21/08/2026
Wczoraj żegnaliśmy się z Ligurią i był to jeden z tych dni w trasie, gdzie wszystko wydawało się nie iść tak, jak powinno. Na naszym kampingu znowu była impreza i nie mogłam zasnąć, a jak już ucichły głosy to o 4 zaczęło padać. Nie było intensywnie, więc pomyślałam sobie, a godzinkę sobie chociaż pośpię, nic się nie stanie. I to był błąd. Z deszczu zrobiła się ulewa, która nie skończyła się kiedy wyjeżdżaliśmy z pola namiotowego o 12. Wszystko mokre i obłocone, ale jakoś się spakowaliśmy i złożyliśmy namiot. Kupiłam bilet na pociąg o 12:42, tak żebyśmy mogli skorzystać z kampingowego shuttle (camping był na wzgórzu, 10 minut w dół, 20 minut w górę z plecakami) i mieć czas na kawę przy dworcu. Przyszliśmy, a tu na tablicy, że nasz pociąg odwołany, a następny opóźniony o 20 minut. Informacje na temat pociągów czy do Sabiny (naszym, do Genui), czy przeciwnym, do Sestri Levante zmieniały się co chwilę. Pociąg po pociągu został odwoływany albo opóźnienie rosło. Zaczęłam pisać do obsługi TrenItalia, ale po którymś z maili (Antonio: proszę iść do obsługi dworca i spytać się czy będzie podstawiona komunikacja zastępcza. Ja: na tym dworcu nie ma żadnego pracownika! Antonio: W takim razie nie mogę pani pomóc.) Na szczęście obsługa kampingu odpisała, że jeżdżą też autobusy do Genui i tak dojechaliśmy. nawiasem mówiąc, TrenItalia nie zwraca pieniędzy za takie krótkie połączenia. W Genui mieliśmy mieć jeszcze kilka godzin na zwiedzanie, ale przez to całe zamieszanie związane z burzami i problemami technicznymi włoskich przewozów regionalnych dotarliśmy do Genui godzinę przed odjazdem Flixbusa do Mediolanu. Ucieszyliśmy się nawet trochę, bo jak wyszliśmy z dworca, to nie padało. Krótka była nasza radość. Szybko znaleźliśmy jakiś daszek; dworzec autobusowy Flixbusa w Genui jest na ulicy, bez przystanków, ale jak tylko zobaczyliśmy autokar z napisem Milan poszliśmy w jego kierunku i ktoś “zabrał” nam naszą zadaszoną miejscówkę. Autokar nie był nasz, a deszcz się rozkręcił na nowo. Podeszła do mnie jakaś starsza Włoszka, czy przyjmę ją pod parasol, bo zaraz miał przyjechać nasz bus. Przyjęłam, a co. Pogadałyśmy, zimno od przemoczenia, my - głodni i zmęczeni, a Flizbus nie przyjeżdżał. W końcu z 30 opóźnieniem przyjechał i nas zabrał. Pani nawet powiedziała, że może nas podwieźć w Mediolanie, ale jak zobaczyła, że nasz hotel jest (według niej) w nieciekawej dzielnicy, to stwierdziła, że damy sobie radę. Mieliśmy iść z buta, ale jak znowu zaczęło padać, wróciliśmy się do taksówki. O hostelu nie opowiem, mamy lekki kryzys. Cały czas pada. Wiem, to dobrze, bo było za gorąco - za długo. Namiot się suszy na podłodze, powoli go myjemy, materace będą następne, jak się miejsce zwolni na podłodze. I tak mamy dwa dni, żeby wszystko domyć i do suszyć przed następnym kampingiem.