09/05/2026
Też pewnie myśleliście, że Japonia jest taka „hop do przodu” i mega zaawansowana technologicznie? No nie do końca tak jest! Oczywiście; mają niesamowite auta (szkoda, że tych modeli nie ma w EU), pociągi śmigają w zawrotnych prędkościach (w tak rozbudowanej sieci, że ciężko to ogarnąć), o toaletach już wspominałem (podgrzewana decha z bidetem niemal wszędzie!). Ale z ciekawostek: gotówka tu nadal rządzi! 3 razy do bankomatu wracaliśmy, bo tak w połowie miejsc nie dało się zapłacić kartą! (po prostu chcieli cash i koniec!). Na dworcach chaos, bo jest tylu przewoźników i każdy ma swój fragment, inne biletomaty itd. Raz nam zeszło 40 minut żeby odnaleźć właściwy i wymienić voucher kupiony online na kartonikowy bilet (jakby nie można przyłożyć kodu QR…). W hotelu też przedziwna sytuacja: check in od 15 i nie ma zmiłuj..byliśmy o 14 i musieliśmy godzinkę poczekać, żeby z całą gromadą innych stanąć w kolejce o tej 15 i dostać wreszcie pokój, który już pewnie od dawna był gotowy…No i największy hit (ale to chyba jednak pozytyw…😲😉): w tym kraju niemal nie występują…kosze na śmieci!! Oni tak są wychowani (nauczeni), że śmieci zbierają i zanoszą do domu! I mimo to (a może dlatego), jest to najczystszy kraj w jakim byliśmy!! 🇯🇵🇯🇵
Kolejny punkt obowiązkowy w naszej, „szybkiej” Japonii, to zamek Himeji (UNESCO Heritage). Piękna, z daleka masywna budowla. Z bliska dopiero widać, ten oryginalny, japoński styl i jednak dość małe (jak na zamek) rozmiary. Z zabytkami w tym kraju jest pewien problemik: otóż w sporej większości są one…puste w środku! Tutaj było tak samo. Komnaty piękne, ale co z tego jak poza podłogą z drewna (trzeba zdjąć buty!), nic tam nie ma. Meble, obrazy, historia tego miejsca; nie wiadomo gdzie się podziała. Poza tym oni te swoje „relikty przeszłości” strasznie odnawiają..Ok, kataklizmy i czas poniszczyły trochę. Ale np. zamek w Osace został praktycznie zbudowany od nowa już w XX wieku - bez sensu!
Wracając z Himeji nie mogliśmy nie wysiąść w Kobe. Kto lubi wołowinkę?! My bardzo, a ta jest znana na cały świat ze swojej wyjątkowej jakości! Knajpka zarezerwowana na godzinę 19 miesiąc wcześniej…docieramy o 18:55 😜😲😁 (wiecie jaka to satysfakcja planując wszystko samemu sprzed komputera później osiągać takie „małe sukcesy”?😜 Uczta tania nie była, ale za jakość trzeba zapłacić. Zestaw degustacyjny składa się z kilku rodzajów wołowiny ułożonej w specjalny sposób, tak żeby na szczycie była ta „naj naj”. Grillujemy sami, podglądając innych co jeszcze tam się wyprawia! 😁😂 Niezapomniane przeżycie bez dwóch zdań.
W Osace warto jeszcze wjechać na Umeda Sky Building, która już nie jest może tak imponujących wzrostów na tle innych na świecie, ale widoczek, to zawsze widoczek.
Do Tokio można było lecieć samolotem, no ale być w Japonii i nie przejechać się słynnym Shinkansenem?! Ten pociąg wielkich prędkości (zwany też pociskiem, ang. bullet train), to bajka! Kapitalne fotele, miejsca na nogi ze dwa razy więcej niż w samolocie, w kibelku toaleta lepsza niż w domu (😂😂), a 550 km pokonał w 2h25 min! Nie dawno podnieśli niestety ceny i jest drogo, no ale warto było! Tym bardziej, że spotkała nas jeszcze jedna nagroda…Dostaliśmy takie miejsca, że z godzinkę przed Tokio za oknem objawiła się…Góra Fuji! Totalny symbol Japonii, jej największa sława! Nie było tego w naszym planie (bo i jak?), a tu taki psikus! Mamy już zaliczone, możemy nie wracać! 😜😂😁 (żarcik).
W Tokio w ciągu doby skupiamy się tylko na hipsterskiej dzielnicy Ginza (bo tam mamy hotel) i jedziemy zobaczyć najbardziej ruchliwe przejście dla pieszych na świecie, czyli Shibuya Crossing 😁 Oryginalna to atrakcja sami przyznacie, tak dla odmiany coś innego niż zabytek czy natura. A kto lubi zwierzęta i zna historię (i film) o psie Hachiko, wie, że musieliśmy dotknąć jego łapki będąc w Shibuya 😉
Czwartek, 7 maja był fajnym dniem, bo przeżyliśmy go…2 razy! Wstaliśmy w Tokio, śniadanko, zakupy, chill. Dojazd na lotnisko i wieczorny lot do Honolulu. Tam wylądowaliśmy…w ten sam czwartek o 7 rano, mając cały, kolejny dzień przed sobą! Coś pięknego i szkoda, że tak nie można codziennie (pokonać linię daty) i „oszukać przeznaczenie…”. 😉