16/08/2026
Tatra Intermodal - czyli uskutecznianie tranportu intermodalnego w Tatrach. W dolinach rower, a pod górę na piechotę. Czy ma to sens? Jak najbardziej. Choć nie wszędzie na rowerze analogowym.
Zapraszam na podsumowanie mojej ostatniej tygodniowej wyprawy.
Dzień pierwszy to pętla wokół Oravicy (super) i Dolina Bobrowiecka Orawska. Tutaj podjazd na analogu jak najbardziej możliwy i dość przyjemny. Najbliższą górą do wejścia jest Grześ. Nie ma schroniska, więc trzeba brać prowiant ze sobą. Ale jak najbardziej polecam.
Dzień drugi to dojazd do Tatliakowej Chaty. Również bezproblemowy dojazd po asfalcie. Można na analogu. Wycieczka piesza na Przełęcz Zabrat. Mamy schronisko, więc można trochę zejść z ilości prowiantu.
Trzeci dzień to Dojazd do Ziarskiej Chaty. I tutaj jest bardzo przyjemnie. Wycieczka na Ziarską Przełęcz również bardzo przyjemnie.
Dzień czwarty to chyba mój ulubiony. Cicha Dolina i Gładka Przełęcz. Zero ludzi, przyjemny podjazd i bardzo łatwy (a bardzo widokowy) szlak pieszy. Jedyna wada to brak schroniska. Ale co tam.
Dzień piąty, to ostatni dzień w 100% na analoga. Dojazd do Popradzkiego Plesa po asfalcie. Szlak na Osterwę to dość monotonne zakosy. Mamy schronisko, gdzie mimo tłumów obsługa idzie całkiem sprawnie.
Dzień szósty to miał być dojazd do Zielonego Stawy Kieżmarskiego. Ale tutaj już tylko elektryk. Gruz od samego dołu. Awaryjna wycieczka piesza na Groń ze Zdiaru również bez szału. Stromo i z małą ilością widoków.
Dzień siódmy to Dolina Białej Wody. Tutaj też raczej elektryk. O ile pierwsza połowa jest jeszcze spoko. To na końcówce zaczyna się gruz. Ja jakoś tam przepchałem rower, ale nie jest to bardzo przyjemne. Za to całkiem fajny jest szlak pieszy na Polski Grzebień. Super widoki. Ja dotarłem tylko do Zmarzłego Stawu ze względu na ograniczony czas i prowiant. W Dolinie Białej Wody szybko robi się ciemno ze względu na otaczające góry
Dzień ósmy to podjazd do Murowańca. Też raczej na elektryk. Największym problemem jest luźny szuter, jak staniecie to ciężko ruszyć. Mi prawie udało się podjechać na analogu, ale w jednym momencie przegrałem. W Murowańcu zawsze mnóstwo ludzi, więc nie ma co liczyć na jedzenie bez stania w ogromnej kolejce. Szlaków pieszych jest mnóstwo. Ja zrobiłem tylko Halę Gąsienicową i Czarny Staw.
Teraz największa zaleta łączenia roweru i wycieczek pieszych - nie trzeba łazić po dolinach. To jest parę dobrych godzin oszczędności czasu. Co oczywiste, szczególnie przyjemne są zjazdy.
Największa wada? Ciężko zrobić pętle. Raczej idziemy i wracamy tym samym szlakiem. Chociaż w niektórych miejscach pętle są jak najbardziej możliwe.
We wszystkich odwiedzany dolinach jest też gdzie przypiąć rower. Pod schroniskami są stojaki, a tam gdzie nie ma schronisk zawsze jest jakaś wiata.
Z uwag praktycznych. Otóż u naszych sąsiadów sklepów jest mało, są słabo zaopatrzone, drogie i krótko czynne. Nie myślcie, że wrócicie ze szlaku o 19:00 i jakikolwiek będzie czynny. Zakupy raczej trzeba robić rano i muszą wystarczyć na cały dzień. Jedynym ratunkiem są bary/karczmy, które są w większości miejscowości. Można zjeść i się napić. Często też sprzedają podstawowe produkty, w cenach trochę wyższych niż w sklepie.
Co do trasy. To kierunek przeciwny do ruchu wskazówek zegara jest optymalny, podjazdy w drugą stronę wydają się dużo trudniejsze i bardziej upierdliwe (szczególnie odcinek Zakopane - Zdiar). Na Słowacji w wariancie górskim chyba też nie do końca jest sens pchać się szlakiem rowerowym. Droga Wolności (537) jest szeroka, z bardzo wygodnym asfaltowym poboczem. Wzór jak się powinno budować takie drogi. Pchanie się po gruzie szlaku rowerowego tylko dla osób lubiących przygody, albo bardzo nielubiących dźwięku samochodów. Niestety na Drodze 66 już tak pięknie nie jest i tu trzeba jechać szlakiem rowerowym, który miejscami jest dość upierdliwy.