Marschall's Travel Plan

Marschall's Travel Plan Amatorscy reporterzy, którzy zabiorą Cię w miejsca nieoczywiste.

Ostatnim akcentem w naszej mega wyprawie, był chiński Szanghaj. Tym razem jednak nasz pobyt w tym mieście był iście wyją...
11/01/2026

Ostatnim akcentem w naszej mega wyprawie, był chiński Szanghaj. Tym razem jednak nasz pobyt w tym mieście był iście wyjątkowy! Otóż na te niecałe 3 dni mieliśmy przyjemność zamieszkać u naszych przyjaciół, którzy przeprowadzili się tu pół roku temu! 🇨🇳👍😉 Jakże to było fajne, że ktoś nas odebrał z lotniska, ugościł i pokazał życie na obczyźnie (w niezwykłym kraju), ze swojej perspektywy. Jako, że to nasza druga wizyta w Szanghaju, to nie musieliśmy latać „z wywieszonym językiem” od atrakcji, do atrakcji, tylko skupiliśmy się na innych aspektach. Swoje i tak pospacerowaliśmy, bo zima tutaj jest łagodna i słoneczna. Kulinarnie, to były super dni z kuchnią zarówno chińską, jak i innymi (choćby pyszne i tanie sushi!).
Ta 30-milionowa metropolia robi piorunujące wrażenie! Większość pojazdów jest elektryczna (lub hybrydowa), do tego jest zakaz trąbienia, więc w mieście jest po prostu…cicho! Czyściutko, bezpiecznie, tanio i na pewno nie można się nudzić. Chiny 🇨🇳 generalnie powoli odjeżdżają reszcie świata..Płatności są nie tyle bezgotówkowe, co telefonem (poprzez aplikację Alipay). Zapłacisz więc nawet pani sprzedającej warzywa na ulicy…😲 Gotówki już się tu nie używa 😉 Zakupy czy jedzenie - zamawiasz i po 10-15 minutach są już pod twoimi drzwiami! Samochody chińskie: cuda! Elektryki o kształtach i wyposażeniu wręcz kosmicznym: piękne i w bardzo rozsądnych cenach. Dużo dowiedzieliśmy się o kulturze i lokalnych zwyczajach z „pierwszej ręki”.
To był znakomicie spędzony czas i szczerze powiedziawszy; wcale nam się nie chciało wyjeżdżać!
Serdeczne i wielkie podziękowania dla Agaty i Arkadiusza: czuliśmy się u Was jak w domu, a to co zobaczyliśmy i przeżyliśmy dzięki Wam; zostanie z nami na zawsze!!

Epilog:
Dotarliśmy do domu cali i zdrowi. Zmęczeni, ale niezwykle uradowani. 3-tygodniowa podróż przez 3 kontynenty, to nie był pikuś. Wszystko udało się fenomenalnie; nie było żadnych wpadek (poza jedną kartą połkniętą przez bankomat na Bali) 😁😜
Wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy zrobiły na nas dobre lub jeszcze lepsze wrażenie. Po prostu: polecieliśmy tam, gdzie potencjalnie miało nam się spodobać i dokładnie tak było. Po to robimy takie skomplikowane eskapady, żeby móc kolekcjonować najróżniejsze wrażenia.
Australia wdrapuje się do czołówki naszych ulubionych krajów, w którym chętnie byśmy zamieszkali. Szanghaj (bo nie całe Chiny takie są), to miasto gdzie odnaleźliśmy się świetnie, zaś Bali jest super na krótszy luz dłuższy aktywny wypoczynek.
Zimowa Polska przywitała nas okrutną temperaturą 😟😲 Pozytywem jest to, że chyba prze te 3 tygodnie najgorsze minęło i idzie ku lepszemu 😉
Nowy rok = nowe pomysły, a więc: do zobaczenia!

Do Sydney dotarliśmy z wielkimi oczekiwaniami - w końcu to miasto ma opinie jednego z najlepszych do życia na całym świe...
06/01/2026

Do Sydney dotarliśmy z wielkimi oczekiwaniami - w końcu to miasto ma opinie jednego z najlepszych do życia na całym świecie! Wzięliśmy hotel przy lotnisku, bo miał zadziwiająco dobre ceny. Wprawdzie wszędzie trzeba było dojeżdżać, ale komunikacja w tym mieście to bajka. Przykładasz swoją kartę płatniczą do czytnika na wejściu i wyjściu z danego pojazdu i możesz śmigać za rozsądne stawki dzień cały: pociągiem, autobusem, metrem, tramwajem i promem! 👌
Jeden z najpiękniejszych budynków świata podziwiamy na kilka podejść i z każdej możliwej strony 😁 Sydney Opera House jest fenomenalna, a na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na fotkach. Wiedzieliście, że elewacja to płytki (kafelki)? Bo my nie! 😉 Warto „na dzień dobry” przejść przez ogromny ogród botaniczny (za darmoszkę), w taki sposób żeby Opera wyłoniła się nagle „zza krzaków” 😲😜 Takie nietypowe i dość fajne przywitanie z Sydney 😉
Położony tuż obok Harbour Bridge - na niego też można się gapić z różnych perespektyw godzinami.
Nie można pominąć „przejażdżki” promem, bo to daje ciekawy obraz miasta z wody, a przy okazji można dotrzeć tu i ówdzie. Manly, to dzielnica plażowa, imprezowa, wakacyjna. Plaża (ta, jak i sporo innych) jest ładna i co ciekawe to właśnie na niej rozegrano pierwsze w historii zawody surferów.
Naszym hitem w Sydney okazał się 6 km spacer z plaży Coogee do słynnej Bondi. Szlak jest super zrobiony: w górę i w dół klifami, często po schodach. Zabierzcie ze sobą butelkę, którą napełnicie w miejskich poidełkach, rozsianych co krok po całej metropolii (super sprawa!).
Sydney zrobiło na nas piorunujące wrażenie, wcale nie chcieliśmy wyjeżdżać. Na oko 1/3 mieszkańców (i turystów), to Azjaci, ale…Japończycy! Próbowałem coś szukać w necie czemu tak jest, ale bez rezultatu. Wychodzi na to, że są tam przyjmowani z otwartymi rękami, a przyznać trzeba, że naród to grzeczny i pracowity. Kuchnia w Sydney jest więc mixem japońsko- australijskim, co jest kolejną świetną wiadomością 👍😎

Na plaży Bondi zobaczyliśmy tablicę: „żeby zachować respekt i pamięć o ofiarach niedawnej tragedii”, jest sporo policji i to tyle… Życie toczy się normalnie. My pierwszy raz w podróżniczym życiu byliśmy w takim miejscu: 3 tygodnie po koszmarnej strzelaninie. Dziwne i dające do myślenia uczucie.

Zakończyliśmy naszą australijską przygodę w wielkim stylu, bo Sydney tylko utwierdziło nas w przekonaniu jak znakomity jest to kraj! Nie żegnamy się na długo - to pewne! 🇦🇺🇦🇺🇦🇺

Tymczasem chińskie linie lotnicze Hainan Airlines zabiorą nas do Szanghaju! Żeby zbić cenę biletu, lecimy z przesiadką (na chińskich Hawajach😜), więc znowu cała noc w drodze 😁 Ale to nie jest narzekanie, to esencja podróżowania. Do usłyszenia z ostatniego meldunku z Szanghaju!

Daliśmy nura na Wielkiej Rafie Koralowej, żeby kilka dni później obejrzeć ją z lotu ptaka. Podziwialiśmy przepiękne plaż...
04/01/2026

Daliśmy nura na Wielkiej Rafie Koralowej, żeby kilka dni później obejrzeć ją z lotu ptaka. Podziwialiśmy przepiękne plaże (z tą najsłynniejszą): w archipelagu wysp Whitsundays. Obcowaliśmy z koalami na wolności, często mając je tylko dla siebie. Głaskaliśmy je (wraz z kangurami, czy emu), w niesamowitym Lone Pine Koala Santctuary. Przejechaliśmy 2100 km z Cairns do Brisbane, skutecznie uciekając przed deszczem. Po drodze zaglądaliśmy do prowincjonalnych miasteczek, gdzie widzieliśmy miejscowych w sklepach chodzących na boso, a w lokalnym barze zjedliśmy najlepszą rybę z frytami w życiu za całe 25 PLN…Byliśmy też w fajnych kurortach, gdzie wakacyjny klimat w pełni. Nawet delfiny nas nie zawiodły i przypłynęły żeby je nakarmić z ręki…Teraz jesteśmy już w fenomenalnym Sydney, a nasze szczęki nadal nie podnoszą się z podłogi!
Możemy już zakończyć podróżowanie - znaleźliśmy swoje miejsce na ziemii…

Jest jeszcze kawał świata do odkrycia, ale nigdzie nie widzieliśmy tylu spektakularnych miejsc, w takiej dawce. Australia zmiażdżyła! Pokochaliśmy ten kraj niezmiernie! Ludzie są świetni (czasami na prowincji gadają z takim akcentem, że nie wiadomo czy to wciąż angielski 😂). Ceny jak w Polsce (niektóre rzeczy tańsze). Paliwo po 4 zł, piwo tylko drogie, ale już wino: świetne i tanie. Owoce i warzywa; pyszne i przez cały rok. Wołowina i owoce morza - bajka. Pogoda w Queensland jest może i kapryśna, ale naprawdę widać po miejscowych, że ten deszcz przy 30 stopniach ich cieszy…Za to nie ma zim, szarugi, ciemności przez 16 godzin, czy braku słońca.

To co: jak będziemy obwozić polskich turystów po wschodnim wybrzeżu, bylibyście zainteresowani…? 😉🇦🇺😁🇦🇺

Adrenalina w podróży przydaje się czasami niespodziewanie. Normalnie po nieprzespanej nocce człowiek jest „śnięty” i nie...
31/12/2025

Adrenalina w podróży przydaje się czasami niespodziewanie. Normalnie po nieprzespanej nocce człowiek jest „śnięty” i nie nadaje się do niczego. Tymczasem my wysiedliśmy z samolotu w Cairns (północno-wschodnia Australia), strzeliliśmy kawkę i po godzince jak gdyby nigdy nic, już sobie jechaliśmy lewą stroną jezdni w kierunku pierwszej atrakcji.
Cairns jest fenomenem w skali globu, bo to właśnie tutaj dwa miejsca z listy UNESCO; spotykają się…
Najstarszy las deszczowy świata (starszy niż Amazonia!), schodzi do wybrzeża, a w Oceanie: Wielka Rafa Koralowa!
Daintree (bo tak nazywa się ta dżungla), to bardzo rozległy teren. My jedziemy tylko na jego skraj, do wąwozu Mossman. Robimy mały spacer wśród potężnych drzew i dźwięków tropiku, brodzimy po kolana w orzeźwiającej rzece. W końcu jak to w lesie deszczowym (w porze deszczowej) lunęło tak, że uciekliśmy w popłochu 😲😁
Kolejnego dnia pobudka o 6 i dzień, który zapamiętamy już na zawsze…9-godzinna wyprawa na Wielką Rafę Koralową! Było to o tyle spektakularne wydarzenie, że znaleźliśmy lokalną firmę, która ma w cenie oprócz tradycyjnego snorkowania, również 20-minutowe nurkowanie z butlą, dla kompletnych nowicjuszy (do których się zaliczamy😉). Nie wiem jak przekazać na piśmie nasze wrażenia, może więc tym razem napiszę po prostu co czułem…Otóż, gdy już ściągnięto mnie na łódź po ostatnim zejściu (wróciłem na końcu, bo wcale nie chciałem), zdjąłem z siebie wszystko i niemal się popłakałem ze wzruszenia. Ten podwodny świat na rafie, to jedno z najpiękniejszych przeżyć w naszym życiu!
Koralowce takie i owakie, ryby małe i duże we wszystkich kolorach tęczy. Do tego cieplutka woda, której przejrzystość jest niesamowita! (i nic jej nie robi padający deszcz). Poza tym świetna ekipa na jachcie; z biologiem, nurkami, kucharzem (śniadanie i obiad) - dobrze wydane, niemałe pieniążki 😁😎
Nasza objazdówka po wschodnim wybrzeżu Australii (stan Queensland), to 1700 km z Cairns do Brisbane, naszpikowanego w atrakcje regionu, na który jak zwykle mamy za mało czasu.
Kolejny stop, to Magnetic Island - jedno z najlepszych miejsc w Australii, gdzie można upolować koale na wolności! (fotograficznie, oczywiście) 😉 Płyniemy w lekkim sztormie, bo pora deszczowa rozkręca się tu na dobre. Nocujemy w cudownym pensjonacie True North, prowadzonym przez uroczą Deb. Papugi skrzeczą i latają nad głowami, odwiedza nas wieczorem na tarasie ciekawski opos, tylko węży jeszcze brakuje do kompletu (australijska przyroda jest niesamowita i faktycznie „wdziera” się do domu..).
Rano znowu mamy farta…nie pada!! A przecież my jedziemy do lasu eukaliptusów, gdzie sobie żyją cudowne…koale! Spędzamy tam dobre 3 godziny, bo udaje nam się odnaleźć z 6-7 osobników (w tym 2 z małymi). Znowu to napiszę: wzruszenie! Cudowne, fantastyczne przeżycie, z tymi niesamowitymi miśkami! Momentami mieliśmy je tylko dla siebie, bo nie dość, że sezon niski, to jeszcze wstaliśmy wcześnie 😉
Później jeszcze nakarmiliśmy marchewkami (to jest dozwolone) walabie australijskie (małe kangurowate, które żyją pośród skał, na wybrzeżu wyspy), kupiliśmy pamiątki i czas opuszczać niezwykłą wyspę magnetyczną 😟
Po drodze widzieliśmy pierwsze kangury 🦘 (niestety również te rozjechane 😟), no i zajrzeliśmy do kolejnych endemicznych zwierząt, które wybrały sobie ten region do życia - kazuary. Piękne, barwne ptaki (naliczyliśmy chyba z 7 kolorów!), coś pomiędzy strusiem, a indykiem 😁 Są one dość waleczne: potrafią zaatakować auto, myląc jego odblaski z innym osobnikiem. Podobno w wypożyczalniach zdarza się tłumaczenie, że „mam poobijane auto przez…kazuara” 😉😂😜
Ufff…to w skrócie tyle z ostatnich 4 dni: taka jest Australia! O samym kraju: co tu zastaliśmy i innych aspektach życiowych - w kolejnym poście.
Jeszcze taka anegdotka na koniec: my naprawdę mamy dużo szczęścia w tym podróżowaniu: uciekliśmy przed deszczem, zjechaliśmy już sporo na południe, a tam (w Cairns i okolicy ), lało tak, że droga w jednym miejscu jest już zamknięta i nie wiadomo czy byśmy w ogóle wyjechali. Podobno w zeszłym roku miasto było przez 2 tyg odcięte od świata…
Nic to; działamy dalej, gdyż przed nami kolejna, wielka atrakcja! (o czym następnym razem!).

Nowy rok przywitamy 9 godzin przed Wami - Fantastycznego 2026! 😎

Wyspa Bogów - tak jest nazywana Bali. Każdy dom ma choćby małą kapliczkę, klan trochę większą, wioska małą świątynię, a ...
27/12/2025

Wyspa Bogów - tak jest nazywana Bali. Każdy dom ma choćby małą kapliczkę, klan trochę większą, wioska małą świątynię, a te największe są ogólnodostępne i otwarte cały czas. Hinduizm, to bardzo ciekawa religia: skromna, spokojna, wyważona, a 5 mln balijczyków dobitnie pokazuje co to znaczy żarliwa wiara. Trochę przypadkiem udaje nam się wraz z przewodnikiem uczestniczyć w „mantrze”, być poświęconym przez kapłana i dostać hinduską opaskę na rękę. A wszystko to w niesamowicie położonej (u stóp wulkanu) - Pura Agung Besakih. Jedzie się tam długo i zwiedza raczej z turystami religijnymi, ale warto było po stokroć!
Położona na skale w morzu (Tanah Lot), i nad samym jeziorem (Ulun Danu Beratan Bedagul), to najpopularniejsze miejsca sakralne i tam już jest dziki tłum, ale jak popatrzycie na foty - no piękne i klimatyczne są te świątynie i co się dziwić, że każdy chce je zobaczyć.
Najeździliśmy się z naszymi kierowcami jak głupki, bo żeby dotrzeć do 6 miejsc w 2 dni, wyjeżdżaliśmy o 9 rano, a kończyliśmy odpowiednio o 21 i 20! 😲😱
Na Bali są typowe wycieczki z 4 miejscami na dzień (wschód, zachód i Ubud z okolicami), ale nie radzę pchać się w takie cuda (no chyba, że zaczniecie o 6-7 rano).
Ja ułożyłem inny plan, a driver tylko jedną rzecz w nim przesunął i wyszło moim skromnym zdaniem - znakomicie 😁
Zostawiam tu dla potomnych, a nuż ktoś skorzysta:
Dzień 1: Gembleng Waterfall-Pura Besakih-Tirta Gangga
Dzień 2: Jatiluwih Rice Terraces-Pura Ulan Danu Beratan-Tanah Lot (i zostać do zachodu słońca z tłumem, ale i tak warto).
Koszt to 50 USD za dzień lub 800 000 rupii.
Tarasy ryżowe Jatiluwih (Unesco) leją na głowę swoich bardziej znanych kolegów z Ubud, a i ludzi mało, bo dojechać trzeba. Miejsce piękne, a ciekawostka jest taka, że ostatnio farmerzy pokłócili się z rządem, protestują i nie wiadomo co będzie dalej.
Wodospady - ach temat rzeka (haha), szczególnie na insta-tiko-fb. Dziewczyny, bikini, pozy, kolejki, bilety, samozwańczy fotografowie; no nie chcieliśmy w tym za cholerę uczestniczyć, więc pojechaliśmy do „popierdółki” zwanej Gemblang, gdzie jeżdżą tylko emeryci (czyli my) i rodziny z dziećmi 😁😂😜 Kaskada jest taka jaką można spotkać w naszych górach, ale naturalne baseny i ogólny widok na dolinę jest zachwycający!
Bali jest tak niezwykle bujnie zielona, że chyba jeszcze nigdzie nie widzieliśmy takich odcieni tego koloru (to chyba przez te deszcze i wulkany)…
No, ale przyszedł czas kończyć te niezwykle udane dni…
Bali zaskoczyło mega pozytywnie i my wrócimy po więcej. Jedyna wada, to korki (już nawet oni uważają, że 5 mln ludzi na takiej wyspie, to za dużo). Ekspaci swoją cegiełkę też do tego dokładają, bo co raz więcej ich tu mieszka. Aha - śmieci nie stwierdzono więcej niż w innych miejscach Azji, a przejeździliśmy mimo wszystko spory fragment wyspy. Być może inaczej jest w Ubud; tego nie wiemy.

Tymczasem nasz lot ✈️ do Cairns jest opóźniony o ponad godzinę, co jeszcze bardziej rozwala noc…😟 Snu będzie prawie nic, a rano czasu miejscowego trzeba prowadzić po drugiej stronie jezdni, w drodze do…najstarszego lasu deszczowego na świecie! 🇦🇺🇦🇺🇦🇺🌏

Mówili, że będzie padać (!): na 3 dotychczasowe dni, był jeden 15-minutowy, solidny deszczyk i tyle! Mówili, że tony śmi...
24/12/2025

Mówili, że będzie padać (!): na 3 dotychczasowe dni, był jeden 15-minutowy, solidny deszczyk i tyle! Mówili, że tony śmieci (!): no szukamy, rozglądamy się, ale albo posprzątali na nasz przyjazd, albo to mit?! Mówili, że jedzenie średnie (koło tajskiego nawet nie leżało) (!): jest pysznie, a Nasi Goreng dla nas przebija Pad Thaia!! Wreszcie mówili, że komercja (!): ale z tym to już wiemy jak sobie poradzić 💪😉
Wzbranialiśmy się przed tym Bali latami (wciąż wybierając inne destynacje w regionie); tymczasem jak narazie: jesteśmy zauroczeni! Pierwszy dzień przyjemnie wyluzowaliśmy na bardzo ładnej plaży (Geger Beach - polecamy), chociaż wyspa wcale z nich nie słynie. Drugiego dopadł nas potężny jet lag! Ledwo zwlekliśmy się na hotelowe (pyszne) śniadanie, żeby po nim oboje spać dalej do…13! 😲😱 Mimo to udało się skoczyć Grabem (lokalny Uber) na klify Uluwatu i do tamtejszej świątyni, która słynie z…tańca. Kecak dance, to występ około 50 mężczyzn, którzy prezentują choreografię bez muzyki! Muzyką jest ich śpiew, a raczej rytmiczny, specyficzny okrzyk, który z siebie wydobywają. Ciekawe doświadczenie; coś wartego zobaczenia.
Wigilijny dzień spędzamy w naszym wspaniałym hotelu, który przebił wszelkie oczekiwania. Dostaliśmy upgrade do pokoju i mamy małe mieszkanko 😱😁 W prezencie świątecznym wybraliśmy się do hotelowego spa, które ma wysokie opinie. Dla mnie był to swoisty “pierwszy raz” i jestem zachwycony i totalnie zrelaksowany!! Balijski masaż całego ciała, okłady z wulkanicznej lawy i jogurtu, piling kawowy, a na koniec kąpiel we wszystkim co tu występuje! Coś wspaniałego i na pewno warto choć raz spróbować takiej aktywności będąc na wyspie.
Na wigilijną wieczerzę wymyśliłem “kulinarną podróż przez Bali” w hotelowej restauracji. Jedzenie mają przepyszne, ceny przystępne, więc nic tylko korzystać 😎😉
Jutro ruszamy eksplorować: na 2 pełne dni mamy kierowcę, gdyż wypożyczenie samochodu bez kierowcy kosztuje tyle samo, a jednak ruch jest specyficzny (korki, ciasnota i motorki wszędzie).
Nasz pomysł na zwiedzanie Bali jest troszkę wbrew klasycznym, proponowanym objazdówkom, więc nie ujrzycie (stety lub niestety) w naszej relacji żadnych: insta huśtawek, małpich lasów, biletowanych wodospadów, czy “balijskich bram” z widokiem na wulkan, gdzie 2 godziny czeka się w kolejce na fotkę…Do tarasów ryżowych też pojedziemy tych mniej popularnych i w ogóle nie odwiedzimy przereklamowanego i obleganego Ubud 😉
Oczywiscie i tak zahaczymy o popularne miejsca (choćby świątynie), ale przynajmniej troszkę postaramy się zejść z utartego szlaku…Jesteśmy gotowi na wolną jazdę, bo wyspa niestety stoi w korkach (stąd popularność skuterków). Jedno szczęście, że te 3 dni byliśmy w spokojniejszej części (polecamy region Nusa Dua), to teraz możemy doświadczyć innych wrażeń 😉😲
Sami jesteśmy ciekawi, co napiszemy w kolejnym poście i czy odczucia nie będą zgoła…odmienne ?

Jako, że pewnie za chwilkę zaczniecie najważniejszy wieczór w roku, chcielibyśmy życzyć Wam: Sympatycznych, rodzinnych, wyluzowanych Świąt! 🎄🌲🎅Przesyłamy moc 30-stopniowego ciepełka dla wszystkich!! Dzięki, że jesteście z nami 🥰😎

Hejo! Świąteczno-noworoczny wypadzik czas rozpocząć! Troszkę znowu polatamy, odwiedzając przy tym 2 nowe kraje 😉 6 dni n...
20/12/2025

Hejo!

Świąteczno-noworoczny wypadzik czas rozpocząć! Troszkę znowu polatamy, odwiedzając przy tym 2 nowe kraje 😉
6 dni na Bali, 11 w Australii, a na koniec 3 w Chinach. Zapowiada się ekscytująco, tym bardziej, że pierwszy lot już opóźniony i przesiadki robią się “ciasne” 😲✈️💪
Trzymajcie proszę kciuki, bo ten trip nawet jak na nas jest dość ambitny 😲😁🙏🇮🇩🇦🇺🦘🌏🇨🇳

“Welcome to MiamiBienvenidos a Miami"Pamiętacie ten kapitalny utwór Willa Smitha? 😁😉 Przyszedł i na nas czas…Wjechaliśmy...
10/11/2025

“Welcome to Miami
Bienvenidos a Miami"
Pamiętacie ten kapitalny utwór Willa Smitha? 😁😉 Przyszedł i na nas czas…Wjechaliśmy naszą „wypasioną bryką”, jak byśmy byli jakimiś vipami, a w ogromnym bagażniku nasze skromne plecaczki z bagażem podręcznym 😂😉😜 Fajnie tak poudawać przez chwilkę 😉 Zakończyliśmy naszą objazdówkę w 100 % usatysfakcjonowani! Czekamy właśnie na samolot, który leci po nas z Lizbony.
Ale zanim do tego doszło, troszkę się jeszcze działo…

Daytona Beach, to słynne miasto wyścigów samochodowych, które kiedyś organizowano również na… plaży! Obecnie nadal można legalnie pojeździć autkiem po piasku, ale dla „nie-miejscowych”, to koszt 30 USD 😉 Pośród dziesiątek hoteli rozsianych tuż przy brzegu oceanu, nas było stać jedynie na niezbyt z zewnątrz zachęcający…motel 😂 W środku jednak otrzymujemy fajny klimat, super wielkie, wygodne pokoje, z balkonem na ocean! Do tego extra basen, więc gęby się radowały na 2 nocki w takim miejscu 💪😎😁 Godzinkę drogi na północ docieramy do najstarszego miasta USA - St. Augustine. Fort, starówka, piękne położenie. Warto zobaczyć takie miejsce w Stanach (strasznie popularne), bo to swego rodzaju fenomen. Jednak umówmy się; my w Europie mamy takich „na pęczki” 😜 Swoją drogą jak zerknąć na mapę, to ładnie nas wywiało na północ stanu; blisko już było do Georgii 😱😉
Pół dnia spędzamy na zakupach w outlecie (bo to nasza tradycja- obkupić się ciuchowo w USA) i trzeba powoli wracać 😲😟😱 Ostatni przystanek, to Miami Beach, gdzie wtapiamy się w otoczenie, a raczej mix ludzi z całego świata. Zarówno tych super zamożnych (którzy biesiadują na Ocean Drive, lub eksponują swoje wspaniałe auta jeżdżąc Collins Av, czy Washington Av), jak również takich jak my (którzy kombinują jak tu być i funkcjonować…) 😉 Wielka kanapka z pysznej śniadaniowni za 10 dolców (która starcza na 2 posiłki), czy ogromna pizza za 30 $ (która zapewnia 2 kolejne) i jakoś można przetrwać 😉 Fajnie było zobaczyć te kadry znane z tv (choćby Baywatch), pobyć w tej kulturowej mozaice, gdzie na ulicach to wcale nie angielski był dominującym językiem..
Na koniec taka ciekawostka: poszliśmy na plażę; wielką, długą, ogromną! Usiedliśmy na leżakach, obok sąsiedzi: Polacy. Za chwilę przychodzi 3 chłopaków: Polacy. Za moment zaczepiają jakiegoś przypakowanego faceta, robią sobie z nim zdjęcia; okazuje się, że to polski, znany kulturysta! 😁😂😜 No i tak tu funkcjonować w tym wariackim świecie? Jestem pewien, że za dużo to „nas” w tym Miami Beach nie było i wszyscy spotkali się w tym samym fragmenciku plaży 😂😲

Kończymy ten szybki, intensywny trip, mimo wszystko wypoczęci, a to najważniejsze. Stany Zjednoczone nigdy nie zawodzą i tak było tym razem.
Za 1,5 miesiąca ruszamy w dłuuugą podróż na koniec świata: nie żegnamy się więc na długo. Cześć!

Floryda, to podobno najpopularniejszy cel podróży na świecie! Nam się podoba tu niezmiernie, bo nie dość, że kochamy Sta...
08/11/2025

Floryda, to podobno najpopularniejszy cel podróży na świecie! Nam się podoba tu niezmiernie, bo nie dość, że kochamy Stany Zjednoczone, to jeszcze lubimy ciepełko i słoneczko ☀️😎🏖️😜 Jeździmy więc sobie od motelu do motelu tymi wspaniałymi drogami, z totalnie kulturalnymi kierowcami, gdzie nikt nie trąbi, nie świeci „długimi”, czy najeżdża na „tyłek” 😱 Tankujemy po 2,80 zł za litr i zwiedzamy, oj zwiedzamy! 😉 Opuszczaliśmy Keys uradowani, bo to piękne miejsce i kolejne przystanki tylko nas w tym utwierdzały…
W okolicach Miami na pewno warto odwiedzić Park Narodowy Everglades (Unesco). To rozległe mokradła, bagna, porośnięte specyficzną roślinnością. Oprócz setek gatunków ptaków, uwagę przyciągają oczywiście aligatory i krokodyle amerykańskie, które można zobaczyć w ich naturalnym środowisku. Przejażdżka „airboat”, czyli specjalną motorówką z ogromnym silnikiem, niezwykle głośną i szybką, to niezapomniane wrażenie! Kończy się mokrym i oby wodą, a nie błotem 😂😉😱 Fun był niesamowity!
Tego dnia daliśmy czadu, bo za kółkiem wyszło prawie 7 h (korek na obrzeżach Miami). Dostaliśmy się jednak bardzo na północ stanu, do miejsca niezwykle symbolicznego i wszystkim pewnie znanego - Cape Canaveral! Nocujemy na samym przylądku; tego wieczoru nawet startowała jakaś rakieta (tak mówił gość w recepcji), ale nie mieliśmy już siły iść na plażę, żeby zerknąć…😱😲
Rano byliśmy za to zwarci i gotowi (jak zwykle skoro świt). 20 min drogi i byliśmy tam, gdzie tyle historii zostało napisanych!!
NASA Kennedy Space Center, to najczęściej odwiedzane miejsce w USA! 🇺🇸 Nasz entuzjazm ciężko będzie przelać na „papier”, ale myśląc o Florydzie zapomnijcie o Disney”u, czy Warner Bros; musicie zobaczyć kosmiczne centrum NASA na Przylądku Canaveral!
Udostępniony do zwiedzania obszar jest tak potężny, że do kilku „atrakcji” trzeba dojechać autobusem…W całym centrum pracuje…17 tyś ludzi! (tak, to miasto NASA😉). Rekomendowany czas zwiedzania to…2 dni! My obskoczyliśmy w 6 h, ale czujemy niedosyt 😟😲 Ekspozycje są kapitalne, a szczególnie te interaktywne (symulatory, 5D czy ile tam wlezie D) i inne, które są czymś w rodzaju spektaklu. Polecieliśmy na Marsa, czując przeciążenia i grawitację, lataliśmy też promem kosmicznym. Historie Apollo, Atlantisa (cały w oryginale!), lądowania na księżycu, czy przyszłe eskapady - no szok, jak to zostało przedstawione. Bilet jest drogi (77 USD 1-day), ale tu się nie ma nad czym zastanawiać! 😉
Kolejne 2 nocki, mamy również w motelu, ale takim dość specyficznym; o czym opowiemy następnym razem 😉🇺🇸

Słyszeliście Państwo kiedyś o Republice Muszli? To kraj powstały w 1982 roku w Archipelagu Wysp -  Florida Keys. Urażeni...
05/11/2025

Słyszeliście Państwo kiedyś o Republice Muszli? To kraj powstały w 1982 roku w Archipelagu Wysp - Florida Keys. Urażeni, dumni mieszkańcy, wraz z kolejnymi represjami uderzającymi w ich turystyczne biznesy, postanowili założyć odrębne państwo, wypowiedzieć wojnę USA i zażądać miliarda dolarów reparacji wojennych…po czym po minucie - poddać się ! 😉😂🏖️ Takie formy protestu - szanujemy!
Lotnisko w Miami, podobnie jak inne odwiedzone przez nas w USA ma pierdyliard terminali i zanim dostaliśmy się po auto minęła dłuższa chwila. Tam już za to super sprawnie, bo wypożyczanie samochodu w Stanach, to czysta frajda. Tym razem zachcieliśmy spróbować prawdziwej, lokalnej bestii… Dostajemy więc Forda Expedition. 3,5 L, 400 KM, długość ponad 5 m. Wspaniale się tym jeździ, a to rozmiarowo taki standardzik tutaj 😉
Po pierwszej nocce (oczywiście w motelu), ruszamy w kierunku wysp Keys. Nie ma co ukrywać- to drogie miejsce, a szczególnie wieńczące archipelag: Key West. Warto się przygotować; gdzie bywać, spać i jeść, to może przełknięcie wydatki na miejscu 😉 Sezon (poza miesiącami huraganów) trwa tu non stop. Amerykanie uwielbiają Keys, więc hotele trzymają twardo ceny (od 200 USD za noc…)! Jednak każdy jeden, zielony banknot wart był wydania! To zjawiskowe miejsce: karaibskie klimaty wciąż w USA!
Key West, to oczywiście też troszkę imprezownia z racji wakacyjnego klimatu przez większość roku. Ale to nic nie szkodzi. Ernest Hemingway docenił to miejsce, żyjąc tu przez 8 lat. Odwiedzamy jego dom - muzeum. Ze swojego ulubionego pubu (Sloppy Joe’s bar), wyniósł pisuar, z którego zrobił sobie fontannę w ogrodzie! (bo uznał, że przepił już tam tyle, że mu się należy) 😂😉😁 Też poszliśmy wypić kolejkę do „jego pubu”; bo taki był Ernest, takie jest też Key West. Koguty biegają po ulicach, jest imprezowo, wakacyjnie, ale inaczej niż w Vegas, czy Nowym Orleanie. Z racji bliskości Kuby; czuć też oczywiście latynoski vibe. Ocean, rafa koralowa, fantastyczne drinki - to były dobrze, do cna wyciśnięte dwa dni! 😉🇺🇸

Ruszamy do Miami! 😎✈️😜 Na miejscu tylko 8 dni do dyspozycji, wsiadamy więc w auto i eksplorujemy! 💪🏖️👌                  ...
02/11/2025

Ruszamy do Miami! 😎✈️😜 Na miejscu tylko 8 dni do dyspozycji, wsiadamy więc w auto i eksplorujemy! 💪🏖️👌

Address

Shanghai

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Marschall's Travel Plan posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Marschall's Travel Plan:

Share