15/06/2026
Jutro.
Jutro okazało się dość zaskakujące.
Odprawa celna zakończyła sie dopiero około południa. Nie spieszyło im się ani trochę.
W Aricestii Rahtivani zrzuciłem się więc dopiero około 14tej.
Po zrzutce polecono mi jechać w kierunku Niemiec.
Po około 60 kilometrach jazdy kierunek uległ zmianie bo polecono mi jechać do Włoch. Gdzie? Na to pytanie odpowiedź była - "gdzieś blisko granicy ze Słowenią."
Jak chcieli tak zrobiłem.
Tego dnia wydostałem się z Rumunii, przejechałem cały odcinek węgierski i dojechałem w Słowenii w okolice Celje.
W sobotę pozostał mi do pokonania już niewielki odcinek do Włoch. W poszukiwaniu dogodnego miejsca dojechałem na parking w okolicę miejscowości Teglio Veneto.
Tam spędziłem weekend i dodatkowo poniedziałek. Pogoda była iście letnia bo żar lał się z nieba straszny przez cały czas. Dobrze że mam klimatyzację postojową bo, szczególnie wieczorami, ciężko byłoby wytrzymać. Kabina po całym dniu wciąż nagrzana a życie uprzykrzają te jeb... komary. Jak ja ich nienawidzę...
Ten zjazd na Włochy i oczekiwanie to był szerszy plan spedycji.
Poznać go dane mi było jednak dopiero we wtorek.
Okazało się że jest pewna firma w okolicy Udine która produkuje specjalistyczne stalowe liny. Dostała ona ekspresowe zlecenie od norweskiej firmy i musi dla niej wykonać partię lin. Nie wiadomo kiedy jej się to uda ale mają się postarać jak najszybciej.
Później trzeba te liny dostarczyć ekspresem do Norwegii. Ma to się odbyć ekspresowo więc kilkuetapowo przez przepinki naczep.
Ja jestem odpowiedzialny za załadunek, zabezpieczenie i dostarczenie jak najdalej na północ pierwszego dnia.
We wtorek dojechałem do miejscowości Remanzacco, zgłosiłem się do magazynu, zostawiłem swój numer telefonu i udałem w zaciszne miejsce oczekiwania.
Telefon zadzwonił w środę około 14tej- załadunek rozpocznie się o 15:00.
Tak też było.
Po zabezpieczeniu ogień na tłoki i o 2:30 w nocy, gdzieś przy granicy Bawarii z Turyngią oddałem naczepę koledze który pojechał z nią dalej na północ.
Po pauzie z naczepą przyprowadzoną przez kolegę, zacząłem powrót do Włoch, z wcześniejszym "szybkim" rozładunkiem w fabryce MAN w Augsburgu.
"Szybko" jednak nie było.
Do Augsburga dotarłem kwadrans po 15tej i niestety było to za późno. Magazyn już na fajrancie.
Następnego dnia stawiłem się na bramie już o 6:30. Tylko co z tego?.
Z załadunku wyjechałem po 10tej. Brakowało jakiegoś kwitu żeby móc to rozładować od razu.
Jako że w piątek ruch w kierunku Włoch jest zdecydowanie mniejszy niż z początku tygodnia to jechało mi się całkiem dobrze.
Udało się dojechać i znaleźć miejsce (bo bywa z tym ciężko), na ważnym strategicznie parkingu Monte Alto ;)
Cała sobota nad jeziorem Garda to jest to co lubię ;)
Najpierw w towarzystwie kolegi Mariusza z Przemyśla a potem, już nad wodą, zrobiła się z tego ekipa międzynarodowa bo byli wśród nas dwaj Białorusini, dwaj Ukraińcy i nas dwóch Polaków.
Jako że do miejsca rozładunku miałem z Desenzano jeszcze 120 kilometrów, a po drodze przed Brescią są roboty drogowe, które mocno korkują, to zdecydowałem się w sobotni wieczór podjechać jak najbliżej zrzutki.
Udało się bez problemu, cisza spokój, tylko znów pełno komarów...
W niedzielę rano zbudziły mnie odgłosy kopyt...
Okazało się że komuś uciekł kucyk i stoi sobie w cieniu mojego zestawu.
Spokojny i grzeczny.
Chciałem go zaprowadzić tam gdzie jego miejsce ale, po pierwsze nie mogłem znaleźć dziury w płocie przez którą uciekł a brama zamknięta na kłódkę a po drugie okazał się dość płochliwym i nie dawał sobie założyć sznurka na szyję.
Dałem mu więc wody do picia i spokój.
Zadzwoniłem na 112.
Miłe zaskoczenie bo po zgłoszeniu od razu zaproponowano mi opcję rozmowy po angielsku bądź po polsku. Po przekierowaniu mnie do sympatycznej Pani mówiącej po polsku, zgłosiłem "znalezienie konia" ;)
Po około 45 minutach pojawili się właściciele. Kucyk z nimi też nie bardzo chciał iść. Spodobało mu się ze mną ;)
Jakoś go zaciągnęli.
Właściciel pojawił się u mnie raz jeszcze. Myślałem że może chce jakoś specjalnie podziękować a się okazało że chce jedynie pożyczyć obcęgi żeby naprawić tę dziurę w płocie przez którą kucyk zdezerterował ;)
Taka to przygoda niedzielna.
W tym tygodniu też będzie ekspres ;)