwiedzenie sanktuarium uratowanych tamtejszych ptaków 🐦 pozwoliły mi odprężyć się i nabrać nowej energii na dalszą podróż.

11-13.04
⛺ Nevilla Maryś znalazła na Couchsurfingu. Gospodarz okazał się mega przyjazny i pomocny. Zaimponował nam swoją podróżą rowerową w zachodniej części Ameryki Północnej. Zresztą wypraw na swoim koncie miał zdecydowanie dużo więcej, ale tę kilkutygodniową wycieczkę pamiętamy najlepiej 😅. Neville hostował Jazmin - dziewczynę z Argentyny 🇦🇷, której życie i motywacja do zmian również zrobiła na nas wielkie wrażenie. Razem spędziliśmy mile czas wieczorami przy kominku, oglądając filmy, słuchając swoich ulubionych piosenek, a nawet grając - Maryś oczywiście wymiatała na pianinie 🎹, Neville bawił się swoją gitarą basową 🎸, a Jazmin super śpiewała 🎤. Mnie też całkiem nieźle szło słuchanie 👂.

Cześć! Pamiętacie jeszcze, na czym skończyłyśmy nasze opowieści? 🙈 Leci kolejna część naszych przygód, może dzięki niej ...
02/08/2023

Cześć! Pamiętacie jeszcze, na czym skończyłyśmy nasze opowieści? 🙈 Leci kolejna część naszych przygód, może dzięki niej sobie przypomnicie co nieco!

[07.04]
⛺ Po przeraźliwie zimnej nocy trochę nam zeszło, zanim się ogrzałyśmy. ❄️ Zjadłyśmy śniadanie, wypiłyśmy gorącą herbatę ☕, a ja dodatkowo zrobiłam parę przebieżek. Od razu poszłyśmy łapać autostopa w stronę Westportu. W St Arnaud był tylko jeden mały sklep, a ceny były stosunkowo wyższe niż w supermarketach, więc postanowiłyśmy zrobić większe zakupy dopiero w mieście. Mimo zmiany miejsca do stopowania, przez około 2 godziny nikt się nie zatrzymał. Dopiero Elsa zahamowała na nasz widok, pomimo że miała już innego autostopowicza w samochodzie, Matta. Odetchnęłyśmy z ulgą, ponieważ wszyscy zmierzaliśmy do Westportu. Dla nas i Matta było to bardziej zakupowym wypadem, ponieważ zamierzaliśmy jak najszybciej przemierzyć południowo-zachodnie wybrzeże. Ku naszemu zdziwieniu, wszystkie supermarkety były zamknięte zgodnie z tradycją Wielkiego Piątku. Kupiłyśmy więc jedynie małą przekąskę w lokalnym "dairy shop" 🍕, podobnym do polskiej Żabki 🐸. Po mało satysfakcjonującym lunchu ruszyłyśmy ponownie w trójkę, z Mattem. Podobno, że dla kierowców zabranie dwóch autostopowiczów mieści się jeszcze w granicach akceptacji, ale więcej może być już problematyczne. Nastroje i tak były dość niskie, więc podjęłyśmy to ryzyko, a zyskałyśmy przy tym świetnego towarzysza. Po kolejnych 40 minutach zatrzymała się Violet z Tonga 🇹🇴 wraz z córką. Zabrała nas aż do Charleston, a czas podróży minął bardzo szybko, słuchając mnóstwa ciekawych historii z dobrym poczuciem humoru. Podczas kolejnej próby stopowania ponownie nikt się nie zatrzymał. Dzięki temu, że Maryś zagadała do osób na pobliskim parkingu, zgodziło się nas zabrać małżeństwo pochodzące z Niemiec 🇩🇪, ale niestety nie zmieściliśmy się wszyscy razem. Musieliśmy się więc podzielić i ostatecznie pożegnać z Mattem. Dzięki Niemcom udało nam się dojechać daleko, aż do Greymouth, mijając po drodze nawet Pancakes Rocks (tak, przypominały stos naleśników). Okazało się, że Państwo byli częścią większej wycieczki motocyklowej, a ich rolą było przewożenie bagaży i nas 😉 Cała ekipa miała taki sam plan na południową wyspę jak my! Być może jeszcze spotkamy się na trasie?
W Greymouth zarezerwowałyśmy pokój dwuosobowy w hostelu 🏨. Niestety Maryś miała obniżoną odporność po ostatnich dniach i złapała infekcję 🦠, prawdopodobnie tę samą, co ja tydzień wcześniej. Dlatego też nie chciałyśmy ryzykować i bardzo nam zależało na odpowiednim odpoczynku. Z hostelu dostałyśmy odpowiedź, że niestety wszystkie pokoje są zarezerwowane od tygodni (podczas okresu świątecznego wszyscy w Nowej Zelandii raczej podróżują, niż spotykają się w rodzinnym gronie), a oferta, którą wykupiłyśmy, okazała się błędem na stronie internetowej. Na szczęście w ramach rekompensaty znaleziono dla nas pokój, który był przeznaczony tylko dla osób pracujących wolontaryjnie, w tym przypadku nie był zajęty przez nikogo. Byłyśmy wdzięczne za możliwość spania w ciepłym i suchym miejscu, więc skorzystałyśmy z tej opcji maksymalnie. Na koniec dnia Maryś poszła wcześnie spać, a ja zjadłam najtańszy deal w KFC, ponieważ wszystko w okolicy było już pozamykane. 🍗

[08.04]
⛺ Z samego rana poszłam zrobić ogromne zakupy. W supermarkecie panował przedświąteczny gwar, i idealnie wpasowałam się w ten klimat z pełnym koszykiem 🛒. Strach po ostatniej wycieczce i świadomość zamkniętych sklepów na kolejne dwa dni sprawiły, że nasze plecaki nabrały wagi. Stopowanie tego dnia nie było najszybsze, ale działało. Poznaliśmy wiele różnych osób, które ostatecznie zawiozły nas do Haast. W międzyczasie zatrzymałyśmy się na herbatę u starszego małżeństwa, a jeden mężczyzna podrzucił nas w okolice jeziora Harihari. Sam pojechał tam, aby powędkować 🎣, ale widząc nasz brak szczęścia, zlitował się nad nami i podwiózł dalej w miejsce, gdzie szanse na złapanie stopa wzrastały. Dowiedziałyśmy się od niego także, jak dużym i ważnym tematem w Nowej Zelandii jest polowanie. Jesienny sezon to czas myśliwych, więc m.in. w lesie trzeba ubierać się jaskrawo, aby nie stać się przypadkowym celem. Na końcu podwiózł nas Zab, który, jak się okazało, jechał aż do Queenstown. Nie miał planów co do noclegu, więc Maryś zaproponowała chatę niedaleko Haast. Chata 🛖 była standardowa, a dojście tam zajęło nam ponad godzinę. Istniało ryzyko, że będzie przepełniona myśliwymi, ale zaryzykowaliśmy. W drodze zauważyłyśmy piękne glow wormsy (czyli takie świecące larwy, ukryte z reguły w korzeniach drzew albo jaskiniach) oraz słyszałyśmy ryki jeleni. Ostatecznie w schronieniu znajdowała się tylko bardzo sympatyczna para z Anglii 🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿. Spędziliśmy tam dużo czasu, rozmawiając i dzieląc się własnymi historiami.

[09.04]
⛺ Wesołych Świąt! Smacznego jajka! O tak! Miałyśmy ze sobą ugotowane jajka, co prawda zwykłe, nie pisanki, ale jajka! Podzieliłyśmy się więc nimi ze wszystkimi i zjadłyśmy 🥚🥚🥚🥚. Reszta śniadania to była standardowa dla kempingowiczek, czyli owsianka 🧑‍🍳!
Zachodnie wybrzeże charakteryzuje się bardzo deszczowym klimatem. Przez około 300 dni w roku pada tam deszcz, a niebo przysłonięte jest wieczną chmurą (stąd maoryska nazwa kraju: Aotearoa — kraj białej chmury ☁). Tak. Więc tamtego dnia miałyśmy piękne słońce. ☀️ Całą trasę do Wanaki jechałyśmy z nosem przyklejonym do okna, było prześlicznie. Po drodze zahaczyłyśmy o niebieskie jeziora 💙, których kolor był faktycznie niesamowicie głęboki i wyrazisty. Mimo że było mnóstwo ludzi, nie przeszkodziło nam to w pełnym zachwycie nad widokiem.
Zab jechał do Queenstown, tam, gdzie my, ale my chciałyśmy jeszcze odwiedzić Wanakę, piękne miasteczko położone nad jeziorem. To właśnie tam były nagrywane sceny do serialu "Miecz Prawdy" ⚔, na podstawie ulubionej książki Maryś o tej samej nazwie. W Wanace zarezerwowałyśmy nocleg w hostelu, ponieważ infekcja Maryś nie opuszczała jej organizmu tak łatwo. Hostele w Nowej Zelandii nie należą do najtańszych, zwłaszcza w okresie świątecznym, ale i tak można powiedzieć, że miałyśmy wyjątkowe szczęście móc odpocząć w prywatnym pokoju. 🛏️

PS Dzisiejszy post powstał wraz z pomocą ChatGPT 😱

Hej! Dawno nas tu nie było 😅 By nadrobić wszystkie zaległości, zapraszamy w niedzielę 6 sierpnia o godzinie 15:00 (czasu...
31/07/2023

Hej! Dawno nas tu nie było 😅 By nadrobić wszystkie zaległości, zapraszamy w niedzielę 6 sierpnia o godzinie 15:00 (czasu polskiego) na spotkanie na żywo! Będziemy tam opowiadać o naszych ostatnich 4 miesiącach podróży oraz odpowiadać na pytania.
🎙 Pytania możecie zostawić w komentarzu, wysłać w wiadomości prywatnej lub zostawić w relacji na Instagramie.

Całość odbędzie się na Instagramie, relacja Live będzie zapisana na profilu.

Do zobaczenia! ⛺

[31.03-01.04]⛺ Z Picton zabrała nas Alison, ciocia Chloe, i wraz z mężem Billem zaoferowali nam spanie u nich w domu. Ma...
12/05/2023

[31.03-01.04]
⛺ Z Picton zabrała nas Alison, ciocia Chloe, i wraz z mężem Billem zaoferowali nam spanie u nich w domu. Małżeństwo mieszka w Renwick, niedaleko Blenheim, w rejonie sławnym z winiarni 🍇. Swego czasu Alison z Billem zajmowali się swoją winnicą, przyjmowali również ludzi z WOOFFingu (czyli coś w rodzaju Workawaya). Słoneczna pogoda 🌞, otaczające ciepło, płaskie tereny z górami na horyzoncie oraz zapach winogron — tak bym opisała to miejce.
Z gościnności Alison i Billa korzystałyśmy przez dwie noce. Miałyśmy czas by zrobić pranie, zaplanować podróż dookoła południowej wyspy i spokojnie się wyspać. Bill przygotował pyszny obiad i przy okazji spróbowaliśmy równie dobrego lokalnego wina 🍷.
Na drugi dzień pojechaliśmy do Kaikoury obejrzeć mecz juniorski w rugby union 🏉 (w jednej z drużyn grał wnuk Billa). Mecz był zacięty i twardy, dobrze było z bliska zobaczyć pewne elementy gry! Kaikoura okazało się bardzo spokojnym miasteczkiem z przyjemną promenadą w okolicy plaży. Przy odrobinie szczęścia i trochę więcej pieniędzy można zobaczyć tam wieloryby 🐋 i wiele innych zwierząt morskich, tj. delfiny, pingwiny itd. Zrezygnowałyśmy z tej atrakcji, biorąc pod uwagę nasze plany podróżnicze po Nowej Zelandii, niemniej jednak widziałyśmy relację znajomych na Instagramie i myślę, że warto zainwestować! W drodze powrotnej do Renwick zatrzymałyśmy się, by obejrzeć foki wypoczywające na skałach. Nie spodziewałyśmy się, że będzie ich aż tak dużo!

[02.04]
⛺ W niedzielę, choć ból gardła wciąż mnie nie opuszczał, zostawiłyśmy naszą bazę noclegową i ruszyłyśmy w nieznane. Może nie do końca takie nieznane, plan miałyśmy konkretny — zrobić pętlę dookoła jezior w Nelson Lakes National Park, zahaczając o Blue Lake (podobno znajduje się tam najczystsza woda 💧 w całej Nowej Zelandii). Widoki napawały motywacją, szybko więc złapałyśmy stopa do St Arnaud, jadąc dwoma samochodami. Z ostatnia sympatyczną parą tak się zagadałyśmy, że zupełnie zapomniałyśmy wziąć nasz termos 🫖 z ich kamperwana). Na miejscu zrobiłyśmy szybkie zakupy, poszłyśmy do Visitor Center — Maryś zebrała najważniejsze informacje na temat trasy, pogody 🌦, wzięła potrzebne mapy, wykupiła nam nocleg w chatach, zostawiła niepotrzebne rzeczy i...ruszyłyśmy! Dojście do pierwszej chaty (Coldwater Hut) zajęło nam 3 h (o 50 min szybciej niż szacowały mapy). Nie wiem, czy nasze tempo nie było jednak za szybkie. Szlak był mokry, a co za tym idzie śliski 🥾🥾, więc udało mi się zaliczyć parę upadków. Podobno jeden z nich wyglądał przerażająco — mi natomiast nic się nie stało. Co najwyżej zmoczyłam sobie spodnie i plecak. Kiedy dotarłyśmy do chaty, słońce było już za horyzontem, ale wciąż było wystarczająco jasno, żeby zobaczyć piękny widok na jezioro i okolice. Chata była o standardowym poziomie — były łóżka z materacami, ubikacja na zewnątrz, bieżąca woda i kominek z możliwością rozpalenia ogniska. Choć była dopiero godzina 18, to cała ekipa w wiacie zbierała się już spać. Zrobiłyśmy więc szybko i cicho jedzenie, spojrzałyśmy na chwilę na mapę i dołączyłyśmy do śpiącego grona 😴.

[03.04]
⛺ Pętla, którą chciałyśmy zrobić, wymagała 5 dni trampingu (tak w Nowej Zelandii nazywają chodzenie po górach). Pierwsze 3 h trasy były niewymagające, ciężar plecaka był przyjemny i pogoda dopisywała. Drugiego dnia miałyśmy się zmierzyć z ponad 18 kilometrami i podejściem 700m na odcinku ok. 3 km do Cupola Hut (znajdowała się prawie na szczycie). Szłyśmy w dobrym tempie, ale z kilometra na kilometr, traciłyśmy siły. Powoli zdawałyśmy sobie sprawę też, że jedzenie, które ze sobą miałyśmy, ledwo nam wystarczy na całą trasę. Dodatkowo ja jeszcze czułam bolące gardło i ogólne zmęczenie organizmu. To wszystko sprawiło, że koniec dłużył nam się niemiłosiernie 😫. Ledwo dotarłyśmy do celu, a z chmur zaczął padać deszcz 🌧. Nasze zmęczenie, ilość jedzenia i reszta trasy (która miała być jeszcze cięższa niż drugi dzień) zmusiły nas do zrezygnowania z Blue Lake i powrotu do St Arnaud. Żeby chociaż trochę inaczej pójść, podjęłyśmy decyzję, że następnego dnia pójdziemy do Hopeless Hut, a później znów do Coldwater Hut. Trasa była podobna do tej z drugiego dnia, ale przynajmniej byłyśmy na drodze powrotnej. Tym razem w chacie byłyśmy same, więc miałyśmy czas i spokój, aby spokojnie przegadać trasę. Maryś niesamowicie zadbała o ciepło 🔥 w chacie przez całą noc, dzięki czemu ja przynajmniej wyspałam się i wystarczająco wypoczęłam.

[04.04]
⛺ Rano wyspane ruszyłyśmy w dalszą podróż. Przed zejściem wyszłyśmy jeszcze ponad chatę, żeby zobaczyć piękny widok na okoliczne góry 🌄. Zejście było śliskie po zeszłodniowych deszczach. Niestety, Maryś zaliczyła tam pierwszy swój upadek. Na tyle był on niefortunny, że poczuła ostry ból w kolanie, który nie opuścił jej przez kolejne kilkanaście dni (czasami dalej się odzywa). Ja też w pewnym momencie poczułam prawe ścięgno Achillesa. Jak sobie możecie wyobrazić, nasze tempo było coraz słabsze 🐌. Zwłaszcza że pogoda również nie była najlepsza. Slońce pojawiło się jedynie rano, a z chmur czasami padał deszcz. Noc spędzona w Hopeless Hut była idealnym podsumowaniem naszych nastrojów. Nawet nie miałyśmy ochoty ze sobą rozmawiać, ani z osobami, które razem z nami korzystały z tej samej chaty 🛖.

[05.04]
⛺ Ostatni dzień wyprawy to już praktycznie walka z bólem i cierpieniem. Szłyśmy w swoim tempie. W słuchawkach leciały podcasty o różnej tematyce, byle tylko zagłuszyć negatywne myśli 🙁. Dotarłyśmy przed zmierzchem do ostatniej chaty, ale nie było łatwo. Przynajmniej dla Maryś — jej kolano dawało bardzo w kość. Moje ścięgno było irytujące, ale nie beznadziejne. Nawet gardło z grubsza się wyleczyło, a ogólne zmęczenie związane z infekcją 🤧 było praktycznie znikome. W międzyczasie złapałam wirus opryszczki, ale nie było to aż dokuczliwe. Wieczór spędziłyśmy, grając w karty i poznając innych podróżników — jedni byli lokalnymi nauczycielami, którzy w ramach lekcji na zewnątrz zabrali swoich podopiecznych na kajaki 🛶 z biwakiem. Inni planowali robić naszą trasę albo byli w trakcie przechodzenia jedną z najbardziej hardcorowych wypraw w Nowej Zelandii — Te Araroa — trasą przechodząca przez północną i południową wyspę, mającą niecałe 3 tysiące kilometrów. Podziwiamy tych wariatów — o dziwo jest ich bardzo dużo, szczególnie na południowej części szlaku!

[06.04]
⛺ Z Coldwater Hut to już rzut beretem do St Arnaud. Maryś wzięła taksówkę na wodzie, czyli po prostu łódkę 🚤, która zawiozła ją do samego centrum. Ja natomiast przeszłam się te ostatnie 3 h trasy, które zrobiłam o godzinę dłużej niż powinnam. Od razu po odebraniu rzeczy wzięłyśmy gorący prysznic 🚿 (Maryś umyła głowę, ja nie, nauczona ostatnią infekcją) na pobliskim kampie i zrobiłyśmy pranie. Odświeżone poszłyśmy do miasteczka zjeść przepyszną pizzę 🍕 i potato wedges, czyli zapiekane ziemniaczki. Szczęśliwe z pełnym brzuszkiem poszłyśmy jeszcze łapać stopa. Nie za bardzo nam to szło. Długo czekałyśmy, zanim jeden chłopak się zatrzymał i zabrał nas na pobliski freedom camping. Choć nie zrobiłyśmy wielu kilometrów, to byłyśmy zadowolone. Było już późno 🌆, a dzięki naszemu kierowcy miałyśmy już ogarnięte miejsce do spania. Nikt jednak nie przestrzegał nas przed panującymi tam warunkami atmosferycznymi. W nocy było bezchmurne niebo, księżyc w pełni świecił na cały teren kampingu, ale temperaturę bliską 0 stopni czułyśmy bardzo głęboko w kościach 🥶. Nawet nie wiecie, jak bardzo doceniałyśmy śpiwory i skarpetki, które dostałyśmy od Chloe. Nie była to najłatwiejsza noc, ale nie zatrzymała nas przed dalszym eksplorowaniem Nowej Zelandii.

Address

Queenstown

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Quichhiking posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share