13/05/2026
Trochę się obawiałem wjazdu do Federacji Rosji, za dużo czytałem wcześniej w internecie relacji o spędzonych kilkudziesięciu godzinach na granicy, przeszukiwaniach bagaży, przesłuchaniach itp. Wyruszyliśmy z samego rana po godz 6:30, wstałem już o 5 bo nie mogłem spać. Do przejścia granicznego Gruzja-Rosja mieliśmy 30 min drogi, pokonaliśmy ją w pięknej scenerii gór i przełęczy. Przejście po stronie Gruzji zajęło 10 min i jechaliśmy dalej pasem ziemi niczyjej aby po 10 min dojechać do osławionej granicy Rosji. Kolejki nie było, i po 10 min stałem już przy okienku z odprawą paszportową. Po drugiej stronie siedziała urokliwa pani która z uśmiecham na twarzy wzięła mój paszport. Kilka minut go przewracała i skanowała stronę główną i z wizą po czym poprosiła swojego kolegę aby nas odprowadził do innego budynku. Poszliśmy do pokoju zwierzeń, gdzie równie sympatyczny i grzeczny pracownik służb wypytywał nas o różne przyziemne sprawy. Następnie poprosił o oddanie telefonu i podanie kodu, przekazał go do innego pokoju w celu weryfikacji. Po pół godzinie oddał telefon i paszport i powiedział że wsxystko ok, możemy jechać dalej. Najwięcej problemu sprawiła odprawa celna, i wyrobienie dokumentu „vremennoye vvedeniye” na motocykl. Całość przejścia zajęła nam około czterech godzin, bez spiny i nerwów, w towarzystwie krasivyye devushki które w większości tam pracują. Po przejechaniu granicy trzeba było jeszcze kupić ubezpieczenie, również dziewczyna była bardzo miła i uprzejma, co powinno być oczywiste jednak przygotowany byłem na „specjalne” traktowanie przybyszy z zachodu. Pierwszym dużym miastem do którego wjechaliśmy był Władykaukaz, szerokie drogi, ładnie przystrojone po niedawnym świecie 9 maja. I tutaj zaczęły się pewne emocje bowiem nawigacje straciły jaki kolwiek kontakt z rzeczywistością, nie widziały naszej pozycji. Trzeba było szybko się dostosować do rzeczywistości i nawigować się dzięki informacji od kierowców których pytałyśmy się stojąc w korku czy na światłach. Tablic i znaków drogowych nie stety też nie ma. Zatrzymuje nas Milicja, myślę sobie to już koniec, natomiast pan milicjant był bardzo ciekawy naszej historii i przygód, wytłumaczył jak jechać i życzył szczęśliwej drogi. Później było jeszcze kilka zatrzymań i kontroli, głównie chodziło o ich ciekawość, żadnych głupich pytań czy polityki. Dziwnie się jechało przez Czeczenie w otoczeniu plakatów i bilbordów Kadyrowa i Putina, ale szybko się przyzwyczaiłem. Gdzie kolwiek się zatrzymałyśmy od razu pytania ciekawskich skąd jedziemy i gdzie. Nikt nie reagował negatywnie jak usłyszał że jedziemy z Polski, wręcz przeciwnie kilku Czeczenów wyznało miłość do Naszego kraju. Dzisiaj po dwóch dniach spędzonych w Rosji dojechałyśmy do Kazachstanu, przekroczyliśmy granicę, znowu krótkie przesłuchanie, sprawdzenie telefonów i na koniec życzenie szczęśliwej drogi. Powrócił internet i jest troszkę raźniej 😀 Kilka następnych dni zapowiada się w scenerii długich prostych przelotów, mijaniu wielbłądów i pasących się krów i owiec. Jechałem już z Grzechem przez Kazachstan 8 lat temu jadąc do Kirgistanu, teraz trochę inną drogą będzie powtórka. Najważniejsze że jest ciepło i pogodnie, przejechane mam już ponad 5,5 tys km i długa droga jeszcze przed nami.
Dodam jeszcze że paliwo w Rosji kosztuje 3 złote za litr i pachnie prawdziwą benzyną a nie jak jak u nas miksem z rzepakiem. Dzisiaj dodano nam kolejną godzinę i już jest +3 w stosunku do Polski.