03/07/2026
Gdzie się podziały te wszystkie moje ulubione sterowania?
Wraz z nadejściem wakacji ZTM wprowadził rozkłady wakacyjne. Linie, które jeszcze niedawno wymagały ciągłego sterowania, teraz bez większych problemów zjeżdżają się na pętle zgodnie z rozkładem. Niby spokojniej, ale trochę brakuje tych momentów, kiedy każda decyzja miała znaczenie.
Równo miesiąc temu o tej porze rozpoczynało się sterowanie linią 169, a zaledwie cztery minuty później także na 114.
Sterowanie pięciobrygadową „dziewioną” w dużej mierze polegało na przesuwaniu odjazdów o kolejną brygadę. Tak było również tego dnia. Pierwsza brygada wjechała idealnie dwie minuty przed planowym odjazdem drugiej. Schemat wydawał się prosty, jednak szansa na powrót wszystkich brygad do właściwych godzin pojawiała się dopiero po godzinie 19.
Wtedy zapadła decyzja, aby czwarta brygada odjechała jako „międzybrygada”. Żeby taki manewr miał sens, musiały zostać spełnione dwa warunki. Poprzedzająca brygada musiała odjechać zgodnie z rozkładem — tak właśnie było. Kolejna, czyli piąta, również musiała utrzymać swój czas. Wszystko wskazywało na to, że się uda. Chyba że na ulicy Kondratowicza wydarzyłby się jakiś komunikacyjny armagedon.
Ryzyko zostało podjęte.
Brygada numer cztery odjechała dokładnie w połowie odstępu pomiędzy trzecią i piątą. Sterowanie wróciło na właściwe tory.
Znacznie ciekawiej było na linii 114.
Tutaj nie dość, że opóźnienia narastały z każdym kursem, to jeszcze trzeba było pilnować obowiązkowych piętnastominutowych przerw kierowców. Części z nich udało się wykonać przerwę regulaminową i wrócić do ruchu w czasie przewidzianym dla innych brygad. Byli jednak i tacy, którzy po zakończeniu przerwy w żaden sposób nie pasowali już do rozkładu. Czas pracy nieubłaganie się kończył, a wszystkie kursy musiały zostać wykonane. Do tego coraz większy bałagan na moście i Wisłostradzie.
Na szczęście tu byli kierowcy, z którymi współpraca układała się wzorowo. Doskonale rozumieli, że tylko działając razem można wyprowadzić linię na prostą.
Nagle rozległ się dźwięk ekspedycyjnego telefonu. Tego samego numeru, który wcześniej trafił na małe karteczki rozdane kierowcom linii 114.
– Witaj! Taki był młyn, że na Młociny dojechałem z dużym opóźnieniem. Przez to czas prowadzenia zrobił się na tyle długi, że muszę wykonać kolejną przerwę. Poza tym według rozkładu powinienem być już u Ciebie i mam kurs skrócony. Co robić?
– Na razie odpoczywaj. Po przerwie zadzwoń ponownie, będą kolejne dyspozycje.
– Dobrze. Do usłyszenia.
Po piętnastu minutach stary MaxCom ponownie dał o sobie znać.
– Po przerwie melduję się ponownie.
– Według moich wyliczeń uda się włączyć do ruchu od przystanku Czarnieckiego w kierunku Młocin i od tego momentu jechać już zgodnie z rozkładem.
– Powinno się udać.
– W takim razie proszę tak zrobić i dać znać, czy plan się powiódł.
Powiódł się.
Niedługo później z Młocin zadzwoniły kolejne dwie brygady, czekając na dalsze dyspozycje. Obydwie pojawiły się niemal jednocześnie. Chwilę wcześniej odjechała brygada jadąca już zgodnie z rozkładem, a za nimi jechała następna, również uporządkowana.
Decyzja mogła być tylko jedna.
– Proszę technicznie przejechać na Bródno Podgrodzie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, uda się odjechać punktualnie, a być może nawet zrobić zaległą przerwę przed rozkładowym odjazdem.
W obu przypadkach odpowiedź była identyczna.
– Oczywiście. Zrozumiałem. Do zobaczenia.
I rzeczywiście — plan zadziałał. Rozkład zaczął wracać do normy. Nawet na Bródnie Podgrodziu.
Gdyby dyżur kończył się kilkanaście minut później, o godzinie 22:16 można byłoby oficjalnie ogłosić zakończenie sterowania. Tym razem zakończyło się ono KPL-em, czyli końcem pracy linii.
Pozostaje wierzyć, że już chwilę później wszystkie brygady jechały dokładnie w swoich rozkładowych czasach.
Chyba właśnie za takie dni najbardziej lubię tę pracę. Z zewnątrz pasażer widzi jedynie autobus, który przyjechał albo się spóźnił. Gdzieś w tle trwa jednak nieustanna układanka złożona z rozkładów, czasu pracy kierowców, korków, objazdów i dziesiątek decyzji podejmowanych w ciągu kilku sekund. Gdy wszystko zaczyna do siebie pasować, satysfakcja jest naprawdę ogromna.