Zarębiście Moturem

Zarębiście Moturem Opis wycieczek, głównie motocyklowych ale nie tylko. Na luzie , bez polityki i innych bzdur .

Dzień 25 . Wycieczka skończona.  Ale mandat z Amsterdamu był szybszy odemnie.!!
19/10/2025

Dzień 25 . Wycieczka skończona.
Ale mandat z Amsterdamu był szybszy odemnie.!!

Dzień 24.  Rano mówiłem na przywitanie Ola, w południe za rogala dziękowałem Mercy, a wieczorem po 12h jazdy w hotelu pr...
18/10/2025

Dzień 24.
Rano mówiłem na przywitanie Ola, w południe za rogala dziękowałem Mercy, a wieczorem po 12h jazdy w hotelu przywitali mnie Guten Abend.
3 kraje w jeden dzień, 1230km .
Nawet nie myślałem ze dojadę az do Niemiec, planowałem z Barcelony do domu w 3 dni, ale jak narazie idzie super , I dziś zrobiłem poł całego dystansu.
Trasa to autostrada, i klasyczna trójpolówka motocyklisty, czyli Benzyna, kawa, kupa.
Wyjechałem o 7,30 ,było jeszcze ciemno. Z hiszpami do Francji bardzo gładko pos lo, po Francji również, gdzieś w połowie pojawiły się pagórki i kolory jesieni, bardzo miło sie jechało, ruch spory ale kultura. Jedno co mogę doradzić na autostradach Europy, to jeśli nie musisz i masz wybór to absolutnie nie tankując na stacji Shell. Benzyna 95 jest droższa od innych stacj też na autostradzie nawet o 70 centów, taaak około 3 zł.
No ale zdarzyło się i tankowałem.
Szlo tak dobrze ze w zasadzie niespodziewanie wjechałem do Niemiec, nawet nie zdążyłem zrobić zdjęcia tablicy granicznej. Niemcy z Francją w tym miejscu graniczą przez rzekę Ren. I o dziwo jest wyrywkowa kontrola. Ale szło bardzo sprawnie, obserwują z daleka przez lornetkę i zatrzymują za ryj , chyba. Ja mimo śniadej opalenizny nie bylem zatrzymany. Po stronie niemieckiej ruch stał się bardziej chaotyczny. Lewy pas zajęty, a prawy wolny, jak we Włoszech. No noe takie autostrady kojarzę z Niemcami. No trudno, ciemno sie robi trzeba gdzieś jednak spać, chociaż żeby nie noc to jeszcze z 300 bym pojechał. Jednak Yamaha Tracer 900Gt to dobry motur. 1230 km za mną a ja jeszcze poszedlem na spacer, na kolację, I na zakupy, i w zasadzie troche tylko w uszach s umi ale zmęczony nie jestem. .
Jutro druga połowa odcinka Barcelona - dom , zostało 1200km, nawigacja pokazuje 11h. Ale korci mnie jeszcze jutro zajechać w jedno super motoryzacyjne miejsce. Zobaczę jak wyjdzie . Dobranoc.

Dzień 23. I pokazała się Barcelona. Milion turystów.  No ale musiałem wymienić olej w moturze, I z tym też fu**up mam wr...
17/10/2025

Dzień 23. I pokazała się Barcelona.
Milion turystów.
No ale musiałem wymienić olej w moturze, I z tym też fu**up mam wrażenie. Kolesie co prawda zrobili to szybko , ale skasowali 720zł !!!! . W Polsce dużo taniej, a z tego co pamiętam to na Sycylii w zeszłym roku zapłaciłem 450zł .
Czekając na wymianę 3h połaziłem po mniej turystycznych miejscach i tu było calkiem fajnie. Stata nieczynna kotłownia, z trzema kominami nad samym morzem , extra urbex. Plaże przy samej kotłowni sa mocno zaniedbane i zaśmiecone, często strzykawkami czy prezerwatywami. Na plażach namioty bezdomnych. Widok dosyć przykry .
Na ulicach z kolei budujący widok osób na wózkach którzy tutaj jak w całej Hiszpani nie sa stygmatyzowani, tylko uczestniczą w życiu.
No ale być w Barcelonie i nie zobaczyć dzieł Gaudiego, chociaż nie za bardzo sie interesowałem tym człowiekiem i jego twórczością, myślę ze podobnie jak 90% osób które tu sie plączą. Tak czy siak, Gaudi mistrzem był i basta. Katedra ma mase smaczków i ukrytych przekazów w elewacji, I na wierzący, wierzyczkach. . Pełno symboli nie do końca oczywistych. Robi kolosalne wrażenie, I działa na wyobraźnię. Do środka nie odważyłem sie wejść ze względu na tłumu.
Następnie pojeździłem po mieście I obejrzałem Casa Batilio i Casa Milla, oczywiście z zewnątrz, I też działają na wyobraźnię. Niestety tłumy ludzi mocno mnie zmęczyły, i w zasadzie to mam już dość Barcelony, 1 dzień wystarczy. Po raz kolejny ust see to nie dla mnie.
Wróciłem wzdłuż plaży Barcelonetta która nie robi żadnego wrażenia na osiedle gdzie mieszkam. I tu zaczęła sie "magia" , normalna kawiarnia i tapas dla mieszkańców nie turystów . Tak lubię, akurat były grupy rodziców i dziadków z dziećmi wracającymi z szkoły. Wszyscy razem przy stolach, na placach zabaw , gwarno i wesoło. Naprawdę widać życie. Jedyny niesmak to koleś w bluzie Grupy Wagnera, która to "zasłynęła" okrucieństwami na wojnie na okrainie.
Mimo to , mam wrażenie ze to było najlepsze miejsce w Barcelonie jakie widziałem. Zatem Barcelone mam odchaczoną 2 razy, pierwszy I ostatni.
Jutro czeka mnie trópolówka motocyklowa.
BKK :
-BENZYNA
-KUPA
- KAWA .
Do domu 2400 km.
Myślę ze w 3 dni dam radę. Ale korci mnie "po drodze" zajechać do kumpli w Sloveni .
Dobranoc.

22 dzień, zaczynam 4 tydzień wycieczkia do domu jeszcze 2400km, I trzeba pomyśleć o wymianie oleju.  Ruszyłem dosyć rano...
16/10/2025

22 dzień, zaczynam 4 tydzień wycieczkia do domu jeszcze 2400km, I trzeba pomyśleć o wymianie oleju.
Ruszyłem dosyć rano 8.40. Nawigacja pokazała do celu 777km, a celem była Barcelona. Okazalo sie ze zrobilem 850. Wyjechałem na autostradę jeszcze przez paskudne szklarnie, I myślałem że to będzie ich koniec ale nie!! Ciągnęły sie jeszcze z 50 km, a później zaczyly sie wielkie centra logistyczne.
Tą część Hiszpani nazywają sadem i szklarnią europy , I faktycznie ciągnie się to z 150km na szerokość z 10km. Na autostradach pełno, dosłownie 2,a nawet czasem 3 pasy same tiry. Oni chyba faktycznie żywią cała Europe tymi fruktami. Od czasu do czasu mijam też "ramble" , wyschnięte rzeki, widok mocno przygnebiajacy , tym bardziej ze często walają się w nich masy śmieci. W tym tłoku tirów, osobówek i kamperow jedzie sie dosyć ciężko. Dodatkowo od jakiegoś czasu świecie mi sie rezerwa, zatrzymuje motura, I do najbliższej stacji mam 11km , a paliwa według moich obliczenie na 6'7 km. No trudnobzjezdz z autostrady i i i ... jakoś sie udało. Bardzo dobrze zrobilem , bo na autostradzie na tym odcinku najbliższą stacja jest za 60km.
W Barcelonie mam nocleg u znajomej więc jeden problem z głowy.
Umawiamy sie w knajpie w centrum. Fajnie sie składa bo ona jest z koleżanką ktora jest przewodniczka po mieście już od 12 lat. Zna wszystkie zakamarki. Zjedlismy , I teraz kawa , ale już w innym miejscu. Trafiliśmy do fajnej knajpki na placu Króla (jeśli dobrze pamietam) , knajpa El Tranvestit , prowadzona przez dwóch bardzo uroczych panów którzy osobiście witają gości.
Po kawce , poszliśmy jeszcze na pokaz tańczących fontanny. Co ciekawe fontanny te tańczą już od roku 1929, co a tamtych czasach było szokiem i finansową ekstrawagancją, dla mieszkańców.
Ale mi już wystarczy, jade do mieszkania.
Moje pierwsze wrażenie Barcelony, to miasto z fajna starą architekturą, wąskie uliczki z mnóstwem cudownych kabajp i knajpek, niektóre z nich sa tak cudowne że ludzie stoją w 50m kolejkach do nich, (jprdl , nigdy tego nie zrozumiem) , to by chyba trzeba kanapki z domu wziąć żeby dotrwać do swojej kolejności.
Pozatym jak jechałem przez miasto to na każdym roku sa te knajpy, w jednych mniej innych więcej ludzi. Czasami przejeżdżając czuć zapach Amsterdamu. Miasto mocno imprezowe z milionem turystów. No trudno zobaczymy jutro jak pokażę sie ta Barcelona.
Dobranoc .

21 dzień wycieczki. Oczko. . A dzisiejszy dzień wygrywa dziewczyna (Myślę ze lat 70) ,która spotkałem na MV Augusta 800 ...
15/10/2025

21 dzień wycieczki.
Oczko. . A dzisiejszy dzień wygrywa dziewczyna (Myślę ze lat 70) ,która spotkałem na MV Augusta 800 RR Brutale, w Sierra Nevada, na przełęczy La Ragua. Zatrzymałem sie żeby zrobić pamiątkowa fotę, I słyszę ze coś konkretnego jedzie, okazało się ze to 2 Augusty, a na nich dwoje "nastolatków około 70 siatki ".
Bylem pełen podziwy, ze względu na ich wiek, I na motury jakimi przyjechali.
Ale nim tu dotarłem to po drodze nawigacja zgubiła trop, I jak się połapałem to bylem już 150km od spektakularnej trasy przez przełęcz na 2500m. No trudno nie wracam. Zerknolem na mapę I jest jakaś serpentyna przez góry, z której wyjadę nad ocean. No to siup. Po drodze mijałem jeszcze fajny zamek w miasteczku w którym jakieś świętokrzyskich było lub ma być bo przystrojone w "łapacze snów" było, następnie przez Gaudix, jedno z najstarszych miast w Hiszpani, gdzie są jeszcze domy w jaskiniach, ale nie zajeżdżałem, wyskoczyłem na drogę A337 i tu wlasnie spotkałem tą parę na Augustach. Droga super, widoczki extra, asfalt też bardzo fajny. Miło i przyjemnie, I nie duży ruch. W malutkiej wiosce Picena znalazłem bar, więc obiad. I tu fajna sytuacja, wchodzę i pytam o menu, seniorita mówi że nie ma menu, ale jaktko , a no takto, proszę powiedzieć co chcesz zjeść a ja to przygotuję. !! Proste? Proste!
Zrobila mi zajebiste jedzenie, z super świeżą sałatką z oliwkami i oliwa z miejscowych gajów. No palcem lizać, I jeszcze widoki na góry.
Nawet zastanowiłem sie przez chwilę czy nie zostać w tej wiosce, ale nie , jade nad ocean. Dalej też był motocyklowy raj zakrętów. Aż do momentu gdy za jednego z wzgórz pojawił się ocean. Hm, le to nie ocean. Kiedyś na mapach Google widziałem to miejsce jako wielka biała plama nad oceanem, i okazało sie ze to olbrzymi obszar szklarni!! Nawet nie wiem jak wielkim, ale jechałem z 20km i wszedzie dookoła szklarnie. Do tego wyglada to tragicznie, mase śmieci, szok.
Z jednej strony góry a z drugiej ocean. Szok.
Jade dalej I trzeba znaleźć jakiś nocleg gdzieś dalej bo tu to raczej nie chcę . Całe to zagłębie szklarniowe nazywane jest "sadem europy" , po przejechaniu przez ten Eden nie wiem czy będę kupował jeszcze warzywa z Hiszpani.
Zerknijcie na screen w fotkach, to jest naprawdę gigantycznym obszar. SMe szklarnie. Udało się jednak uciec , i wylondowałem 15km dalej nad samym oceanem . Miasteczko Pujaire, nic szczególnego. Miasteczko mocno turystyczno- noclegowe. Duża plaża a w mieście kwadratowe ,bloki pod wynajem. Jest deptak, spacerują nim teraz chyba sami miejscowi, raczej brak turystów, w sumie nawet fajny klimat. Ale przyjechać tu w sezonie to masakra . No coż, w sumie to cieszę sie ze tu zajechałem, wolę takie klimaty niż "must see".
Jutro plan żeby dolecieć do Barcelony, nie na "must see" , ale bardziej na wymianę oleju w silniku,. No zobaczę jak to jutro wyjdzie.
Dobrej nocy.

Dzień 20, jutro oczko. Dzień dzisiejszy to dzień idealny.  Zaczęło sie od "wypasionego" śniadania, 2 kromki chleba, mase...
14/10/2025

Dzień 20, jutro oczko.
Dzień dzisiejszy to dzień idealny.
Zaczęło sie od "wypasionego" śniadania, 2 kromki chleba, masełko ,dżemik, jogurcik, ale wiadomo w cenie hotelu, więc pycha, dopchać kielbasą w pokoju i w drogę.
Plan aby zobaczyć kanion del Rey . North Access , i sie pokręcić motorem po okolicy. Juz sam dojazd z Rondy do kanionu daje super widoki na plantacje oliwek na zboczach gór, a to po fajnych winkielkach. Rano było dosyć rześko na samą bluzę, więc nieco zmarzłem. Podjechałem moturem pod sam szlaban na szlak, dalej pieszo. Jest kasa , 10€ bez przewodnika, 18€ z przewodnikiem , ale teraz jest szczyt sezonu i bilety tylko z przewodnikiem są, bez rozeszły się na miesiąc z wyprzedzeniem, ale i tak dobrze że sa wogole, bo bywa że niebywa. Ok , bilet, kask i w drogę, oczywiście olewam przewodnika i idę sam.
Naprawdę imponująca ścieżka zawieszona na zboczu stromych ścian kanionu, na wysokości, cholerna wie 50/ 80 m nad dnem gdzie płynie pieniącą sie woda. Ścieżka jest nowa, i fajnie zrobiona, nie czuć strachu wysokości, ale pod nią sa jeszcze pozostałości po starej ścieżce, zamkniętej 20lqt temu, i spacer tamtą to musiała być adrenalina. Jeśli ktoś będzie w Rondzie lub Maladze , moturem czy innym transportem, to mimo dużej ilości turystów polecam tą atrakcje. Ścieżka kończy sie w miejscu gdzie autobusy odwożą spacerowiczów (2,5€) spowrotem do miejsca startu. Siedziałem zaraz za kierowcą, i bylem pewny że ta droga którą jedziemy jest jednokierunkowa, wąska na często wiszącej półce skalnej, a tu cyk , drugi autokar turystyczny z przeciwka. Chwila zastanowienia, cofanko, i mijanko, lusterko w lusterko, kierowcy otworzyli okna i podali sobie część. No pięknie.
Wróciłem do motura, kiełbasa i bułka popita zeróweczką, i w drogę . Zerknolem na mapę i na chybił trafił ustawiłem na Burgo, i to był kolejny po kanionie , strzał w 10!! Najpierw drogą MA 5403 wzdłuż Jeziora, a później w Ardales na drogę MA 5402 ,i tu już po górach i górkach. Świetny asfalt, mały ruch, fajne widoki, jazda to przyjemność.
Miasteczko El BURGO widać z daleka, jest to jedno z białych jak śnieg miasteczek Andaluzyjskich, aż razie w oczy ta biel. Z El Burgo bore kurs na Ronde , polecam drogę A366 ,jest świetna, trochę mi przypomniała tą P14 w Durmitorze czarnogóskim.
A366 wspina sie też na przelęcz, tylko niższą, bo na 1190 Puerto del Viento. Odcinek z El Burgo do przełęczy to raj, czy może być coś piekniejszego jak dobry asfalt, krętą droga, i tak sobie jedziesz a tu nagle znak że zaraz dopiero sie zacznie krętą droga, nosz w mordę , tak to lubię, no chyba wszyscy lubią, może poza rowerzystami, no chyba że jadą z górki!!
Po drodze kilka punktów widokowych, i 1 akwedukt.
Wróciłem do Rondy, i zabawne jak słyszysz w kasku nawigacje, w Ro dzieci, "na rondzie" drugi zjazd.
Prysznic i lecę jeszcze moturem zobaczyć wizytówkę miasta, mianowicie most łączący dwie części miasta. Z dołu wyglada naprawdę imponujaco, cały czas zastanawiam się jak dobrze znali fizykę dawni budowniczy.
No dobra na dziś koniec, do knajpy na steka (dosyć słaby) , I do chałupy. Zerkam na mapę , i do domu jest 3400km. No powoli wracam.
Dobranoc.

19 dzień ,  Co mnie podkusiło z tym Giblartarem . Kraniec europy, afryke widać, Sikorski!!  Zmarnowałem z 2h . No coż mu...
13/10/2025

19 dzień ,
Co mnie podkusiło z tym Giblartarem . Kraniec europy, afryke widać, Sikorski!!
Zmarnowałem z 2h . No coż musze trzymać się zasady, must see mijać szerokim łukiem.
No pojechałem , droga zajęła mi z 4.5h , w zasadzie nudy bo autostrada, a dodatkowo podobnie jak w Włoszech, prawy pas wolny, a lewym się ciagną. I korek na obwodnicy Sewilli, nawet nie zdawalem sobie sprawy z ogromu tego miasta.
Z 50 km przed giblartarem zaczyna sie ciekawiej bo fajne góry i jezior troche. Samą skalę widać już z daleka, więc gębą sie cieszy. Aby wjechać do Giblartaru trzeba przejechać przez przejście graniczne, w końcu to terytorium Angli. W zasadzie nie sprawdzają dokumentów, wystarczy machnąć paszportem, tak przynajmniej robią lokalsi, ja nie wiedziałem to dałem wszystkie kwity, i pani celnik zdziwiona, proszę jechać.
W mieście multum ludzi, turystów I mieszkańców. Ruch szalony , masa skuterów. Skoro to UK to dopytałem jeszcze ba granicy czy ruch jest lewostronny, nie , jest po hiszpańsku, uff. Ciasno i gwarno, dzwonie do kumpla który był tu , miesiąc temu , co poleca , co odradza. A on : chcesz mnie puścić z torbami, przecież masz brytyjski roaming!! No f**kt. Przecież jasnie herbaciarze wyszli UE. Warto o tym pamiętać żeby nie płacić. Spróbowałem kupić SIM ale nigdzie nie znalazłem, a salon GSM otwarty do 16, a ja byłem 16,15. Zrobilemze 3 rundy po mieście, no jest troche brytyjskie, ciasne jednokierunkowe uliczki, może I ma klimacik, ale rzeka ludzi.
Az w końcu puściły mi nerwy, spierdalam z tąd. Nie dam rady, po co ja sie znowu pcham w takie cuda turystyczne. Bardzo wściekły zatankowałem motura, I myślałem że dzień poszedł psu w dupe. Trudno, nigdy więcej must see. Ruszam do Rondy, miasta które polecił mi Marcin Strzelec .
I to był strzal w 10. Do Rondy bylo 1.5 h jazdy, luzik. Ale 1h czyli 50km tak, brzmi jakbym jechal skuterem, ale te 50 km to za..biste górskie serpentyny. Taka rekompensata na koniec dnia to ja szanuje. Ryj od razu sie cieszy przy pierwszych zakrętach, a jeszcze nie wiem że to w zasadzie tor treningowy Andaluzyjskich ścigaczy. Co tam sie działo po drodze. O święty Krzysztofie patronie kierowców. W pewnym momencie polewej wyłania sie na łuku knajpa z parkingiem pełnym motocykli i ich jezdzców. No raj, a do tego widok na góry. Nie widziałem czegoś takiego jeszcze.
Co chwilę zap..dala ktoś na pełnej. Numerem popisowym, nie rzadko widzianym to pociągnąć dłonią po asfalcie w łuku. Aż ciąży na plecach. Klimat rewelacja. Polecam bardzo każdemu kto jeździ moturem , trasa A 397 ,z SAN PEDRO ALCÁNTARA do Ronda w Andaluzji. A Gibraltar, na własną odpowiedzialność zwiedzajcie. Ja nawet na górę nie wlazłem.
Wypiłem se kawkę w knajpie moturzystów, I powolutku , w porównaniu do miejscowych, poznałem do Rondy. Hotel już zaklepany,I okazal sie super.
Po pierwsze tani , a to lubię bardzo, bo drugie tani z ze śniadaniem, po trzecie tani, śniadanie i w centrum. No i bonus, motur stoi w garażu.
Poszedlem na kolację, a jutro ruszam w góry i na miasto. I to będzie pierwszy raz na tej wycieczce gdzie spędzę 2 noce w jednym hotelu.
W komentarzach kilka filmów z winkielka przy knajpie. Knajpa się zowie el Madroño

Dzień 18, wyciśnięty na maksa do ostatniego słonecznego promienia. Kolejny idealny dzień motocyklisty, chyba tak mogę o ...
12/10/2025

Dzień 18, wyciśnięty na maksa do ostatniego słonecznego promienia.
Kolejny idealny dzień motocyklisty, chyba tak mogę o sobie powiedzieć.
Wczoraj wieczorem zastanawiałem sie czy ta Portugalia jest fajna, I czym sie podoba. No tak średnio.
I dziś jakby mnie podsłuchiwała wczoraj , ta Portugalia pokazała mi swoje cuda .
Jeśli ktoś z was będzie na południowym wybrzeżu to niech wyłączy nawigacje i niech jedzie poprostu jak najbliżej oceanu, widoki gwarantowane. Dla moturzystów dodatkowo masa zajebistych serpentyn z widokami na ocean. Koniecznie, KONIECZNIE zgubcie sie w Serra de Montejunto . Jeśli Holandia to kraina wiatraków, to Serra to zagłębie wiatraków. W zasadzie każde wzgórze, a jest ich co chwilę po horyzont, I kazde z tych wzgórz to wiatrak. Don Kichot by tu oszalał!!
Pełno malutkich wiosek i miasteczek z uliczkami ze trzeba lusterka składać do mijania sie. Ten region nie jest aż tak popularny jak miasta Mafra, Ericeira, czy Sintra, I ruch tutaj jest znacznie mniejszy.
Jako ze dziś Niedziela Portugalczycy ruszyli na plażę, w ciasnych serpentynach jak trafi sie autokar to już korek jak szalony.
Ale są plażę w zasadzie bez ludzi. Lub z małą ilością. W wielu miejscach stoją kampery na dziko, z widokami jak na zdjęciach poniżej.
Jade jede i nacieszyć oczy nie mogę. Jeszcze Cabo Da Roca miejsce w starożytności uznawane za koniec świata. Dużo tu turystów i motocyklistów z Lizbony .
A propo stolicy Portugalii, to przeleciałem tylko mostem "Golden gate" , zerknolem na Chrystusa z Lizbony i tyle mnie widzieli.
Most owszem robi wrażenie.
Plan był żeby dziś dotrzeć do Benagil Caves , i sie udało. Po drodze widziałem jakiś fenomen, wzdłuż autostrady biegła linia wysokiego napięcia, i w pewnym miejscu , tylko w tym właśnie na 3 czy 4 słupach bociany zrobiły sobie całe osiedla.
Linia ciągnęła sie dlugo, a tylko te 4 słupy były zasiedlone.
Dodatkowo dojechałem tam na zachód słońca.
Naprawdę te klify , małe plaze dostępne tylko od morza. Do tego punkty widokowe.
No muszę tu wrócić kamperem i pobyć, nie lecieć dalej tylko pobyć.
Jest super.
Na koniec dnia wylądowałem w Pipie i zajadam pyszne spaghetti, "A P**a" Restaurant
Restaurante A P**a , jest przy samiutkiej plaży w Armação de Pêra, Portugalia, tu dziś nocuje.
Jutro żegnam Portugalie i wracam do Hiszpani, no i najpierw brytyjska kolonia Giblartar. Wiem wiem, uważać na małpy. Dobranoc.

Nie obrazu człowiek umie wszystko. Ale warto próbować
11/10/2025

Nie obrazu człowiek umie wszystko. Ale warto próbować

Dzień 17. Aż wstyd się przyznać,  ale dziś  prawie bez motura.  Jako że  wstałem rano chory, i czułem sie mocno osłabion...
11/10/2025

Dzień 17.
Aż wstyd się przyznać, ale dziś prawie bez motura.
Jako że wstałem rano chory, i czułem sie mocno osłabiony. Chyba mam to zapalenie, ale trudno. Zatem poczytałem o podobno fajnym miejscu , jedyne 70km od Nazare, Peniche . Jest nie daleko , wziolem leki x2 , i w drogę. Poszło sprawnie, ale wolniej niż zazwyczaj. Dodatkowo na autostradzie przegapiłem szlaban i poleciałem przez bramkę "online" , na zjeździe kosztowało mnie to dodatkowe 18 euro za brak biletu.
Dojechałem, znalazłem hotel, gdzie okazało się że owszem ale rezerwacje zrobiłem na jutro a na dziś już mają full.
Trudno , ogarnolem następny, i mimo słabej kondycji, pomyślałem ze spróbuję okiełznać fale na desce serfingowej. Peniche to zagłębie surferów większe niż Nazare, tu ocean jest podobno bezpieczniejszy i lepszy dla takich dziewic jak ja. 35€ za 2h z instruktorem i sprzętem. Biere, co może pójść nie tak?
Mam jeszcze 2h do pływania, to zrobiłem zakupy i usnolem na plaży. To było dobre. No ale , fale czekają.
Ubrany w piankę i koszulkę ostrzegającą innych że "vertical first time surfer" z dech pod ręką ruszyliśmy za instruktorem w strone wody. Krótkie ABC plus rozgrzewka, i dawaj.
Szło mi calkiem źle, ale zawsze może być gorzej!! I było. Po którymś tam fikołku , deska poderwana przez fale spadła mi na głowę. Niby to pianka strypianowa, ale fin trzasnął mnie w czoło i nos. No trudno, będę żył, chociaż instruktor widząc że nos i czoło są lekko rozcięte i krwawie, orzekł ze decyzja moja czy zostaje i walczę czy spadam na brzeg. Odpocząłem 5 minut i spowrotem na fale, no może pod fale.
Nie wiem kto próbował z was, ale surfing to bardzo ciężki sport. Wygląda na super łatwy z brzegu, ale wcale nie jest łatwy i lekki. A napewno na początku.
Ale spróbowałem. I narazie podziękuję.
W sumie to dziś bez zdjęć, bo nie było czasu.
Zatem do jutra, ruszam dalej. Jakbym teraz ruszyl do domu to 3300km przedmną, pewnie z 5 ostrych dni jazdy. Ale muszę jeszcze po drodze zmienić gdzieś olej w silniku.
I jeszcze chce na Giblartar. Biorę tabletki i pod pierzyne. Niech zdrowie wraca.

16 dzień. Powrót nad Ocean.   Po niesamowicie pysznym i obfitym śniadaniu(wliczonym w cenę) ruszyłem w nad Ocean, ale w ...
10/10/2025

16 dzień.
Powrót nad Ocean.
Po niesamowicie pysznym i obfitym śniadaniu(wliczonym w cenę) ruszyłem w nad Ocean, ale w przeciwną strone bo chciałem zobaczyć miasteczko Monsanto . Miasteczko a może wieś, słynie z bardzo ciasnej zabudowy, a budulcem jest łupek skalny, dodatkowo często głazy są wykorzystywane jako ściana , podłoga a bywa że i sufit. Naprawdę fajne i klimatyczne miasteczko, z niewielka ilością turystów,
Jadąc do Monsanto znowu jechałem przez spalone góry, widać że to bardzo częsty problem, niestety nie tylko na odludziu w górach ale często podchodzi do domów.
Droga zajęła mi 1,5 h ale było bardzo fajnie bo znowu przez wioski, i małe miasteczka. Tak lubię.
Z Monsanto ustawiam nawigacje na Nazaré miasteczko nad Ocean Atlantycki . Tu już nawigacja pokazuje 3h. Nim dotarłem do autostrady ,przejeżdżałem przez wioskę Medelim , nazwa podobna do Medelin tego co tamt ten kartel narkotykowy. Ale tu w Portugali w Medelim jest kartel ale pomarańczowo- oliwkowy.
Pomarańcze można zrywać nie zsuadajac z motura, rosną nawet przy drodze we wsi, pozawsia są gaje oliwne.
Gnając autostradą widzę znak zachęcający aby odwiedzić Santuário de Fátima , no jakoś nie wychamowalem i nie skręciłem. Moze innym razem.
W końcu docieram do Nazare. Jade prosto na plażę, jest ambitny plan po plażować , może i 2 dni.
Znalazłem nocleg,miał być z pralką, ale d**a, pralnia jest ale na mieście. Biorę brudy i ruszam, zamnalazlem jedną pralnie samoobsługową która mnie orżneła na 8 €!!!
W następnej udało sie już bez problemu.
No to na plażę!! Jak cały dzień było 30-32⁰C tak jak dotarłem nad ocean to wiatrzysko i zimno 21⁰C . No ok 3 tyg nad morzem sie płacze i nie byłem w wodzie. Leze do tej wody a 3 ratowników drą japy żebym nie właził, zabronione, czerwona flaga. Ja na to , panowie ja puszczam kajaki nad Świdrem w POD PRĄD - Wypożyczalnia kajaków, spływy rzekami Świder i Wisła. , luzik. A oni że ok , ale blisko brzegu i krótko. I mieli qwa rację, nie zdawalem sobie jak te fale wciągały w głąb wody, troche sie wydygakem i spieprzyłem na brzeg.
Jednak plaża nie dla mnie. Wsiadam na mitora i ruszam na klif który jest nad miastem i plażą , zbliża sie zachód słońca, może być fajny widok.
I na ten sam pomysł wpadło mnóstwo ludzi, każdy jak i ja , oczywiście z telefonem w ręku. Ale zrobiłem kilka faj ych strzałów.
Pokręciłem sie troche po Nazare, i moja opinia jest tak. Miasteczko nawet w moim "guście " podrapane, ciasnawe uliczki, tandetne knajpy, ale ludzie weseli rozgadani i bardzo serdeczni. Po mieście jeżdżą całe kolumny aut, agitując do głosowania na swojego kandydata w jakichś tam wyborach.
Zauważyłem ze na sztandarach CDU są symbole komunistyczne , sierp i młot!!!.
Nazare podobno słynie z doskonałych fal do serfowania, nie zauważyłem takich, tylko te które wciagają.
Miałem szczerą chęć zostać tu na 2 dni i może nawet po serfować (tzn wziąć instruktarz) , ale nie wiem czy nie ucieknę jutro dalej, tym bardziej ze pani z hotelu mówi że nie ma miejsc na jutro dla mnie. Więc chyba to znak.
Jako ze od kliku dni mam zgagę, i pieczenie w piersiach i kaszel, zdjagnozowalem się ze to może zapalenie oskrzeli, na szczęście bez gorączki. Zajechałem więc do apteki po ratunek, i teraz zamiast szaleć na mieście, leżę pod kocem i pije gorące coś musujące. Ach jutro to ja dopiero pokażę, jak wyzdrowieje.
Dobrej nocy.

Adresse

Karlsruhe

Webseite

Benachrichtigungen

Lassen Sie sich von uns eine E-Mail senden und seien Sie der erste der Neuigkeiten und Aktionen von Zarębiście Moturem erfährt. Ihre E-Mail-Adresse wird nicht für andere Zwecke verwendet und Sie können sich jederzeit abmelden.

Teilen