Moja Szwajcaria

Moja Szwajcaria Pokazuję Szwajcarię od środka. Góry jako droga, nie tło. Historia z jej jasną i ciemną stroną.

Bez idealizowania – z ciekawością, doświadczeniem i szacunkiem do tego, co było i co jest.

🔍 SZWAJCARSKIE TAJEMNICE – ODCINEK 2Przełęcze, które decydowały o losach EuropyDziś większość kierowców przejeżdża przez...
23/06/2026

🔍 SZWAJCARSKIE TAJEMNICE – ODCINEK 2

Przełęcze, które decydowały o losach Europy

Dziś większość kierowców przejeżdża przez alpejskie przełęcze dla widoków. Dla wielu są jedynie atrakcją turystyczną lub początkiem górskiej wycieczki. Przez setki lat wyglądało to jednak zupełnie inaczej.

Zanim powstały tunele, autostrady i linie kolejowe, kilka przełęczy decydowało o tym, jak szybko podróżowały armie, kupcy i wiadomości między północą a południem Europy.

Najważniejszą z nich był bez wątpienia Gotthard Pass.
Dziś trudno w to uwierzyć, ale przez wieki był jedną z najważniejszych dróg handlowych na kontynencie. To właśnie tędy przewożono sól, jedwab, przyprawy, broń i towary, które trafiały później do największych europejskich miast. Kto kontrolował przełęcz św. Gottharda, ten kontrolował jeden z najważniejszych szlaków handlowych Europy.

Podobną rolę odgrywała również Simplon Pass. Na początku XIX wieku zainteresował się nią sam Napoleon Bonaparte. Z jego polecenia wybudowano nowoczesną drogę umożliwiającą szybkie przemieszczanie wojsk pomiędzy Francją a Włochami. Do dziś fragmenty tej historycznej trasy są widoczne w krajobrazie Alp.

Nie mniej ważna była także Great St Bernard Pass. To tędy przez Alpy przechodzili kupcy, pielgrzymi i armie na długo przed powstaniem współczesnych państw. Przełęcz była używana już w czasach rzymskich, a później stała się jednym z najważniejszych punktów komunikacyjnych w całym regionie.

Dziś patrzymy na te miejsca głównie przez pryzmat pięknych widoków. Łatwo zapomnieć, że przez setki lat były one czymś znacznie więcej niż atrakcjami turystycznymi. Były strategicznymi bramami, od których zależał handel, polityka i bezpieczeństwo całych państw.

Następnym razem zajrzymy do miejsc, których większość ludzi nigdy nie widziała – ukrytych głęboko w skałach obiektów, które przez dziesięciolecia pozostawały tajemnicą.

22/06/2026

„Taki mały ja, taki wielki świat…”

🔍 SZWAJCARSKIE TAJEMNICE – ODCINEK 1Najbardziej tajemnicze jeziora SzwajcariiSzwajcaria ma ponad 1500 jezior. Większość ...
22/06/2026

🔍 SZWAJCARSKIE TAJEMNICE – ODCINEK 1

Najbardziej tajemnicze jeziora Szwajcarii

Szwajcaria ma ponad 1500 jezior. Większość turystów zna te największe i najbardziej znane. Są jednak takie, które od lat budzą zainteresowanie naukowców, historyków i mieszkańców okolicznych miejscowości.

Jednym z nich jest Lac Souterrain de Saint-Léonard.
Na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. W rzeczywistości skrywa największe naturalne podziemne jezioro Europy, ukryte we wnętrzu góry. Przez stulecia mieszkańcy wiedzieli o jego istnieniu, ale dopiero w XX wieku zaczęto je dokładnie badać. Do dziś naukowcy analizują sposób jego zasilania oraz zmiany poziomu wody związane z aktywnością geologiczną regionu.

Jeszcze bardziej niezwykłe jest Oeschinensee. Dla większości odwiedzających to jedno z najpiękniejszych jezior Alp. Niewielu wie jednak, że powstało w wyniku gigantycznego osuwiska, które tysiące lat temu zablokowało dolinę. Gdyby nie to wydarzenie, jeziora prawdopodobnie w ogóle by tutaj nie było.

Tajemnice skrywa również Lago di Lei. Choć zapora znajduje się na terytorium Szwajcarii, większość jeziora leży już we Włoszech. To jedno z najbardziej nietypowych miejsc na granicy obu państw i przykład tego, jak skomplikowana potrafi być historia alpejskich granic.

Nie wszystkie zagadki dotyczą jednak historii. Niektóre związane są z samą naturą. W wielu alpejskich jeziorach naukowcy obserwują zjawiska związane z podziemnymi przepływami wody, sezonowymi zmianami koloru oraz wpływem topniejących lodowców. Choć znamy je od setek lat, część procesów zachodzących pod ich powierzchnią nadal pozostaje przedmiotem badań.

Patrząc na spokojną taflę jeziora łatwo uwierzyć, że wszystko jest już odkryte. Tymczasem wiele szwajcarskich jezior skrywa historię znacznie głębszą niż woda, którą widzimy na powierzchni.

W następnym odcinku odwiedzimy przełęcze, które przez stulecia decydowały o losach Europy.

🔍 SZWAJCARSKIE TAJEMNICEMiejsca, obok których codziennie przechodzą tysiące ludzi, nie zdając sobie sprawy z ich znaczen...
21/06/2026

🔍 SZWAJCARSKIE TAJEMNICE

Miejsca, obok których codziennie przechodzą tysiące ludzi, nie zdając sobie sprawy z ich znaczenia. Dawne drogi, którymi przez stulecia podążały armie i kupcy. Jeziora skrywające zagadki, które do dziś budzą pytania. Obiekty ukryte głęboko w skałach oraz ślady po liniach kolejowych, które miały zmienić Szwajcarię, a dziś niemal całkowicie zniknęły z krajobrazu.

Dlatego rozpoczynam nową serię – „Szwajcarskie Tajemnice”.
Nie będzie to seria o legendach ani wymyślonych historiach. Każdy odcinek będzie opowiadał o prawdziwych miejscach i wydarzeniach, które naprawdę istnieją lub istniały. Czasem będą to historie fascynujące, czasem zaskakujące, a czasem takie, które każą spojrzeć na Szwajcarię z zupełnie innej perspektywy.

W kolejnych dniach odwiedzimy tajemnicze jeziora, przełęcze, które przez wieki wpływały na losy Europy, ukryte w górach wojskowe obiekty oraz zapomniane trasy kolejowe, po których dziś pozostały jedynie ślady.

Zapraszam Was do odkrywania tej mniej znanej, bardziej zagadkowej strony Szwajcarii. 🇨🇭🔍

✈️ SAMOLOTY, KTÓRE POZOSTAŁY W ALPACH – CZĘŚĆ 3Samolot, który wrócił po 70 latachPrzez ponad siedemdziesiąt lat spoczywa...
20/06/2026

✈️ SAMOLOTY, KTÓRE POZOSTAŁY W ALPACH – CZĘŚĆ 3

Samolot, który wrócił po 70 latach

Przez ponad siedemdziesiąt lat spoczywał ukryty głęboko pod lodem. Wiatr przesypywał śnieg nad miejscem katastrofy, kolejne zimy dokładały nowe warstwy lodu, a świat stopniowo zapominał o wydarzeniach z marca 1946 roku.

8 marca amerykański samolot Douglas C-53 Dakota leciał nad Alpami w trudnych warunkach pogodowych. W pewnym momencie załoga straciła orientację i maszyna rozbiła się w rejonie lodowca pod Piz Segnas w kantonie Gryzonia.
To, co wydarzyło się później, było niemal równie niezwykłe jak samo odkrycie wraku po latach.

Na pokładzie znajdowało się 12 osób. Wszyscy przeżyli katastrofę.
Nie był to klasyczny upadek pionowo na skały. Samolot uderzył w pokryty śniegiem teren lodowca, a śnieg i lód częściowo zamortyzowały siłę zderzenia. Maszyna została poważnie uszkodzona, ale nie rozpadła się całkowicie. Pasażerowie i załoga zdołali opuścić wrak, a następnie zostali uratowani.

Właśnie dlatego historia Piz Segnas jest tak wyjątkowa. Gdy w 2017 roku topniejący lodowiec zaczął odsłaniać fragmenty samolotu, wielu zastanawiało się, czy wraz z wrakiem odnalezione zostaną szczątki ofiar.

Nie odnaleziono żadnych.
Nie dlatego, że lodowiec je ukrył, lecz dlatego, że ich nie było. Wszyscy ludzie znajdujący się na pokładzie przeżyli już w 1946 roku i wrócili do swoich domów.
Na lodowcu pozostał jedynie samolot.

Przez kolejne dziesięciolecia lód działał jak powolna taśma transportowa. Wrak był stopniowo przesuwany przez masy lodu, coraz głębiej ukrywany przed światem. Dopiero gdy szwajcarskie lodowce zaczęły topnieć w niespotykanym wcześniej tempie, fragmenty Dakoty ponownie pojawiły się na powierzchni.

Zdjęcia wraku obiegły światowe media. Historia, która wydawała się dawno zakończona, wróciła po ponad siedemdziesięciu latach.

Część odnalezionych elementów została zabezpieczona i usunięta z lodowca. Sam wrak stał się natomiast symbolem zmian zachodzących w Alpach oraz przypomnieniem, że lodowce potrafią przechowywać ślady przeszłości znacznie dłużej, niż mogłoby się wydawać.

Paradoksalnie najdłuższą podróż po tej katastrofie odbyli nie pasażerowie, lecz sam samolot. Przez ponad siedem dekad był niesiony przez lodowiec, zanim ponownie ujrzał światło dzienne.

To zakończenie naszej serii o samolotach, które pozostały w Alpach. Historie te pokazują, że góry nie tylko tworzą piękne krajobrazy. Potrafią również przechowywać niezwykłe historie i oddawać je światu wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.

✈️ SAMOLOTY, KTÓRE POZOSTAŁY W ALPACH – CZĘŚĆ 2Katastrofa na lodowcu Gauli, która zmieniła historię ratownictwa19 listop...
19/06/2026

✈️ SAMOLOTY, KTÓRE POZOSTAŁY W ALPACH – CZĘŚĆ 2

Katastrofa na lodowcu Gauli, która zmieniła historię ratownictwa
19 listopada 1946 roku amerykański samolot transportowy Douglas C-53 Skytrooper leciał z Austrii do Włoch. Nad Alpami panowały trudne warunki pogodowe – gęste chmury, słaba widoczność i śnieg. Załoga była przekonana, że znajduje się nad bezpiecznym terenem. W rzeczywistości samolot zmierzał prosto w kierunku lodowca Gauli w Alpach Berneńskich.

Doszło do katastrofy na wysokości około 3300 metrów. Wydawało się, że szanse na przeżycie są niewielkie. Stało się jednak coś niezwykłego – wszyscy znajdujący się na pokładzie przeżyli zderzenie. Rozbitkowie utknęli pośrodku lodowca, otoczeni śniegiem, szczelinami i wysokimi szczytami. Nie wiedzieli dokładnie, gdzie się znajdują, a temperatura z każdą godziną spadała.

Rozpoczęto jedną z największych akcji poszukiwawczych tamtych czasów. Po kilku dniach wrak został odnaleziony z powietrza. Wtedy Szwajcarzy podjęli decyzję, która przeszła do historii. Piloci zdecydowali się wylądować samolotami bezpośrednio na lodowcu, aby dotrzeć do rozbitków. Dziś brzmi to normalnie, ale w 1946 roku było to przedsięwzięcie niemal niewyobrażalne.

Akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zostali uratowani. Wiadomość obiegła świat, a katastrofa na Gauli stała się symbolem nowoczesnego ratownictwa lotniczego. To właśnie od tego wydarzenia rozpoczął się rozwój metod ratowania ludzi w wysokich górach przy użyciu statków powietrznych.

Nie każda katastrofa pozostawia po sobie wyłącznie tragedię. Czasem staje się początkiem czegoś, co później ratuje setki istnień ludzkich.

W następnym odcinku poznamy historię samolotu, który przez ponad 70 lat spoczywał uwięziony w lodzie, zanim topniejący lodowiec ponownie ujawnił jego wrak.

✈️ Samoloty, które pozostały w Alpach – część 1Dlaczego Alpy stały się cmentarzyskiem samolotów?Kiedy patrzymy dziś na s...
18/06/2026

✈️ Samoloty, które pozostały w Alpach – część 1

Dlaczego Alpy stały się cmentarzyskiem samolotów?

Kiedy patrzymy dziś na szwajcarskie Alpy, widzimy przede wszystkim piękne szczyty, lodowce i malownicze doliny. Trudno uwierzyć, że przez dziesięciolecia były one jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc dla pilotów w Europie.

Dziś samoloty wyposażone są w zaawansowane systemy nawigacyjne, radary pogodowe i urządzenia pozwalające określić pozycję z dokładnością do kilku metrów. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyglądało to jednak zupełnie inaczej.
Pilot lecący nad Alpami często musiał polegać przede wszystkim na własnym doświadczeniu, mapach oraz tym, co widział przez okno. A góry potrafią być bezlitosne.

Pogoda może zmienić się tutaj w ciągu kilkunastu minut. Szczyt, który jeszcze chwilę wcześniej był doskonale widoczny, nagle znika w gęstej mgle. Chmury potrafią wypełnić całą dolinę, odcinając drogę odwrotu. Silne prądy powietrzne rzucają maszyną, a oblodzenie skrzydeł może zamienić rutynowy lot w walkę o przetrwanie.

Szczególnie niebezpieczny był okres po II wojnie światowej. Lotnictwo rozwijało się bardzo szybko, ale technologia nie zawsze nadążała za ambicjami człowieka. Wiele maszyn przecinało alpejskie niebo każdego dnia – wojskowych, transportowych i pasażerskich.

Nie wszystkie dotarły do celu.

W ciągu ostatnich stu lat w Alpach doszło do setek wypadków i katastrof lotniczych. Większość wraków została usunięta, jednak niektóre pozostały tam, gdzie spadły. Wysoko na lodowcach, na stromych zboczach lub w miejscach tak trudno dostępnych, że ich odnalezienie było niemal niemożliwe.

Co najbardziej niezwykłe – część tych samolotów nie zniknęła na zawsze.
Lodowce przez dziesięciolecia przechowywały fragmenty maszyn niczym ogromne zamrażarki. Dopiero dziś, gdy lód topnieje szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, wraki ponownie wychodzą na światło dzienne, przypominając o wydarzeniach, które dawno temu wstrząsnęły Alpami.

W kolejnych odcinkach tej serii poznamy historie dwóch takich katastrof. Jedna z nich doprowadziła do narodzin nowoczesnego ratownictwa lotniczego w Szwajcarii. Druga sprawiła, że po ponad 70 latach świat ponownie usłyszał o samolocie, który przez dziesięciolecia spoczywał uwięziony w lodzie.
To nie są legendy.

To prawdziwe historie zapisane wysoko w górach – tam, gdzie lód i skały potrafią przechowywać tajemnice znacznie dłużej niż ludzie. ✈️🏔️❄️

Seria: „Demokracja po szwajcarsku”Odcinek 5- Referendum, które mogło zmienić relacje Szwajcarii z całą Europą.9 lutego 2...
17/06/2026

Seria: „Demokracja po szwajcarsku”

Odcinek 5- Referendum, które mogło zmienić relacje Szwajcarii z całą Europą.

9 lutego 2014 roku w Szwajcarii odbyło się jedno z najbardziej napiętych politycznie referendum ostatnich dekad. Obywatele głosowali nad inicjatywą „Przeciw masowej imigracji”, której celem było ograniczenie liczby cudzoziemców przyjeżdżających do kraju, w tym również obywateli Unii Europejskiej.

W tamtym czasie Szwajcaria od lat korzystała z umów o swobodnym przepływie osób z UE. Dzięki nim obywatele państw Unii mogli stosunkowo łatwo podejmować pracę i osiedlać się w kraju. Dla szwajcarskiej gospodarki było to bardzo ważne- ogromna część pracowników w służbie zdrowia, budownictwie, gastronomii, nauce czy transporcie pochodziła właśnie z zagranicy.

Jednocześnie coraz większa część społeczeństwa zaczęła obawiać się skutków szybkiego wzrostu liczby mieszkańców. Zwolennicy referendum mówili o rosnących cenach mieszkań, większym tłoku w miastach i transporcie publicznym oraz presji na rynek pracy. Bardzo często pojawiał się również argument, że Szwajcaria powinna samodzielnie decydować o tym, ilu cudzoziemców może przyjechać do kraju.

Przeciwnicy ostrzegali natomiast, że referendum może poważnie zaszkodzić relacjom z Unią Europejską i zagrozić gospodarce. Rząd federalny, większość środowisk biznesowych oraz duże partie polityczne apelowały o odrzucenie inicjatywy. W debacie publicznej bardzo często podkreślano, że szwajcarska gospodarka jest silnie uzależniona od zagranicznych pracowników i dostępu do europejskiego rynku.

Wynik okazał się niezwykle wyrównany.

50,3% głosujących poparło inicjatywę.

Różnica była minimalna, ale konsekwencje polityczne ogromne. Wynik referendum wywołał napięcia między Szwajcarią a Unią Europejską i rozpoczął wieloletnią debatę dotyczącą granic swobodnego przepływu osób oraz relacji kraju z UE. Ostatecznie szwajcarski parlament wprowadził znacznie łagodniejsze rozwiązania niż pierwotnie zakładali autorzy inicjatywy, próbując uniknąć zerwania kluczowych umów z Unią.

I właśnie to referendum bardzo mocno pokazało specyfikę szwajcarskiej demokracji bezpośredniej.

Bo nawet decyzje mogące wpłynąć na relacje międzynarodowe i gospodarkę całego kraju mogą zostać oddane pod głosowanie obywateli.

Temat referendum bardzo często pojawia się w analizach dotyczących migracji, relacji Szwajcarii z UE oraz współczesnego populizmu w Europie. Referendum było szeroko komentowane przez SRF, Swissinfo oraz praktycznie wszystkie największe europejskie media polityczne i ekonomiczne.

Informacje o referendum z 2014 roku, wynikach głosowania i debacie dotyczącej imigracji oparto m.in. na materiałach Swissinfo, SRF, Federal Chancellery of Switzerland oraz dokumentacji inicjatywy „Gegen Masseneinwanderung”.

Seria: „Demokracja po szwajcarsku”Odcinek 4- Szwajcarzy sami odrzucili dłuższy urlop.W 2012 roku w Szwajcarii odbyło się...
16/06/2026

Seria: „Demokracja po szwajcarsku”

Odcinek 4- Szwajcarzy sami odrzucili dłuższy urlop.

W 2012 roku w Szwajcarii odbyło się referendum, którego wynik dla wielu ludzi poza krajem był kompletnie niezrozumiały. Obywatele mieli zdecydować, czy ustawowy minimalny urlop pracowniczy powinien zostać zwiększony z czterech do sześciu tygodni rocznie.

W większości państw Europy podobna propozycja prawdopodobnie zostałaby odebrana bardzo pozytywnie. W Szwajcarii sytuacja wyglądała inaczej.
Inicjatywa została przygotowana przez związki zawodowe, które argumentowały, że tempo pracy staje się coraz bardziej intensywne, a ludzie potrzebują więcej czasu na odpoczynek, zdrowie psychiczne oraz życie rodzinne. Zwolennicy referendum podkreślali również, że wzrost wydajności pracy w ostatnich dekadach powinien przekładać się na lepszą jakość życia pracowników.

Przeciwnicy odpowiadali jednak, że dodatkowe dwa tygodnie urlopu oznaczałyby ogromne koszty dla gospodarki i przedsiębiorstw. Organizacje pracodawców ostrzegały, że wydłużenie urlopu mogłoby osłabić konkurencyjność szwajcarskiej gospodarki, zwiększyć koszty zatrudnienia oraz utrudnić funkcjonowanie małych firm. Bardzo często pojawiał się również argument, że wysoki poziom życia w Szwajcarii istnieje między innymi właśnie dzięki dużej produktywności pracy.
I właśnie tutaj pojawiło się coś, co dla wielu osób za granicą było największym szokiem.

Znaczna część samych pracowników również była przeciwko inicjatywie.
W debacie publicznej często powtarzano, że „kto chce więcej urlopu, musi zaakceptować niższy wzrost gospodarczy albo niższe wynagrodzenia”. Dla wielu Szwajcarów stabilność gospodarki i miejsc pracy okazały się ważniejsze niż dodatkowy czas wolny.

11 marca 2012 roku referendum zostało zdecydowanie odrzucone. Około 66,5% głosujących było przeciwko wydłużeniu ustawowego urlopu do sześciu tygodni.
Wynik głosowania bardzo często pojawia się dziś jako przykład różnic mentalności między Szwajcarią a wieloma innymi krajami Europy. Dla części ludzi decyzja była dowodem „kultury pracy i odpowiedzialności”. Dla innych- przykładem społeczeństwa, które stawia gospodarkę ponad komfortem życia.

I właśnie dlatego referendum z 2012 roku stało się jednym z najbardziej symbolicznych przykładów szwajcarskiej demokracji bezpośredniej. Bo pokazało, że obywatele nie zawsze głosują w sposób, którego świat się po nich spodziewa.

Temat referendum bardzo często pojawia się w analizach dotyczących szwajcarskiej gospodarki, rynku pracy oraz kultury pracy w Europie. Referendum było szeroko komentowane m.in. przez SRF, Swissinfo oraz europejskie media ekonomiczne.

Informacje o referendum z 2012 roku, wynikach głosowania i debacie dotyczącej sześciotygodniowego urlopu oparto m.in. na materiałach Swissinfo, SRF, Federal Chancellery of Switzerland oraz dokumentacji inicjatywy „6 Wochen Ferien für alle”.

Seria: „Demokracja po szwajcarsku”Odcinek 3- Szwajcarzy naprawdę głosowali nad… rogami dla krów.25 listopada 2018 roku w...
15/06/2026

Seria: „Demokracja po szwajcarsku”

Odcinek 3- Szwajcarzy naprawdę głosowali nad… rogami dla krów.

25 listopada 2018 roku w Szwajcarii odbyło się referendum, które bardzo szybko obiegło media na całym świecie. Temat wydawał się absurdalny nawet dla części samych Szwajcarów- państwowe dopłaty dla rolników, którzy nie usuwają krowom rogów.

Problem jednak był dużo bardziej złożony, niż mogło się wydawać.
W nowoczesnych gospodarstwach bardzo często usuwa się cielętom rogi już we wczesnym wieku. Rolnicy argumentują, że dzięki temu zwierzęta są spokojniejsze, rzadziej ranią siebie nawzajem i wymagają mniej miejsca w oborach. Bezrogie bydło jest również łatwiejsze w utrzymaniu oraz bezpieczniejsze dla pracowników gospodarstw.

Przeciwnicy tej praktyki odpowiadali jednak, że rogi są naturalną częścią anatomii krów i mają znaczenie dla ich zachowania, komunikacji oraz termoregulacji. Właśnie dlatego szwajcarski rolnik Armin Capaul rozpoczął inicjatywę ludową mającą wprowadzić dodatkowe dopłaty finansowe dla hodowców pozostawiających rogi zwierzętom.

Referendum nie zakładało zakazu usuwania rogów. Chodziło wyłącznie o wsparcie finansowe dla rolników, którzy decydowaliby się utrzymywać krowy i kozy z rogami, mimo większych kosztów i trudniejszych warunków hodowli.
I właśnie to najbardziej zaskoczyło ludzi poza Szwajcarią.

W wielu krajach podobna dyskusja prawdopodobnie nigdy nie trafiłaby do ogólnokrajowego referendum. W Szwajcarii obywatele naprawdę poszli do urn, aby zdecydować, czy państwo powinno wspierać zachowanie rogów u krów.
Ostatecznie inicjatywa została odrzucona. Około 54,7% głosujących zagłosowało przeciwko dopłatom, a 45,3% było „za”. Mimo porażki referendum wywołało ogromną debatę dotyczącą dobrostanu zwierząt, nowoczesnego rolnictwa oraz tego, jak daleko państwo powinno ingerować w sposób hodowli zwierząt.

Sama postać Armina Capaula stała się w Szwajcarii bardzo rozpoznawalna. Rolnik przez lata podróżował po kraju ze swoimi charakterystycznymi długimi włosami i brodą, zbierając podpisy pod inicjatywą praktycznie własnymi siłami. Dla wielu ludzi stał się symbolem tego, że w szwajcarskiej demokracji nawet pojedynczy obywatel może rozpocząć debatę ogólnokrajową.

Temat referendum pojawia się m.in. w dokumentach SRF oraz reportażach dotyczących szwajcarskiego rolnictwa i demokracji bezpośredniej. Jednym z najbardziej znanych materiałów związanych z inicjatywą jest dokument Das Hornkuh-Prinzip poświęcony kampanii Armina Capaula i debacie wokół referendum.

Informacje o referendum z 2018 roku, wynikach głosowania i inicjatywie „Hornkuh-Initiative” oparto m.in. na materiałach Swissinfo, SRF, Federal Chancellery of Switzerland oraz dokumentacji inicjatywy ludowej dotyczącej dopłat dla hodowli krów z rogami.

Adresse

Visp

Telefon

+41779134748

Webseite

Benachrichtigungen

Lassen Sie sich von uns eine E-Mail senden und seien Sie der erste der Neuigkeiten und Aktionen von Moja Szwajcaria erfährt. Ihre E-Mail-Adresse wird nicht für andere Zwecke verwendet und Sie können sich jederzeit abmelden.

Service Kontaktieren

Nachricht an Moja Szwajcaria senden:

Teilen