Nie idź tam, człowieku

Nie idź tam, człowieku Najpierw był to blog inspirowany historiami ludzi, którzy przeszli camino i książka autorstwa A. Zapis naszej miesięcznej wędrówki do Santiago de Compostela.

Stopem z Polski do Irún. Miesiąc pieszo camino del norte do grobu św.Jakuba. Finistera Muxia i cudownie niespodziewany gratis Fatima.

10/07/2025

Katarzyna Go no weź coś wrzuć ♥️

Dzień 18, Istebna - Ustroń ZdrójSkoro świt sturlałyśmy się z łóżka na pyszne śniadanie przygotowane przez panią Krystnę ...
18/07/2020

Dzień 18, Istebna - Ustroń Zdrój

Skoro świt sturlałyśmy się z łóżka na pyszne śniadanie przygotowane przez panią Krystnę K. Powszechnie wiadomo, że śniadanie daje moc 💪, a kawa budzi do życia - a że jej już nie wypiłyśmy to półprzytomne ruszyłyśmy na szlak, do którego musiałyśmy dziś trochę dojść. Do lasu poprowadził nas bardzo gościnny pies 🐶 właścicieli. Kiedy psa zabrakło, pojawiły się znaczki do Przełęczy Kubalonka.

Trudności na dzień dobry dodał fakt mokrego szlaku. Gdyby komuś wydawało się, że kłody rzucane pod nogi to coś złego to bzdura. Dementi:) Bale na drodze w lesie pozwoliły przejść sucho przez mokradła. Problemem było tylko złapanie odpowiedniego balansu...

Tak jednak szybko zużywa się energię, idąc bezkofeinowo postanowiłyśmy doładować baterie kawą w pobliskiej karczmie (dodam, że kryzys był taki, że wchodząc połowa zespołu 😂 nie zauważyła wielkiego napisu "wejście do karczmy" tuż przy drzwiach i ruszyła schodami w górę.. Chyba z przyzwyczajenia, że droga napewno wiedzie w górę 😂). Tam usłyszałyśmy wymowne słowa piosenki z filmu "Once":

"Take this sinking boat and point it home"

Cóż było zrobić, trzeba było poprowadzić tę tonącą łódź do portu, czekały na nas pierwsze bezimienne podejścia ⏭ w przewodniku nazwane: Beskid (824 m n.p.m) , spotkałyśmy tam studenta, który zaczyna GSB i jednoczenie jest w trakcie zdobywania KGP 👑🏔🇵🇱. Później Kiczory (989 m n.p.m), pierwsze dziś 900 metrów w górę dało się odczuć. Na szczycie mocy dodało oznaczenie, że do schroniska na Stożku 30 minut. Przyspieszyłyśmy tempo w nadziei na drugą kawę czy czekoladę, ale niestety ekspres w schronisku nam jej nie dał (ni nadziei ni kawy), gdyż odmówił działania... Była herbata z widokiem na góry 🍵🏔

Po drodze odezwał się do jednakże głos z obłoków mówiący: "Narazie żadnej burzy w okolicy nie widać", później okazało się, że z megafonu wyciągu :) Bez objaw!

Na Stożku doświadczyłyśmy pewnego typu schroniskowych ludzi zwanych: "Czy wszyscy dobrze mnie słyszycie? Nie? Mimo, że prowadzę prywatną rozmowę będę mówił tak głośno i wyraźnie, że napewno usłyszycie. I narobię wokół siebie tyle szumu, że będę gwiazdą tego miejsca". Uciekłyśmy. Najpierw w dół 👇 później w górę na Wielki i Mały Stożek, później na szczyt Cieślar, skąd widać było piękne panoramy wschodniej i północej części Beskidu Śląskiego.

GPS pokazując trasę mówił, że szlak dziś "biegnie przez wiele krajów" , często mijałyśmy granicę, ale z cudzoziemców tylko wędrujących Czechów :p 🇨🇿. Dużo dziś po drodze było większych i mniejszych, bezsensownych kamieni, które przekręcały nogi w różne strony, czasem szły razem z nami...Skupione na stawianiu stóp pomyliłyśmy schronisko na Soszowie z restauracją i przybiłyśmy pieczątkę w karczmie. 😂

Miało padać ☔💧💦 od 15, więc niewiele myśląc ruszyłyśmy dalej, bo przed nami była jeszcze Wielka Czantoria (995 m n.p.m), przelotny deszcz złapał nas na podejściu, ale równie szybko jak przyszedł tak poszedł. Wczłapawszy się na górę pożałowałyśmy 7 zł, by wczłapać się jeszcze wyżej 👆 na drewnianą wieżę. Łapiąc oddech byłyśmy świadkami trudnej aklimatyzacji chłopca, który krzyczał do mamy:" Szłem, szłem, szłem i całą drogę leciała mi krew 🆎 z buzi". Mama, dzielna kobita, nie dość, że zachowała kamienną twarz to jeszcze sama weszła tam w sandałach z Primarka. Spartańskie wychowanie!

Zejście z Czantorii nie było już takie śmieszne. Trzeba było uważać, żeby nie stracić zębów. Kolana dostały lekko po 🍑. Karma wróciła 🔙.

Mimo, że szlak schodzi do Ustronia i wydawać by się mogło, że to jest już koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni... to musimy iść dalej ⏭. Czerwone oznaczenia prowadzą jeszcze w górę na Równicę, co chwila przeplatając się z asfaltem. I żeby jeszcze na szczyt, ale szlak wiedzie tylko do schroniska PTTK i dalej dół 👇. Największe rozczarowanko dnia. I chyba szydercza satysfakcja Pana Sosnkowskiego 😂

Po przejściu połowy Ustronia Zdrój i znalezieniu kropki, dzikim pisku, odbyła się sesja zdjęciowa z pomocą małej dziewczynki jednocześnie jeżdżącej na hulajnodze i jedzącej loda. 🛴 A że kobiety potrafią dużo, to nie było dla niej wyczynem zrobić nam jeszcze zdjęcia 📸 😍

Dalej nie wiedziałyśmy co ze sobą zrobić, chciałyśmy pieczątkę (najlepiej z zakładu pogrzebowego, która to była adekwatna do zmęczenia, ale w pobliżu była tylko pizzeria). Musiałyśmy wrócić do Istebnej na nocleg 🛌, więc w ruch poszły kciuki na drodze. Szłyśmy sobie i łapałyśmy stopa, trochę nie wierząc, że uda się to zrobić w samym środku miasta. I w zaczynającym padać deszczu. Duże było zdziwienie, kiedy po przejściu kilkunastu metrów zza szyby jakiegoś samochodu usłyszałyśmy: "No jedziecie czy nie? Ileż mam na Was czekać?" 😂😲 Tak poznałyśmy tubylca z Wisły, który podwiózł nas tamże.

Dalej, do Istebnej zabrały nas dwa psy: depresyjny Trampek 👟 i Czaki z ADHD, który uśmiechał się z głową wystawioną przez szybę do wszystkich po drodze. Dziewczyny podwiozły nas pod sam dom. Wtedy lunęło.

Szczęśliwe, obolałe wracamy właśnie blablacarem do domu i planujemy...Pacific Crest Trail 😂

PS Chyba pranie nic nie dało, bo parka z kijem w..., z którą jedziemy, jeszcze zanim weszłyśmy do samochodu spsiukała nas i nasze plecaki płynem do zabijania wirusów. Oni chyba nie wiedzą, że my z dziczy i lasu wychodzimy i tam to ewentualnie złapać mogłyśmy kleszcza lub wilka 🐺😂

Ustroń Zdrój, czerwona kropka koło dworca PKP - koniec 🔚 Głównego Szlaku Beskidzkiego.  Po 18 dniach wędrówki za nami ok...
17/07/2020

Ustroń Zdrój, czerwona kropka koło dworca PKP - koniec 🔚 Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Po 18 dniach wędrówki za nami ok. 501 km najdłuższego szlaku w polskich górach. Droga wiodła przez sześć pasm: Bieszczady, Beskid Niski, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki i Śląski - przeszłyśmy trzy województwa:) 🗺️🏞️

Dane z przewodnika mówią o sumie podejść ok. 21 tys. metrów (mówiąc bardziej obrazkowo 21 km w górę to tak mniej więcej dwa razy na Mount Everest i jeszcze jakaś mniejszą górkę typu Mont Blanc...👣😂)

Niemożliwe nie istnieje, oł jeah 💙🍾✨

17/07/2020

Zwiastun 1
Ustroń Zdrój- czerwona kropka.
Krótka relacja o niczym ale dzielimy się swoją radością (mądrością).
Koniec a może początek🤗🙂

Dzień 17, Schronisko na Rysiance - Istebna LeszczynyMimo, że zostało nam już tak niewiele do mety to poranek nie należał...
16/07/2020

Dzień 17, Schronisko na Rysiance - Istebna Leszczyny

Mimo, że zostało nam już tak niewiele do mety to poranek nie należał do łatwych. Gór za oknem nie było widać, nogi jakieś ciężkie - dodatkowo sprawę motywacji pogorszyły pokrowce: na śpiwór oraz na stopę (skarpetka 🧦), które postanowiły dziś rano opuścić nas raz na zawsze i rozpocząć nowe życie gdzieś w Beskidzie Żywieckim, łamiąc nam serca 💔. Mimo wszystko, życzymy im powodzenia i wszystkiego najlepszego. Z poczuciem odrzucenia ruszyłyśmy wzdłuż zielonego szlaku z Rysianki, skracając sobie drogę przez mękę śliskimi kamieniami...

W Węgierskiej Górce spotkałyśmy to, czego się obawiałyśmy całą drogę przez województwo podkarpackie: niedźwiedzia 🐻, chciał z nami zdjęcie 📸, więc była fotka ręką tubylca uczyniona, szybka, bo nad górami wisiały już czarne chmury zwiastujące nieszczęście.

W mijanych miejscowościach na szlaku, mamy taką skłonność, że szybko zaprzyjaźniamy się z tamtejszymi degustatorami trunków rozmaitych🍷. Może bardziej oni z nami niż my z nimi. Wczoraj np. dwóch proponowało nam nocleg: "BEZ OBJAW, mieszkam sam, syn w Holandii, dopiero co przyjechałem, gwałtu nie będzie" 😂

Dalej było "mordercze" podejście na Glinne, które okazało się normalnym podejściem pod Glinne. W połowie trasy z nieba lunęło 🚿, tworząc ze szlaków strumienie nad dolinami zawisły niskie chmury, które ograniczyły widoczność do 10 m. Jedyna dziś atrakcją turystyczną (dającą się zauważyć) była smoczyca salamandra, spacerująca sobie po szlaku. 🐲

Szczyty ⛰ wiodące ku Baraniej Górze nie ukazały dziś swojego uroku, to samo Barania Góra, która uchodzi za niezbyt urodziwą (ale niestety nie da się tego potwierdzić, gdyż nic nie było widać oprócz wieży). Przy niewygodnym i kamienistym zejściu do schroniska (uwaga!) zaczęło się rozpogadzać i co wydawało się niemożliwe, zza chmur wyjrzało słońce ☀. Posiłek 🍽 w Przysłopie pod Baranią Górą nieco dodał sił.

Dalej droga w kierunku Stecówki i odbicie nieco ze szlaku na nocleg w Istebnej w bardzo ciepłym domku pod lasem, gdzie znalazłyśmy życzliwość gospodarzy i pralkę, która nie jest chora na COVID, wszystko teraz grzecznie suszy się nad piecem. Jutro polecamy się spotkać na szlaku, tym bardziej, że będzie to nasz ostatni na nim marsz. 👣🏞️🌳🗺️

Taaa ostatnia nieeedzieeela...

Dzień 16, Markowe Szczawiny - RysiankaNajpierw prolog dnia, czyli słów kilka o schronisku M-Sz w czasie pandemii. Odradz...
15/07/2020

Dzień 16, Markowe Szczawiny - Rysianka

Najpierw prolog dnia, czyli słów kilka o schronisku M-Sz w czasie pandemii. Odradzamy! Otóż absurd goni absurd. Po zmierzeniu temperatury (przypomniam nasza była trupia 🧟‍♂️) wszyscy grzecznie śpią sobie jeden na drugim, ale nie wolno we własnych śpiworach, obowiązkowo trzeba w ich pościeli. Hitem jednak była odpowiedź na nasze pytanie o pralkę. Cytuję: "Nie ma, a nawet gdyby była, nie możemy udostępnić, bo pandemia!"😱

Były traumy :) Wchodząc wczoraj do ciemnego pokoju zastałyśmy na jednym z naszych łóżek i w pobliżu drugiego dwóch hobbitów: Frodo i Drogo Bagginsów, którzy tworzyli w całym pomieszczeniu niecodzienną atmosferę ( ). O poranku syn Baggins zafundował wszystkim przedwczesną pobudkę ⏰, gdyż zapragnął być eko i zgniatał sobie plastikową butlekę. Ale jakby tego było mało to po korytarzu smętnie włóczył się smutny, młody inżynier Karwowski w błękitnej pidżamce. W tak gwiazdroskim towarzystwie upłynął poranek i śniadanie 🍳.

Droga zapowiadała się dziś wyśmienicie, prosto przez las starym szlakiem myśliwskim. Szło się tak dobrze, że w pewnym momencie zorientowałyśmy się, że jesteśmy na szlaku żółtym. Na szczęście nadprogramowych kroków nie było zbyt wiele. Później trasa wiodła wzdłuż granicy ze Słowacją, także jakby za każde jej przekroczenie groziła dwutygodniowa kwarantanna, spokojnie mógłbyśmy w tym roku nie wracać do pracy.

Później pasmo Mędralowej - niepozornie opisane górki (co się zdobyło wysokość to za za chwilę trzeba było ją stracić i tak w kółko) zabierały nam mnóstwo energii. Gdzieś po drodze mijałyśmy Słowaków, którzy pozdrowiali nas adekwatnym słowem: "Ahóój." Po kilku godzinach dotarłyśmy do wioski smerfów - bazy Głuchaczki - Baza Namiotowa SKPB Katowice. Tam mili młodzieńcy ugościli nas kawą, tam też poetycko objawiła się pewna prawda o zgubieniu kluczy do domu 🗝🏡.

Po Głuchaczkach dalej niepozorne, ale jednak górki aż do Przełęczy Glinne. Aa, była jeszcze mała przerwa na miłą rozmowę w bazie Jaworzyny z samotnie mieszkająca w lesie kobietą (podziw) i jej psem. Widokowo trochę żegnała nas Babia Góra, a witało Pilsko.

Na Przełęczy z powodu sypiących się organów wewnętrznych podjęłyśmy decyzję o stopie do apteki w Jeleśni⚕. Dalej bowiem nie zapowiadało się lepiej, droga długa, bo nie chciałyśmy spać w Hali Miziowej, trochę pamiętając mróz jaki panował tam zimą i rozmiary tego budynku, który jest raczej hotelem niż schroniskiem.

Powłócząc nogami, myśląc sobie "ahóój, nie idę dalej" oraz "po co mi to było, i tak nie zmądrzeje", "na to by trzeba Pacific Crest Trail przejść" pokonywałyśmy kolejne kilometry, a Rysianki (1290 m.n.p.m) jak tak nie było tak nie było, za to jakieś Trzy Kopce i Brts😂. Aż w końcu, niczym trzej mędrcy za gwiazdą (tu raczej dwie głupczynie) dotarłyśmy do naszej Betlejemki 🌠. Dzień wynagrodził piękny zachód słońca nad Rysianką 🐱🐾. Ach, Beskid Żywiecki 😍

Nadal nie doczekałyśmy się chętnych na udostępnienie nam pralki, a opcja pranie ręczne przestała działać, także nie polecamy się spotkać z nami na szlaku...😂🐌

Dzień 15, Hala Krupowa - Markowe SzczawinyCzy to poranne słońce czy inny front atmosferyczny sprawił, że wszyscy w schro...
15/07/2020

Dzień 15, Hala Krupowa - Markowe Szczawiny

Czy to poranne słońce czy inny front atmosferyczny sprawił, że wszyscy w schronisku wstali w wyśmienitym nastoju? Nie dość, że nie zostałyśmy zaciukane, to jeszcze gospodyni z radością uniosła okienko bufetowe i zareagowała na chęć zjedzenia śniadanie z entuzjazmem: "co dla Ciebie, kochanie?" 🍳.

Kawa i parówki zjedzone z widokiem na Tatry zapowiedziały, że to będzie piękny dzień. 💕 Uroku dodawał mu fakt, że już byłyśmy wysoko i nie trzeba było wspinać się tyle, ile wczoraj rano. Dość szybko doszłyśmy na Police, z której było widać już doskonale Babią Górę (1725 m n.m.p), która czekała na nas z otwartymi...wzgórzami.

Niestety, sielanka nie trwała długo, gdyż w lesie leśnicy z piłami mechaniczymi (którzy wg Leszka Piekło mieli upiększać halę, a nie byli jakoś za bardzo przystojni) męczyli konie :(🐴 Drugi szok 😲 przeżyłyśmy na parkingu na Przełęczy Krowiarki, gdzie dzikie tłumy zapragnęły zdobyć Giewont, ale pomyliły im się pasma... 😂 i wymyślili sobie wejść tam, gdzie my. Troszkę do Sokolicy się wlokłyśmy za panem Rowińskim. 😂

Dziś też poznałyśmy naszą przyszłość 🔮 w wieku 67 lat będziemy znakowały Drogi Świętego Jakuba w Polsce. Gdzieś po drodze spotkałyśmy dwie, piękne kobiety ubabrane żółtą farbą uśmiechnięte od ucha do ucha z muszelka 🐚 przy plecaku. Chwila rozmowy, okazało się, że obie z 4x przeszły camino (portugalskie, francuskie, primitivo i usiądź, nieformalne camino do Mar) i niezliczone szlaki w Polsce. Z życzeniami "buen camino" i "ultreia" ruszyłyśmy dalej ⏭.

Babia ze swą magnetyczną siłą przyciąga lud, choć nie bywa delikatna i łagodna. Wręcz przeciwnie, jak to baba, jest kapryśna i nie bez powodu nosi miano Królowej Niepogody. I tu dziś szok i niedowierzanie, po wyjściu z kosodrzewiny nie dość, że nie wiało to jeszcze widoki marzenie 🤲, nawet z Tatr nie widać tyle Tatr :) Babia Góra okazała nam dziś swą łaskawość tak wielką, że mogłyśmy zapiknikować na jej szczycie, ciesząc się widokami.

Wszystko to sprawiło, że wbrew temu, co było w przewodniku trasa okazała się łatwiejsza niż ta wczorajsza. I dobra 👍🏾 wiadomość: wyżej na "gównym bes kickim" już nie będzie 😱

Z tego miejsca niniejszym pragniemy pogratulować Szymonowi osiągnięcia dziś finiszu szlaku GSB. Brawo! Szymon zawstydził nawet Pendolino! 👏 🎊🐌

PS W Markowych Szczawinach zgodnie z zaleceniami sanepidu mierzy się temperaturę. Czy powinnyśmy się martwić wynikiem 31'C oraz 32'C???

Dzień 14, Skawa - Hala KrupowaZa siedmioma górami, za siedmioma lasami 🌲🌲było sobie schronisko... Tak to w skrócie dziś ...
13/07/2020

Dzień 14, Skawa - Hala Krupowa

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami 🌲🌲było sobie schronisko... Tak to w skrócie dziś wyglądało. Ale od początku.

Pierwsze kroki dziś to Jordanów i Kaplica Matki Bożej Trudnego Zawierzenia (nazwa adekwatna do stanu umysłu), kolejne 👣 to galeria handlowa i mały szoping (chyba ciut za dużo wysłałyśmy z Cisnej, a Babia czeka 💨🌨️❄️). Dziwnie się chodziło po sklepach, jakoś tak nieswojo bez mchu, błota i gałęzi pod nogami...Po dwóch tygodniach zamiast zapytać: "Gdzie jest wejście?" pytamy: "Jak się wchodzi?", a z głowy wypada istnienie przymierzalni... 😂 Dalej mozolna droga do Bystrej Podhalańskiej, krótka wizyta u sołtysa i znak na słupie, że do schroniska mamy 3h drogi przez Cupel. Pomyślałyśmy: "łee, luzik" tym bardziej, że w przewodniku Pan Leszek zakwalifikował trasę jako łatwą. Jednakże porana wizyta w cywilizacji nieco wybiła nas z rytmu i już pierwsze strome podejście zapowiedziało marsz wolniejszy niż przewidują tabliczki.

Na Przełęczy Malinowe (gdzie rosły jagody) minęłyśmy pomnik partyzantów AK, dalej Soska (co za nazwa :p) (1063m n.p.m) stromo w górę (tu odezwało się me drugie kolano). Później Naroże i schron turystyczny, który nie nadaje się do użytku. Gdzieś pod drodze dzika zwierzyna (sarny) i leśne bajora, których omijanie zmuszało do myślenia. Mimo pokonywanej drogi do schroniska było wciąż 1,5h 😂 Gdzieś na mapce byłyśmy ciągle między (k)Urwanicą a Jasną Górą. Ostatni szczyt to Okrąglica z anteną i pobliską kapliczką Matki Boskiej Opiekunki Turystów, w której znajdują się epitafia zmarłych ludzi gór. Kapliczkę zbudowano potajemnie (ale nie wiemy w tajemnicy przed kim i przed czym).

I tu kończy się opowieść. Doszedłszy do schroniska (imienia Kazimierza Sosnowskiego, czyli ziutka, który wytyczył GSB) wykonałyśmy stałe punkty popołudnia: mycie, pranie i zawinięcie się w kokony. W środku dość pusto, wolne miejsca w pokojach, ale właściciele chyba troszkę niechętnie podchodzą do płci żeńskiej, bo lepsze miejsca dają mężczyznom. No zobaczymy jak to się dla nas skończy, jesteśmy tu jedyne na cenzurowanym, reszta to same chłopy, mogą spać spokojnie. Ale czy będą to nie wiadomo, bo w dziwnym stylu weszli do schroniska, powiedzieli wszem i wobec, że poznali się na szlaku, poprosili o 3 piwa 🍻 i jedno łóżko 🛏.

A my? Kto wie czy wyjdziemy z tego schroniska czy zostaniemy tu już na zawsze... Czy małżeństwo, które je prowadzi okaże się duetem zbójców górskich? Czy inni turyści znajdą nas rano wypatroszone i wypachne ściółką leśną? Czy będziemy Zakopane? O tym wszyscy dowiemy się już jutro...

(jakby co, mieszkamy w pokoju numer 3)🦴👀

Póki co siedzimy tam gdzie ciepło, a w powietrzu unosi się zapach difortanu.

Dzień 13, Studzionki-Skawa35,53kmZa nami ok. 350 km, do końca szlaku zostało jakieś 150...Wyspane, jak nigdy, ruszyłyśmy...
12/07/2020

Dzień 13, Studzionki-Skawa
35,53km

Za nami ok. 350 km, do końca szlaku zostało jakieś 150...

Wyspane, jak nigdy, ruszyłyśmy rano ze Studzionek na Przełęcz Knurowską 🐽. Mimo, że dość mocno wczoraj padało, szlak nie był bajorkiem, więc szło się całkiem nieźle. Po przekroczeniu asfaltu czekało nas podejście na Turbacz (1310m n.p.m) przez Kiczorę (1282m n.p.m) w Gorczańskim Parku Narodowym. Pod drodze trochę podejść, ale i piękne polany. O 10.30 byłyśmy w schronisku, idealny czas i miejsce na późne śniadanie i ciepłą herbatę 🍳 ⛾. Dziś, może dlatego, że niedziela i że to Turbacz, spotkałyśmy sporo ludzi na drodze. Jedni na nogach, inni rowerowo, rodziny na spacerze z dziećmi. Niektóre wolały do rodziców widząc nas: "Mamo, dlaczego ONE mają laski?" 😂

Schodziłyśmy przez Obidowiec do schroniska na Starych Wierchach (nazwa ładniejsza niż miejsce), a potem na schaboszczaka i zupę czosnkową do bacówki PTTK na Maciejowej. Na Maciejowej pierwszy raz popatrzyła na nas samotna, majestestyczna Babia Góra 🗻💚. Trzymajcie kciuki🤞🏿za pogodę, co by nas nie zdmuchnęło za dwa dni ze szczytu, bo Królowa 👑 bywa kapryśna.

Pogoda dziś była idealna na wędrówkę, ani za gorąco ani za zimno. Po drodze krówki, konie i (nowe niebezpieczeństwo na trasie) pszczoły 🐝 🐝. Buty zaprzyjaźniły się już ze stopami, dziury w stopach zniknęły, kolano chyba stwierdziło, że nie ma sensu się buntować - właściwie idzie się już jakoś tak naturalnie. Jedyne o czym trzeba myśleć to jak postawić następny krok. Także szlak mega czyści łeb. Takie "pudełko nicości"📦 .

Z powodu tej znośnej lekkości butu (oraz z faktu braku noclegów w Rabce - czy dziś jest tam jakieś święto?) stwierdziłyśmy, że idziemy dalej ⏭ do Skawy. W Rabce była też mała radość, gdyż obok czerwonego szlaku napotkałyśmy nalepkę Jeruzalem Way (pozdrawiamy bardzo, bardzo:Wytyczamy szlak do Jerozolimy😍) i Śląskie Centrum Rehabilitacyjno-Uzdrowiskowe (nie wiem czemu to było takie zabawne).

Gdzieś po drodze minęłyśmy Zakopiankę (nie pytajcie jak i dlaczego górą, a nie dołem). 800m przed noclegiem zmoczył nas 6 minutowy deszcz ☔💧💦, a na koniec kiedy Maryla ze Skawy otwierała nam swe domostwo wyjrzała tęcza 🌈.

Już jutro Beskid Żywiecki, oł jeah💙

     Dzień 12, Krościenko nad Dunajcem - Studzionkikm- 21,45 Z powodu zapowiadanych burz i ulewy (wczoraj) nasza droga z...
12/07/2020


Dzień 12,
Krościenko nad Dunajcem - Studzionki
km- 21,45
Z powodu zapowiadanych burz i ulewy (wczoraj) nasza droga zakończyła się w Studzionkach.
Wystartowałysmy o 6 rano z Kroscienka, żeby uniknąć kolejnej traumy spowodowanej wyładowaniami atmosferycznymi (burze zapowiadali w godzinach 11-18 w zależności od aplikacji ).
Zebrawszy wszystkie siły o 8.30 znalazłyśmy się na Lubaniu😱💪.
Mijając wspomnienie Bazy Namiotowej, kilku turystów, znak od św. Jana Pawła II, zjadłyśmy drugie śniadanie, i ze zdziwieniem spojrzałyśmy na czas przejścia, rekordowe tempo.
Pan strażnik z Wolosatego miał rację, mówiąc "że strach podopowie co należy zrobić".
Bez nieszczęśliwych wypadków, zagubień, podtopień, przemierzalyśmy szlaki Beskidu Sądeckiego.
Po drodze spotkałyśmy Emila, który wędruje GSB , kilku biegaczy, którzy niczym kozice przemierzali górskie ścieżki.
Spoglądając w niebo, i oczywiście na drogę, dotarłyśmy bezpiecznie do Studzionki.
Pani Ela, babcia Krysia, pies Bruno przywitali nas serdecznie.
Wdrapalysmy się na piętro do pokoju...i spokojnie odetchnawszy, leżąc jak dwa leniwce czekałyśmy na burze i ulewę.
P. S. Jeśli chodzi o agroturystykę u Chrobaków, serdecznie polecamy (trzeba wcześniej dzwonić). Rodzinna, ciepła atmosfera,pyszne jedzonko. Widać, że Pani Ela gra tam pierwsze skrzypce. Serce domu to kuchnia,milo było popatrzeć jak cała rodzina, gromadzi się wokół matki i czekając na jej "błogosławieństwo" odchodzi do swoich obowiązków.❤️

Dzień 11, (dygresja) gdzieś w Beskidzie Sądeckim na granicy z Pieninami? :)Doszedłszy do schroniska zapragnęłam skrócić ...
11/07/2020

Dzień 11, (dygresja) gdzieś w Beskidzie Sądeckim na granicy z Pieninami? :)

Doszedłszy do schroniska zapragnęłam skrócić sobie przejście w trosce o kolano, które obsmarowane maściami jakoś sobie radziło, ale bałam się bólu podobnego do wczorajszego. Wybrałam zielono-niebieski szlak do Szczawnicy, przeszłam nim jakieś 15 minut i niby w dół, spoko, ale coś mi nadal nie pasowało. Wróciłam do schroniska i...na drogę narciarską (tak idź tędy mówiła głowa😂), która wiodła do Szlachtowej i nie była oznaczona żadnym kolorem w aplikacji Mapy.Cz (zwanej "mapeczki")... Pokazywało 10 km w dół, strzałki szalonego narciarza niewiele mi mówiły. Droga przez las bezludna 🏝, zastanawiałam się czy ktoś tamtędy w ogóle łazi. Mijały km, szło się, nie spodziewałam się po tej drodze niczego...

Oznaczniki, że za 0,7 km połoniny mój mózg przeczytał: połonina=zagajnik pełen dzikich zwierząt, które tylko czekają na idący posiłek 🍽. Iiii tu, na tej łące, po tym przydługim wstępie następuje coś, co chciałam rzec.

Napisać: JEZU, JAKIE ONE BYŁY PIĘKNE!!! to nic nie powiedzieć. Wszystkie malachitowe łąki morza, cudne manowce i tak dalej w jednym... Niebo niebieskie, gdzieś w oddali Tatry, Pieniny. Stanęłam tam jak wryta (wg służbowych dzieci ze szkoły stoi się jak wryty, ale: "Psze Pani, stanąłem jak fryty")... No wracając byłam urzeczona do kości i mogłabym stać długo. To było otaczanie serca czymś pięknym. Zdjęcia nie oddadzą tych widoków. Wszystko przestało mnie boleć :) Byłam sama + owce (koleżanki hehehe, które brzmią dokładnie tak samo jak mój antyniedźwiedziowy dzwoneczek i pachną podobnie jak ja). W zasadzie pomyślałam sobie, że jakby mnie coś w takim miejscu zeżarło to nie mam nic przeciwko. :P

Tego szukałam chyba na tym szlaku ...doświadczenia total wolności! 🗽 Zejść inną drogą niż każe GSB i Piekło, swoją drogą. Duch rebelii 💪 😎. Bez opisów, co tam dalej za zakrętem, bez limitów czasowych, trasy wyliczonej skrupulatnie na każdy dzień i wiedzy ile zostało do Ustronia. Iść i się napawać. Także...odebrałam dziś swoje diamenty 💎💚, czekam na hejt oraz na koniec rzeknę tylko:

Nie idźcie tam, ludzie :)

Dzień 11Rytro - Krościenko nad Dunajcem.Wczoraj było pasmo Jaworzyny, dziś Radziejowej. Rano przy wyjściu z Rytra jeszcz...
10/07/2020

Dzień 11
Rytro - Krościenko nad Dunajcem.

Wczoraj było pasmo Jaworzyny, dziś Radziejowej. Rano przy wyjściu z Rytra jeszcze na asfalcie minął nas samochód, kobieta wysadziła dwóch chłopców z auta, zapytała nas czy idziemy w górę, rzuciła "przypilnujcie ich" i odjechała. Chłopcy zmierzali do babci, w koszyczkach mieli same smakołyki.... 😂 A nie to nie ta bajka. Chłopcy by nie zginęli, gdyż na wieść, że mają uważać na psy szybko ogarnęli sobie patyki z pobliskich krzaków o dzielnie ruszyli przed siebie.

Trasa bardzo zróżnicowana. Najważniejsze to odnaleźć swoją drogę, i wytrwale nią podążać. Krajobraz trochę jak na Alasce, szeroka droga, wycinka drzew, słychać co i raz było piły mechaniczne... Wędrowałyśmy mając widoki Tatr z prawej i ścianę lasu z lewej strony. Bezbłotnie, bezdeszczowo. Gdzieś po drodze spotkania z ludźmi, którzy też kroczą GSB tyle, że z Ustronia. Wymiana doświadczeń, życzenia szerokości.

Od schroniska czerwony szlak wiódł do Krościenka nad Dunajcem. A jak mnie powiodło (KG) napiszę niebawem....😂

Adres

Ustron
43-450

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nie idź tam, człowieku umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij