Skąd pomysł na wyjazd? na Indie? Jak większość udanych “przygód” – pomysł na naszą wyprawę narodził się w intelektualnych męczarniach przeciętnego młodego człowieka, który chciałby zobaczyć świat, ale nie do końca wie jak się za to zabrać. Po zgromadzeniu w miarę zdeterminowanej grupy przyszłych współpodróżników, przyszedł czas na wybór celu naszej wyprawy. I tak przypadkiem w ekipie ruszającej na
podobój świata znalazło się 5 znudzonych rutyną studentów prawa z Gdańska – grupie zdominowanej w 100% przez pierwiastek męski. W tym miejscu wartoby było przedstawić polski odpowiednik Drużyny A – kierując się zdjęciem głównym bloga – od lewej w huście Norbert, dalej w koszulce pacific beach Adam, w koszuli Wojtek, pasiasty T-Shirt Jacek i uśmiechnięty niemiecki turysta w białym kapelusz – Ja. Niestety poraz kolejny okazało się, że tam gdzie zbierze się kilku polaków każdy będzie miał swoją, odrębną opinię. Na szczęście wśród niezliczonej ilości zaproponowanych miejsc odnalazła się pewna wspólna płaszczyzna – AZJA. Wzorując się trochę na opowieści Wojciecha Cejrowskiego o tym jak to zapakował lodówkę na plecy i poszedł ją sprzedać, żeby mieć na pierwszy bilet lotniczy, zaczęła się faza akumulacji kapitału. Czy to w znoju niskoopłacanej pracy, wysprzedawaniu majątku własnego na allegro czy też ogołacaniu dziadków z oszczędności, każdy powoli zbliżał się do potrzebnej mu sumy. Pozostawało tylko wybrać lot. Polowaliśmy zawzięcie na promocje, często będąc spóźnionym tylko o minuty w rezerwacji. Wreszcie pewnego razu, z wieczornego letagru spowodowanego kolejną porcją arcyciekawych wiadomości politycznych z naszego kraju, zostałem wybudzony telefonem. Adam zaczął lakonicznie “Indie”, kilkadziesiąt minut później każdy dzwonił już do każdego, a do telefonicznych dyskusji wdarł się konsensus “jedziemy!”. W tym momencie pozostało nam już tylko pakowanie…