Mongolia na szlaku

Mongolia na szlaku Pół żartem, pół serio o marzeniach, przygodach i byciu w drodze nawet, gdy się siedzi w domu.

Jeśli chcecie mieć nogi niczym u misiów Haribo, polecam naszą dzisiejszą pożegnalną trasę:Kuźnice - Hala Kondratowa - P...
24/07/2020

Jeśli chcecie mieć nogi niczym u misiów Haribo, polecam naszą dzisiejszą pożegnalną trasę:

Kuźnice - Hala Kondratowa - Przeł. Pod Kopą - Suche Czuby - Kasprowy - Sucha Dolina Stawiańska - Hala Gąsienicowa - Waksmundzka Rówień - Gęsia Szyja - Rusinowa Polana - Schronisko Głodówka 👌

Jak świętować to świętować!Z okazji rocznicy zabraliśmy się dzisiaj na wędrówkę na Zawrat od strony Hali Gąsienicowej, p...
22/07/2020

Jak świętować to świętować!
Z okazji rocznicy zabraliśmy się dzisiaj na wędrówkę na Zawrat od strony Hali Gąsienicowej, potem standardowo do Piątki i Doliną Roztoki aka Rozpusty do Palenicy. 🦙

Ta trasa była tak fajna, trudna i wesoła, jak ostatnie 365 dni 👩‍❤️‍👨

Polecam intensywność 🦙przez Moko na Wrota Chałubińskiego, Szpiglasową Przełęcz, Piątkę, aż do Wodogrzmotów Mickiewicza.3...
20/07/2020

Polecam intensywność 🦙
przez Moko na Wrota Chałubińskiego, Szpiglasową Przełęcz, Piątkę, aż do Wodogrzmotów Mickiewicza.

31,5km. 290 pięter przewyższeń. Ponad 45 tys. kroków.

Zawsze, gdy potrzebowałam uspokoić i ułożyć jakieś elementy w swoim dorosłym życiu, jechałam w góry. Jechałam w góry na ...
16/07/2020

Zawsze, gdy potrzebowałam uspokoić i ułożyć jakieś elementy w swoim dorosłym życiu, jechałam w góry. Jechałam w góry na dobre i złe, szukając równowagi. Wyciszenia. Zamyślenia.

Teraz jestem znowu.
Układam. Oddycham. Żyję.

Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że największy problem ze szlakami długodystansowymi to niepewność, dokąd taka trasa w...
15/05/2020

Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że największy problem ze szlakami długodystansowymi to niepewność, dokąd taka trasa właściwie może zaprowadzić. Dosłownie i w przenośni.

Nie jest żadną tajemnicą, że podczas wędrówki jest różnie – są różne miejsca noclegowe, różni ludzie, różne samopoczucie, pogoda, fazy księżyca, grubość ścian i tak dalej. Na to jednak każdy mniej lub bardziej jest przygotowany. Największa niepewność pojawia się w momencie, gdy okazuje się, że poprzez tą czysto fizyczną aktywność, zaczynamy opuszczać nasze „bezpieczne miejsce”, rutynę, która kołysze naszym umysłem na co dzień, pozwalając mu skupiać się na kwestiach podstawowych, bez mimowolnego zanurzania się w zaciemnione głębiny.
Będąc na szlaku, traci się kontrolę. Myśli krążą, płyną, drążą. Padają pytania, na które czasami nie można znaleźć odpowiedzi, a czasem przychodzą odpowiedzi na jeszcze niezadane pytania. Kim jestem robiąc pierwszy krok? Jaka będę stawiając ostatni?

Poświatowska napisała kiedyś: „musimy wynieść i ocalić / garść nocy / garść dni” – te słowa zawsze zabierają mnie w trasę, w las, w góry, między wiejskie chaty, o których nigdy bym się nie dowiedziała, gdybym nie zdecydowała się ruszyć. Spróbować. Zobaczyć. Odnaleźć siebie kompletnie gdzieś indziej. Usłyszeć jak brzmi mój śmiech, gdy nie mam siły niczego udawać. Milczeć wobec wielkości i bogactwa natury. Kiedy nie liczy się to, co masz, skąd jesteś, ani to czy się garbisz i śmiesznie chodzisz.

Babcia powiedziała mi kiedyś: „Co zobaczysz, to twoje. Nikt ci tego nie zabierze”.

Nigdy nie umiałam zarabiać na swoich pasjach, na tym, co naprawdę mnie nakręca i sprawia, że potrafię odetchnąć, włączyć pauzę i wyłamać się ze schematu. Nie zostanę więc nigdy ani wziętym muzykiem, ani dziennikarką z prawdziwego zdarzenia, ani podróżniczką piszącą bestsellery w stylu Wojciechowskiej. Wtedy to już nie byłaby pasja. To nie byłoby moje. Nie mogłabym wpatrywać się w niebo absolutnie spokojna i pochłonięta bezkresem. W cały ten cud wkradłaby się presja. Paragony. Przelewy. Zobowiązania.

Wolność to nie jest jeszcze jedna umowa, którą mogę podpisać.

Wolność to jest ten moment, gdy wkładam do ust czekoladkę i czuję jak powoli się rozpuszcza, mrużę oczy i wiem, że nikt nie czuje tej czekoladki tak, jak ja. Gdy gram utwór i tylko ja wiem, co on naprawdę oznacza. Gdy siadam na szczycie góry i nikt nie widzi tego co ja. Pakuję plecak i nikt nie wie jaką drogą idę, tylko ja. Kiedy nie wysiadam z tramwaju na odpowiednim przystanku, tylko jadę dalej, bo utwór, który akurat załączył algorytm Spotify, bardzo fajnie wpasował się w moje czucie i dany moment.

Wolność to świadomość tego, czego pragnę i podejmowanie decyzji, będących w zgodzie ze mną.

Każde „zostaję” i wszystkie „odchodzę”.

„Jestem” również, ponieważ w pewnym momencie zdecydowałam, że chcę.

Ponieważ tak po prostu lubię być.

Ja wiem, że   i policja gania po krzakach, ale porozumienie w Mongolia Team na linii Kaźmierz - Ustka znowu intensywnie ...
16/04/2020

Ja wiem, że i policja gania po krzakach, ale porozumienie w Mongolia Team na linii Kaźmierz - Ustka znowu intensywnie pracuje, więc... zobaczymy co się stanie🤓

Fot. by Dżasta, roześmiane dziki w Schronisko PTTK Stare Wierchy, 6 dzień Głównego Szlaku Beskidzkiego, wrzesień 2019.

Jeżeli zastanawialiście się co jest absolutnie potrzebne do pokonania szlaku długodystansowego, stanowi składnik X i 50%...
10/04/2020

Jeżeli zastanawialiście się co jest absolutnie potrzebne do pokonania szlaku długodystansowego, stanowi składnik X i 50% sukcesu to wcale nie jest to super sprzęt, kondycja czy znajomość map na pamięć.

Po pierwsze - śmiej się. Do rozpuku, bólu brzucha i popuszczenia w majtki. Bez ograniczeń, dziwnymi dźwiękami, zwyczajnie i szczerze.

Po drugie - miej do siebie zdrowy dystans. Nikt nie jest ideałem, ani Robocopem, ani postacią z bajki. Przewracaj się, gub szlak i myl pokoje w schroniskach. Samo życie. Nigdy nie wiem, która toaleta jest czyja, więc raz wchodzę tam gdzie kółko, a innym razem tam, gdzie trójkąt (a najczęściej tam, gdzie nie ma kolejki - sorry Panowie!).

Po trzecie - wrzuć na luz. Tak po prostu i w związku ze wszystkim.

I właśnie tego wszystkiego życzę sobie i Wam w tym specyficznym czasie, na te nadchodzące święta i na przyszłe miesiące.

Przebywając w zamknięciu, łatwo jest zapomnieć, że wolność jest w nas samych, a nie w planach urlopowych czy biletach lotniczych. 🙃

Trzymajcie się zdrowo!
---
Fot. by Piotrek, 2 dzień GSB, Przysłop pod Baranią Górą Schronisko Górskie PTTK, wrzesień 2019.

   Dzień 16 & 17 🎉Wtorek (32km)Z Bacówki PTTK pod Honem oficjalnie weszliśmy w bieszczadzkie połoniny, najpierw ruszając...
18/09/2019


Dzień 16 & 17 🎉

Wtorek (32km)
Z Bacówki PTTK pod Honem oficjalnie weszliśmy w bieszczadzkie połoniny, najpierw ruszając na Jasło i Fereczatą, by przejść przez Smerek i na szczyty Połoniny Wetlińskiej, gdzie obejrzeliśmy niesamowity spektakl zachodzącego słońca i nocowaliśmy w schronie turystycznym PTTK „Chatka Puchatka”, do którego dotarliśmy już po zmroku. Panowały tam spartańskie warunki - brak wody i prądu, spaliśmy na pryczach w 9-osobowym pokoiku, wiatr hulał, a temperatura sięgała max 5 st. C, panowała za to iście górska atmosfera, były rozmowy przy świecach i śmiechy przy przyniesionych z nizin nalewkach;)

Środa, czyli finałowa pętla (34,5km)📍
W Puchatku obudził nas przeraźliwy chłód i... śnieg za oknem. W trudnych warunkach atmosferycznych i szlakowych (błoto) pokonaliśmy strome zejście do Brzegów i jeszcze bardziej strome podejście na Połoninę Caryńską, którą wśród deszczu, śniegu, mgły i wichury przedostaliśmy się do Ustrzyk Górnych (tuż przed wejściem do miasteczka zaliczyłam epicki upadek na błocie, z półobrotem i twarzą w trawie, przez który polały się łzy frustracji, na szczęście kryzys był chwilowy i w rozrachunku przekomiczny 🤓). W Ustrzykach zameldowaliśmy się w Hotelu Górskim PTTK i po ciepłym posiłku ruszyliśmy na wielki finał - najpierw podejście na Szeroki Wierch, potem Tarniczka, Halicz i przejście dookoła Tarnicy aż do Wołosatego, gdzie przyklepaliśmy nasze osiągnięcie przy słupie z czerwoną kropką oznaczającą koniec szlaku 😃. Spotkaliśmy tam sympatyczne, starsze małżeństwo, z którymi rozmawialiśmy dzień wcześniej na szlaku i to oni zabrali nas autem z powrotem do Ustrzyk, żebyśmy mogli spokojnie świętować sukces.

A teraz serio...
MAMY TO❣️

«Podsumowanie emocji coming soon... 🙃»

  Dzień 15.Kolejne 31km za nami - ze Schroniska PTTK im. Zatwarnickiego w Komańczy do Bacówki PTTK pod Honem. Oficjalnie...
16/09/2019

Dzień 15.
Kolejne 31km za nami - ze Schroniska PTTK im. Zatwarnickiego w Komańczy do Bacówki PTTK pod Honem. Oficjalnie wkroczyliśmy w łańcuch Karpat Wschodnich, pasmo Wysokiego Działu i te nasze wymarzone Bieszczady, dla których rzuciliśmy wszystko i przeszliśmy 436 kilometrów 🙃
Fizycznie odczuwamy już oczywiste zmęczenie, plecaki pakujemy w pełnej synchronizacji, a na leśnych ścieżkach lecimy trochę na autopilocie, każdy zatopiony we własnych myślach. Ale w tym wszystkim jest wszystko to, co kochamy w szlaku najbardziej - swoboda, prostota, przyjaźń radząca sobie z najgorszymi ekstremalnymi sytuacjami, głośna cisza natury i przede wszystkim wolność jaką daje bycie w drodze.
Zostały nam 2 dni - najpierw do schronu turystycznego „Chatka Puchatka”, potem Ustrzyki Górne i finiszowa pętla po połoninach do Wołosatego. Gdybym mówiła to, co piszę - łamałby mi się głos, ponieważ to końcówka niesamowitej przygody, pięknego czasu i kosmicznego wysiłku.

Jednak życie poza szlakiem toczy się nieustannie i druga część mnie, mniej dzika i niezależna, już chce wrócić do ramion, które odnalazły mnie niespodziewanie, ale trzymają mocno. I to też dzięki Niemu dotarłam tak daleko~
I z tą wdzięcznością i uśmiechem przesyłam wszystkim wiele dobrej energii spod Honu🦙

  Dzień 14.W niecałe 9h pokonaliśmy 37km, jednocześnie wkraczając w 405 kilometr szlaku ‼️🐗🐗Przeszliśmy z Rymanowa Zdroj...
15/09/2019

Dzień 14.
W niecałe 9h pokonaliśmy 37km, jednocześnie wkraczając w 405 kilometr szlaku ‼️🐗🐗
Przeszliśmy z Rymanowa Zdroju przez Puławy i Tokarnię (i mnóstwo lasu) do Komańczy, końcówkę trasy pokonując już trochę jak żelkowe misie Haribo, tonąc po drodze w błocie (ja), dziurawiąc sobie pośladek podczas wywrotki przy przejściu przez pień (ja), ale utrzymując dobry humorek.
Jutro oficjalnie zaczynamy ostatnią setkę i wchodzimy w Bieszczady 🍻

  Dzień 13.Mieliśmy dziś trochę zdrojowy dzień gier i zabaw, bo szlak z Chyrowej do Pustelni św. Jana z Dukli okazał się...
14/09/2019

Dzień 13.
Mieliśmy dziś trochę zdrojowy dzień gier i zabaw, bo szlak z Chyrowej do Pustelni św. Jana z Dukli okazał się być lekkim przejściem przez klimatyczny las (nie licząc mojego idealnie wymierzonego ślizgu prosto w błoto i śmiechu, przez który prawie popuściłam), wejście na Cergową opisane w przewodniku jako mozolne i męczące dla nas było urozmaiceniem terenu. Na zejściu w stronę Iwonicza Zdrój minęliśmy „bramę” strażaków dla jakiejś młodej pary, a w samym Iwoniczu wyluzowaliśmy na godzinę, po czym przeszliśmy bardzo szybko do noclegu w agroturystyce w Rymanowie Zdroju.
W sumie odhaczyliśmy kolejne 29km, a licznik bije na 367km w nogach. Jutro wcześnie wstajemy i atakujemy dystans 37km i wchodzimy w ostatnią setkę.
Tymczasem świętujemy kolejny dzień.
Uszanowanko! 🐗🦙🍻

Address

Vysoké Tatry

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Mongolia na szlaku posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share