20/12/2022
Jak zwykle nie po drodze
Nasza podróż rozpoczęła się od wylotu z Poznania do Krakowa, skąd dalej mieliśmy polecieć do Dubaju, a następnie do New Delhi. Los zechciał inaczej, zamiast lądować w Krakowie, znaleźliśmy się w Katowicach (złe warunki pogodowe). Surprise!!!
Kolejne loty przepadły… i co dalej? Na lotnisku sprawdzaliśmy dokąd możemy polecieć, w miarę w rozsądnej cenie. Znaleźliśmy kilka wariantów. Najlepszą opcją okazał się lot do Singapuru z Berlina (dopiero dwa dni później). W takim razie kierunek Berlin chciałoby się rzeknąć ale nie tak prędko.
Jest opcja pkp, jednak jak to zwykle bywa w naszej dofinansowanej kolei, przy kasie okazało się, że biletu nie można już kupić, tak też zostaliśmy odesłani do konduktora. Kierownik składu poinformował nas, że możemy kupić bilet ale tylko do granicy DE, a dalej się martwcie. Oczywiście dostępne miejsca tylko stojące, bo zapomnieli dołączyć wagonu i wszyscy, którzy mieli wykupione miejsca w wagonie widmo, stoją razem z nami. Decyzja - wysiadamy na następnym przystanku, rezygnując z zakupu biletu i przesiedliśmy się na flixbusa. Skąd już bez problemu dojechaliśmy do rodziny w Berlinie, którzy nas przenocowali i z którymi wspólnie mogliśmy spędzić ostatni dzień w klimacie świątecznego jarmarku, grzańca, tureckiego kleiku i libańskiej kuchni - DZIĘKUJEMY
Na następny dzień, godzina 5 rano czas ruszać na lotnisko, szybkie metro, autobus i jesteśmy przy bramce check in, skąd dowiedzieliśmy się że Iza ma kupiony bilet na nazwisko panieńskie :D. Well played..., podczas zakupu biletu, dane zaciągnęły się automatycznie z naszego konta linii lotniczych, z których często korzystamy a że status cywilny uległ zmianie po covidzie to mówi się trudno. Miła Pani, odesłała nas do okienka załatwiające takie rzeczy i opcje są trzy:
- nowy bilet(drogo)
- zmiana nazwiska na bilecie(drogo)
- zezwolenie z Singapuru na wjazd z panieńskim nazwiskiem(lovely)
Pracownicy lotniska poprosili nas o stary paszport oraz certyfikat małżeństwa. Stary paszport zawsze wozimy ze sobą w razie potrzeby użycia US wizy, oprócz tego jednego razu ale to inna historia. Certyfikat jakimś cudem miałem na e-mailu co im wystarczyło. Wysłali te dokumenty do imigracji Singapurskiej, czekamy na odpowiedź która przyszła po 5 minutach - nie ma problemu, przylatujcie!
Powróciliśmy do miłej Pani z check-inu, która po krótkiej pogawędce dodała nam darmowy upgrade do większej przestrzeni na nogi jako prezent ślubny - DZIĘKUJĘ - jeszcze tylko przebicie się przez kolejki security i przestrzeń powietrzna będzie stała przed nami otworem. Trochę to trwało i do samolotu udało się wejść 10 minut przed planowanym odlotem.
Singapore, here we come.