25/08/2026
Jedziemy przez wschodnią Turcję.
Region, w którym życie wygląda zupełnie inaczej niż to, do którego przywykliśmy.
Patrzymy na mijane domy i biedne obejścia, zagrody zbudowane z wysuszonych krowich placków wymieszanych ze słomą. Dzieci grające w piłkę lub biegające na bosaka miedzy blokami, ludzi żyjących znacznie skromniej niż my kiedykolwiek.
I nasza rozmowa jakoś zupełnie naturalnie zeszła na nas. Na nasze dzieciństwo.
Zaczęliśmy rozmawiać o tym, czy my - ludzie urodzeni na przełomie lat 70 i 80- tych naprawdę doceniamy to, co mamy.
Rozmowa, która miała trwać kilka minut, trwała kilka godzin.
Wspominaliśmy dzieciństwo.
Co miał Adam, dorastając w Olsztynie, czego nie miał.
Co miałam ja, wychowując się w Gdańsku, czego brakowało mnie.
I oczywiście przypomnieliśmy sobie rzeczy, których wtedy zazdrościliśmy kolegom i koleżankom. Na przykład zwykłej bułki z serem. Bo ja dostawałam kanapkę z pasztetową. 😄 Niby drobiazg, a jednak pamiętamy to do dziś.
Bo byliśmy pokoleniem, które nie miało wszystkiego od razu.
Nie mieliśmy telefonów w kieszeni, internetu, setek kanałów, zakupów z dostawą pod drzwi ani możliwości, które dzisiaj są dla nas czymś zupełnie normalnym.
A jednocześnie mieliśmy coś, co chyba gdzieś po drodze zgubiliśmy.
Umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Z kasety, na którą trzeba było czekać. Z nowej pary butów. Z wyjazdu do rodziny na wieś, który był wielkim wydarzeniem i do dziś jest wielkim sentymentem ( pozdrawiam całą wieś ❤️ Janusz Rochowiak da się zamówić pyszną drożdżówkę Twojej mamy ❤️)
Z rzeczy, które dzisiaj pewnie nawet nie zrobiłyby na nas wrażenia.
I wtedy padło pytanie:
Kiedy właściwie przestaliśmy to doceniać?
Bo chyba gdzieś po drodze, mieszkając w Polsce, wpadliśmy w ten cały pęd: więcej, szybciej, lepiej. Ciągle coś trzeba było mieć, zrobić, osiągnąć.
A potem wyjechaliśmy do Gruzji.
Z dala od tego pędu zaczęliśmy powoli odzyskiwać coś, o czym nawet nie wiedzieliśmy, że zgubiliśmy.
Radość z prostych rzeczy.
Spokojnego poranka, rozmowy bez patrzenia na zegarek, kolacji, na którą mamy czas, widoku, który nie musi być „atrakcją”, żeby nas zachwycić.
I może właśnie dlatego warto czasem wyjechać tak daleko.
Nie po to, żeby zobaczyć, że inni mają mniej. Tylko żeby przypomnieć sobie, jak wiele sami mamy i znowu nauczyć się doceniać to, co stało się dla nas zupełnie zwyczajne.
Kolejne kilometry przybliżają nas do Polski i już nie możemy się doczekać spotkań z ludźmi których dawno nie widzieliśmy ❤️