Moja Szwajcaria

Moja Szwajcaria Pokazuję Szwajcarię od środka. Góry jako droga, nie tło. Historia z jej jasną i ciemną stroną.

Bez idealizowania – z ciekawością, doświadczeniem i szacunkiem do tego, co było i co jest.

Seria: „Człowiek kontra góra”Odcinek 6- Charles Kuonen Bridge. Most, który skrócił Alpy o kilka godzin.Charles Kuonen Su...
02/06/2026

Seria: „Człowiek kontra góra”

Odcinek 6- Charles Kuonen Bridge. Most, który skrócił Alpy o kilka godzin.

Charles Kuonen Suspension Bridge w kantonie Valais został otwarty 29 lipca 2017 roku i w momencie powstania był najdłuższym pieszym mostem wiszącym świata. Konstrukcja ma dokładnie 494 metry długości i znajduje się nad doliną Randa na trasie słynnego szlaku Europaweg prowadzącego między Grächen a Zermatt. Most zawieszono do około 85 metrów nad ziemią, a przejście całej konstrukcji zajmuje przeciętnie od 7 do 10 minut.

Powód jego budowy był bardzo konkretny. Dawny fragment szlaku Europaweg regularnie zamykano z powodu osuwisk, niestabilnych zboczy i spadających kamieni. Szczególnie problematyczny był rejon Grabengufer, gdzie dochodziło do częstych ruchów skalnych. Obejście zamkniętego odcinka oznaczało dla turystów nawet kilka dodatkowych godzin marszu i duże przewyższenia. Zamiast nieustannie zabezpieczać niebezpieczne zbocza, zdecydowano się stworzyć przeprawę nad najbardziej zagrożonym fragmentem doliny.

Most zaprojektowała szwajcarska firma Swissrope we współpracy z inżynierami specjalizującymi się w konstrukcjach linowych. Do budowy wykorzystano około 8 ton stali, a sama konstrukcja została zaprojektowana tak, aby ograniczyć kołysanie przy silnym wietrze. Szerokość mostu wynosi około 65 centymetrów, dlatego ruch odbywa się praktycznie w jednym kierunku. Konstrukcja może wytrzymać jednoczesne obciążenie kilkudziesięciu osób.

Nazwa mostu pochodzi od Charlesa Kuonena- szwajcarskiego psychologa i współzałożyciela Europaweg. Projekt bardzo szybko stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji trekkingowych Alp. Już w pierwszych latach funkcjonowania most przyciągał tysiące turystów rocznie i stał się symbolem nowoczesnej alpejskiej inżynierii.

Co ciekawe, rekord najdłuższego mostu świata utrzymał jedynie przez około dwa lata. W 2019 roku dłuższą konstrukcję otwarto w Portugalii. Mimo to Charles Kuonen Bridge nadal pozostaje jednym z najbardziej spektakularnych mostów pieszych Europy i jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli szlaku Europaweg.

01/06/2026

🇨🇭
Dzisiejszy dzień minął w mgnieniu oka, w moich 🇵🇱🤗
Dziś zarówno odwiedzałam, jak i byłam odwiedzana☕☕ 😁
Ogromną sprawiła mi wizyta Zuzi Moja Szwajcaria 🤗 – wspaniałej dziewczyny, prawdziwej miłośniczki gór, górskich wędrówek i alpejskich krajobrazów 🏔️🤍
Wspólnie z wielką przyjemnością do i
w . 😍 To region pełen zapierających dech w piersiach , i niezapomnianych przygód.
Szczegóły naszej już niebawem ✨ Bądźcie czujni – szykuje się coś wyjątkowego 🔥

Seria: „Człowiek kontra góra”Odcinek 5- Jungfraubahn. Kolej, której miało nie być.Pod koniec XIX wieku pomysł wydrążenia...
01/06/2026

Seria: „Człowiek kontra góra”

Odcinek 5- Jungfraubahn. Kolej, której miało nie być.

Pod koniec XIX wieku pomysł wydrążenia tunelu wysoko w masywie Eiger i poprowadzenia kolei niemal pod sam szczyt Jungfrau brzmiał dla wielu ludzi jak czyste szaleństwo. Alpy były wtedy symbolem czegoś dzikiego i nieprzewidywalnego. Owszem, zdobywano już szczyty, rozwijała się turystyka, ale większość ludzi uważała, że istnieją granice, których człowiek po prostu nie powinien próbować przekraczać.

A jednak ktoś postanowił zbudować kolej na wysokość ponad 3400 metrów n.p.m.
Pomysłodawcą projektu był szwajcarski przemysłowiec Adolf Guyer-Zeller. Według jednej z najbardziej znanych historii miał wpaść na ten pomysł podczas wędrówki w regionie Kleine Scheidegg w 1893 roku. Kilka miesięcy później przedstawił projekt budowy jednej z najbardziej niezwykłych kolei świata- Jungfraubahn.

Budowę rozpoczęto w 1896 roku. Plan zakładał poprowadzenie trasy przez wnętrze masywu Eiger i Mönch aż do stacji końcowej Jungfraujoch, znajdującej się pomiędzy Jungfrau a Mönchem. Problem polegał na tym, że większość prac trzeba było wykonywać praktycznie wewnątrz góry.

Robotnicy pracowali w ekstremalnych warunkach. Wysokość, mróz, pył skalny, materiały wybuchowe i bardzo ograniczona przestrzeń sprawiały, że budowa należała do najtrudniejszych projektów inżynieryjnych swojej epoki. Skały wysadzano dynamitem metr po metrze, a urobek transportowano specjalnymi wagonami wewnątrz tuneli.

I właśnie wtedy Alpy przypomniały o swojej sile.

Podczas budowy dochodziło do licznych wypadków. Najtragiczniejszy wydarzył się 28 lutego 1908 roku. W wyniku eksplozji materiałów wybuchowych i wyrzutu skał w tunelu śmierć poniosło sześciu włoskich robotników. Była to największa katastrofa podczas budowy Jungfraubahn i moment, który mocno wstrząsnął opinią publiczną.

Mimo tego projekt kontynuowano. Adolf Guyer-Zeller nie doczekał zakończenia swojej kolei- zmarł już w 1899 roku. Ale jego wizja przetrwała. Jungfraubahn ukończono ostatecznie w 1912 roku po szesnastu latach pracy.

Dziś Jungfraujoch reklamowane jest jako „Top of Europe” i odwiedzane przez setki tysięcy turystów rocznie. Większość ludzi podziwia widoki, lodowce i samą podróż przez wnętrze gór, często nawet nie zastanawiając się, jak niewiarygodnym przedsięwzięciem była budowa tej linii ponad sto lat temu.

Bo Jungfraubahn nie powstała dlatego, że było to łatwe albo rozsądne ekonomicznie.
Powstała dlatego, że człowiek po raz kolejny chciał udowodnić, że nawet wnętrze Alp można podporządkować swojej wizji.

Seria: „Człowiek kontra góra”Odcinek 4- Grande Dixence. Najwyższa zapora Europy i góra, którą człowiek próbował zatrzyma...
31/05/2026

Seria: „Człowiek kontra góra”

Odcinek 4- Grande Dixence. Najwyższa zapora Europy i góra, którą człowiek próbował zatrzymać.

Kiedy stoi się pod Grande Dixence w kantonie Valais, człowiek ma wrażenie, że patrzy bardziej na ścianę góry niż na konstrukcję stworzoną przez ludzi. Betonowa zapora wznosi się na wysokość 285 metrów i do dziś pozostaje najwyższą zaporą grawitacyjną Europy. Żeby zrozumieć skalę tego miejsca, wystarczy jedna liczba: do jej budowy zużyto około 6 milionów metrów sześciennych betonu. To więcej niż w wielu największych projektach swojej epoki.

Ale historia Grande Dixence zaczęła się dużo wcześniej niż sama gigantyczna ściana widoczna dzisiaj.

Pierwszą mniejszą zaporę zbudowano tutaj już w latach 30. XX wieku. Po II wojnie światowej Szwajcaria potrzebowała jednak znacznie więcej energii elektrycznej. Kraj rozwijał się błyskawicznie, przemysł rósł, a Alpy zaczęto postrzegać nie tylko jako krajobraz, lecz także jako ogromne źródło energii wodnej. W 1950 roku rozpoczęto budowę nowej Grande Dixence- projektu, który dla wielu ludzi wydawał się wręcz nierealny.

Problem polegał na tym, że wszystko trzeba było budować wysoko w Alpach. Materiały, maszyny i tysiące ton sprzętu transportowano po stromych drogach i specjalnych kolejach technicznych. Na budowie pracowały tysiące robotników z różnych krajów Europy, głównie Włosi, Hiszpanie i Szwajcarzy. Pracowali w ekstremalnych warunkach: na wysokości ponad 2300 metrów, pośród śniegu, skał i nagłych zmian pogody.

I właśnie tam doszło do jednej z największych tragedii związanych z budową zapory w historii Szwajcarii.

30 sierpnia 1952 roku lawina lodowo-skalna zeszła na plac budowy w rejonie galerii Cleuson-Dixence. Według oficjalnych danych zginęło 13 robotników. Był to moment, który przypomniał wszystkim, że nawet najnowocześniejsza technologia nie daje człowiekowi pełnej kontroli nad Alpami.

Mimo tragedii projekt kontynuowano. Zapora została ukończona w 1961 roku, a zbiornik Lac des Dix zaczął gromadzić wodę doprowadzaną z dziesiątek alpejskich lodowców i dolin. System tuneli, pomp i elektrowni związanych z Grande Dixence osiągnął później długość ponad 100 kilometrów i stał się jednym z największych projektów hydroenergetycznych całej Europy.

Dziś Grande Dixence jest symbolem szwajcarskiej inżynierii. Tysiące turystów przyjeżdżają tam każdego roku podziwiać ogrom konstrukcji i alpejski krajobraz. Ale łatwo zapomnieć, że zanim zapora stała się atrakcją i źródłem energii dla setek tysięcy domów, była miejscem bardzo ciężkiej i niebezpiecznej pracy ludzi próbujących zbudować coś, czego wcześniej praktycznie nie dało się sobie wyobrazić.

Seria: „Człowiek kontra góra”Odcinek 3- Gotthard 2001. Ogień pod Alpami.24 października 2001 roku przez tunel drogowy św...
30/05/2026

Seria: „Człowiek kontra góra”

Odcinek 3- Gotthard 2001. Ogień pod Alpami.

24 października 2001 roku przez tunel drogowy św. Gotarda przejeżdżały setki samochodów i ciężarówek. Dla większości ludzi był to zwykły dzień. Tunel działał normalnie, ruch między północą i południem Europy trwał nieprzerwanie, a kierowcy wjeżdżali pod Alpy dokładnie tak jak tysiące razy wcześniej.
Kilka minut później wszystko zamieniło się w katastrofę.

Około godziny 9:39 wewnątrz tunelu zderzyły się dwie ciężarówki jadące z przeciwnych kierunków. Jedna z nich przewoziła opony, druga różnego rodzaju towary. Po uderzeniu niemal natychmiast wybuchł pożar. Problem polegał na tym, że w zamkniętej przestrzeni tunelu ogień bardzo szybko zaczął pochłaniać tlen, a temperatury rosły do ekstremalnych wartości.

Największym zagrożeniem nie był jednak sam ogień.

Był nim dym.

Gęsty, toksyczny i praktycznie całkowicie odbierający widoczność. Ludzie zostawiali samochody i próbowali uciekać pieszo. Część kierowców nie wiedziała, w którą stronę biec. Inni zatruli się dymem jeszcze zanim dotarli do wyjść ewakuacyjnych. W niektórych miejscach temperatura wewnątrz tunelu osiągała około 1200°C.

Akcja ratunkowa była niezwykle trudna. Strażacy i służby ratunkowe musieli walczyć nie tylko z ogniem, ale też z temperaturą, zadymieniem i ryzykiem zawalenia części konstrukcji. Ostatecznie zginęło 11 osób. Większość ofiar nie spłonęła- udusiły się toksycznym dymem.

Katastrofa wstrząsnęła całą Europą. Tunel św. Gotarda był jednym z najważniejszych połączeń transportowych kontynentu i symbolem szwajcarskiej infrastruktury. Nagle okazało się, że nawet najbardziej nowoczesne tunele pod Alpami mogą w kilka minut zamienić się w pułapkę.

Po pożarze tunel został zamknięty na około dwa miesiące. Rozpoczęły się ogromne kontrole bezpieczeństwa oraz modernizacje systemów wentylacji, ewakuacji i zarządzania ruchem. W całej Europie zaczęto analizować bezpieczeństwo długich tuneli drogowych, a katastrofa Gottharda stała się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla późniejszych przepisów.

I być może właśnie to jest najbardziej charakterystyczne dla tej historii.
Tunel św. Gotarda miał być dowodem, że człowiek potrafi pokonać Alpy. Ale góry po raz kolejny przypomniały, że nawet najbardziej imponująca technologia nigdy nie daje pełnej kontroli.

Seria: „Człowiek kontra góra”Odcinek 2- Gotthard. Tunel, który kosztował setki istnień.Dziś przejazd przez masyw Gotthar...
29/05/2026

Seria: „Człowiek kontra góra”

Odcinek 2- Gotthard. Tunel, który kosztował setki istnień.

Dziś przejazd przez masyw Gottharda trwa kilkanaście minut. Ludzie jadą samochodem albo siedzą w wygodnym pociągu i często nawet nie zastanawiają się, co znajduje się wokół nich. A przecież jeszcze w XIX wieku przejście przez tę część Alp należało do najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych tras Europy. Śnieżyce, lawiny, strome zbocza i całkowita izolacja sprawiały, że przez wieki Gotthard był jednocześnie kluczowym połączeniem północy z południem i jednym z największych problemów transportowych Szwajcarii.

W drugiej połowie XIX wieku zapadła decyzja, która miała zmienić cały kraj. Szwajcaria chciała wydrążyć tunel kolejowy pod Alpami. Dla wielu ludzi brzmiało to jak szaleństwo. Góry wydawały się zbyt potężne, skały zbyt twarde, a technologia zbyt słaba. Mimo to budowę rozpoczęto w 1872 roku.

Tunel św. Gotarda miał połączyć Göschenen w kantonie Uri z Airolo w Ticino. Ostatecznie osiągnął długość ponad 15 kilometrów i stał się wtedy najdłuższym tunelem kolejowym świata. Problem polegał na tym, że człowiek próbował wygrać z Alpami przy użyciu technologii XIX wieku.

Na budowie pracowały tysiące robotników, głównie z Włoch. Warunki były dramatyczne. Wysokie temperatury wewnątrz tunelu, pył, dynamit, wilgoć i fatalna wentylacja powodowały choroby, wycieńczenie i częste wypadki. Robotnicy pracowali nawet po kilkanaście godzin dziennie. Wielu mieszkało w bardzo trudnych warunkach, a napięcia między pracownikami i kierownictwem rosły z każdym miesiącem.

W 1875 roku doszło do protestu robotników w Göschenen. Domagali się lepszych warunków pracy i wyższych płac. Strajk został brutalnie stłumiony przez policję kantonalną. Zginęły cztery osoby, a wielu robotników zostało rannych. Dziś uważa się to za jeden z najważniejszych konfliktów społecznych związanych z industrializacją Szwajcarii.

Ale prawdziwa cena budowy była jeszcze większa.

Według oficjalnych danych podczas budowy tunelu zginęło co najmniej 177 robotników. Część historyków uważa jednak, że rzeczywista liczba mogła być wyższa, ponieważ nie wszystkie zgony związane z chorobami, wycieńczeniem i późniejszymi komplikacjami były uwzględniane w statystykach. Wielu ludzi po prostu wracało do domów już ciężko chorych.

Mimo tego tunel ukończono w 1880 roku, a dwa lata później oficjalnie otwarto go dla ruchu kolejowego. Dla Szwajcarii był to moment przełomowy. Gotthard stał się symbolem nowoczesnego państwa, inżynierii i połączenia Europy północnej z południową. Bez tego projektu współczesna historia kraju wyglądałaby zupełnie inaczej.

Ale kiedy dziś patrzy się na perfekcyjnie działające tunele pod Alpami, łatwo zapomnieć, że za tym sukcesem stoją ludzie, którzy pracowali głęboko pod skałami praktycznie bez światła, często wiedząc, że mogą już stamtąd nie wrócić.

Seria: „Człowiek kontra góra”Odcinek 1- Mattmark. Zapora, pod którą zginęło 88 ludzi.Dziś Mattmarksee wygląda spokojnie....
28/05/2026

Seria: „Człowiek kontra góra”

Odcinek 1- Mattmark. Zapora, pod którą zginęło 88 ludzi.

Dziś Mattmarksee wygląda spokojnie. Turkusowa woda, surowe góry Saastal, droga prowadząca wysoko nad Saas-Almagell i jedna z największych ziemnych zapór w Europie. Wielu turystów przyjeżdża tu dla widoku, zdjęć i wrażenia, że człowiek naprawdę potrafił podporządkować sobie alpejski krajobraz. Ale pod tą spokojną powierzchnią kryje się jedna z najtragiczniejszych historii szwajcarskiego budownictwa.

Budowa zapory Mattmark rozpoczęła się w maju 1960 roku. Był to ogromny projekt energetyczny, realizowany na wysokości około 2200 metrów n.p.m., w miejscu, gdzie natura nigdy nie była łatwym przeciwnikiem. Celem było stworzenie wielkiego zbiornika wodnego dla produkcji energii elektrycznej. Zapora miała zatrzymać do 100 milionów metrów sześciennych wody, a cały kompleks elektrowni Mattmark stał się częścią powojennej historii Szwajcarii- kraju, który potrzebował coraz więcej energii, infrastruktury i siły roboczej.

Tę siłę roboczą tworzyli w dużej mierze imigranci. Na budowie pracowali między innymi Włosi, Szwajcarzy, Hiszpanie, Niemcy i Austriacy. Ich baraki, biura oraz kantyna stały poniżej jęzora lodowca Allalin. I właśnie to położenie stało się później jednym z najważniejszych pytań całej tragedii.

30 sierpnia 1965 roku, około godziny 17:15, część lodowca Allalin oderwała się i runęła na teren budowy. Według źródeł na baraki i zaplecze budowy spadły ogromne masy lodu oraz gruzu skalnego. Zginęło 88 osób: 56 Włochów, 23 Szwajcarów, 4 Hiszpanów, 2 Niemców, 2 Austriaków i jedna osoba bezpaństwowa. Wśród ofiar było 86 mężczyzn i 2 kobiety. To była jedna z największych katastrof budowlanych w historii Szwajcarii.

Najbardziej wstrząsające jest to, że tragedia wydarzyła się nie na samym murze zapory, ale w miejscu, gdzie ludzie mieszkali, jedli i odpoczywali po pracy. To nie była tylko katastrofa techniczna. To była tragedia robotników, którzy budowali przyszłość energetyczną kraju, a sami zostali pochowani pod lodowcem.

Po katastrofie rozpoczęło się śledztwo. Pytanie brzmiało prosto: dlaczego zaplecze budowy znajdowało się w strefie zagrożenia? Oskarżono 17 osób, między innymi inżynierów, kierowników i osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. W 1972 roku wszyscy zostali uniewinnieni przez sąd w kantonie Valais. Dla wielu rodzin ofiar ten wyrok był drugim ciosem- bo po śmierci bliskich nie przyszło poczucie sprawiedliwości.

Mattmark został ostatecznie ukończony po tragedii. Zbiornik po raz pierwszy całkowicie napełniono w 1969 roku i od tego czasu zapora służy produkcji energii elektrycznej. Ale tego miejsca nie da się opowiadać wyłącznie jako sukcesu inżynierii. Bo zanim woda wypełniła dolinę, zanim turbiny zaczęły pracować, zanim Mattmark stał się punktem na turystycznej mapie Saastal- pod lodem zginęli ludzie.

I właśnie od tego zaczyna się ta seria. Od przypomnienia, że szwajcarska precyzja, tunele, zapory i kolejowe arcydzieła nie powstały same. Za wielkimi konstrukcjami Alp stoją nie tylko beton, stal i technologia. Stoją też nazwiska, których często już nikt nie pamięta.

Szwajcaria bardzo często wygląda tak, jakby góry i człowiek żyli tutaj w idealnej harmonii.Pociągi wjeżdżające na wysoko...
27/05/2026

Szwajcaria bardzo często wygląda tak, jakby góry i człowiek żyli tutaj w idealnej harmonii.

Pociągi wjeżdżające na wysokość ponad trzech tysięcy metrów. Drogi prowadzące przez lodowce i pionowe ściany skalne. Mosty zawieszone nad przepaściami. Tunele wydrążone głęboko pod Alpami. Wszystko działa spokojnie, precyzyjnie i niemal niezauważalnie.

Ale kiedy człowiek zaczyna przyglądać się temu bliżej, szybko odkrywa coś zupełnie innego.

Większość tych miejsc w ogóle nie powinna istnieć.

Za każdą przełęczą, tunelem, zaporą czy koleją stoją tysiące ludzi, lata pracy i ogromne ryzyko. Szwajcarskie Alpy nigdy nie były łatwe do ujarzmienia. Lawiny niszczyły budowy, skały zasypywały robotników, a pogoda potrafiła w kilka minut zatrzymać całe projekty. W wielu miejscach człowiek przez dziesięciolecia próbował podporządkować sobie góry… i często płacił za to bardzo wysoką cenę.

A jednak budował dalej.

To właśnie o tym będzie ta seria.

„Człowiek kontra góra” to opowieść o najbardziej niezwykłych miejscach szwajcarskich Alp, gdzie natura spotkała się z ludzką ambicją, technologią i uporem. Będą ogromne zapory, tunele pod górami, wiszące mosty, kolejowe arcydzieła i miejsca, które jeszcze sto lat temu wydawały się całkowicie niemożliwe do zbudowania.

Ale ta seria nie będzie tylko o inżynierii.
To będzie również historia ludzi, którzy próbowali wygrać z Alpami. Czasami skutecznie. A czasami tylko na chwilę.

Seria: „Zatrzymane w ciszy”Odcinek 6- Verenahof. Hotel, który przez dekady umierał w centrum miasta.Większość miejsc z t...
26/05/2026

Seria: „Zatrzymane w ciszy”

Odcinek 6- Verenahof. Hotel, który przez dekady umierał w centrum miasta.

Większość miejsc z tej serii leży wysoko w Alpach, pośród przełęczy, dolin i górskiej ciszy. Verenahof był inny. Stał w samym centrum Baden- miasta, które przez ponad dwa tysiące lat słynęło z gorących źródeł termalnych znanych jeszcze w czasach rzymskich. I właśnie dlatego jego historia jest aż tak niezwykła.

Dzisiejszy Verenahof powstał w 1845 roku po odkryciu nowego źródła termalnego pod budynkiem hotelu. Co ciekawe, hotel zbudowano na fundamentach dużo starszych zajazdów istniejących tam już od średniowiecza. Miejsce było związane z podróżnymi i leczniczymi wodami od setek lat, ale to XIX wiek zamienił Baden w jedno z najważniejszych uzdrowisk Europy.

Verenahof bardzo szybko stał się symbolem tej epoki. Hotel rozbudowano w latach 70. XIX wieku, dodano ogromne sale, eleganckie dziedzińce inspirowane włoską architekturą i reprezentacyjne wejście zwieńczone figurą świętej Wereny. W tamtym czasie takie miejsca były czymś więcej niż noclegiem. Były centrum życia towarzyskiego europejskich elit. Przyjeżdżano tutaj tygodniami- nie tylko dla zdrowia, ale też dla atmosfery, kontaktów i prestiżu.

Przez lata w Verenahofie zatrzymywały się znane postacie swojej epoki. Richard Strauss pracował tutaj nad operą „Arabella”, a Hermann Hesse przez niemal trzydzieści lat regularnie wracał do Baden na kuracje i później opisywał swoje doświadczenia w książce „Kuracjusz”. Nawet cesarz Etiopii Hajle Sellasje zatrzymał się tutaj po wizycie w zakładach Brown Boveri.

Ale XX wiek bardzo mocno zmienił sposób leczenia i podróżowania. Dawne ogromne hotele uzdrowiskowe zaczęły tracić znaczenie, a utrzymanie historycznych budynków stawało się coraz trudniejsze. Właściciele przez dekady próbowali ratować kompleks kolejnymi pomysłami- planowano luksusowe centrum zdrowia, rezydencję dla seniorów, nowe termy, a nawet częściową rozbiórkę hotelu. Wszystko kończyło się sporami, protestami konserwatorów zabytków albo problemami finansowymi.

Hotel zamknięto ostatecznie w 2002 roku.

I wtedy wydarzyło się coś bardzo nietypowego. Verenahof nie został wyburzony. Nie zamieniono go też od razu w apartamenty ani nowoczesny kompleks. Budynek po prostu stał pusty przez ponad dwadzieścia lat- w samym centrum żyjącego miasta. Za oknami toczyło się normalne życie Baden, obok powstały nowoczesne termy Fortyseven projektu Mario Botty, a dawny luksusowy hotel coraz bardziej przypominał milczącego świadka innej epoki.

Być może właśnie dlatego Verenahof robi tak duże wrażenie. Bo to nie jest ruina ukryta gdzieś wysoko w górach. To fragment dawnej Europy stojący pośrodku współczesnego miasta- hotel, który przez dekady patrzył, jak świat wokół niego zmienia się szybciej, niż on sam był w stanie przetrwać.

Seria: „Zatrzymane w ciszy”Odcinek 5- Grand Hotel Locarno. Hotel, w którym Europa próbowała zatrzymać kolejną wojnę.Dziś...
25/05/2026

Seria: „Zatrzymane w ciszy”

Odcinek 5- Grand Hotel Locarno. Hotel, w którym Europa próbowała zatrzymać kolejną wojnę.

Dziś wielu ludzi mija ten budynek nawet go nie zauważając. A jeszcze sto lat temu był jednym z najbardziej eleganckich i prestiżowych hoteli całego Ticino. Grand Hotel Locarno powstał w 1876 roku, krótko po otwarciu tunelu Gottharda i rozwoju połączeń kolejowych, które całkowicie zmieniły turystykę w południowej Szwajcarii. Był pierwszym prawdziwym luksusowym hotelem Ticino i symbolem epoki Belle Époque, kiedy europejskie elity zaczęły odkrywać szwajcarskie Alpy oraz jeziora jako miejsce wypoczynku.

Do Locarno przyjeżdżali arystokraci, politycy, artyści i bogaci kuracjusze szukający łagodnego klimatu nad Lago Maggiore. Hotel miał ogromne sale, własny park, luksusowe wnętrza i jeden z najbardziej niezwykłych elementów swojej epoki- gigantyczny żyrandol z Murano, który do dziś uznawany jest za jeden z największych na świecie.

Ale historia tego miejsca zmieniła się całkowicie w 1925 roku.
To właśnie tutaj odbywała się część słynnej konferencji pokojowej w Locarno, podczas której europejskie państwa próbowały ustabilizować kontynent po tragedii I wojny światowej. Do miasta przyjechali najważniejsi politycy Europy. Atmosfera była pełna nadziei, bo wielu ludzi wierzyło wtedy, że podpisane porozumienia naprawdę pozwolą uniknąć kolejnego wielkiego konfliktu. Mówiono nawet o „duchu Locarno”, czyli nowej erze współpracy między dawnymi wrogami.

Dziś brzmi to niemal ironicznie.

Kilka lat później Europa ponownie pogrążyła się w chaosie, a II wojna światowa zniszczyła większość tamtych nadziei. Sam hotel nadal funkcjonował i przez lata pozostawał jednym z symboli miasta. Co ciekawe, właśnie tutaj narodził się także słynny festiwal filmowy w Locarno. Pierwsze edycje odbywały się w hotelowym parku, zanim festiwal przeniósł się później na Piazza Grande.

Ale świat wokół Grand Hotelu zaczął się zmieniać. Dawna era wielkich hoteli Belle Époque powoli się kończyła. Utrzymanie ogromnych historycznych budynków stawało się coraz trudniejsze, a turyści zaczęli wybierać nowoczesne obiekty i zupełnie inny styl podróżowania. Hotel zamknięto ostatecznie w 2005 roku. Później przez niemal dwadzieścia lat kolejne projekty ratowania budynku kończyły się niepowodzeniem. Dopiero siódma próba rewitalizacji naprawdę ruszyła do przodu.

I właśnie to jest chyba najbardziej niezwykłe- miejsce, w którym politycy próbowali zmienić przyszłość Europy, samo niemal zniknęło z pamięci ludzi.

Dziś Grand Hotel Locarno przechodzi ogromną renowację i ma ponownie otworzyć się jako luksusowy hotel. Ale jego historia nadal przypomina coś bardzo charakterystycznego dla Szwajcarii- że za spokojnymi fasadami dawnych hoteli często kryją się wydarzenia, które miały wpływ na cały kontynent.

Adresse

Visp

Telefon

+41779134748

Webseite

Benachrichtigungen

Lassen Sie sich von uns eine E-Mail senden und seien Sie der erste der Neuigkeiten und Aktionen von Moja Szwajcaria erfährt. Ihre E-Mail-Adresse wird nicht für andere Zwecke verwendet und Sie können sich jederzeit abmelden.

Service Kontaktieren

Nachricht an Moja Szwajcaria senden:

Teilen