18/09/2025
Ile CO2 emitują przyczepy bez silnika? Unijny absurd atakuje transportowców!
Bruksela posunęła się o krok dalej w klimatycznym szale – i tym razem uderzyła w coś, co powinno być całkowicie poza logiką regulacji. Narzuca normy emisji CO₂ dla… naczep i przyczep, czyli pojazdów, które nie mają własnych silników spalinowych. To tak, jakby próbować zmierzyć emisję dwutlenku węgla w rowerze – absurd, który jednak w unijnej logice urasta do „ambitnej polityki klimatycznej”.
Nowe przepisy wymagają, by do 2030 roku naczepy zmniejszały emisję ciągników o 10%, a przyczepy o 7,5%. Jeśli cel nie zostanie osiągnięty – producent zapłaci kary za każdy pojazd wprowadzony na rynek. I tu pojawia się dramat całej branży: aby sprostać wymaganiom, trzeba radykalnie zmieniać konstrukcje – kosztem ładowności i przestrzeni – a to z kolei oznacza, że ciężarówki będą musiały jeździć częściej, aby przewieźć ten sam ładunek. W efekcie emisja może… wzrosnąć zamiast spaść.
Producenci ostrzegają, że jeżeli zostaną zmuszeni do płacenia kar, ceny naczep i przyczep mogą wzrosnąć nawet o 40%. To byłby cios w europejskie firmy transportowe, które już dziś walczą z rekordowymi kosztami paliwa, emisji CO₂, nieuczciwą konkurencjąz Ukrainy i inflacją unijnych regulacji.
Owszem, są eksperymenty jak holenderska naczepa do przewozu ziemniaków, która daje 12% oszczędności emisji. Ale wystarczy spojrzeć – to konstrukcja ultralekka, wyspecjalizowana, całkowicie oderwana od potrzeb typowego transportu towarów paletowych czy chłodniczego. Wymaganie podobnych redukcji od standardowych naczep jest czystą utopią.
Cała sprawa pokazuje coś więcej niż tylko problem jednej branży. To przykład unijnej regulacji dla samej regulacji – przepisów pisanych zza biurka w Brukseli, bez uwzględnienia realiów gospodarki. W praktyce oznacza to wzrost kosztów, spadek konkurencyjności i kolejne obciążenie dla przedsiębiorców oraz konsumentów.