Filippo1618

Filippo1618 Dziennik pracy kierowcy. Norwegia - EU.

Jest sprawa.Większość chyba wie czym jest Złombol - kto nie wie to wyjaśniam krótko - charytatywny, dość długi rajd auta...
17/06/2026

Jest sprawa.

Większość chyba wie czym jest Złombol - kto nie wie to wyjaśniam krótko - charytatywny, dość długi rajd autami które teoretycznie już na żadne rajdy się nie nadają. Taka trochę moto ruletka.
Jest zbiórka ALE zebrana kasa idzie wyłącznie na domy dziecka.
Załogi zbierają je na swoje skarbonki jako wpisowe. Sam zaś rajd jadą za pieniądze sponsorów i własne.

Tegoroczna 20ta edycja to trzeci start załogi ZGONPOL która jedzie karawanem legendarnej marki FSO Polonez.
Jednym z jej członków jest mój serdecznych kolega po fachu Łukasz Jeszke który to jest człowiekiem o bardzo wysokiej moralności i kulturze, jego serce i chęć pomocy jest tak wielkie jak norweskie góry u podnóża których od lat mieszka i również tam współorganizuje akcje charytatywne w fundacji LoveDanceHelp.
A jak sylwestra zorganizuje na szwedzkim parkingu to troll nie siada ;)

Dorzućcie parę złotych na dzieciaki, niech zgonpole jadą do Maroka.

https://www.siepomaga.pl/zgonpol?fbclid=Iwb21leASfUlhjbGNrBJ9SN2V4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHnLdZcn5HFVxkNQULfe4TB0rd0hlVTl9xejCS4S76yShqkT8QKKupoOrvlU5_aem_jMbpD92hggxSErWZeniTqQ

Jutro.Jutro okazało się dość zaskakujące. Odprawa celna zakończyła sie dopiero około południa. Nie spieszyło im się ani ...
15/06/2026

Jutro.

Jutro okazało się dość zaskakujące.
Odprawa celna zakończyła sie dopiero około południa. Nie spieszyło im się ani trochę.
W Aricestii Rahtivani zrzuciłem się więc dopiero około 14tej.

Po zrzutce polecono mi jechać w kierunku Niemiec.
Po około 60 kilometrach jazdy kierunek uległ zmianie bo polecono mi jechać do Włoch. Gdzie? Na to pytanie odpowiedź była - "gdzieś blisko granicy ze Słowenią."
Jak chcieli tak zrobiłem.

Tego dnia wydostałem się z Rumunii, przejechałem cały odcinek węgierski i dojechałem w Słowenii w okolice Celje.

W sobotę pozostał mi do pokonania już niewielki odcinek do Włoch. W poszukiwaniu dogodnego miejsca dojechałem na parking w okolicę miejscowości Teglio Veneto.
Tam spędziłem weekend i dodatkowo poniedziałek. Pogoda była iście letnia bo żar lał się z nieba straszny przez cały czas. Dobrze że mam klimatyzację postojową bo, szczególnie wieczorami, ciężko byłoby wytrzymać. Kabina po całym dniu wciąż nagrzana a życie uprzykrzają te jeb... komary. Jak ja ich nienawidzę...

Ten zjazd na Włochy i oczekiwanie to był szerszy plan spedycji.
Poznać go dane mi było jednak dopiero we wtorek.
Okazało się że jest pewna firma w okolicy Udine która produkuje specjalistyczne stalowe liny. Dostała ona ekspresowe zlecenie od norweskiej firmy i musi dla niej wykonać partię lin. Nie wiadomo kiedy jej się to uda ale mają się postarać jak najszybciej.
Później trzeba te liny dostarczyć ekspresem do Norwegii. Ma to się odbyć ekspresowo więc kilkuetapowo przez przepinki naczep.
Ja jestem odpowiedzialny za załadunek, zabezpieczenie i dostarczenie jak najdalej na północ pierwszego dnia.

We wtorek dojechałem do miejscowości Remanzacco, zgłosiłem się do magazynu, zostawiłem swój numer telefonu i udałem w zaciszne miejsce oczekiwania.

Telefon zadzwonił w środę około 14tej- załadunek rozpocznie się o 15:00.
Tak też było.
Po zabezpieczeniu ogień na tłoki i o 2:30 w nocy, gdzieś przy granicy Bawarii z Turyngią oddałem naczepę koledze który pojechał z nią dalej na północ.

Po pauzie z naczepą przyprowadzoną przez kolegę, zacząłem powrót do Włoch, z wcześniejszym "szybkim" rozładunkiem w fabryce MAN w Augsburgu.
"Szybko" jednak nie było.
Do Augsburga dotarłem kwadrans po 15tej i niestety było to za późno. Magazyn już na fajrancie.

Następnego dnia stawiłem się na bramie już o 6:30. Tylko co z tego?.
Z załadunku wyjechałem po 10tej. Brakowało jakiegoś kwitu żeby móc to rozładować od razu.

Jako że w piątek ruch w kierunku Włoch jest zdecydowanie mniejszy niż z początku tygodnia to jechało mi się całkiem dobrze.
Udało się dojechać i znaleźć miejsce (bo bywa z tym ciężko), na ważnym strategicznie parkingu Monte Alto ;)

Cała sobota nad jeziorem Garda to jest to co lubię ;)
Najpierw w towarzystwie kolegi Mariusza z Przemyśla a potem, już nad wodą, zrobiła się z tego ekipa międzynarodowa bo byli wśród nas dwaj Białorusini, dwaj Ukraińcy i nas dwóch Polaków.

Jako że do miejsca rozładunku miałem z Desenzano jeszcze 120 kilometrów, a po drodze przed Brescią są roboty drogowe, które mocno korkują, to zdecydowałem się w sobotni wieczór podjechać jak najbliżej zrzutki.
Udało się bez problemu, cisza spokój, tylko znów pełno komarów...

W niedzielę rano zbudziły mnie odgłosy kopyt...
Okazało się że komuś uciekł kucyk i stoi sobie w cieniu mojego zestawu.
Spokojny i grzeczny.
Chciałem go zaprowadzić tam gdzie jego miejsce ale, po pierwsze nie mogłem znaleźć dziury w płocie przez którą uciekł a brama zamknięta na kłódkę a po drugie okazał się dość płochliwym i nie dawał sobie założyć sznurka na szyję.
Dałem mu więc wody do picia i spokój.
Zadzwoniłem na 112.
Miłe zaskoczenie bo po zgłoszeniu od razu zaproponowano mi opcję rozmowy po angielsku bądź po polsku. Po przekierowaniu mnie do sympatycznej Pani mówiącej po polsku, zgłosiłem "znalezienie konia" ;)

Po około 45 minutach pojawili się właściciele. Kucyk z nimi też nie bardzo chciał iść. Spodobało mu się ze mną ;)
Jakoś go zaciągnęli.

Właściciel pojawił się u mnie raz jeszcze. Myślałem że może chce jakoś specjalnie podziękować a się okazało że chce jedynie pożyczyć obcęgi żeby naprawić tę dziurę w płocie przez którą kucyk zdezerterował ;)

Taka to przygoda niedzielna.
W tym tygodniu też będzie ekspres ;)

Aktualizacja.Troszkę zaniedbałem aktualności i mam zaległości. Było intensywnie i nietypowo.Ale po kolei.Po poniedziałko...
03/06/2026

Aktualizacja.

Troszkę zaniedbałem aktualności i mam zaległości.
Było intensywnie i nietypowo.

Ale po kolei.

Po poniedziałkowej odprawie celnej na lotnisku Bukareszt Otopeni udałem się do miejscowości Aricestii Rahtivani w pobliżu Ploesti celem rozładunku.
Było już po południu ale okazało się że firma pracuje aż do 17tej, więc udało się rozładować bez najmniejszego problemu.

Po rozładunku nie było żadnego konkretnego planu działania więc skupiłem się na swoich sprawach i pobocznych obowiązkach.
Ogarnąłem porządnie naczepę, znalazłem stację benzynową która honoruje nasze karty paliwowe - jakby ktoś nie wiedział (ja nie wiedziałem) to kartami Routex można płacić w Rumunii nie tylko na stacjach OMV ale także na tych sieci Petrom.)
Udałem się też do centrum handlowego w Ploesti celem konsumpcji czegoś czego nie mam w lodówce i na lody ;)

Dość późno otrzymałem informację że kolejny załadunek zaplanowano mi w Polsce ale dopiero w piątek, a przypominam że był to poniedziałek...
Trochę to komplikowało pewne sprawy bo w sobotę miałem zarezerwowany samolot z Norwegii do domu...
Jako że nasz firma nazywa się Frode Fix - to szef wymyślił sprytny plan.
Z Ploesti miałem się dostać w okolice Krakowa. Wyszło mi wiec że będę jechał przez Rumunię spory kawałek drogami którymi nie jechałem jeszcze nigdy. Przez Brasov, Sigisoarę, Targu Mures dalej przez Cluj Napoca i Oradea już jechałem.
Nie było pośpiechu więc jechałem sobie spokojnie podziwiając widoki. Jako że chciałem ich zobaczyć jak najwięcej to tego dnia zakończyłem jazdę tuż po tym jak się zrobiło ciemno.
Dojechałem do miejscowości Sigisoara i tam zostałem na noc.

Rankiem przywitały mnie dwa bardzo przyjazne psiaki parkingowe.

Trasa jeszcze kawałek malownicza a potem też nie brzydka ale też już znana przez Węgry i Słowację.
W ten dzień wykorzystałem jazdę na maksa i dotarłem aż do Polski. Noc spędziłem w Barwinku.

W środę już około 8:30 zameldowałem się na parkingu pod Krakowem. Spakowałem się, zrobiłem porządek i udałem się do centrum a dokładniej na dworzec PKP.
Szef był w tym tygodniu w Czechach i wymyślił że przejmie ode mnie auto w Krakowie żebym już w środę, zamiast w sobotę, mógł być w domu.
Nie udało nam się spotkać bo mój pociąg ruszał do Lęborka o 13:30 a jego dotarł do Krakowa po 15tej.
Zamiast tygodnia wolnego miałem wolnych 10 dni.
Był czas na sporą dawkę prac okołodomowych, na pierwsze plażowanie, na dobry koncert a także na smutną ceremonię pogrzebową kolegi mechanika...

Powrót do auta też był tym razem wyjątkowy.
Szef po załadunku w Polsce pojechał do Norwegii, tam wykonał jakieś krótsze trasy i znów załadował na Rumunię.
Żeby to wszystko dobrze pospinać czasowo wymyślił że przyprowadzi mi auto do Polski.
Jak wymyślił, tak też zrobił.
W sobotni wieczór przypłynął do Gdyni. Zapakowałem się do auta, zaliczyliśmy jeszcze wspólną kolację a potem
ogień na tłoki na południe.

Po nocy pauza w Rzeszowie do końca zakazu na Słowacji i jazda dalej.

Szło mi całkiem nieźle.
Na odprawie celnej w Bukareszcie miałem się stawić we wtorkowy ranek. W noc z poniedziałku na wtorek ruszałem z okolic Sebes czyli do Bukaresztu miałem jakieś 400km. Policzyłem sobie że 6 godzin powinno mi spokojnie wystarczyć.
Jakże się myliłem...
Potrzebowałem na to aż 8,5 godziny!

Kto by się spodziewał ponad godzinnego korka za kanionem przed Pitesti o 5tej nad ranem.
No w zasadzie należało sie go spodziewać tak przez dzienny zakaz jazdy przez kanion. jak i to że poniedziałek był dniem wolnym od pracy w Rumunii.
Potem korek w samym Bukareszcie na rondach pseudoobwodnicy. Masakra.

Na lotnisko dotarłem więc nie o 8:30 jak planowałem a o 11tej.
Odprawa swoje trwa, więc do Aricestii Rahtiwani dotarłem tuż przed 17tą i na rozładunek było już za późno...

Ciepłe przyjemne popołudnie, dlatego znów się wziąłem za robotę i zrobiłem porządek na kolejnej naczepie (czy ktoś to doceni?).

Dziś rano rozładowałem się szybko i sprawnie bo wszystko wczoraj zawczasu przygotowałem.

Po zrzutce chwila oczekiwania i polecono mi udać się na północ.

Po drodze jednak musiałem zaliczyć tankowanie i dobrze że trochę mi w kolejce zeszło bo nastąpiła zmiana planów.

Okazało się że jest do wykonania zadanie specjalne któremu nie podołał ktoś inny.
Wróciłem więc na miejsce rozładunku i załadowałem tam podobny ładunek do zrzuconegi rano, po czym udałem się na lotnisko w Bukareszcie i zaliczyłem kolejną wizytę w agencji celnej.
Odprawa celna jutro i powrót do Aricestii Rahtivani.
Zobaczymy co przyniesie jutro...

Kochani jest sprawa. Zmarł nagle kolega. Znaliśmy się bo pracował jako mechanik od ciężarówek, na bazie gdzie przez sied...
22/05/2026

Kochani jest sprawa.

Zmarł nagle kolega.
Znaliśmy się bo pracował jako mechanik od ciężarówek, na bazie gdzie przez siedem lat trzymałem zestaw z poprzedniej firmy.
Sympatyczny, życzliwy człowiek. Taki, wiecie normalny, z którym można pogadać o wszystkim, pożartować, czasem coś pomógł, naprawił, pożyczył młotek...

Młody, dlatego porusza mnie bardzo jego śmierć.
Zostawił żonę i troje dzieci. To dla nich na pewno ogromny cios...
Jest zrzutka bo na pewno bedzie im ciężko bez Damiana.

Proszę dorzućcie się...

https://zrzutka.pl/2n7kkh?fbclid=IwdGRjcAR9TEhjbGNrBH1MRGV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHvED63Htlb0ur1pFmco64dZcJgZFB8urXi3a7jgEF0MBmokfFCIicaLGYbke_aem_J4zg4h8KYeFdnNLxd7SWrA

Z ogromnym bólem i niedowierzaniem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszego kolegi Damiana z klubu rowerowego.Damian był wspaniałym człowiekiem, zawsze życzliwym, pomocnym i pełnym pasji do rowerów. Dla wielu z nas był nie tylko kolegą ze wspólnych tras, ale przede wszystkim dobrym prz...

Ogień W poniedziałkowy ranek bramy firmy otwarto o 7:30 wiec mogłem wjeżdżać na rozładunek.Przede mną był już jednak kol...
17/05/2026

Ogień

W poniedziałkowy ranek bramy firmy otwarto o 7:30 wiec mogłem wjeżdżać na rozładunek.

Przede mną był już jednak kolega z Rumunii który ładował się w tym samym miejscu w Holandii.

Po zrzutce chwila na śniadanie.

Następny załadunek to miejscowość Verdal. Dotarłem tam chwilę po 11tej. Ładunek wymagał trochę zachodu bo od początku ciężko było ustalić co tak faktycznie mam zabrać...
Potem dojechał jeszcze rumuński kolega i sprawa skomplikowała się jeszcze bardziej...
Ustalanie trwało ponad dwie godziny a gdy już się to wszystko udało to polecono mi wyjechać za bramę i tam poczekać.
Po kolejnych dwóch godzinach wróciłem do firmy po kolejny załadunek...
Ogółem załadowałem w trzy miejsca -
Agotnes, Stord i Tananger.
Kilometrów całkiem sporo do zrobienia, niektóre odcinki dróg dość wymagające ale że pogoda stabilna to jechało się całkiem dobrze.

Następnego dnia zdążyłem jedynie zrzucić Agotnes i dojechać do Stord. Lokalne drogi i rozkopany odcinek z Bergen do Agotnes dały mi się trochę we znaki.

Po rozładunku w Tananger załadowałem szybko ładunek do Rumunii i popłynąłem do Danii.
Tam, z racji tego że w czwartek w Niemczech obowiązywał zakaz jazdy a dostawa do Rumunii musi być zrealizowana w poniedziałek, rozpocząłem pauzę 24 godzinną.

Po pauzie ogień na tłoki i dzida na południe Europy.
Pierwsza nocka do Berlina, druga do Bratysławy, trzeci kawałek dnia i nocy do Sibiu a w niedzielę rano zameldowałem się na lotnisku Bukareszt Otopeni bo tu mam najpierw odprawę celną.

Malm.Pogoda jednak postanowiła zmienić plany i być przy niedzieli ładną. Dlatego spacer po Malm zaliczony. Okazuje się ż...
10/05/2026

Malm.

Pogoda jednak postanowiła zmienić plany i być przy niedzieli ładną.
Dlatego spacer po Malm zaliczony.

Okazuje się że jest to była osada górnicza. Wydobywano tu przez 90 lat rudę żelaza (magnetyt) i przy okazji siarkę i rudę miedzi. Była to naówczas jedna z najnowocześniejszych kopalni w Norwegii a wioska Malm rozwijała się przy tym równie okazale.
Kopalnię zamknięto w 1997 roku i obecnie w wiosce obecne są takie dziedziny przemysłu jak offshore, gazy techniczne i przetwórstwo rybne (dla którego przywiozłem właśnie ładunek.)

Spacer udany.

Zmiany Zanim wyruszyłem w kolejną trasę po powrocie do Norwegii musiałem zaakceptować i wdrożyć zapowiadane zmiany.Dosta...
09/05/2026

Zmiany

Zanim wyruszyłem w kolejną trasę po powrocie do Norwegii musiałem zaakceptować i wdrożyć zapowiadane zmiany.

Dostałem nowe auto.
Naszą firmową flagówkę.
Volvo FH16 780!!!

Nie ma co owijać w bawełnę że mimo iż Aero było naprawdę świetnie wyposażone i jeździło się nim bardzo dobrze to przesiadka na FH 16 780 to jest naprawdę coś...

Nikt z nas chyba nie lubi się przeprowadzać z auta na auto a szczególnie gdy nie można tego zrobić gdy auta stoją koło siebie. Więc i mnie ta czynność przyprawiła o sporą irytację. Tym bardziej że musiałem to zrobić szybko bo do firmy dotarłem około 11:30 a już o 14:30 miałem zarezerwowany prom do Danii...
Wyprowadzałem się z Aero 4 godziny a tu się miałem wprowadzić w 1,5...
No nie dało się tego zrobić dobrze. Starałem się ale się nie dało.

Zrobiłem pobieżnie bo czas gonił.
Tak gonił że nie zdążyłem na prom...
Odbierając naczepę z terminala zapomniałem zabrać dokumentów od ładunku i musiałem się po nie wrócić. Gdy dotarłem na terminal promowy do odpłyniecia było jeszcze 10 minut ale prom był już w morzu...

Swoje rzeczy układałem w kabinie jeszcze przez cały tydzień pracy.

Udało się jednak załapać na kolejny prom za dwie godziny i dotrzeć do Danii tego samego dnia.
Po rejsie do Hirtshals i załatwieniu spraw celnych udałem się w kierunku Niemiec.
Już w poniedziałek pierwszą jazdę zakończyłem wcześnie rano tuż za Bremen (przeleciałem jeszcze przed tym nieszczęsnym codziennym korkiem).
Ale to auto pięknie pracuje, pięknie jedzie, no banan na twarzy cały czas ;)

Po pauzie, jeszcze w poniedziałek miałem dojechać do granicy niemiecko-holenderskiej i tam poczekać na załatwienie kolejnych formalności celnych. Miało to trwać kilkanaście minut ale coś poszło nie tak i zostałem na granicy do następnego dnia.
We wtorek zezwolono mi jechać dopiero po 10tej rano.

Dwa miejsca rozładunku - Uden i Eindhoven.
Pierwsze mogło pójść szybko i sprawnie ale nie poszło. Ładunek na paletach z dostępem sztaplarki tylko z dwóch stron a nie z czterech - załadowany bokiem a w Uden chcieli rozładować z rampy bo nie mieli sztaplarki tylko elektryczne wózki ręczne. Kłopot.
Musieli więc pożyczyć sztaplarkę ale też bez długich wideł, więc musiałem odpinać oba boki.

Druga zrzutka w Eindhoven suwnicą na hali, więc bez komplikacji - no może poza tą że ładunek wybrudził olejem naczepę.
Po zrzutce fajrant, bo kolejne zlecenie przyszło dopiero w środę około południa.
Miejscowość Zevenhuizen i załadunek elementów linii produkcyjnej. Polscy fachowcy w magazynie więc poszło szybko i sprawnie.
Po zabezpieczeniu ogień na tłoki i już o drugiej w nocy w czwartek zameldowałem się w Porcie Kilonia.
Dobranoc.

Po wyspaniu się czekałem spokojnie na informacje od spedycji bo znów jakieś problemy z papierami.
Okazało się finalnie że nie popłynę rejsem Kiel - Oslo, jak planowano pierwotnie, a muszę przejechać na drugą stronę kanału portowego i popłynąć do Goteborga.
Dawno mnie tu nie było a był taki okres gdy pływałem na tej linii regularnie.
Niestety muszę obiektywnie przyznać że jedzenie na promie uległo znacznemu pogorszeniu.

W piątkowy piękny dzień kierowałem się konsekwentnie na północ gdyż celem moim była miejscowość Malm w norweskim regionie Trondelag. Elementy które wiozę przeznaczone są do powstającej tu przetwórni ryb.

Granicę w Svinesundzie, pierwszy raz w życiu przekraczałem bez zatrzymania, gdyż odprawiono mnie przy pomocy usługi "Digi Toll". Technologia ;)

Pracę tego dnia zakończyłem w miejscowości Berkak.
W nocy nawiedził mnie dawno nie widziany kolega Łukasz, u którego kiedyś pracowałem.
Gdy przyjechał to ja już smacznie spałem a gdy ja ruszałem on jeszcze smacznie spał ;)
Żaden z nas nie pogwałcił zasady nie zakłócania snu, tak ważnego w naszej pracy. Porobiliśmy sobie jedynie fotki aut.

Do Malm dotarłem około 11:30 w sobotę i tutaj spędzam weekend. Niestety pogoda średnia bo zaledwie 12 stopni i popaduje deszcz.
Byle do poniedziałku.

W tym tygodniu w zasadzie niewiele się działo.Po dość przyjemnym weekendzie w Ostendzie należało się rozładować z tego d...
24/04/2026

W tym tygodniu w zasadzie niewiele się działo.

Po dość przyjemnym weekendzie w Ostendzie należało się rozładować z tego delikatnego ładunku który leżał na naczepie.
Pierwsza zrzutka okazała się być dokładnie tam gdzie stanąłem na weekend - miałem adres podany ale okazała się to budowa o dość sporym areale a ja dość przypadkowo stanąłem dokładnie tam gdzie była ekipa która na te drzwi czekała.

Druga zrzutka w miejscowości Ilsenburg - dość zaskakujący dojazd z głównej drogi ścieżką rowerową...
Rozładunek z tytułu tych dość dziwnych.
Wjechałem na firmę, jakiś chłopaczek ładował busa kawałkami blachy. Przywitałem się po angielsku i zapytałem go gdzie jest biuro magazynu. Ten odpowiedział jednym słowem "open" i pokazał na naczepę.
Po kilku minutach podjechał wózek widłowy i operator ściągnął drzwi. Dałem dokumenty, koleś podpisał i oddał, bez jednego słowa.
Dziwni Ci Belgowie.

Kolejny załadunek to fabryka tworzyw sztucznych we francuskiej miejscowości Socx - plastikowe butelki na wodę - takie wiecie, jeszcze nie rozdęte ;) dlatego dość ciężkie przez ich ilość (prawie 18t)
Trochę odstałem, bo najpierw był ktoś przede mną a potem była przerwa - godzinna.
Załadunek bez mojego udziału więc grzałem się na słoneczku, bo pogoda w tym tygodniu wspaniała.
Po załadunku musiałem jeszcze zaliczyć wizytę w spedycji w miejscowości Roncq celem wyrobienia dokumentów celnych.
Tego dnia zamierzałem wyjechać wszystko co możliwe i mimo tradycyjnego korka w Antwerpii udało mi się przejechać całą Belgię i większość Holandii.

We wtorek cały dzień walczyłem dzielnie z kilometrami.
Najwięcej czasu zmarnowałem oczywiście w Bremen.
- UWAGA -
Niemiecka policja postanowiła sprawdzać ruch w korku za pomocą drona i odpowiednio wynagradzać wyprzedzających. Nie ukrywam że irytacja jest w tym miejscu ogromna bo ten korek jest często zupełnie absurdalny gdyż u jego źródła lewy pas jest zazwyczaj pusty...

W Hamburgu poszło dość sprawnie ale żeby dojechać do Hirtshals zabrakło mi dosłownie 20 minut...

W środę rano dojechałem do portu w Hirtshals, odprawiłem się i popłynąłem porannym rejsem do Kristiansand.
Po dotarciu do Norwegii udało mi się jeszcze nawet rozładować. Wprawdzie przyjmujący dokumenty szedł już do domu ale rozładować przyszła ekipa z IIgiej zmiany.

Po rozładunku podjechałem jeszcze do następnego miejsca załadunku i tam zostałem na noc. Zaliczyłem przed snem przyjemny spacer po okolicy.

Jako że jest to mój tydzień zjazdowy a w Norwegii znalazłem się dość wcześnie, to spedycja wykorzystuje mnie na tzw. "lokalu" czyli jeżdżę tylko po okolicy i ładuję różne naczepy ładunkami przeznaczonymi dla tych którzy później zabierają je na kontynent. Czasem ładuję kompleksowo, czasem częściowo, czasem zrzucam na terminalu i jadę po kolejne. Nie dostarczam nic a jedynie ładuję.

Czwartek i piątek upłynął mi więc na zwiedzaniu okolic Kristiansand i zbieraniu ton na różne naczepy.
Po piątkowej robocie miałem jeszcze przed wyjazdem do domu zadanie specjalne - wypakować się całkowicie z auta...
Będą zmiany.
Ale o tym dowiecie się w następnym odcinku.

Środkowy.Poniedziałkowy ranek we Flensburgu to szybki rozładunek 10ciu palet a potem wizyta w piekarni naprzeciwko i ogi...
19/04/2026

Środkowy.

Poniedziałkowy ranek we Flensburgu to szybki rozładunek 10ciu palet a potem wizyta w piekarni naprzeciwko i ogień na kolejne zrzutki.

Drugi rozładunek to malutka firemka w miejscowości Wankendorf na południe od Kilonii. Cztery palety precz.

Trzecie miejsce to znana mi już firma czyli fabryka tofu w Berlinie. Ty razem obyło się bez zbędnego czy kłopotliwego krążenia po okolicy bo remontów już mniej.
Na miejscu jednak spotkało mnie pewne rozczarowanie. Dotarłem tam około 14:30 i okazało się że to za późno na rozładunek. Wprawdzie produkcja jeszcze pracowała ale z magazynu nie ma już nikogo...
Zmuszony byłem zostać tam do następnego dnia. Dobrze że było gdzie.

We wtorek już przed ósmą rano byłem gotowy na kolejne zlecenia.
Zdążyłem jednak spokojnie zjeść śniadanie zanim takowe się pojawiło.

Kierunek Wolfsburg a potem drogami lokalnymi do miejscowości Knesebeck.
Na miejsce dotarłem okolo 13:30. Meldunek na bramie, meldunek w spedycji, meldunek u wózkowego i załadunek trochę się ślimaczył.
Załadowałem pięć rur.
Przeznaczenie ładunku to Szkocja. Ucieszyłem się ale radość nie trwała zbyt długo bo okazało się że moim zadaniem jest jedynie odstawić tę naczepę do portu w duńskim Esbjergu.

Tego dnia moja praca zakończyła się tuż po przekroczeniu granicy niemiecko-duńskiej.

W środę już o ósmej rano zameldowałem się w Esbjergu i odstawiłem naczepę na terminal.

Około południa polecono mi udać się samym koniem do Hirtshals i tam podjąć kolejną naczepę.
Gdy tam dotarłem odczekałem trzy godziny bo naczepa była gotowa do odbioru z portu dopiero po 19tej.
Tego dnia udało mi się jeszcze cofnąć na południe do okolic Aarhus.

W czwartek wciąż spokojnie zmierzałem na południe, gdyż mój ładunek przeznaczony był do niemieckiej Getyngi.
Na miejsce dotarłem o 16:30. Dzień był piękny i ciepły więc delektowałem się wolnym popołudniem.

W piątkowy ranek już o 7:00 byłem gotowy do rozładunku. Jako że dzień wcześniej przygotowałem się do niego dokładnie to trwało to dosłownie 15 minut.

Po rozładunku otrzymałem kolejne zlecenie z załadunkiem w miejscowości Ilsenburg - troje, specjalistycznych, antypożarowych drzwi.
Po załadunku polecono mi udać się od razu na adres podany w dokumentach. Spodziewałem się jakiegoś doładunku ale instrukcje były jasne - kierunek Belgia.

Piątkowe popołudnie to niezbyt przyjazny czas na przejazd przez niemieckie Zagłębie Ruhry - korków całkiem sporo ale mnie się nigdzie nie spieszyło a i nawigacja urozmaicała mi drogę omijając część korków drogami lokalnymi.
Dzień pracy zakończyłem na granicy niemiecko-holenderskiej.

W sobotę zamierzałem ruszyć jak najwcześniej czyli około 6:30. Nie udało się bo najpierw była kolejka do kasy na stacji w której musiałem odstać żeby wykorzystać rabat za parkowanie, potem wyjazd zastawiła mi cysterna która przywiozła paliwo.
Tego dnia także nigdzie mi się nie spieszyło a do celu było zaledwie 250 kilometrów.
Około 10:30 na spokojnie dojechałem do belgijskiej Ostendy i tam spędziłem weekend.

Sobota to relaks na słoneczku a niedziela dość konkretny spacer po nadmorskim kurorcie (11 km pieszo).
Całkiem urokliwe miasto.

Adres

Łobez
Łobez

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Filippo1618 umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij