09/12/2023
NOKIA (Dzień 19-21): Knoxville, Pigeon Forge, Great Smoky Mountains, Blue Ridge Parkway, Boone, Buchanan, Charlottesville.
No więc ogólnym celem przelotu przez pół Stanów była trasa Blue Ridge Parkway. Zanim jednak do niej doszło, znaleźliśmy się w Knoxville, Tennessee. Nikt normalny nie wie gdzie jest Knoxville, a tu się nagle okazuje, że to jakaś metropolia jest, całkiem udana, że dodam coś od siebie. Czas jednak naglił, bo w związku ze zmianą lotniska docelowego pojawiła się szansa na zobaczenie Great Smoky Mountains, których w oryginalnym planie nie było.
W planie nie było też Pigeon Forge. Nikt normalny nie wie gdzie jest Pigeon Forge, a tu się nagle okazuje, że Dolly Parton zrobiła tam park rozrywki i jest to lokalny fenomen, pełen kowbojów i muzyki country. I mają tam Hard Rocka, co skwapliwie wykorzystuję.
Wtem - góry. Komitet, który zaproponował nazwę tego pasma - Great Smoky - musiał być złożony z samych pragmatyków, bo rzeczywiście góry są spore i zamglone. Co jest całkiem fajne widokowo, a jeszcze poboczem łażą misie. Zauroczeni sytuacją dojeżdżamy do potężnego znaku - Blue Ridge Parkway.
Z nazwą tą spotkałem się kilka razy, ale dawno. Chyba nawet nie wiedziałem na 100% gdzie to i jak toto długie. Zuza wiedziała więcej i to ona kategorycznie żądała przejazdu, ale - żeby była jasność - żądanie to nie spotkało się z niechęcią , nawet sobie zdjęcie przy wjeździe zrobiłem.
BRP ma ponad 750 km i nie jest w żaden sposób odizolowana na Googlu. Jako droga o dość podrzędnej szerokości nie znajduje uznania w oczach algorytmów wyznaczających trasy i nie da się ocenić ile będziemy jechać. A w dodatku co 300 m jest punkt widokowy, bo trasa (jak sama nazwa wskazuje) prowadzi po grani pasma Apallachów. My na początku wychodzimy na każdym, bo widoki są zdecydowanie odmienne od czegokolwiek, co do tej pory widzieliśmy. Z tym, że... są ciągle takie same. Po pierwszych 200 km, częstotliwość zatrzymań gwałtownie spada, a samą końcówkę bez żalu odpuszczamy. Czy warto więc? Tak! Zdecydowanie! Ale wystarczy pierwszy odcinek (od Cherokee do Boone, przez nasz ulubiony las o nazwie Pisgah).
Po drodze napatoczyły się dość przyjemne mieściny: Boone - miasto uniwersyteckie o całkiem uprzejmej infrastrukturze, Buchanan - ze starym mostem i młodym pracownikiem jedynej w okolicy knajpy (fantastyczna Tammie's Place), który zdążył mi się po 5 minutach rozmowy zwierzyć ze swych problemów sercowych i chęci podróżowania poza stan Wirginia oraz Charlottesville - siedziba szanowanego Univeristy of Virginia oraz restauracji Oakhurst Inn z najlepszym burgerem tego wyjazdu.
Tymczasem - po raz pierwszy podczas tej podróży pojawił się deszcz. Na szczęście przelotny, więc i my lecimy dalej, I-81 na północny wschód...