Ania Grebieniow Nomading

Ania Grebieniow Nomading podróże wiatrem podszyte

Takie oto stado mongolskich grających koni (plus jeden koziorożec) spotkało się w mojej poznańskiej stajni:) Każdy ma in...
24/03/2026

Takie oto stado mongolskich grających koni (plus jeden koziorożec) spotkało się w mojej poznańskiej stajni:) Każdy ma inne rżenie, imię i charakter.

Morin khuur to "końskie skrzypce", które głębokim brzmieniem dwóch strun opowiadają świat - tętnią sercem stepu, poruszają ludzkie dusze i budzą w nich tęsknotę za przestrzenią, dzikością, prostym życiem i wolnością. Wystarczy jedno pociągnięcie smyczkiem, aby wyruszyć w piękną podróż.

Wzruszenie dziś:)Dziękuję Wam wszystkim, którzy wspieracie mnie na szlakach, zarówno tych podróżnych, jak i muzycznych. ...
22/03/2026

Wzruszenie dziś:)
Dziękuję Wam wszystkim, którzy wspieracie mnie na szlakach, zarówno tych podróżnych, jak i muzycznych.
Drodzy Przyjaciele z Mongolii, opowieść o Was, o marzeniach Dzieci z Lotus i o morin khuur wybrzmiała tu w Polsce, na dużej scenie podczas Kolosy.
Dziękuję, że jesteście. Bayarlalaa!

Lotus Children's Centre Mongolia
Batzorig Vaanchig
Монгол адууны диваажин /Horse heaven

- Wiesz Ania, ja marzę o zostaniu koszykarzem. Jeszcze nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale zostanę championem! Marzę też, ...
21/03/2026

- Wiesz Ania, ja marzę o zostaniu koszykarzem. Jeszcze nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale zostanę championem! Marzę też, aby nauczyć się grać na gitarze - entuzjastycznie odpowiada mi Enkule. - Ja chcę być najlepszym piekarzem, robić coraz lepsze chleby i pizze - uśmiecha się Toro znad miski z ciastem. Dalaijargal chciałaby realizować pasje fotograficzne i zostać weterynarzem, mała Munkjin chce uczyć się tańca, jej brat bliźniak, Munkjdul, będzie piłkarzem. Mała Yanjinlkam kocha śpiewać piosenki i marzy o grze na morin khuur. - A ja pragnę spędzić życie razem z Didi... - cicho szepcze Esujen.

Te dzieci mają wielkie marzenia ale małe możliwości. Mieszkają w domu dziecka Lotus w Mongolii Lotus Children's Centre Mongolia. Australijka Didi jest im nauczycielką, przyjaciółką, mamą. Obejmuje sercem kilkadziesiąt dzieci naraz, był czas że nawet sto pięćdziesiąt. Jest jej trudno wesprzeć każde dziecko w jego drodze tak, jakby chciała. A chce najlepiej, bo bardzo je kocha. Mówi o nich "moje dzieci".

Gdy z nimi przebywam, mam wrażenie jakbym znalazła się w którejś z powieści Janusza Korczaka. Dzieci wyznaczają dyżury, kto danego dnia gotuje, kto sprząta, kto robi zakupy. Starsi pomagają młodszym w lekcjach a wieczorem są rozgrywki UNO.

Chcę pomóc w zbudowaniu systemu solarnego, który odciąży Lotus z wysokich rachunków. Wówczas co miesiąc będą mieli oszczędności na realizowanie marzeń: na zajęcia z koszykówki, na kurs piekarski, na aparat fotograficzny, na nauczyciela muzyki, na studia.

Jeśli poczujesz, że chcesz dołączyć, znajdziesz link poniżej oraz w komentarzu.
https://zrzutka.pl/dzieci-mongolia

20/03/2026

Ochko zatańczył dla mnie na pożegnanie:)

Dziękuję minii naiz i pamiętaj o spacerach z Baavgai!:)
Dorjsuren Naranbileg

Wracam już, obładowana jak ten wielbłąd, co dźwigał moje toboły na Khovsgol'u. To, co się dało, założyłam warstwowo na s...
19/03/2026

Wracam już, obładowana jak ten wielbłąd, co dźwigał moje toboły na Khovsgol'u. To, co się dało, założyłam warstwowo na siebie, biorąc pod uwagę ryzyko udaru cieplnego na lotnisku w Istambule. Tam grzeją bardziej niż w Ikei.

A zatem, pomijając merino gatki, to jadą na mnie: wełniane getry i 2 warstwy spodni, koszulka tiszert, merynos, sweter wełniak, gruba ozdobna bluza mongolska od Muggie, kurtka, czapka, rękawice po kieszeniach, dwa bufy i podwójne skarpety.

Starałam sie być jak najmniej zauważona przy kontroli, bo mam plecaczek przekraczający limit wagowy niemal o 100%, morin khuura w podwójnym pokrowcu i z częścią ciuchów pomiędzy nimi (w ramach amortyzatorów), szamański bęben w kształcie równobocznego trójkąta, gdzie a=60cm, w bębnie kolejny sweter, nerkę xxl pewnie 8l albo i lepiej oraz kurtkę-przemytniczkę - taki stary Mammut z pierdylionem kieszonek, w których poupychałam ciężkie gadżety typu mongolskie skamieniałe serki arule i sutejcaj w proszku.

Mój bęben nie mieścił się w tunelu, w którym prześwietlają bagaż i była konsternacja, jak go sprawdzić. Kazali otworzyć pokrowiec ale nie kwapili się do organoleptycznych oględzin. Może to respekt do szamańskich rekwizytów;) A bo to wiadomo, skąd go przytargałam? Prawda jest taka, że to zwykły bazarowy bębenek, ale ja go prezentowałam z dużym namaszczeniem, jakbym nie chciała uronić ani jednego zaklęcia. Puścili.

Tymczasem pechowo, akurat w moim bagażu głównym coś celnikom nie pasowało i wywołali mnie z tłumu. Kapnęłam się po trzecim wezwaniu że "Gruabnaw" to moje nazwisko.

Okazalo się, że piezoelektryczny zapalnik kuchenki gazowej wysłał jakiś elektryczny smog i wymagało to wybebeszenia jednej z toreb. Dobrze, że podzieliłam bagaż na kilka części i ten piezopierdółek był w najmniejszej z nich. Rozpiżyli strecz, który trzymał tobołek w jako takiej całości (i za który zapłaciłam na lotnisku 25 zł). Potem, po kontroli związywaliśmy to z urzędnikiem prowizorycznie starą folią, bo w mojej torbie jest walnięty zamek. Mam nadzieję, że nie rozpadnie się to przy przeładunku i nie pogubią moich śpiworów oraz elementów bielizny.

Przy okazji tej kontroli, obejrzeli wnikliwie mój bagaż podręczny (który wcześniej trochę ukrywałam podczas check-inu), który wygląda prawie jak główny, gdyby to wszystko zebrać razem. Wyjaśniłam, że na check-in się zgodzili (co prawda podczas innego lotu rok temu). Tym razem nie afiszowałam się instrumentami na wszelki wypadek. Dodałam, że regularnie latam z bębnem i końskimi skrzypcami, bo to mój zestaw koncertowy. Co z tego, że koncertów słucha tylko piesek Lisek u mnie w domu. Ten fakt zataiłam. Powiedziałam, że to delikatne instrumenty, dlatego ich nie wysyłam na taśmę bo już kiedyś połamali. Nawet nie skłamałam, bo owszem połamali, ale akurat nie moje skrzypce, tylko Batzoriga. Kiedyś mi o tym opowiadał.

Gdy myślałam, że przeszłam już wszystkie możliwe kontrole, nagle podczas boardingu, po zeskanowaniu mojego biletu zapalił się na pulpicie czerwony krzyżyk i niemiło zaburczał. To nie był dobry znak. Ktoś nie wprowadził do systemu informacji, że moja kupiona w Ułan Bator kuchenka gazowa typu jetboil (tylko chińska i o kilka stów tańsza) nie jest groźna dla naszego airbusa.

I znów, z pozorną obojętnością, czujnie śledziłam podejrzliwe spojrzenia mierzące moje bambetle. Czekając na uzupełnienie w systemie, starałam się miłym uśmiechem oraz rozmową rozwiać obliczenia stereometryczne związane z moim bagażem podręcznym. Co ciekawe, jeden Mongoł na bramce mówił po polsku, więc wybijanie mu z głowy wzoru na objętość brył było łatwiejsze.

W końcu machnęli ręką na mój bagaż podręczny, a jest on faktycznie podręczny, bo wzięłam wszystko, co było pod ręką.
A w Mongolii można sporo znaleźć.

Pozdrawiam z airbusa, z 11620 m n.p.m.

P.s. Jak ktoś się wybiera na Kolosy, to do zobaczenia w sobotę :)

Spotkania z czworonogami:)Z Karol Wybrański i Esmedekh Altangerel .
18/03/2026

Spotkania z czworonogami:)

Z Karol Wybrański i Esmedekh Altangerel .

A jednak te wiosła na saniach wcale nie były żartem ;-)Skoro rzeka Jargant Gol została uznana przez lokalne władze za św...
16/03/2026

A jednak te wiosła na saniach wcale nie były żartem ;-)

Skoro rzeka Jargant Gol została uznana przez lokalne władze za świętą, postanowiliśmy z Karolem i Esee poszukać innej rzeki na nasze zimowe packraftowe poczynania. Może i wariactwo ale kto wariatom zabroni.

W Kotlinie Darhadzkiej jest więcej rzek, gdzie woda dzięki geotermalnej aktywności regionu nie zamarza nawet podczas największych mrozów.
Na naszą dziką przygodę wytypowaliśmy źródło Duut Bulag, z uwagi na malownicze położenie. Szybko okazało się jednak, że poziom wody jest tak niski, iż Karol sporą część dystansu pokonał pieszo, brodząc w nurcie i ogrzewając stopy w rzecznej wodzie. Tak, przy takich temperaturach powietrza nawet lodowata woda grzeje;) Ot luksusy zimowej podróży.

To był poranek po namiotowej najzimniejszej nocy naszej wędrówki. Elektronika odmawiała współpracy, więc materiałów z tej przygody mamy niewiele. Ale packraft przy porannym -35 i tak zostaje w pamięci na długo ;)

_____

Dzięki Dominik Szmajda za pożyczenie części sprzętu! Jedno wiosło połamałam podczas pieszej przeprawy przez torosy jeziora Khovsgol, ale masz farta, bo akurat nie Twoje;)
Kombinezon tak zesztywniał, że nie udało mi się go założyć - najwyraźniej producent nie przewidział wariantu "mongolska zima" :-D
Za to packrafty dają radę w każdych warunkach, trzeba je tylko po zabawie odkuć z warstwy lodu. Uwielbiam moją żabkę.

Z Karol Wybrański i Esmedekh Altangerel.

Pewnego razu była sobie rzeka, dziko meandrująca pośród mongolskich gór, lasów i stepów. Miała na imię Jargant Gol. Ziem...
16/03/2026

Pewnego razu była sobie rzeka, dziko meandrująca pośród mongolskich gór, lasów i stepów. Miała na imię Jargant Gol. Ziemia tuliła ją do serca tak mocno, że jej woda nie zamarzała nawet najsroższą zimą. Ludzie szanowali ją, bo dawała im krystaliczną wodę prosto z głębin. Klękali na jej brzegu i pili prosto z nurtu.

Lecz pojawili się tacy, którzy nie rozumieli więzi, jaka łączy człowieka z żywą wodą. Zostawiali butelki, zostawiali opony, myli samochody. Rzeka dalej płynęła żwawo, lecz jej nurt wirował coraz smutniej.

Ci, którzy znali jej serce od lat, czuli, że dzieje się coś niedobrego. Budzili się coraz smutniejsi, choć wcześniej kilka łyków żywej wody dawało im energię na cały dzień. W końcu zrozumieli, że ich żywa woda traci swoją moc.

Zebrała się Wielka Rada i podjęła Wielkie Postanowienie.

Od końca ubiegłego roku rzeka Jargant Gol uznana jest za świętość. Nie można traktować jej nurtu jak miejsca do mycia, spływać ani się kąpać. Można natomiast pić jej wodę prosto z na powrót uśmiechniętego nurtu.

Bierzmy przykład z Mongolii.
Uświęcajmy rzeki także w Polsce!

_______

Zdjęcia z reniferami: Esmedekh Altangerel

Ktoś mnie zapytał, czy lubię marznąć. Skądże!Zimowa wędrówka to w zasadzie pean na cześć ciepła: wełniane skarpety, najl...
14/03/2026

Ktoś mnie zapytał, czy lubię marznąć. Skądże!
Zimowa wędrówka to w zasadzie pean na cześć ciepła: wełniane skarpety, najlepsze merynosy, puchówki „extreme”, ognisko, ogrzewacze, czajnik, turbo termos, baby-bottle… i te rozkminy przed wyjazdem, która mata ma lepszy R-value. To wręcz obsesja ciepła;) Używam różnych trików z jedną myślą: rozgrzać siebie, rozgrzać wodę, rozgrzać jedzenie.

A zatem wychodzi na to, że my, zimowi ludzie, jesteśmy ciepłolubami ;) W przeciwieństwie do piewców upalnego lata, którzy robią wszystko, aby znaleźć chłodny kąt, klimę i kojący zimny prysznic albo chociaż shake’a z lodem. To kto tak naprawdę lubi zimno ;)?

Wędrowaliśmy z Karolem przez północny fragment Mongolii w okresie, gdy temperatury spadały poniżej -30 stopni, nocą nawet do -40. Rozbijanie namiotu w takich okolicznościach to wyścig z czasem. Byle zdążyć, zanim niebezpiecznie zniknie czucie w dłoniach lub stopach. Chwila nieuwagi może kosztować dużo. Tak, bywało rześko...

Pocieszającą myślą był fakt, że dwa tygodnie wcześniej odnotowano tu -57°C.
Przy takim rekordzie nie wypada narzekać na -40. Na szczęście nie przydała nam się wiedza zdobyta na przedwyjazdowym kursie pierwszej pomocy. Ani tym bardziej zasobne apteczki.

A wiosła na saniach?
Nie, nie pomyliliśmy pór roku :D
Kto zgadnie po co były?;)

______

Z Karol Wybrański i Esmedekh Altangerel, który dołączył na najzimniejszy odcinek.
Pozdrowienia dla ekipy Kursy Ratownictwa! Biegun Zimna poznajecie herbatę?

News prosto z Mongolii: BATZORIG VAANCHIG zagości w Poznaniu :)Halo Miłośnicy Mongolii, śpiewu gardłowego, morin khuur'ó...
12/03/2026

News prosto z Mongolii: BATZORIG VAANCHIG zagości w Poznaniu :)

Halo Miłośnicy Mongolii, śpiewu gardłowego, morin khuur'ów, zapiszcie datę:

15 maja | Kino Rialto Poznań | godz. 18:00

Wieczór rozpocznie spotkanie „Stepowym wiatrem utkane”. Będą to moje opowieści o morin khuur i podróży przez mongolskie stepy, baśnie Basnie Ludow Ziemi i muzyka na żywo by Bart Pałyga Music.

Serdecznie zapraszam w imieniu całego teamu Wietrzny Koń - muzyka tajgi i stepu :)
Szczegóły w wydarzeniu poniżej.

https://facebook.com/events/s/batzorig-vaanchig-piesni-z-mon/1244668751195252/


Organizator tournee: Altai

Lodowy bezkres jeziora Khovsgol.Mongolia.Z Karol Wybrański.
10/03/2026

Lodowy bezkres jeziora Khovsgol.
Mongolia.

Z Karol Wybrański.

Nie każdy dzień jest dobry aby wejść na jezioro. Na lód wchodzę dopiero, gdy skorupa wodnego olbrzyma zastyga i grubieje...
09/03/2026

Nie każdy dzień jest dobry aby wejść na jezioro. Na lód wchodzę dopiero, gdy skorupa wodnego olbrzyma zastyga i grubieje tak, że dogania niejeden głaz. Ale w przeciwieństwie do skały, ten organizm jest żywy - przemawia basem, śpiewa murmurando o zachodzie, budzi rano bulgotem lub wystrzałem, miewa humory.

W tym roku jezioro Khovsgol w północnej Mongolii porządnie zamarzło stosunkowo późno, bo dopiero późnym styczniem, na dodatek kapryśnie i dość często roztwiera swe czeluście. Trzy tygodnie temu utonęło auto, kilka innych utknęło w szczelinach.

Miejscami gładź, jak po najlepszej szpachli a niekiedy trzeba nie lada slalomu aby przejść sto metrów. Bywa, że warkocz dwu-trzymetrowych torosów nie wypuszcza wędrowców na brzeg kilometrami a potem znika, ustępując miejsca szerokiemu rumowisku płaskich, luźnych lodowych dachówek. Zatrzymuje i każe podziwiać lazury, błękity, zielenie i biele.

Przez kilka dni wędrowaliśmy tak z Karolem wzdłuż gór Khoridol Saridag, które otulają zachodni brzeg jeziora. Najwygodniej szło się błyszczącą taflą wywianą ze śniegu, odsłaniającą bezwstydnie intymne zapisy wnętrza olbrzyma. Notatki z cichych westchnień, romantyczne poezje, stenografie wieczornych wywodów, gniewne wykrzykniki oraz ekspresje z nocnych libacji.

Szliśmy w milczeniu, zaczytani.
A olbrzym pod stopami dopisywal kolejne frazy swej pieśni.

Z Karol Wybrański.

Address

Dalandzadgad

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Ania Grebieniow Nomading posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share