Szymon Springer

Zadzwoń Strona internetowa Kontakt: firmę

Szymon Springer Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Szymon Springer, Podróże i transport, Szubin.

15/06/2026

Dzień szósty, siódmy i ósmy Peninsula Developmental Road powstała na zgliszczach dawnej trasy Old Telegraph Track. Ciągn...
01/06/2026

Dzień szósty, siódmy i ósmy

Peninsula Developmental Road powstała na zgliszczach dawnej trasy Old Telegraph Track. Ciągnie się na dystansie 570 kilometrów. Przez Australijczyków określana jako Highway, czyli autostrada i jedyne co ma z nią wspólnego to długie proste odcinki. Częściowo poprzeplatana asfaltowymi sekcjami, które z roku na rok coraz bardziej zawłaszczają szutrowe, szybkie odcinki. Kurz to on panoszy się najbardziej, odgrywa pierwsze skrzypce i to jest jego dom. Nie ma sensu z nim walczyć trzeba go zaakceptować. Wzbija się w powietrze i ciągnie przez kilkaset metrów. Mistrzami w podnoszeniu kurzu są Road Trainy (pociągi drogowe). Po przejeździe tych monstrualnych pojazdów, kurz bierze we władanie całą drogę, każdy jej centymetr. Przez te kilkanaście sekund kiedy wpadasz w jego objęcia, nie widzisz nic, jedyne co odciąga od ograniczenia prędkości to świadomość prostej drogi.

Lubię jazdę w kurzu, lubię patrzeć w lusterku jak za tylnym kołem zaczyna się wznosić. Lubią patrzeć na kolegę jadącego przed mną i na to jak on wznosi kurz. Lubię pędzić ponad 100 km/h zaledwie parę metrów obok niego, stojąc na podnóżkach, być skupionym na drodze, jednocześnie obserwować to co się wokół niej dzieje. Lubię kiedy ściągam kask i mam czerwoną buzię, włosy szorstkie, koszulkę, spodnie, rękawiczki pokryte warstwą kurzu. Wydaje mi się, że jest to jakieś potwierdzenie przygody tego, że to nie jest zwykła wycieczka, tylko coś więcej. Tak się właśnie czułem w Musgrave Roadhouse na koniec dnia. W miejscu, które ma historyczne znaczenie dla Old Telegraph Track, bo stanowiło jeden z punktów telegraficznych. Miejsce z którego wyruszały drużyny dbające o linie telegraficzną.

Czułem gdzieś wewnętrznie, że nasza przygoda dobiegała końca. Zostały dwa dni. Miałem mieszane uczucia. Cieszyłem się, że zobaczę ponownie córeczki i żonę. Smuciłem się jednocześnie bo wiem, że część mojej duszy tam została. Kawałek czegoś co odzyskam dopiero kiedy ponownie tam zawitam. Starałem się nie myśleć o tym za dużo, przed nami był jeszcze Old Coach Track. Stara trasa dyliżansowa łącząca odległe osady i misje. Wcześniej był to aborygeński szlak. Nazwa ma raczej charakter historyczny niż administracyjny. Och jakie to było piękne zakończenie całej przygody. Kamieniste podjazdy, trudne zjazdy, izolacja. Górki, które na początku wyprawy wprawiały mnie w zmartwienie, teraz wywoływały uśmiech na twarzy. Stawiały wyzwanie, które zarówno ja, jak i chłopacy podejmowaliśmy z radości. Wspaniały to był dzień zaiste, z radością wspominam każdy jego moment.
Pozwólcie, że ostatniego dnia nie wspomnę, bo za bardzo nie ma co, to był sam
asfalt. Nadmienić jednak trzeba drużynę, z którą przyszło mi mierzyć się z trudami tej przygody. Uczciwie rzeknę, że nie mogłem liczyć na lepszych kompanów. Zgranych, zabawnych, niemarudzących, biorących wszystko takim jakim jest, pragnących przygody przynajmniej tak samo jak ja, jeśli nie mocniej. Wiem, że wszystkie dni w siodle, wspólne noce przy ognisku, zarówno kiedy marzliśmy w Victoria High Country, jak również kiedy cieszyliśmy się ciepłem północnego Queenslandu scaliły nas jako kolegów. Nie ważne kiedy się spotkamy, jedno przywołanie sytuacji zrodzi garść opowieści, śmiechu, łezki w oku. Dziękuję Marek i Mateusz, że mogłem z Wami dzielić te chwile. Dziękuję również Jono, bez ciebie ta wyprawa nie miała by tej szczypty pikanterii.

27/05/2026

Dzień piąty„Trochę historii”Punsand bay budzi nas szumem fal. Dziś dzień odpoczynku. Jest to dobry moment aby opowiedzie...
24/05/2026

Dzień piąty

„Trochę historii”

Punsand bay budzi nas szumem fal. Dziś dzień odpoczynku. Jest to dobry moment aby opowiedzieć czym tak naprawdę jest Old Trlegraph Track, to pozwoli zrozumieć szerszy aspekt drogi jaką pokonaliśmy i dlaczego jest dla mnie ważna.

Półwysep York (zamiennie będę używał stwierdzenia Cape York) i wyspa Thursday, na której znajdował się ważny port, w XIX w. były bardzo odizolowaną częścią Australii. Wiadomości transportowane konno lub drogą morską docierały po wielu tygodniach. W tym samym okresie Niemcy zaczynają interesować się Papuą i Nową Gwineą, Francuzi zakładaj Nową Kaledonię. Patrząc na cały obraz sytuacji, aby lepiej móc reagować i mieć większą kontrolę nad sytuacją strategiczną, administracją, ewentualnymi problemami społecznymi, rozwojem gospodarczym regionu (silne górnictwo) podjęto decyzję o budowie sieci telegraficznej.

Po zakończonej ekspedycji geologicznej Johna Bradfielda w 1883 roku rusza budowa sieci telegraficznej z miejscowości Laura, aż do wyspy Thursday. Było to jak na tamte czasy ogromne przedsięwzięcie infrastrukturalne, które miało przenieść Australię na inny etap rozwoju gospodarczego, jednocześnie scalającą całość Imperium Brytyjskiego. Budowa trwała do 1887 roku. Robotnicy przedzierali się przez niegościnny buszu, narażeni na skrajne warunki pogodowe, upały, dużą wilgotność, ataki Aborygenów, bagna, izolację, malarię. Po drodze stawiali stacje telegraficzne jak Musgrave , Moreton, Coen, które w obecnych czasach przekształciły się w Roadhousy (stacja benzynowa, restauracja, kemping, mały sklep w jednym). Po kilku latach budowy w ekstremalnych warunkach dotarli na sam cypel Cape York skąd kabel telegraficzny umieszczony został na dnie morze łącząc wyspy Thursday i tym samy kończąc projekt.

Od tamtego momentu aż do lat 60 XX w. sieć telegraficzna pełniła istotną rolę. Patrolowana, monitorowana i naprawiana przez zespoły stacjonujące na wcześniej wspomnianych stacjach. Z biegiem lat została wyparta przez sygnał radiowy. Cześć trasy przekształciła się w Peninsula Development Road, w skrócie określana PDR, ze starej trasy zostało ok 120 km. Od lat 60 XX w. nie naprawiana, zaczęła żyć swoim życiem, przekształcając się w jedną z najtrudniejszych tras off rodowych w Australii. Z licznymi rzekami, bagnistymi terenami, wypłukanymi drogami przez płynącą wodę, której w czasie pory deszczowej pada na metry.

Patrząc przez cały pryzmat historii szlaku, tego jak ważny był dla Australii, jak trudny w budowie i przez jaki region Antypodów prowadził stał się miejscem, które koniecznie chciałem poczuć. Na tych 120 najtrudniejszych kilometrach byłem jak jeden z pionierów budujących szlak. Mogłem poczuć choć w jakimś stopni to co oni, trudności z jakimi się mierzyli. Z tych wszystkich przyczyn tam się znalazłem i przeżyłem to co zostanie ze mną do końca.

20/05/2026

Dzień trzeci i czwarty

Dzień pierwszy i drugi„Wizje”Słońce piecze niemiłosiernie, zmierzamy z całą ekipą na północ, na półwysep York, przed nam...
18/05/2026

Dzień pierwszy i drugi

„Wizje”

Słońce piecze niemiłosiernie, zmierzamy z całą ekipą na północ, na półwysep York, przed nami jeszcze wiele dni podróży. Konie są już zmęczone i z radością przyjmują zaplanowany przez nas odpoczynek w Hotelu Lions Den. Powstał w 1875 roku trochę szybciej niż stacja telegraficzna do której zmierzamy na wymianę drugie załogi. Na stacji spędzimy przynajmniej sześć miesięcy, patrolując linie telegraficzna wzdłuż i wszerz. Z właścicielem hotelu wymieniamy się najświeższymi informacjami, tu w tej dziczy odcięty jest od świata. Pytam się go jak sytuacjach Aborygenami, czy są przyjaźnie nastawienie do białych. Po dwóch dniach odpoczynku ruszamy dalej najbliższy punk to Musgrave Station to zajmie nam przynajmniej dwa tygodnie.

Jest to tylko moja romantyczna wizja, która nie raz snułem sobie w głowie. Wyobrażenie bez skaz, bez niedociągnięć takie w jakim chciałbym istnieć. Kiedy jednak odrzemy romantyzm ze skóry, dodamy mu realizmu, oprószymy kurzem, wizją może nie być już tak romantyczna, tak ładna. Zdaje sobie sprawę, że tamte czasy nie były łatwe, tworzyły silnych ludzi potrafiących radzić sobie w trudach życia. Często mówili prosto z mostu, pewnie nie liczyli się emocjami drugiej osoby, zadanie miało być wykonane. Bardzo bym chciał móc cofnąć się w tamte czasy, poczuć to wszystko na swoje skórze, doświadczyć samemu. Poczuć żar słońca i ukojenie deszczu jadąc na wierzchowcu razem z grupą ludzi o różnym temperamencie w miejsce gdzie poczuje odosobnienie, samotność i tęsknotę. Wiem, że to nie jest możliwe. Jedyne co mogę zrobić to przełożyć to na współczesność, zaadaptować i wyciągnąć tyle ile się da. Moim koniem jest motocykl, kompanami koledzy, niewygody pozostają takie same, jedynie o z żalem stwierdzam trasy pokonujemy znacznie szybciej.

Dziś z początkiem trzeciego dnia ruszamy na ikoniczna Old Telegraph Truck, ale to już w kolejnym wpisie.

Dzień szósty i siódmyToot buck nulluck tak lud plemienia Gunai nazywa równiny Howitta. William Howitt Anglik z urodzenia...
14/05/2026

Dzień szósty i siódmy

Toot buck nulluck tak lud plemienia Gunai nazywa równiny Howitta. William Howitt Anglik z urodzenia, Australijczyk z wyboru. Wprawny bushman, który na swoje wyprawy brał tylko to co potrzeba, był sobie w stanie poradzić w każdych warunkach. Geolog i antropolog autor książki „The Native Tribes of South East Australia”. Człowiek, który ponad czterdzieści lat spędził nad badaniami struktur społecznych i wierzeń Aborygenów. Prowadził ekspedycję poszukiwawczą w celu odnalezienia Burka i Willisa, finalnie ich odnalazło pochował w outbacku. To na jego część nazwano równiny z których ruszamy już po woli ku końcowi naszej pierwszej części podróży.

Na równinach Howitta dochodzi również do pewnego spektakularnego zjawiska przyrodniczego. W miesiącach letnich zlatują się to w ucieczce przed skwarem nizin ćmy Bogongo. Mówimy o milionowej migracji.

Słońce przez ostatnie dwa dni towarzyszy nam cały czas. Po tych kilku dniach trudnych szlaków strome podjazdy sprawiają samą frajdę, patrzymy na nie przez pryzmat uciechy, a nie trudu. Zdecydowanie nasz poziom jazdy się podniósł, nasza pewność w pokonywaniu kamienistych zboczy urosła do poziomów jakich wcześniej nie mieliśmy. Za chwilę będziemy już w Melbourne gdzie czeka nas wygodne łóżko, ciepły prysznic, mnogość knajp. Wiem jednak, że szybko zatęsknimy za niewygodami jazdy, noclegów, mniej urozmaiconego jedzenia. Przygoda jest jak narkotyk, chwyta i nie puszcza, tęskni się do niej szybko. Na szczęście w Melbourne nie kończy się nasz wyjazd, to przystanek przed kolejną częścią podróży

13/05/2026

Adres

Szubin
89-200

Telefon

+48697099800

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Szymon Springer opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Szymon Springer:

Skróty

Udostępnij