Leśna Australia

Leśna Australia Jak dwójka wariatów widzi Australię

Usiłuję się zdecydować, który dzień tygodnia jest moim najulubieńszym. Może to być w ostatnim czasie jeden z najpoważnie...
10/08/2021

Usiłuję się zdecydować, który dzień tygodnia jest moim najulubieńszym. Może to być w ostatnim czasie jeden z najpoważniejszych moich życiowych dylematów, bo nie potrafię się zdecydować. A inne problemy zniknęły za horyzontem cudownej zatoki nad którą mieszkam.

Czy jest to środa? Pierwszy dzień pracy po moim "weekendzie" kiedy wstaje o 7 jak codziennie z zaprogramowanym już biologicznym zegarem. Medytuję, pije kawę w moim cudnym ogrodzie, ubieram czysty pachnący uniform, maluję usta na czerwono i idę zacząć nowy tydzień w pracy. Dzień w którym całą kuchnię trzeba zbudować na nowo. Od zainstalowania moczących się w kwasie palników, po gotowanie na cały tydzień. To jest czas kreatywności i wytężonej pracy. Ustalamy dania na "special", opowiadamy sobie jak spędziliśmy dni wolne. Od 12.00 do 15. 00 trzeba się bardzo spieszyć żeby wszystko było gotowe na serwis. Lubię środy. Bo lubię moją pracę.

Czwartek i piątek też są fajne, bo zaczynam pracę o 15.30 mam więc rano czas na wszystkie moje rytuały, na jogę, gotowanie, na to żeby sobie coś posprzątać, poczytać, pouczyć się Makramy, zrobić zakupy, pobyć sobie sama ze sobą. Deszczu posłuchać, włosy wyszczotkować. Lubię czwartki i piątki

Ale soboty i niedziele też są super. Bo Leśny ma wolne, możemy zjeść spokojnie razem śniadanie, jak mi się chce je zrobić oczywiście. W pracy mam przerwę, czasem dwie godziny, więc przynoszę prosto z kuchni ciepłe pyszne jedzenie i zjadamy razem obiad. Wiem że pies pójdzie z Leśnym na długi spacer i się wybiega, wiem że wieczorem pooglądamy razem serial i opowiemy sobie coś więcej o całym tygodniu. Lubię bardzo.

Najbardziej chyba niedzielne wieczory. Kiedy tydzień się kończy jestem zmęczona, bolą mnie mięśnie i kręgosłup, bo niedziela to dzień dogłębnego sprzątania kuchni. Rozbierania i czyszczenia. Bardzo ciężkiej pracy. Wracam do domu siadam w mojej "kanciapie" w ciszy i uspokajam ciało i umysł. Cieszę się bo zaczynam mój weekend. Robię Plan na dni wolne. Tak kocham niedzielne wieczory

Ale poniedziałki i wtorki to mój weekend. Bez pośpiechu sprzątam dom, pracuje w ogrodzie. Sadzę przesadzam, doglądam moich roślin, obcinam co uschło, zaplatam nowe pędy, podlewam przestawiam. Gotuję i piekę. Książki czytam. Z psem na plażę idę. Na paznokcie. Świece zapalam. Leżę. Marzę. Snuje plany. Nakładam maseczki. Tak poniedziałki i wtorki też są super.

Lubie się budzić. Niezależnie od dnia lubię kiedy przechodzę ze snu w jawę i uświadamiam sobie jaki dziś dzień i co będę robić. Przeciągam się leniwie, kota Jakuba wycałuję. Na dół zejdę Zosię poczorcham. Pola na kanapie z brzuszkiem wystawionym do glaskania tłucze ogonkiem i czeka aż przyjdę się przytulić. Kawa pierwsza tak pachnie. Lubię się kłaść spać w puszystej pościeli słuchając szumu oceanu za oknem albo mojej ulubionej muzyki. Lubię zasypiać z książką w ręku. Z myślami pełnymi wdzięczności.

Lubię każdy kolejny dzień jaki dostaję. Każdy. Kiedy wreszcie jesteś w miejscu w którym chcesz być, kiedy wyzbędziesz się poczucia braku, robisz to co kochasz... Każdy dzień staje się Twoim ulubionym. Serio. Nie wierzyłam że tak można. O taki stan, o takie życie warto walczyć zawsze..... Ze sobą walczyć. Sobie na nie pozwolić i się go nauczyć.

Nie ma "o Boszsze znów poniedziałek trzeba iść do roboty"
Nie ma "jeszcze tylko miesiąc i będą wakacje"
Nie ma "może w przyszłym roku"

Jest teraz. A teraz jest moim ulubionym dniem. Co dzień. ❤️

Przedstawiam Wam mój nigdy nie skończony ogród. Moje królestwo na 15m2 😍❤️

19/07/2021

Bezdzietny zaburzony facet, z poważnym problemem ze swoją seksualnoscią i egomanią, plus banda złodziei w garniturach z wpinką Matki Boskiej w klapie i co najważniejsze, banda pazernych hipokrytów w czarnych kieckach, wychodzą z zamiarem narzucania przyszłym pokoleniom polskich kobiet cnót niewieścich.......

Ja tu widzę jakis żarcik.

Pokolenia, całe rzesze polskich kobiet dostawały w skórę od patriarchalnych rządów. Przetrwały kombinując, pracując, wymieniając się katkami, handlując za butelkę wódki, szukając internowanych mężów, chowając dzieci w komunie (moja babcia)

Przetrwały głód, poniżanie, bicie, gwałty, obozy koncentracyjne, ogień wojny (babcia mojego męża)

Były zmuszane do przetrwania wielowiekowych utrwalanych z pasją szykan, nagonek, polowań na czarownice, nierównych praw, nauk kocielnych. Absurdów wynikających z męskiego ego. Absurdów uderzających w kobiecą siłę i mądrość. W kobiecą odwagę.

Nie bardzo rozumiem o co chodzi. Bo przecież w polskich kobietach od wieków pielęgnowane są cnoty niewieście. Od wieków.
Bądź miła. Bądź grzeczna. Bądź uprzejma. Bądź matką polką. Stój za mężem. Nawet jak Ci spuszcza łomot regularnie bądź cicho. Milcz. Milcz jak Cię upokarzają. Milcz jak Ci narzucają za kogo i kiedy masz wyjść za mąż. Milcz jak Ci mówią że masz rodzić. Milcz. Jak podejmują decyzję o z Twoim życiu, ciele, poglądach, planach, marzeniach. Jak Ci mówią co Ci wypada a czego nie powinnaś. Milcz i się uśmiechaj pełna cnót niewieścich.

To już nie jest żarcik. To jest k***a średniowiecze.

Kobiety nie chcą już milczeć. W Polsce równouprawnienie jest kwestią tak umowną kruchą i nie trwałą jak cieniutka warstwa koronkowego lodu na rzece w marcu. A pod tą warstwą kipi rzeka silna i rwąca. Po tym kruchym lodzie stąpa partiarchat. I katolicki kościół, który z uporem maniaka będę nazywać najsprawnieszją korporacją świata.

Patrzę na to z odległej perspektywy z uśmieszkiem satysfakcji na ustach. Utrwalanie cnót niewieścich to nic innego jak przejaw panicznego strachu przed kobiecością, wymienionych na początku "mężczyzn"

Oni się boją kobiet.

Silnych mądrych niezależnych, rozwijających się, budujących.... Co chcą!
A one Chcą budować. Drapacze chmur, społeczności, zespoły wykwalifikowanych pracowników, ba! One chcą budować rodziny! albo ogródki skalne, albo poczucie wartości godności i prawa do bycia szczęśliwymi i szanowanymi w swoich córkach na ten przykład. .....cokolwiek. Ale budować. Kreować. Nie chcą już milczeć. Stać za "mężczyznami"

Może wcale nie chcą też stać PRZED nimi. A przecież tego się najbardziej pseudo mężczyźni boją. Że im feministyczne wariatki, rozemocjonowane kipiące hormonami histeryczki odbiorą władzę i będzie armagedon.

Panowie.... Armagedon to wyście sami elegancko zrobili w każdej dziedzinie życia na tej planecie. W imię władzy i pielęgnowania ego.

Może porozmawiajmy o cnotach męskich.
Honorowość. Męstwo. Dotrzymywanie słowa..... Ach to dotrzymywanie słowa. Uczciwość. Ponad wszystko uczciwość.

W średniowiecznej Polsce na stosach spłoneło 40 tysięcy kobiet. W całej Europie mówi się o milionie. Jakie tam czarownice. Kobiety które otwarcie mówiły. Które ośmieliły się mieć swoje zdanie. Które były niewygodne. Które miały wiedzę i poważanie. Płonęły w ogniu, były kamienowane, torturowane np. Wciskaniem go gardła długiego p***a konopii, wlewaniem wody aż napęcznieje. Zakopywane w mrowisku po szyję. Zamykane w metalowych trumnach nabitych kolcami wykrwawiały się powoli. Łamano im Kości hiszpańskimi butami. Nabijano na pale.... Dalej zamykano w szpitalach psychiatrycznych wlepiając "histerie" traktowano prądem, kapano we wrzątku. Bo nie chciały milczeć.

Taką twarz ma "męstwo" kiedy jest podszyte strachem.

Czego oni się tak bardzo boją?

Widzę prawdziwego mężczyznę. Patrzę na niego codziennie. To ktoś taki kto ceni sobie wolność. I jest dla niego absolutnie oczywistym, że u swego boku (nie z tyłu, nie z przodu, obok) chce mieć i ma kobietę wolną. Patrzy na nią z podziwem i radością. Tak jak ona patrzy na niego. Nie rozumie jej pasji, jej dążeń, jej wariactw, poszukiwań duchowych. Ale je szanuje, akceptuje i kocha. Tak jak ona kocha jego pasję, dążenia, dziwactwa.

Chcę Korzystać z jej siły, sprytu, energii, kreatywności, mądrości, tak jak ona korzysta z jego odwagi, uporu, konsekwencji i waleczności. Mężczyzna prawdziwy nie boi się kobiety bo jest świadomy siebie. Cały ten strach i całe to zło, cały ten cyrk jest wynikiem jednego jedynego maleńkiego a tak cholernie ważnego defektu........ Braku poczucia własnej wartości.

Paradoksalnie wieki prześladowań i uderzania w kobiecość zaowocowały tym silniejszym zerwaniem brzegów. Rzeka się wylała.

Nigdy nie uważałam się za feministkę. Zawsze myślałam... Kurcze żyje w czasach w których nikt mnie nie prześladuje za poglądy, nikt mi nie odbiera prawa do głosowania i decydowania społecznego, nikt mnie nie chce Spalić na stosie bo się interesuje duchowością, ezoteryką etc. Więc o co ten hałas.
Błąd.
Myślałam tak, bo milczałam. Myślałam tak bo niespecjalnie dotykały mnie konkretne represje. Nie stawałam w konkury z mężczyznami o wysokie stanowisko pracy. Nie zajmowałam funkcji publicznych. Nie musiałam się przebijać przez zabetonowane poglądy mężczyzn w mojej rodzinie.... Bo ich zwyczajnie nie było.

Ale to wszystko nadal ma miejsce.
Nierówne płace, nierówne szanse, wykluczenie społeczne, wysmiewanie, szykany, odgórne narzucanie wciąż zatwardziałego patriarchatu....
Wielopokoleniowe ignoranctwo. Indoktrynizacja. Rodzinne spotkania przy kieliszku z kawałami w stylu

Co powiemy o kobiecie która myje naczynia?
Że jest pomywaczką
A o kobiecie która sprząta dom?
Że jest sprzątaczką
A o kobiecie która gotuję?
Że jest kucharką (chefem kuchni do k....nędzy tak na marginesie)
A o kobiecie która leży na kanapie i ogląda serial?
Że ma za długi łańcuch.

Śmieszne?
Cnoty niewieście....w XXI wieku. 🤦‍♀️

Dramaty w czterech ścianach. Pogłębiane panicznym strachem przed utratą władzy przez ludzi którzy śmią się nazywać mężczyznami. Żyją w pseudocelibacie gwałcąc bezbronnych, żerując na tych najkruchszych.... Szukających sensu życia. Boga. Od wieków gromadzących władzę wpływy majątek i brzydkie sekreciki wyłażące spod ziemi w różnych zakątkach świata.

Do brzegu.

Instytucja kościoła katolickiego wyrządziła na świecie więcej zła niż wszystko inne. W imię religii wymordowano więcej istnień ludzkich niż we wszystkich innych wojnach tego świata. A największą krzywdę wyrządzono tym.... Którzy ośmielali się przestać milczeć.

Kościół katolicki-korporacja zarządzona przez przestraszonych, panicznie bojących się utraty władzy pseudo mężczyzn, przez tysiąclecia zgromadził tyle grzechów ile majątku. Jemu samemu przydałoby się więcej cnót niewieścich. Współczucia, empatii, zrozumienia, poświęcenia (bo przecież tego się od kobiet wymaga, karnego poświęcenia, łez przez zagryzione zęby)

Bezgraniczna władza kościoła katolickiego w Polsce, nierozerwalne połączenie z instytucjami państwowymi, dojenie bogobojnego społeczeństwa, jechanie na koniku "to kościół wyzwolił nas z jarzma komuny" i jeszcze moje ulubione "albo katolicyzm albo sodoma gomora lewactwo, zepsucie i w ogóle ogień pielelny"....
To się kruszy jak kra na rzece.

Weźcie sobie te wasze cnoty niewieście wsadźcie głęboko w wasze grube nigdy nienasycone dupska.

Jestem kobietą. Wolną, myślącą, poszukującą Boga każdego dnia. Uderzającą nie w Boga a w korporacje. W przeżytek. Kobietą która ukochała sobie tradycje, domowe ognisko, pielęgnowanie kultury sztuki literatury i odrębności swoich korzeni. Ale, Kobietą która nie będzie milczeć. Rzeką która płynie własnym nurtem i nie zatrzyma jej strach ani Wasz ani własny.

Z satysfakcją będę obserwować jak pęka kra. I pewnie nie za mojego życia, ani za życia moich Córek które szczęśliwie wychowam poza granicami tej ciężkiej patologii na kobiety pełne cnot niewieścich w moim rozumieniu......
Ale któregoś dnia szlag trafi ostatni kamienny pomnik wzniesiony na trupach. Grzeszków nie będzie się dało ukryć za grubymi murami instytucji. A zbudowany z nigdy nie nażartego podszytego panicznym lękiem ego kolos runie.

Nie po to żeby nastała.... Nie wiem jakaś era władzy kobiet, rewolucja, koniec świata, czterech jeźdźców apokalipsy....tylko zwykła najzwyklejsza normalność.

Równość. Sprawiedliwość. Szacunek!!! Dla życia, Odmienności płci, kultury, religii, seksualnosci, poglądów.
Wolność. Tolerancja, empatia, kochaj bliźniego swego jak siebie samego (mogę się mylić ale to z pisma świętego chyba) i inne takie tam nic nie znaczące lewackie bzdety.

Energia podąża za uwagą. Kiedy skupiasz się na tym co masz, będziesz mieć tego więcej. Jeśli skupiasz się na tym czego n...
14/07/2021

Energia podąża za uwagą. Kiedy skupiasz się na tym co masz, będziesz mieć tego więcej. Jeśli skupiasz się na tym czego nie masz.... Będziesz mieć więcej.... Braku.

Mam dom.
Powiedzieć "mam dom" może naprawdę niewielki odsetek ludzi na tej ziemi. Brzmi jak gadanie tej takiej wariatki co biega i krzyczy o głodnych dzieciach w Afryce. Ale tak, te dzieci istnieją. Są głodne. I śpią na spękanej ziemi w Afryce, na zakurzonych klepiskach w Indiach. Na betonowych ulicach Europy...

Są też tacy którzy mają dom. Ba. Mają kilka domów, posiadłości letnich, zimowych... Budynków o zimnych industrialnych ścianach wśród których głuchy echem odbija się brak miłości.

Wdzięczna jestem za dom. ❤️

Mam pracę.
I znów polecimy z wywodem, o tych którzy desperacko pracy szukają, o tych którzy pracować nie mogą, o tych milionach dla których nie ma pracy nie ma chleba, nie ma kawałka ziemi do uprawy, którym nikt pomóc nie chce. Nie może. Nie widzi potrzeby, lub odwraca wzrok żeby nie widzieć wcale.

Są też i tacy którzy mają pracę przynoszącą horrendalne dochody. Tacy którzy rano w garniturach i garsonkach, z kubkiem kawy biegiem do biura patrzeć w słupki, bezproduktywnie marnować życie na nabijaniu kieszeni swoich kontrahentów i własnych, żeby kupić jeszcze lepszy budynek na dom letni.

Ja mam pracę prostą. Karmię ludzi a oni się uśmiechają. Oblizują palce, spędzają czas z przyjaciółmi, dzielą się frytkami z dziećmi, zabierają dziewczyny na kolację z widokiem na zatokę.

Kocham to co robię, dostaje za to pieniądze, widzę w tym sens i radość. Dla siebie i innych.

Wdzięczna jestem za swoją pracę.❤️

Mam zdrowie. Czy muszę mówić o milionach walczących w tej sekundzie ze śmiertelnymi chorobami? Z rakiem? Z AIDS? Z cukrzycą? Z depresja? Walczących o każdy kolejny dzień, o każdy oddech o jeszcze jedną chwilę. O tych chorych przewlekle, którzy nie mogą biegać po plaży, jeść na co mają ochotę, śpiewać. Którzy nie mogą oglądać zachodów słońca. Słuchać Beethovena. Opuścić szpitalnego łóżka.

Są też tacy, którzy chorują najmocniej. Na brak. Na ślepotę. Na bieg po wszystko..... Z niczym na mecie. Na zagłuszanie swojego Ja, pytań które niepokoją, swojej duchowości nieustannym biegiem. Hukiem telewizora, dniem nabitym zajęciami, alkoholem.

Mam zdrowie, może nie doskonałe ale mam go na tyle żeby móc pracować, móc prowadzić mój dom i móc być z moją rodziną.

Wdzięczna jestem więc za zdrowie i za rodzinę.❤️

Bo mam rodzinę.

Ludzi samotnych, w samotności jedzących posiłki, samotnie budzących się rano i zasypiajacych samotnie przy serialu też są całe rzesze. Dzieci osieroconych, porzuconych, niekochanych. Ludzi którym się nie udało..... Albo którzy tak wybrali. Którzy tego wyboru żałują, ale ślepa duma nie pozwala..... Ludzi którzy latami próbują rodzinę założyć chowając kolejne nadzieje z kolejnymi próbami i porażkami.

Są też i rodziny takie, w których nie ma miłości. Jest rana, krzywda, pretensja, patologia, wrogość, wyrzuty, ból zadawany od pokoleń. I miłość sztuczna plastikowa na pokaz. Do zdjęć. Do pierwszej ławki w kościele.

Moja rodzina jest dziwna. Jest składową. Tych niewielu bliskich z krwi którzy mi pozostali. Człowieka którego wybrałam na partnera do życia, jego rodziny która jest teraz tak bardzo moja, przyjaciół których znam od dekad, którzy są tak bardzo daleko, tych którzy zostali rodziną bo chcieli. Bo wiedzą że są ważni. I tych futrzastych dla których miłość jest oczywista i prosta.

Wdzięczna jestem za moją rodzinę i za to że ja ją stworzyłam. Wybrałam. ❤️

I wreszcie najważniejsze. Mam miłość. Trudną. Która się zmienia i nas zmienia co dnia. A także miłość własną w której zanurzam jak w ciepłej pachnącej kąpieli.
Mam pasje. Które mnie rozwijają. Budują.

Mam wszystko.

Czy mogę mieć więcej? Oczywiście że tak.
Czy chce mieć więcej. Jak najbardziej
Czy sobie zasłużyłam? Czy mi wolno? Czy mi się należy? Jak każdej jednej osobie na tym świecie.

Czy mi czegoś brak?

Jasne że tak.

Czy będę się o to bić z życiem?
Absolutnie nie.

Pozbądź się oczekiwań. A dostaniesz wszystko czego oczekujesz. Odpuść. Rozbij się o swoje ego. Wyślij wszechświatowi swoje marzenie. Wyobraź sobie, tak jak ja któregoś dnia medytując na ganku lesniczówki, że masz dom, pracę , zdrowie, rodzinę, miłość. I to odpuść.
Przyjdzie. A Ty daj uwadze podążyć za tym co już masz.

Ameryki nie odkryłam. No nie.
Odkryłam siebie
Nobla literackiego nie wezmę. No nie
Ale wezmę psa na spacer i będzie fajnie
Filozofii nowej nie stworzę.
Ale żyje w zgodzie z własną.
W całkowitej zgodzie ze sobą.
Bez konwenansów, za ciasnych szpilek, zazdrosnych spojrzeń, złośliwych ocen, podporządkowywania się i łamania dla czego i kogokolwiek. Wolna w swoim szaleństwie, nieograniczona lękiem, mówiąca swoim głosem a nie głosem innych, myślącą swoją głową a nie owczym pędem.
Żyjąca tak jak chcę, jak zawsze chciałam, jak sobie wymarzyłam.

Wolna.

A tym pochwalić się może zaledwie garstka.

Zdjęcia miejsca w którym znalazłam mój dom, wykonane przez lokalnych artystów.

Zastanawiam się nad znaczeniem multikulturowosci i różnorodności. Trochę w kontekście tej cholernej Polskiej ksenofobii ...
05/07/2021

Zastanawiam się nad znaczeniem multikulturowosci i różnorodności. Trochę w kontekście tej cholernej Polskiej ksenofobii i agresji w stosunku do różnorodności. Albo inaczej.

Przyjechałam do Australii prawie sześć lat temu. Pamiętam moje pierwsze potężne zderzenie ze społeczeństwem tak zróżnicowanym, jak w Polsce zdaje się nie będzie nigdy. Albo nie za mojego życia.

Melbourne to Miasto mówiące 72 językami. Każda dzielnica to inna kultura. Są dzielnice włoskie, żydowskie, somalijskie, indyjskie, greckie, azjatyckie etc. Miasto jest składową dziesiątek nacji, wierzeń, przekonań politycznych, preferencji seksualnych.....ludzi.

Po kilku dniach pobytu w Australii stałam na środku Flinders Street głównej ulicy hamdlowej. Mijały mnie tłumy. W większości Azjatów, bo tylko ich stać na wynajęcie apartamentu w centrum. Ale także innych nacji. Plątanina języków. 70 letnia kobieta w stroju wróżki na wrotkach. Facet w kowbojskim stroju z gitarą na rogu. Grupka somalijskich dzieciaków w mundurkach kupująca mrożoną Colę pod 7/11
Wtedy naszła mnie jedna myśl.

Babilon.

A przecież nie byłam Januszem z Rytra, Gnojnika czy Pcimia (nie umniejszając małym miejscowościom) Januszem który za pieniądze ze sprzedaży części samochodowych zabiera raz do roku Grażynę do Hurgady i uważa się za światowca, a głowę ma nabitą ciężko patologicznymi zbieranymi przez pokolenia rasistowskimi przekonaniami.
Dużo podróżowaliśmy, znaliśmy inne kultury, nasze głowy wydawały się być otwarte.

Dziś dopiero są otwarte.

W chwili kiedy po pięciu latach mieliśmy przyjemność (bądź przykrość) pracować, spotykać się, poznawać, gościć w naszym domu naprawdę dziesiątki różnych bardzo różnych ludzi. Czechów, syryjczyków, biseksualnych komunistów, Rosjan, Nepalczyków, hindusów, Brytyjczyków, Włochów, ludzi z Bałkanów, Azjatów....

W mojej obecnej pracy na codzień współpracuję z Australijką z północy, której akcentu kompletnie nie rozumiem, z Australijczykami z zachodniego wybrzeża, z Nowozelandczykiem, Macedończykiem, Koreańczykiem, czwórką Filipińczyków, gościem z Salwadoru, Irlandką, pół Australijką pół Szkotką, Nepalczykiem, osobą transpłciową, lesbijką, kilkoma osobami biseksualnymi i Hindusem i dziewczyną stylizująca się na wczesne lata 90te, fanką zespołu Aqua. Jedni z nich łowią ryby, inni wychowują gromadki dzieci, pływają na desce, reperują swoje auto hobbystycznie, jeszcze inni cierpią na hasimoto, czują się samotni bo ich rodziny czekają na wpuszczenie do Australii i dołączenie do nich. Mają problem z alkoholem, albo są na diecie. Jedna Filipinka kolekcjonuje Barbie, Australijka z północy walczy z byłym o odzyskanie ukochanego psa, którego jej odebrał po rozstaniu, Nowozelandczyk zbiera pieniądze na otwarcie naleśnikarni, a osoba transpłciowa na ostatnią operację.
Macedończyk twierdzi że język polski brzmi jak gryzienie szkła, choć co ciekawe jego język jest bardzo bardzo podobny do polskiego. Choćby nazwy kolorów, liczebniki czy klasyczne "k***a"
Hindus jest zapalonym fanem krykieta, pół Szkotka trenuje muai thai, Filipińczycy znają każda piosenkę z radia bo ich narodowym hobby jest karaoke. Ja interesuje się wszystkim co duchowe ezoteryczne i powiązane z naturą. Hoduje kwiatki i mam zwierzęta które pożyczam. Kota żeby się dziecko Salwadorczyka pobawiło, bo tak się składa że mieszkają dom obok nas. Psa żeby sobie Filipińczycy poszli na spacer i wszyscy mieli radochę.

Jesteśmy totalnie różni, wszyscy.
A łączy nas dosłownie wszystko. Pijemy takie same kawy, jemy w pracy takie same posiłki, złościmy się na siebie o te same rzeczy, pracujemy ciężko i zarabiamy takie same pieniądze. Odsypiamy w dni wolne, płacimy rachunki, ciśniemy sobie.... Oj czasem grubo. Robimy sobie głupie żarty, np dosypując cayenne do zupy, albo robiąc konkursy w żarciu jalapeno. Przynosimy do pracy sztuczne jaszczurki i robaki i podrzucamy sobie na sekcje żeby się przestraszyć. Wrzeszczymy na siebie jak nam się pali pod dupami, a po serwisie wyjaśniamy i podajemy sobie rękę, albo się przytulamy. Szczypiemy się po tyłkach, dajemy sobie kuksańce, przybijamy żółwie i wycieramy Ketchup z brody.
Narzekamy na szefa, pogodę podatki. Dzielimy się swoimi doświadczeniami i kutlurami. Opowiadamy sobie o swoich religiach, tradycjach, zwyczajach, przesądach , rządach naszych krai. Przeżywamy choroby dzieci. Przynosimy Słodycze albo wyżeramy łyżkami lody waniliowe z kończącego się 15l kontenera. Ciśniemy po swoich kulturach czasem totalnie bez zachowania jakiej kolwiek poprawności politycznej. Śmiejemy się z samych siebie. Pożyczamy sobie ładowarki, dajemy prezenty na urodziny i śpiewamy happy Birthday.

Ponad wszystko

Szanujemy się

I wszystko to..... Jest normalne. Tak bardzo naturalne. Potrzebne. Ważne. Wartościowe.
Dlaczego?

Bo każdy z nas się uczy i rozwija. Otwiera. Buduje siebie i umacnia swoją tożsamość. Dzieli się doświadczeniami. Z dumą pokazując najfajniejsze strony swojej inności. Inności kulturowej i charakterologicznej.

Ciężko mi bardzo jeździć po Polsce. Bo przecież Polska to nie tylko ciemnota, zaściankowość, rasizm i zamknięte łby. Ale......
Tak bardzo bym życzyła Polsce takiej pięknej otwartości i takich fajnych przyjaźni ponad wszystkimi granicami.....granicami które tworzymy, zamykamy i które najczęściej istnieją tylko w naszych głowach.
Bo przecież
homo sum humani nihil a me alienum p**o

Nie od dziś wiadomo że my z Leśnym jesteśmy tym typem ludzi którzy mają  zwierzaki i nazywają je swoimi dziećmi. Większo...
01/07/2021

Nie od dziś wiadomo że my z Leśnym jesteśmy tym typem ludzi którzy mają zwierzaki i nazywają je swoimi dziećmi. Większość normalnych ludzi uważa nas za stukniętych, a nam to zupełnie wisi i robimy swoje z radością. Nasze koty i pies to nasza rodzina. Myśląc o przeprowadzkach wakacjach wyjazdach i planach zawsze najpierw myślimy o nich. Jak zapewnić im warunki i opiekę. Mamy świra na punkcie naszych zwierzaków, uwielbiamy je otaczamy miłością i opieką (niektóre nawet czcią, np niejaką Szarą eminencję kotkę Zofię)

Posiadanie zwierzątek futerkowych właściwie niczym nie różni się od posiadania potomstwa.
Podobieństwa są wszędzie.

W domu masz wieczny bajzel. Wszędzie walają się zabawki które trzeba zbierać. Porozrzucane ozdobne poduszki, kocyki, stołowe maty. Rozlana Woda, resztki jedzenia. Dziecko zostawia odbite rączki, pies i dwa koty sierść i odbite łapy. I dzieci i futerka po równo obśliniają każdą możliwą szybę. 🤦‍♀️

Przy dziecku włazisz bosą stopą w Lego. Przy sierściuchach w drobne silikonowe kryształki żwirku z kuwety. Level bólu i wkurwu ten sam.

Jesteś odpowiedzialny. Karmisz, płacisz za lekarza, wydajesz fortunę na zabawki, śmieszne ubranka, tulisz czorchasz zapewniasz rozwywki a koniec końców i tak ugryzie rękę która karmi, albo nasra na środku pokoju, albo zje Ci sześć razy z rzędu korekcyjne Okulary. Eksploduje poduszką z pieprzem, w kocyku zrobi dziurę. Ucieknie z domu i szukasz pół dnia. Uszczypnie Cię boleśnie w tyłek jak Cię wita bo tak się cieszy. Z rozpędu skoczy na jajca, albo w zabawie przywali łapą w oko tak że Świeczki stają. Do ludzi nie zabierzesz bo zawsze narobi wstydu. Zeżre coś z podłogi, wodę z kałuży wypije.

Chcesz prywatności? Zapomnij. Siedzisz w toalecie kontemplując i masz kolejkę obserwatorów. Jedni się gapią, inni chcą na rączki 😳

Dzieci kradną Słodycze, koty z psem w zaplanowanych akcjach kradną z blatów szynkę.

Do jednych i drugich po tysiąc razy wołasz "nie wolno" i tysiąc jeden robią co chcą.
Jedne i drugie włażą Ci na głowę, domagają się spania z Tobą w łóżku, zabierając całą jego przestrzeń. Kradną kocyki elektryczne, puszczają śmierdzące bąki i bekają Ci w twarz z niewinną miną.

Jedne i drugie zdają się sprawdzać Twoją cierpliwość i swoje możliwości. Koty są trochę jak niemowlęta. Dużo śpią, jedzą o ustalonych porach, jak się przejedzą to się uleje.... I tu wkracza pies z radością patrząc na jeszcze ciepły podwieczorek 🤦‍♀️ Różnica że płaczą jedynie jak się je przypadkiem zamknie w ogródku a deszcz leje. Pies to już taki mniej więcej trzy latek. Coś tam kuma... Ale ma w dupie 😏 i jak zobaczy zajączka to biegnie jak ślepy koń na wielkiej pardubickiej... Nie widzi przeszkód.

Cała trójka zachowuje się trochę jak rodzeństwo. Zofia środkowe "dziecko" gardzi wszystkimi. Kubuś "pierworodny" chciałby się ze wszystkimi przyjaźnić. Apolonia najmłodsza ma w głowie sznurek, goni po domu całą resztę. Syczą na siebie tłuką się, mijają. Czasem jedzą z jednej miski.

Ta relacja ma też inny ważny punkt wspólny. Bezgraniczną bezwarunkową miłość. Którą zwierzęta okazują na swój sposób. Dziecko przyjdzie się przytulić powie ze kocha... Kot będzie się domagał tulenia i lizał Cię po głowie. Położy się na bolacym kręgosłupie, zwinie w kulkę przy szyi i da koncert mormorando. Pies przyjdzie, uwali się na Tobie wbijając chude patykowate giry pod żebra z taką miną, która topi serce w sekundzie. Wyjdziesz do sklepu na pół godziny a wita Cię tak, jakby Cię nie widział pół roku. Tak mówią że kochają. A kochają tak pięknie i mocno jak tylko zwierzęta potrafią. Nie oczekując niczego w zamian. Wielcy nauczyciele, oświeceni tego świata mówią "wyzbądź się oczekiwań a poznasz prawdziwą miłość" o ironio rzekomo najinteligentniejsze ssaki tego świata w tej materii pozostają ze swoim bezmyślnym okrucieństwem i roszczeniami daleko daleko w tyle.

Jak się nad tym zastanowić to zawsze chciałam mieć dużą rodzinę.... I mam. Dom wariatów. 🤣 Tu ktoś narzyga, tam ktoś śpi na czystym praniu, tu ktoś przebiegnie i zrzuci doniczkę. 🤦‍♀️ Ja robię za gestapowca co to się wydziera że nie wolno, co to uczyć próbuje, wychować, zabronić..... Bez skutku bo Leśny dobry glina na wszystko pozwala. Dosłownie 😔 Strach pomyśleć co to będzie jakby się do tego jeszcze pojawił potomek faktyczny. A pewnie się kiedyś pojawi. Braknie świnki wietmanskiej kanarka i kaftana bezpieczeństwa dla Szyszki.

Swoją drogą..... Te świnki są urocze... Ciekawe czy można gdzieś znaleźć 🧐

Zastanawialiście się czym naprawdę jest  slow life?To jest w dzisiejszych czasach takie modne pojęcie. Tak byśmy wszyscy...
04/06/2021

Zastanawialiście się czym naprawdę jest slow life?

To jest w dzisiejszych czasach takie modne pojęcie. Tak byśmy wszyscy chcieli żyć powoli. Skupiać się na rzeczach ważnych a usuwać
z życia te, które zżerają nasz czas, martwią, pochłaniają energię. Tak marzymy żeby więcej było czasu na życie w życiu.

Powoli w skupieniu dosypuję ziemi do nowo posadzonej rośliny. Oddycham głęboko, nic mnie nie boli, nic nie odwraca mojej uwagi. Słyszę szum oceanu, czuję zapach mokrej ziemi. Oplatam palcami wijace się wąsy jaśminowca o metalowe ramiona stojaka. Na wiosnę zacznie rosnąć jak szalony i pachnieć jak niegdyś w mojej kwiaciarni w Polsce.
Truskawki puszczają nowe pędy. Rośliny które sadziłam z ziarenek, nieśmiało wyciągają
w stronę słońca kolejne listki. To jest radość tak wielka, że mi się czasem zdarzy z tej radosci w miejscu skakać.

Jak babcia Janeczka mówię do moich roślin.
Z czułością karmiąc je nie tylko dobrą ziemią wodą i odżywkami ale i komplementami. Babcia zwykła mawiać że wtedy lepiej rosną... Jak my wszyscy. 🧡

Ja nie mam ambicji. I jestem z tego cholernie dumna. Nie chcę być wielkim head chefem kuchni, nie chcę zarabiać Tony kapusty (wolę ją hodować 🤣) i pracować 15h na dobę,
w domu zaliczając nadgodziny nad stertami zamówień i papierów. Nie chcę jeść byle czego w pośpiechu, czekać z utęsknieniem na weekend, który spędzę w apatii i popłochu starając się naładować wciąż wyczerpane akumulatory. Nie znaczy to, że nie ma we mnie pasji do mojej pracy. O nie. Jest i to wielka. Bo przecież wszystko co robisz, rób z miłością albo wcale. Jednak nie ma we mnie natury rywalizacji. Niech sobie wymachują szabelką czy kuchenną łyżką inni. Ci którym brak pewności, że są ważni i wystarczający. Którzy ten brak przekłuwają w ambicję a ambicję w kurzą ślepotę..... Na wszystko to, co ma znaczenie kardynalne.....

Ale jest we mnie potrzeba slow life. Jestem kurą domową. Bo chcę. Bo mogę. Nie dlatego że wywodzę się z takiej kultury. Nie dlatego że moja mama Halina co niedzielę rosół tacie pod nos, a co Boże Narodzenie z trzepaczką na podwórku ze szmatą w ręce, ze łzami
w oczach. Może trochę dlatego że inne było całkiem moje dzieciństwo. Że wolność niezależność, lekkomyślność i bycie niebieskim ptakiem wyssałam z mlekiem mojej barwnej nieprzewidywalnej mamy. Może. Może bycie kim chcę było od zawsze tak oczywiste, że zapragnęłam być właśnie kurą domową. Opiekunką ogniska, które potrafię rozpalić na skrawku spękanej ziemi, nie ważne że nie własnej.

Nie jestem też kurą domową dlatego że ktoś mi to narzucił. Że mnie mąż zmusił (🤣🤣) ciocia babcia czy koleżanki, co to kurzodomowią z rozgoryczeniem i oczekiwaniem na nic. Nie. Ja jestem kurą domową bo chcę.
Przeszłam swoje, przeszłam na drugą stronę, przeszłam przez depresję i nerwicę, przeszłam długą drogę samorozwoju. Znalazłam siebie
w byciu całkowicie niezależną i nieporuszoną wobec oceny innych.

Więc sprzątam, piorę, urządzam, dekoruję, odpalam Świece, okadzam dom biała szałwią, gotuję. Ach...Gotuję, piekę marnuję, zaprawiam.... Z miłością. Często ze złością na siebie, na męża, na koty co to wszędzie kłaki zostawiają, na psa co gryzie niszczy i odbija łapy na świeżo wypranych dywanikach.

Slow life. Dawanie energii temu co dla mnie najważniejsze. Mojej małej rodzinie, mojemu ogrodowi, który dzięki mojej (śmiem twierdzić że się nie obrazi jak tak napiszę) zyskanej niedawno przyszywanej mamie, ostatnio powiększył się o dziesiątki nowych cudek, cudeniek, cudeczków 😍

Znajdź siebie a znajdziesz źródło nieskończonej wartości, nie wyczerpującej się energii, niezmierzonej radości. O slow life nie trzeba marzyć. Trzeba zwyczajnie zwolnić. Nie na chwilę, nie na weekend, nie na urlopie, nie jutro, nie na emeryturze.

Teraz.

Address

Melbourne, VIC

Telephone

+61797393202

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Leśna Australia posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Featured

Share