15/03/2026
Szkocka raz.
Start kolejnej "zmiany" to poniedziałkowe popołudnie bo auto i zastępujący mnie, przez ostatnie dwa tygodnie kierowca, zjechali z promu do Kristiansand dopiero po 14tej.
Na terminalu spokojnie się umościłem w aucie, po czym szef doładował mi dwie palety.
Pierwszy rozładunek zaledwie 90 kilometrów od bazy, w miejscowości Flekkefjord. Następnego dnia rano.
We wtorek pierwsza zrzutka tuż po siódmej rano. W tym samym miejscu także doładunek dwóch palet.
Druga zrzutka, pechowa w Egersund - podczas podnoszenia ładunku operator sztaplarki popełnił błąd i go upuścił...
Dwie palety załadowane w Flekkefjord pogniecione.
S**t happens...
Opis w CMR i moja rola się tu kończy.
Ostatni rozładunek to Tananger.
Tam też zmiana naczepy na wypożyczoną i załadunek w Stavanger.
Całe auto elementów dla branży off shore. Cel - Szkocja. Dawno mnie tam nie było, oj dawno.
Trasę zaplanowano mi etapami.
Pierwszy z nich to prom ze Stavanger do Hirtshals, w nocy z wtorku na środę.
Przed promem wizyta w oddziale Penatagona w Tananger celem odebrania dokumentów celnych. Później zjazd do portu, wizyta w urzędzie celnym i nocny rejs.
Drugi etap to trasa z Hirtshals do portu Esbjerg w Danii, skąd wieczorem trzeci etap czyli rejs do angielskiego Immingham.
Na miejscu stawiłem się około 14tej.
Okazało się że to za wcześnie. Prom odpływa dopiero o 20:30 a na pokład będzie można wjechać dopiero po 18:00.
Ustawiłem się więc z boczku i leżana.
Przed wszystkim należało jeszcze zgłosić się do urzędu celnego celem uzyskania pieczątki z numerem rezerwacji.
O 18:00 pojawiła się policja która konieczna jest tu do asysty przy wjeździe do załadunkowej części portu.
Prom do Immingham płynie prawie 19 godzin. Jest to statek typu RO-RO, więc oprócz setek naczep płynęła nas jedynie czwórka kierowców pełnymi zestawami - dwie chłodnie, telemega i ja z plandeką. Multikulti ekipa bo Holender z niemieckiej firmy, Irandczyk z angielskiej, P***k z duńskiej i ja z norweskiej ;)
P***k to Pan Stanisław - przesympatyczny człowiek z Kamienia Pomorskiego. Bardzo doświadczony kierowca na Skandynawii, tuż przed emeryturą. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało, więc był to świetny bonus do długiego rejsu.
Muszę też bardzo pochwalić rejs promem DFDS - płynąłem kiedyś z Goteborga do Immingham i nie wspominam tego rejsu zbyt dobrze. Jedzenie było okropne a rejs długi i nudny.
Tym razem jednak byłem pod sporym wrażeniem od samego początku.
Pierwszy kontakt z obsługą i niespodzianka bo zaokrętowała nas bardzo miła Polka.
Ma promie czysto i schludnie. Kajuty bez zarzutu.
Jedzenie naprawdę smaczne i bez najmniejszego problemu przygotowano specjalnie dla mnie opcje bezmięsne. Napoje, przekąski, wszystko ekstraklasa. Tak można pływać.
Żałuję że się nie pożegnaliśmy z Panem Stanisławem jak należy a o przyczynach niżej.
Po przybiciu do portu w Immingham ja i holenderski kolega z platformą zaproszeni zostaliśmy do bardzo drobiazgowej kontroli celnej - skaner rtg, szczegółowa kontrola naczepy, kabiny, dokumentów i kilkadziesiąt pytań o różne rzeczy np. Dlaczego auto jest norweskie, naczepa duńska a kierowca z Polski ;)
Taki folklor ;)
Nie ukrywam że zmęczyła mnie ta kontrola trochę.
Po kontroli udałem się do biura angielskiego Pentagona celem tzw. zamknięcia T1.
Trwało to ponad godzinę.
Plan miałem taki by tego dnia jechać jedynie do zmroku żeby móc podziwiać widoki. Z racji zmarnowanego czasu przez kontrolę i procedury zmuszony byłem pojechać dłużej. Całe szczęście początkowe widoki to nic specjalnego.
Natomiast następny dzień to plejada fantastycznych krajobrazów.
Jednak na początku lekkie zdziwienie. Wyjeżdżając z parkingu zauważyłem na pierwszym rondzie leżącą kupkę śniegu - w pierwszej chwili pomyślałem że jak to możliwe że ktoś na rondzie zwalił szron ze środka naczepy chłodniczej.
Gdy wyjechałem na autostradę okazało się że wszystkie jadące z przeciwka auta są całe w śniegu i ten na rondzie pewnie spadł ze zjeżdżającego z tamtego kierunku.
W tym miejscu temperatura była 4 na plusie ale po kilkunastu kilometrach widać było że przeszła konkretna śnieżyca.
Po kolejnych kilkudziesięciu nie było po niej śladu.
Później dojechałem jednak w takie rejony gdzie śnieg znów kształtował krajobraz na sporej połącz terenu.
Widoki wspaniałe.
Celem mojej "podróży" był malutki port w szkockiej miejscowości Nigg, taki na końcu świata niemalże ;)
Jako że był to piątek 13go to miałem szczęście ;)
Zajechałem tam tuż po 14tej a okazało się że w piątki rozładunki są jedynie do 12:00 (w dokumentach rozładunek był wpisany na sobotę 14go).
Trafiłem jednak na dobrych ludzi. W ogóle moje kontakty ze Szkotami, choć nie częste, to same pozytywne razy. Nie inaczej było tym razem.
Najpierw na bramie ochroniarz pochwalił koszulkę mojego ulubionego zespołu ktorą miałem na sobie a później kierownik magazynu, po zwróceniu uwagi na spóźnienie, oznajmił że ma dziś dobry humor i mnie rozładuje, mimo że powinien już iść do domu.
Przy rozładunku cały czas coś komentował z typowym humorem.
Po niespodziewanej zrzutce okazało się że skoro jestem wolny to jest dla mnie robota ;)
Kierunek Aberdeen celem podjęcia naczepy załadowanej do Norwegii.
Piątek popołudniu, więc lokalny ruch całkiem spory a do pokonania około 250 kilometrów.
W Aberdeen naczepa czekała na mnie na ulicy, bo dotarłem na miejsce zmiany już po godzinach pracy tamtejszego biura Pentagona.
Hop-siup zmiana du. i jedziemy z powrotem do Immingham.
Czasu jednak starczyło jedynie tyle by odjechać od Aberdeen na około 80 kilometrów.
W sobotę ruszyłem do Immingham tuż po piątej.
Jako że nie mam po Szkocji zbyt dużego doświadczenia to po dojeździe do Edynburga pojechałem, za sugestią nawigacji, drogą A68 w kierunku Newcastle.
Nie da się zaprzeczyć że trasa malownicza i dość ciekawa ale na pewno nie szybka i nie oszczędna ;)
Najgorsze jednak że nie przewidziałem że może być na niej spory problem ze znalezieniem stacji paliw honorującej posiadane przeze mnie karty paliwowe...
Ostatnie kilometry, przed znalezieniem właściwej stacji a szczególnie strome podjazdy pokonywałem z duszą na ramieniu ;)
Do Immingham dotarłem około 14tej. Prom miałem mieć dopiero o 5tej rano w niedzielę.
Na skutek pewnego nieporozumienia musiałem poczekać poza portem do wieczora.
Jednak około 21szej otrzymałem informację że prom będzie miał opóźnienie i wypłynie dopiero o godzinie 16:00...
Mogłem więc iść spać bo wjechać do portu polecono mi nie wcześniej jak o 6tej rano.
W chwili obecnej jestem już na pokładzie statku, bo poprosiłem o wcześniejszy wjazd ze względu na kończący się tygodniowy czas pracy.
Statek zabierze mnie do norweskiego portu w Brevik.
Jak to dobrze że lubię i transport drogowy i morski ;)