20/05/2025
Więc stało się... wyjechałem z wyspy... Po 1009ciu dniach wróciłem na kontynent... ale nie na długo. To tylko wakacje dla mnie.... myślę, że pierwsze takie w życiu. Całe zycie mówiłem, że nigdy nigdzie nie wyjadę, a jednak wyjechałem. Czas na wyspie dla mnie się zatrzymał o czym juz pisałem wielokrotnie. Od kilku dni czułem dziwne wewnętrzne napięcie związane z tym urlopem. Podstawowe pytanie brzmiało "jak się spędza wakacje w rodzinnym mieście?" Pytań było dużo wiecej... "jak zareaguję na powrót? Czy będę chciał wracać na wyspę? Czy się zawiodę po powrocie Itd" Cóż pytań wiele, póki co mało odpowiedzi. Jeszcze jedno najważniejsze pytanie czy nie zmarznę 😂🤣 z lotniska odebrał mnie ktoś wyjątkowy, ktoś z kim już trochę w życiu dużo przeżyłem różnych sytuacji. Tych dobrych i też tych najlepszych. Ktoś kto sprawia uśmiech na mojej twarzy.... ależ to była zajefajna podróż z Berlina z lotniska do Gorzowa 😁 pierwsze co zrobilem w Polsce to poszedłem na hotdoga na stację benzynową, tego troszkę mi brakuje na wyspie... Po drodze zimne piwko które mi zaserwował Michał... idealny powrót... U mamy zimna perła chmielowa i tatar który smakował moim dzieciństwem... smakował idealnie jak tata kiedyś nam serwował.... zieleń dookoła...piwko na tarasie z Nelą ( ta dama z zdjęcia).... póki co jest pięknie... a to dopiero pierwszy wieczór... odpowiedzi na pytania pojawią się w kolejnych postach.